Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

Putin nie wie, że wybory są fałszowane? Wywiad z Romanem Udotem z organizacji Gołos

Z Romanem Udotem z organizacji Gołos spotkałem się w Warszawie w trakcie debaty o fałszerstwach wyborczych w Rosji organizowanej przez Fundację Odpowiedzialna Polityka i Eastbook.eu. Kilka dni wcześniej jego przyjazd zawisł na włosku po tym, jak został zatrzymany na lotnisku w Moskwie. Oficjalną przyczyną było to, że zabrał telefon pracownikowi telewizji NTV, z którymi popadł w konflikt. Komizmu sytuacji dodaje fakt, że to właśnie z tego telefonu Udot zadzwonił po policję, a NTV już niejednokrotnie emitowała materiał szkalujący rosyjskiego aktywistę. Nie przypadkowo i tym razem rosyjska telewizja postanowiła dokonać prowokacji - ruch Golos zbyt aktywnie śledzi rosyjskie wybory i nagłaśnia fałszerstwa. Właśnie o tym, jak się fałszuje wybory w Rosji, postanowiłem porozmawiać z Romanem Udotem w jednej z warszawskich kawiarni.

Maciej Zaniewicz: Ostatnie wybory prezydenckie w Rosji zostały sfałszowane?

Roman Udot: W dużej mierze tak.

Zgodnie z metodą falsyfikacjonizmu Karla Poppera, z pomocą danych statystycznych i wideo bez problemu mogę udowodnić, że te wybory nie były sprawiedliwe.

Dlaczego wobec tego zostały uznane za zgodne z prawem?

Pytanie brzmi czy został zafałszowany ostateczny rezultat. Moim zdaniem nie. Jeśli byśmy nie policzyli wszystkich sfałszowanych głosów i tak okazałoby się, że wygrałaby ta sama postać.

Jeśli natomiast przyjrzymy się całej kampanii wyborczej i temu, na ile ludzie mogli brać udział w procesie wyborczym, to należy powiedzieć, że te wybory od samego początku były niesprawiedliwe. Niezależnie od tego, jak policzono głosy.

W samym wyścigu przedwyborczym nie brały udziału najsilniejsze postacie. Te, które natomiast zostały dopuszczone do wyborów, nie miały możliwości publicznego występowania, albo miały możliwość w niekorzystnym czasie antenowym.

W sam dzień wyborów również zaobserwowano fałszerstwa. Przede wszystkim w tak zwanych „sułtanatach wyborczych”. Bardzo mocno wpłynęło to na ostateczny wynik wyborów, ale jeszcze mocniej na psychologię wyborców w innych regionach Rosji.

Jak fałszuje się wybory w dniu głosowania?

Już w trakcie głosowania ludzie zaczęli obserwować na transmisjach wideo z lokali wyborczych tak zwane „wrzutki” (masowe wrzucanie wypełnionych kart do głosowania do urny, najczęściej przez członków komisji – red.). Później pojawiły się ujęcia, na których można było zaobserwować, jak ludzie głosowali kilka razy w jednym lokalu – podchodzili do stolika komisji, brali kartę, wrzucali ją do urny i wracali się do stolika po kolejną kartę.

Następnie ujawniono fałszerstwa w momencie podliczania głosów. Tylko w Moskwie na chwilę obecną (24.03.2018) anulowano rezultaty w siedmiu komisjach wyborczych, w których sfałszowano protokoły.

Jak to się robi?

Jeśli w takiej komisji na przykład na Putina zagłosowało 900 wyborców, to ten protokół był niszczony przez przewodniczącego komisji, który w następnym protokole pisał, że za Putina zagłosowało ok. 1600 wyborców. To jeden z realnych przypadków z Moskwy.

W komisji nie pracuje przecież tylko przewodniczący. Pozostali członkowie komisji się na to godzą?

Takie przypadki wychodzą na jaw dzięki pracy obserwatorów obywatelskich. U obserwatora pozostaje kopia protokołu z rzeczywistą liczbą głosów. Gdy widzi on w Internecie inny rezultat, może podejrzewać, że dokonano fałszerstwa.

Są też takie przypadki, gdzie wręcz widać, że podpisy wszystkich członków komisji postawiono jedną ręką, a nawet jednym długopisem.

Najważniejsze jest jednak to, że Centralna Komisja Wyborcza obecnie, w odróżnieniu od czasów, gdy jej przewodniczącym był Władimir Czurow, przyjmuje nasze skargi i anuluje wyniki w takich komisjach. Ale anulowanie nie oznacza ukarania winnych.

Ludzie odpowiedzialni za fałszerstwa pozostają bezkarni?

Najczęściej tak. Jak na razie nie mogę mówić, jak będzie tym razem, ale po wyborach w 2016 roku nikt nie został poważnie ukarany.

Możliwe jest oszacowanie ile głosów zostało sfałszowanych?

Są określone prawa natury, którym podlegają nie tylko jabłka spadające z drzewa czy kule trafiające w cel, ale również karty wyborcze wpadające do urny i rozkład głosów wyborców w poszczególnych komisjach.

W Rosji mamy obecnie do czynienia z falą szarlataństwa. Ludzie ogłaszają, że matematyka nie jest w stanie opisać ludzkiego zachowania, ale nie wiedzą, że sformułowane w 1837 roku prawo Poissona od samego początku oparte było na obserwacji ludzkiego zachowania. Od tego czasu prawo to nie było podważane, ale w Rosji znajdują się tacy, którzy porywają się na negowanie oczywistych praw matematyki.

Dzięki metodom matematycznym, takim jak metoda Szpilkina można określić liczbę anomalnych głosów. Na poprzednich wyborach wynosiła ona od 8 do 10 mln. Zgodnie z inną metodą – Metlowa – liczbę anomalnych głosów możemy oszacować na ok. 9 mln. To jest skala fałszerstw, o której możemy mówić.

W jakim celu wybory są fałszowane, jeśli Pana zdaniem i tak wygrałby Putin?

W Moskwie wybory nie są fałszowane tak, jak na przykład w republikach kaukaskich. Tam oficjalnie oddanych głosów jest czasem nawet kilka razy więcej niż w rzeczywistości. W tym roku na przykład w komisji wyborczej nr 240 w Kabardo-Bałkarii zaobserwowano, że frekwencja została trzykrotnie zawyżona.

Oficjalny poziom frekwencji w komisjach w Kabardo-Bałkarii oraz frekwencja zaobserwowana przez obserwatorów online Fundacji Odpowiedzialna Polityka i Eastbook.eu w komisji nr 240.

Oficjalny poziom frekwencji w komisjach w Kabardo-Bałkarii oraz frekwencja zaobserwowana przez obserwatorów online Fundacji Odpowiedzialna Polityka i Eastbook.eu w komisji nr 240.

Należy pamiętać, że te fakty są ze sobą powiązane. Moskiewski wyborca idąc do komisji, patrzy na Grudinina, Putina i Sobczak i myśli sobie „pokój na Kaukazie może zapewnić tylko Putin – na niego głosuje przecież aż 91% mieszkańców Kaukazu”. I on też głosuje na Putina.

I dzieje się to w sytuacji, w której wyniki wyborów na Kaukazie są całkowicie „narysowane”. Rezultaty wyborów w różnych komisjach są identyczne. Tym sposobem prawdziwy głos moskwianina jest fałszowany na Kaukazie.

Na jakim poziomie podejmowana jest decyzja o tym, żeby w danej komisji dosypać głosów, a w innej nie?

Myślę, że dla Polaków, jako byłych członków obozu sowieckiego, ten mechanizm powinien być zrozumiały. Wierchuszka nie wydaje decyzji o tym, by sfałszować wyniki planu pięcioletniego lub wyborów. Ona po prostu mówi na głos: „powinniśmy zrealizować plan pięcioletni” albo „naszym zdaniem, w obwodzie saratowskim Jedna Rosja powinna zdobyć 62,2% głosów”. Ten drugi przypadek jest z życia wzięty.

I regionalna komisja wyborcza usłyszawszy ten komunikat, postanowiła narysować wynik 62,2% w kilku komisjach. To miało miejsce w 2016 roku. Przy tym sam Wiktor Wołodin, który miał jedynkę na liście Jednej Rosji w obwodzie saratowskim, jeździł po regionie i groził miejscowym władzom, aby te nie ważyły się fałszować wyborów. Partia chciała, żeby jej zwycięstwo było nieskazitelne.

Wiele innych czynników wskazuje na to, że centrum nie jest zainteresowane, albo nawet nie wie o tych fałszerstwach, które mają miejsce.

Czy to możliwe, żeby Kreml nie wiedział o fałszerstwach wyborczych?

Tak. To jest możliwe za sprawą braku niezależnych mediów i realnej opozycji parlamentarnej.

Poza tym, gdy tylko ktoś donosi o fałszerstwie, pojawia się masa propagandystów krzyczących o tym, że „matematyka nie może opisać ludzkiego zachowania” lub że jesteśmy zagranicznymi agentami. Co można na to odpowiedzieć? Tak, jesteśmy agentami Jupitera – zamknijmy wreszcie ten temat i przejdźmy do naszych wniosków. Oni jednak całkowicie je ignorują. Dla nich ważne jest jedynie to, by nazwać nas zagranicznymi agentami.

Jeśli wybory „poprawia się” na poziomie regionów i Kreml o tym nie wie, czy w ogóle możliwe jest zwalczenie tego systemu? Po Putinie czekają nas sprawiedliwe wybory, czy wszystko zostanie po staremu?

Należę do tych rzadkich ludzi, którzy uważają, że Putin, jeśli on w ogóle istnieje, nie odgrywa żadnej roli. Albo nie istnieje wcale. Możliwe, że na najwyższym piętrze korporacji nikogo nie ma, a decyzje podejmowane są piętro niżej przez najbliższe otoczenie prezydenta – tak zwanego „kolektywnego Putina”.

Mogę podać masę przykładów tego, jak Putin wychodził na kompletnego idiotę. Tak było, gdy na przykład pokazywał amerykańskiemu reżyserowi amerykańskich żołnierzy, twierdząc że to rosyjskie wojsko; opowiadał o wyborach na mera w miastach, w których Jedna Rosja odwołała te wybory; ustawił kamery w lokalach wyborczych na własnych wyborach – bo to jego własny pomysł – kompromitując samego siebie…

On wychodzi na kompletnego idiotę, który zupełnie nie rozumie co się wokół niego dzieje.

Kto wobec tego rządzi Rosją?

Moim zdaniem wszystkie decyzje podejmowane są przez jego otoczenie. Od członków Prezydenckiej Rady ds. Praw Człowieka wiemy na przykład, że Putin skarżył się im, że dostaje do podpisania całą teczkę dokumentów, których nie jest w stanie nawet przeczytać. Po prostu siedzi i podpisuje, zupełnie nie wnikając w treść dokumentów.

Czy wobec tego po Putinie, jeśli nowy prezydent by tego zechciał, w ogóle możliwe byłoby przeprowadzenie uczciwych wyborów?

Po Putinie nic się nie zmieni, ponieważ on w ogóle nie istnieje. Dobrym przykładem jest zmiana przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej. Wówczas bardzo się baliśmy, że nie będzie żadnych fałszerstw. Wszystkie mikroskopy nastawiliśmy na maksimum, żeby znajdywać te wirusy. Sądziliśmy, że a nuż Pamfiłowa będzie w stanie zlikwidować fałszerstwa.

Ona się stara, ale na szczęście dla nas – badaczy wyborów – nic takiego się nie dzieje. System się opiera.

Jak wobec tego można zmienić tę sytuację?

Do tego niezbędna jest wolność mediów, które będą na miejscu; niezależność sądów, które będą wsadzać tych bandytów do więzień; niezależność policji, która będzie te sprawy badać, a nie ukrywać. Na jednym z naszych nagrań widać, jak policjanci stoją i patrzą się, jak karty do głosowania są wpychane do urny.

Jeśli sytuacja w regionach ulegnie poprawie – system uda się zmienić. Odgórnie tego się nie da zrobić.

Facebook Comments
Maciej Zaniewicz
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY