Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Martin Wycisk

Romskie ofiary czeskiej policji

W cieniu polskiej debaty o ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej, również w Czechach ciemne karty II wojny światowej wywołały emocje opinii publicznej. W centrum dyskusji w Czechach stoi rola czeskich policjantów w nazistowskim ludobójstwie na ludności Romskiej, której ofiarą padły 500 tysięcy osób w całej Europie.

Publiczne bagatelizowanie działalności obozów dla Romów w czasie II WŚ przez wiceprzewodniczącego Izby Poselskiej i lidera skrajnej SPD (Wolność i Demokracja Bezpośrednia) Tomio Okamury spolaryzowało społeczeństwo czeskie. Drażliwość tej kwestii polega na tym, iż w okupowanych Czechach działały dwa obozy w Letach koło Písku i Hodonínie koło Kunštátu pod pełną kontrolą czeskiej policji, a nie jak w pozostałych obozach koncentracyjnych, niemieckiej SS.

Po wojnie obozy popadły w zapomnienie, a w Letach na terenie byłego obozu nawet wybudowano chlewnię. Dopiero w latach 90-tych problematyka godnego upamiętnienia ofiar obozu w Letach dotarła do czeskiej opinii publicznej, W obu obozach przetrzymywano prawie trzy tysiące osób, z czego ponad 500 zginęło na miejscu. Przeważająca ilość pozostałych została zamordowana w KL Auschwitz-Birkenau.

Tyfus i głód pod nadzorem policji

Układ Monachijski z 1938 roku, który legitymizował częściowy rozbiór Czechosłowacji, doprowadził do znaczącej zmiany kursu w polityce wewnętrznej. Rozczarowanie zachodnimi sojusznikami oraz wrażenie bezsilności systemu demokratycznego wobec zewnętrznej agresji przyczyniły się do zwrotu ku rządom autorytarnym. Wyrazem tego była między innymi ustawa z marca 1939 roku przewidująca budowę obozów dla „unikających pracy” mężczyzn.

Okupacja Czech przez Wehrmacht skutkowała powstaniem „Protektoratu Czech i Moraw” – formalnie autonomicznego tworu, będącego jedynie zamaskowaną okupacją niemiecką. Na podstawie wspomnianej ustawy władze protektoratu założyły na przełomie lat 1939 – 1940 obozy pracy w Letach koło Písku i w Hodonínie koło Kunštátu. Więźniowie na okres kilku miesięcy byli zobowiązani do ciężkiej pracy przy minimalnych racjach żywnościowych.

Chęć wykorzystania czeskiego przemysłu i siły roboczej przyczyniły się do relatywnie miękkiej okupacji w porównaniu z Polską czy ZSRR. Zwiększenie represji ze strony okupantów nastąpiło dopiero po udanym zamachu na zastępcę protektora Rzeszy Reinharda Heydricha w maju 1942 roku.

W sierpniu weszło w życie rozporządzenie „o zwalczaniu cygaństwa”, na podstawie której wszyscy Romowie mieli zostać deportowani do obozów pracy, a w grudniu tego samego roku Heinrich Himmler podpisał rozporządzenie zgodnie z którym wszyscy Romowie mieli zostać deportowani do obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Tym samym obozy w Letach i w Hodonínie stały się częścią maszynerii obozowej III Rzeszy jako tak zwane „obozy cygańskie” (Zigeunerlager), choć formalnie pozostały podporządkowane władzom protektoratu (załogę stanowili wyłącznie czescy policjanci).

Wpłynęło to na zaostrzenie rygoru w obozach. Zaprzestano zwalniać więźniów z obozów oraz zaczęto więzić nie tylko mężczyzn, ale również kobiety i dzieci. Związane z tym przeludnienie skutkowało katastrofalnymi warunkami higienicznymi i w efekcie wybuchem epidemii tyfusu w KZ Lety na przełomie 1942/43 roku.

Przez KZ Lety i KZ Hodonín przeszło około 2600 osób, z których pobytu nie przeżyło 520. W obu wypadkach najliczniejszymi ofiarami były dzieci, a głównymi powodami śmierci wycieńczenie pracą, niedożywienie oraz tyfus.

Od grudnia 1942 roku rozpoczęły się deportacje Romów do Auschwitz i po ostatnich transportach dwa lata później obozy zostały rozwiązane. Większość byłych więźniów KZ Lety i KZ Hodonín zginęło w komorach gazowych.

Walka o pamięć

Według danych Rady na rzecz Odszkodowań dla Ofiar Romskiego Holokaustu 90% z nieco ponad 6000 żyjących w Protektoracie Romów zamordowano, a w całej Europie liczbę ofiar ludobójstwa, zwanego również „Porajmos”, szacuje się na 500 tysięcy osób. W Czechosłowacji jedynie komendant KZ Lety Josef Janovský został w tej sprawie postawiony przed sądem w 1948 roku. Chociaż był znany wśród więźniów z brutalności oraz wykradania części racji żywnościowych, po trzech dniach rozprawy został uniewinniony.

Pozostaje kwestią otwartą na ile zaważyła „niewiarygodność” ofiar w oczach sądu, mających często wyroki za drobne przestępstwa z okresu przedwojennego, a na ile władze komunistyczne nie chciały skonfrontować społeczeństwa niewygodnym tematem kolaboracji.

W oczach społeczeństwa czeskiego obozy w Letach i Hodonínie zapadły w niepamięć, a w latach 70-tych na terenie KZ Lety powstała chlewnia, którą po zmianie ustroju sprywatyzowano. Dopiero wtedy społeczność romska zaczęła się upominać o godne upamiętnienie obozu.

Związku z tym w 1995 roku prezydent Vaclav Havel uroczyście otworzył pomnik stojący w bezpośrednim sąsiedztwie byłego obozu w Letach, a siedem lat później kolejny pomnik stanął na cmentarzu w pobliskich Mirovicach.

Niemniej na drodze do godnego upamiętnienia przez lata stała wspomniana chlewnia na terenie byłego KZ Lety. W listopadzie ubiegłego roku rząd czeski wykupił wreszcie budynek i zapowiedział jego wyburzenie w celu zbudowania miejsca pamięci.

Obóz? Jaki obóz?

Aktualnie trwająca dyskusja wybuchła pod koniec stycznia. Spowodował ją wywiad, w którym lider skrajnie prawicowej SPD Tomio Okamura stwierdził, że „obóz w Letach nie był ogrodzony” a „więźniowie swobodnie mogli opuszczać obóz”.

Stwierdzenia Okamury wywołały protesty nie tylko organizacji romskich i żydowskich, ale również centroprawicowych partii w parlamencie, które próbowały go bezskutecznie odwołać.

Od początku transformacji ustrojowej w Czechach ataki na mniejszość romską należą do politycznego folkloru. W latach 90-tych prym wiodła nacjonalistyczna SPR-RSČ i mniejsze ugrupowania skrajnie prawicowe. Okamura od początku swojej kariery politycznej (w 2012 roku został senatorem) nie kryje swojego chłodnego stosunek do Romów. W 2013 r. zasugerował iż, ze względu na ich styl życia kolidujący z wartościami narodów cywilizowanych powinni emigrować do Indii i założyć sobie własne państwo.

Niemniej wypowiedzi antyromskie zdarzają się również politykom innych partii. Przykładem może być premier Andrej Babiš, który w 2016 roku w czasie wizyty w osiedlu romskim w Varnsdorfie stwierdził, iż „były takie czasy, gdy wszyscy Romowie pracowali. To co w wiadomościach piszą, ci głupcy, że w Letach był obóz koncentracyjny, to jest kłamstwo, gdyż to był obóz pracy”.

Bagatelizowanie działalności obozów w Letach i Hodonínie nadal się zdarza, przy czym często wykorzystuje się fakt, iż określenie obóz koncentracyjny kojarzy się głównie z obozami zagłady służącymi masowym mordom (np. Auschwitz-Birkenau czy Treblinka).

Według raportu czeskiego rządu w 2016 roku w Czechach żyło ćwierć miliona osób narodowości romskiej, co stanowi ponad 2% całej populacji Republiki Czeskiej. Do największych problemów tej społeczności zalicza się wyższe od krajowej średniej bezrobocie (6,6% w 2016r.), biedę, zadłużenie, wykluczenie społeczne i trudną sytuację mieszkaniową.

Romowie pozostają obok muzułmanów społecznością, wobec której Czesi mają największe uprzedzenia, o czym świadczą badania czeskiej akademii nauk. Według nich 76% Czechów uważa iż Romowie są niemoralni, 85% uznaje ich za leniwych a 82% przekonana jest iż łamią prawo .

Historia wciąż budzi emocje

Dyskusja o obozach w Letach i Hodoninie świadczy o tym, iż w czeskim, jak zresztą i w polskim społeczeństwie historia XX wieku nadal potrafi budzić spore emocje. Zdarza się również iż, te emocje potrafią przykryć inne kwestie i wpłynąć na sytuację polityczną Czech i Polski.

Zarówno Czechom jak i Polakom z trudem przychodzi rozmowa o mniej chlubne karty własnej historii. Wydaje się, iż jest to następstwem działalności środkowoeuropejskich ruchów narodowych w XIX wieku. Sięgano wtedy do historii dla legitymizacji własnych aspiracji niepodległościowych. W tym kontekście przyznanie się do niechlubnych kart własnej historii, oznaczało oddanie pole swoim przeciwnikom politycznym.

Gdy w XIX w. historia służyła celu stworzenia własnego państwa, to po 1918 r. historyczna legitymizacja nadal była potrzebna, gdyż granice jak i niepodległość wielu państw Europy Środkowej (zwłaszcza Polski i Czechosłowacji) była kwestionowana z różnych stron. Iż obawom tym nie brakowało podstaw, świadczy los regionu w latach 1938-1945.

Sto lat po odzyskaniu niepodległości przez Polskę i Czechosłowacje, nie są kwestionowane ani niepodległość ani granice naszych państw. XXI w przynosi wyzwania innej natury. Powstaje więc pytanie, czy nie powinno również zmienić się podejście naszych społeczeństw do historii?

Facebook Comments
Zdjęcie: By Richenza - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=23117813
Martin Wycisk
Martin Wycisk
Analityk w poznańskim Instytucie Zachodnim, absolwent Studium Europy Wschodniej UW i politologii na Uniwersytecie Śląskim, między grudniem 2016 a listopadem 2017 wiceprzewodniczący stowarzyszenia Forum Młodych Dyplomatów. W czasie wolnym pasjonat Czech i Słowacji oraz symulacji ONZ Model United Nations.
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY