Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Martyna Staśko

Trzy narody pod jednym dachem

Układ w Dayton podpisany w 1995 roku ustanowił granice państwowe Bośni i Hercegowiny w kształcie przedwojennych granic byłej Socjalistycznej Republiki BiH. Jednakże, czy w świetle wydarzeń z lat 90. XX wieku projekt ten wydaje się zasadny? Czy możliwe jest stworzenie funkcjonalnego i dobrze prosperującego państwa, zamieszkanego przez trzy, niedawno jeszcze, strony konfliktu?

Bośnia i Hercegowina jest państwem federacyjnym i podzielona jest na dwa entitety cieszące się szeroką autonomią – Federację Bośni i Hercegowiny (Federacja BiH) oraz Republikę Serbską (RS). Granica pomiędzy entitetami jest niemalże tożsama z linią demarkacyjną z końca 1995 r. Jej wojenny charakter podkreślają liczne czerwone tabliczki z wizerunkiem białej czaszki i napisem „Pazi! Mine!” (Uwaga! Miny!). Każdy z entitetów posiada osobne instytucje państwowe, takie jak rząd, podległe mu ministerstwa oraz organy ścigania.

Konstytucja, której celem był równy podział władzy i wpływów pomiędzy trzema narodami ustanowiła podział każdego szczebla władzy według tzw. klucza narodowego. Oznacza to, iż każdy naród musi posiadać taką samą liczbę reprezentantów w instytucjach państwowych. Przykładowo, jeśli ministrem jest Serb, posiada on dwóch wiceministrów – Boszniaka i Chorwata.

Jak można się łatwo domyślić, skutkiem takiej organizacji państwa jest istnienie gargantuicznego aparatu administracyjnego, który pożera większość środków z budżetu i przyczynia się do rozrostu biurokracji. Co trzeci pracujący obywatel BiH, jest obecnie zatrudniony w bośniackiej administracji publicznej, która jest jednocześnie najdroższa w całej Europie. W państwie liczącym sobie około 3,5 mln mieszkańców doprowadziło to do powstania patologicznych wręcz rozmiarów zjawiska nepotyzmu i korupcji.

Świat bośniackiej polityki zdominowany jest przez partie nastrojone skrajnie nacjonalistycznie, reprezentujące interesy wybranej grupy narodowej. Ugrupowania polityczne, które odwołują się do idei bośniackiej tożsamości obywatelskiej posiadają znikome poparcie.

Do dziś nie cichną głosy krytyki, iż porozumienie kończące wojnę w Bośni i Hercegowinie „zamroziło“ sytuację polityczną z końca 1995 r. oraz doprowadziło państwo do impasu, który uniemożliwia jego normalne funkcjonowanie. W ostatnich latach wielokrotnie dochodziło do blokad pracy parlamentu, na skutek bojkotu obrad przez przedstawicieli jednego z narodów. Rok 2017 był rekordowo zły pod względem pracy parlamentu – uchwalono jedynie 11 ustaw.

Trzy narody, trzy wizje państwa

W sytuacji, w której bośniacka scena polityczna stanowi ring, na którym walczą ze sobą trzy konkurencyjne projekty narodowe, BiH nie ma szans stać się dobrze prosperującym, stabilnym państwem. Rodzimi politycy doskonale rozumieją mechanizmy psychologiczne, które rządzą społeczeństwem, wciąż żyjącym w strachu przed kolejnym konfliktem zbrojnym. Zamierzenie napędzają oni więc spiralę strachu i nienawiści między narodami, wiedząc, iż legitymuje to ich pozycję polityczną oraz zapewnia liczny elektorat.

Żadna z dominujących w BiH partii narodowych, tj. HDZ BiH (Chorwacka Wspólnota Demokratyczna BiH), boszniacka SDA (Partia Akcji Demokratycznej) i serbski SNSD (Sojusz Niezależnych Socjaldemokratów) nie wyróżnia się szczególnym lub postępowym programem politycznym, obiecującym reformy i poprawę warunków życia, lecz bazuje na ekskluzywizmie oraz gloryfikowaniu własnego narodu.

Serbowie z Republiki Serbskiej, skupieni wokół stolicy Banja Luki marzą wciąż jeśli nie o zjednoczeniu z serbskimi braćmi z sąsiedniej Republiki Serbii, to chociaż o decentralizacji i autonomii od federacji. Boszniacy, sprawujący władzę w stolicy państwa, na Bośnię spoglądają jako na państwo unitarne, w którym siedziba centralnej władzy znajduje się w Sarajewie i dociera do najdalszych zakątków państwa. Chorwaci, najmniej liczni, pozbawieni autonomii, wciąż podnoszą temat utworzenia trzeciego entitetu – tj. chorwackiej jednostki administracyjnej, kształtem przypominającej istniejące w latach 90. quasi-państwo Herceg-Bośnię ze stolicą w Mostarze.

Oliwy do ognia dolewają także sąsiedzi, którzy chcą mieć realny wpływ na kształt bośniackiego życia politycznego. Chorwacja, która stara się stworzyć wizerunek państwa-mediatora pomiędzy Unią Europejską a BiH, w rzeczywistości reprezentuje interesy chorwackie w Bośni, popierając utworzenie trzeciego entitetu. Serbia, która deklaruje poparcie dla Bośni daytonowskiej, podkreśla szczególną więź łączącą ją z Banja Luką, umocnioną szeregiem porozumień bilateralnych (np. obywatele RS mogą studiować i korzystać z opieki zdrowotnej w Serbii). Belgradzkie elity nie popierają regularnych prowokacji politycznych bodajże najbardziej kontrowersyjnego polityka na Bałkanach, prezydenta RS Milorada Dodika, ale też nigdy oficjalnie nie zdystansowały się one od jego polityki.
Turcja, która aktywnie popiera integracje atlantycko-europejskie w regionie Bałkanów dba w głównej mierze o interesy boszniackiej elity politycznej, także ze względu na prywatne relacje i przyjaźń łączącą prezydenta Turcji oraz lidera bośniackich muzułmanów Bakira Izetbegovicia.

Dwie szkoły pod jednym dachem

Jednakże, segregacja etniczna i przygotowanie do funkcjonowania w podzielonym społeczeństwie rozpoczyna się już na etapie wczesnoszkolnym. Na terenie BiH istnieje 14 ministerstw edukacji – 10 kantonalnych, dwa na poziomie enitetów, ministerstwo edukacji Dystryktu Brčko oraz wydział ds. edukacji Ministerstwa Spraw Cywilnych BiH. W praktyce jednak, decyzja o podstawie programowej spoczywa w rękach władz kantonu.

Bośniaccy żacy uczą się historii z różnych podręczników – należy ona bowiem do grupy przedmiotów narodowych, nauczanych osobno. Podręczniki te, nierzadko przedstawiają historię w sposób stronniczy i obarczają odpowiedzialnością za wojnę sąsiednie narody, potęgując poczucie doznanej krzywdy. Inne przedmioty z grupy narodowej to język ojczysty i literatura narodowa, religia, geografia oraz wiedza o społeczeństwie.

W praktyce, uczniowie wszystkich bośniackich nacji, którzy powinni uczęszczać do jednej szkoły korzystają z tego samego budynku, który posiada dwa osobne wejścia oraz osobne sale lekcyjne. Szkołą zarządza najczęściej dwóch dyrektorów, a lekcję prowadzą nauczyciele należący do osobnych (narodowych) kadr pedagogicznych.
Uczniowie nie spotykają się nawet na szkolnych korytarzach, gdyż przychodzą na zajęcia na zmianę poranną i popołudniową. Stąd powstało określenie „dwie szkoły pod jednym dachem”, które jest synonimem izolacji i segregacji na tle etnicznym.

Jednym z argumentów zwolenników istnienia „dwóch szkół pod jednym dachem” jest prawo do nauczania w języku ojczystym. Jest to swoisty paradoks, gdyż język chorwacki, jakim posługują się bośniaccy Chorwaci różni się od języka chorwackiego, który usłyszymy w Chorwacji. Podobnie rzecz, ma się z językiem serbskim. Język, który usłyszymy na ulicach Mostaru, Sarajewa i Banja Luki to hybryda języka chorwackiego i serbskiego, obficie przyprawiona turcyzmami. Nie trzeba dodawać, iż nikt w Bośni nie potrzebuje tłumacza, gdyż wszyscy porozumiewają się bez problemu. Pomimo tego, wszystkie oficjalne dokumenty, czy też nazwy muszą być zapisane w trzech językach, co znów napędza biurokratyczną machinę.

Dzisiejsza bośniacka młodzież to generacja urodzona już po zakończeniu wojny, jednakże wychowana przez rodziców, którzy doświadczyli jej okrucieństwa, i którzy nawet „nie zauważają, że nienawidzą”. Nienawiść ta, przekazywana z pokolenia na pokolenie, staje się w końcu czymś normalnym i automatycznym. Zwykło się mawiać, iż nowa generacja jest bardziej konserwatywna, niż pokolenie osób biorących udział w wojnie.

Tym bardziej więc niezwykły wydaje się opór młodych ludzi, którzy nie zgadzają się na bezrefleksyjne przyjmowanie wrogiej postawy. W 2017 r. uczniowie szkoły średniej w mieście Jajce zorganizowali protest przeciwko decyzji ministerstwa edukacji Kantonu środkowo-bośniackiego, które nakazało podzielić szkołę. Wcześniej jednak, na terenie gminy aktywnie działały międzynarodowe organizacje pozarządowe, których celem było zaangażowanie młodzieży w projekty o pojednaniu oraz tworzeniu wspólnej, obywatelskiej struktury społecznej.
Młodzi obywatele wygrali z topornym i dyskryminującym systemem zaprojektowanym przez polityków, jednakże inicjatywy takie, niestety, wciąż są zjawiskiem marginalnym.

Bliski obcy

Segregacja etniczna widoczna jest także na przykładzie przestrzeni miejskich. Doskonale znany jest przykład Mostaru, podzielonego na część zachodnią (chorwacką), nad którą góruje monstrualna wieża katolickiej katedry oraz wschodnią (boszniacką), a także Sarajewa, oficjalnie podzielonego na serbskie Wschodnie Sarajewo oraz Sarajewo właściwe (przez złośliwych nazywane bliskowschodnim).

Możemy rozpoznać charakter miasta nie tylko dzięki obiektom sakralnym, które świadczą o konfesji mieszkańców, lecz także dzięki zmienionym nazwom ulic, pomnikom nowych bohaterów i tablicom pamiątkowym upamiętniającym wybrane wydarzenia historyczne. Jak zauważył urodzony w Sarajewie chorwacki pisarz Miljenko Jergović, wraz ze zmianą nazw ulic miasto traci swoją pamięć. W taki sposób niegdysiejsza ulica Vase Miskina prowadząca do sarajewskiej Baščaršiji została przemianowana na Ferhadiję, nadając tym samym temu miejscu nowe znaczenie. Nazywanie ulic i dzielnic w taki sposób, by mógł się z nimi identyfikować tylko jeden naród jest sposobem na określenie przestrzeni i terytorium – podziału na “nasze” i “obce”.

Funkcjonowanie w społeczeństwie, w którym niewidzialne granice wyznaczają tożsamość narodowa oraz religia, jest regulowane przez niepisane zasady. Częste za czasów istnienia Jugosławii małżeństwa mieszane, stanowią dziś rzadkie zjawisko. W programie “Perspektiva” bośniacka młodzież zapytana o kwestię małżeństw mieszanych na terenie Bośni zaznacza, iż największą przeszkodą w nawiązaniu bliskiej relacji z osobą innej wiary i narodowości są różnice kulturowe. Opinia ta może wydawać się szokująca, dopiero gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż autorzy tych słów to młodzi ludzie mieszkający w jednym mieście, borykający się z tymi samymi problemami społecznymi i ekonomicznymi.

Granice wyznacza także ubiór. W sarajewskiej dzielnicy Lukavica niemalże nie pojawiają się kobiety w hidżabach i islamskich okryciach wierzchnich, zaś na muzułmańskiej Ilidžy zdziwione spojrzenia przykuwa pokazywanie się z widocznymi symbolami wiary prawosławnej. Mieszkańcy serbskiej Lukavicy twierdzą, iż muzułmanki noszące chusty nie mają po co odwiedzać tej dzielnicy, gdyż i tak nie zostaną obsłużone w sklepach i kawiarniach.

Jednak pogranicze, bywa także ziemią niczyją – w 2016 r. podczas protestów byłych lokalnych pracowników cywilnych wojskowej bazy Butmir, która leży na granicy federacji i republiki, funkcjonariusze policji obydwu stron odmówili interwencji. Jak tłumaczyli, gdy wyznaczano granicę Federacji BiH i Republiki Serbskiej, narysowano ją na mapie grubym flamastrem. Ślad, który na mapie ma pół centymetra, w rzeczywistości obejmuje obszar kilkuset metrów. Dlatego nie wiadomo, do kogo należy ten skrawek terytorium i kto powinien zająć się demonstrantami. Choć anegdota ta wskazuje raczej niezbyt dobrą kondycję bośniackich organów policyjnych, dobrze oddaje absurdalność niektórych zjawisk, które rządzą bośniackim społeczeństwem.

Bośnia i Hercegowina wciąż jeszcze oficjalnie pozostaje jednym państwem, jednakże o jej przyszłości trudno wyrokować. Jeśli wzrastać będzie tendencja do dalszej izolacji i segregacji w polityce i życiu codziennym, na pewno nie będzie to przyszłość pod żadnym względem lepsza. Wśród członków wspólnoty narodowej nie cichną głosy, iż Układ w Dayton był projektem chybionym, który umocnił wewnętrzne podziały oraz uniemożliwił wykształcenie ponadnarodowej tożsamości obywatelskiej. Widoczne są także ogromne wysiłki europejskich dyplomatów, którzy działają na rzecz integracji europejskich w regionie Bałkanów. Choć przystąpienie BiH do UE wydaje się odległą perspektywą, jest to jednocześnie jedyna wizja przyszłości kraju, w której pozostaje on w obecnym kształcie.

Facebook Comments
Martyna Staśko

Absolwentka filologii chorwackiej i serbskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie w Rijece. Zainteresowana tematem integracji europejskich państw postjugosłowiańskich. Przez rok pracowała jako tłumaczka misji wojskowej w Bośni i Hercegowinie.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY