Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartosz Chmielewski

Wileńszczyzna w rytmie disco

Za niecały miesiąc na Wileńszczyźnie będzie miała miejsce inwazja disco polo. Od maja w telewizji litewskiej dostępne będę dwa polskojęzyczne kanały rozrywkowe, w tym Power TV, które od rana do wieczorowa emituje polską muzykę dyskotekową. W szale rosnącej popularności swojskiego disco mało kto wpada na to, że efektem tej popkulturowej ekspansji może być coś więcej, niż tylko pęczniejące konta – i tak już bogatych – gwiazd „muzyki chodnikowej”.

W Polsce od około 5 lat mówi się o renesansie disco polo, które po złotych latach 90-tych na długo zostało wyparte w podświadomości Polaków. Muzyka chodnikowa powtórne zdobyła serca polskiego społeczeństwa dzięki internetowi – globalnemu medium, które pomieści wszystko. Kojarzona zawsze ze wsią, rugowana przez media dla mieszczuchów mogła wrócić pod strzechy dzięki Youtube’owi. Modne portale, prasa i telewizja, które uparcie uważały disco polo za wieśniackie, prowincjonalne i kiczowate, a jego słuchaczy za Polaków B, a nawet troglodytów, musiały w końcu ugiąć się pod presją. Okazało się, że współczesne disco polo kryje za sobą duże pieniądze, więc nawet reprezentując poważne media, warto jest pisać o tym renesansie bez przekąsu.

Technicznie, disco polo jest polską odmianą narodowego disco, które występuję na całym świecie. W pewnym sensie jest więc polskim odpowiednikiem bałkańskiego turbofolku, rumuńskiego manele, italo disco, bułgarskiej czałgi. Również w sferze tekstu nietrudno jest odnaleźć wspólną bazę dla disco polo, czy innych odmian krajowych. Latynoamerykański reggaeton (poprzednicy i następcy „Despacito”), którym zachwyca się cała Polska, w warstwie tekstowej nie różni się niczym od swoich odpowiedników z całego świata. Większość piosenek narodowego disco jest formą ucieczki do świata emocji na pograniczu prawdziwego życia i emocji z popołudniowej telenoweli. Jest wiec historia miłości, ale i rozstania, nawet pojawia się nutka pikanterii (czasem przesadnie dosłowna), ale również strawa dla ducha taka jak wolność czy patriotyzm.

Disco! Disco to dla mnie wszystko!

Jesienią ubiegłego roku w „wileńskim” Internecie miała miejsce dyskusja podobna do tej, która toczyła się w Polsce obserwującej powrót disco polo pod strzechy. Na Facebooku Radia znad Willi widać było spore wzburzenie tematem, jako że słuchacze zaczęli zauważać na antenie rosnącą ilość utworów disco polo. Cześć komentatorów spokojnie akceptowała bieg wydarzeń i twierdziła „dobre, bo polskie”, ale zdecydowana większość była krytycznie nastawiona do tak częstego grania disco. O tym, że temat ten był gorący, świadczą dane z Google Trends: w okolicach listopada (kiedy toczyła się ta dyskusja) w regionie widać znaczny wzrost wyszukiwań hasła „disco polo”.

W rzeczywistości disco polo na Wileńszczyźnie jest całkiem popularne. Świadczyć o tym może choćby ilość i skala koncertów disco polo. W głównych salach koncertowych Wilna co kilka miesięcy odbywają się „grandiozne” imprezy. Na występy Akcentu, Borysów i innych zespołów przychodzą pokaźne grupy fanów. Prawdopodobnie nie tylko wileńskich Polaków, ale także reprezentantów innych mniejszości. Imprezy disco polo były nie tylko reklamowane, czy relacjonowane w polskich mediach Wileńszczyzny, ale także np. w RusRadioLt, na którego falach dominuje rosyjska Popsa.

Sceptyczne podejście do walorów estetycznych disco polo jest oczywiste. Z jednej strony prosta, z niewysublimowanym przekazem, z drugiej strony zaś jest chwytliwa i swojska (przecież jest w pewnej formie połączeniami muzyki ludowej i disco), przez co wygrywają serca ludzi, dla których disco polo jest formą przyjemnej rozrywki. W ten sposób stając się formą kultury masowej, docierającą do jak największej ilości odbiorców.

W trakcie dyskusji o popularności disco polo na falach Radia znad Willi jeden z zaproszonych gości stwierdził, że w Wilnie brakuję polskich imprez na poziomie. Tę lukę miałby wypełnić ambitny pop (Ivan Komarenko? Janusz Laskowski?), jazz i muzyka młodzieżowa. Idąc tym tropem, alternatywą dla masowej i dostępnej muzyki disco polo miałaby być muzyka z nieco wyższej półki – ale czy jest to jakkolwiek przekładalne na rzeczywistość?

Wileńszczyzna nie różni się pod tym względem tak bardzo od Polski, w której disco polo bardzo skutecznie wchłania wszelkie wydarzenia masowe, lokalne festyny, programy telewizyjne i domowe imprezki. Koncerty gwiazd z peryferiów muzyki „wysokiej” są więc przypisane wyłącznie dużym miastom z coraz węższym gronem odbiorców, a nie szerokiej publiczności. Trudno więc wyobrazić sobie zarówno ich wizytę na Wileńszczyźnie, jak i mieszkańców Wileńszczyzny na ich koncercie.

Disco na froncie walki o ludzkie serca

Od wybuchu wojny na Ukrainie w 2014 roku coraz wyraźniej widać, jak istotne jest zdobywanie serc i umysłów ludzi w sposób adekwatny do czasów i zwyczajów. Rosja za pomocą zmasowanej wieloletniej wojny kulturowej wygrała sobie wsparcie części mieszkańców wschodu Ukrainy. Coraz częściej mówi się również o wpływie rosyjskiego przekazu kulturowo-informacyjnego na Wileńszczyźnie. Jedną z szans na przełamanie wpływów tego rodzaju, jest kulturowo-polityczna repolonizacja Wileńszczyzny, która dokonać się może między innymi za pomocą kultury masowej na czele z disco polo.

Power TV będzie dostępne na Litwie już od 1 maja. W głównych pasmach (w ciągu dnia i po 20:00) na antenie pojawiają się najnowsze teledyski wszystkich gwiazd polskiej „estrady chodnikowej”, a wraz z tym pojawi się konkurencja dla rosyjskiej muzyki rozrywkowej. Zenon Martyniuk (choć pewnie nieświadomy swojej roli) w końcu stanie w kulturowym boju naprzeciw Dimitrija Kołduuna czy Dimy Bilana. Bitwa ta – mimo przeważającej liczbowo siły przeciwnika – jest do wygrania. Disco polo, jak i ruska popsa, posiadają wspólny mianownik. Pod względem formy i treści twórczość szeregowego discopolowa wcale nie odbiega od swojego rosyjskiego odpowiednika. Obie strony posługują się tym samym kodem, za wyjątkiem języka.

Mieszkańcy Wileńszczyzny, którzy dziś bombardowani są disco kulami, od pierwszego maja będą wystawieni na ostrzał pociskiem disco polskim. W konsekwencji pojawienia się łatwo dostępnej konkurencyjnej kultury masowej (a jednocześnie zrozumiałej) może mieć pozytywny wpływ na część mieszkańców Wileńszczyzny. Za miłością do disco może prawdopodobnie pójść większe zainteresowanie tym, co się dzieje i jakie trendy panują w „Koronie” oraz stopniowe wychodzenie z rosyjskiej przestrzeni polityczno-kulturowej.

Facebook Comments
Bartosz Chmielewski
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY