Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kaja Puto

Gorsze podniebienia Europy. Dlaczego niemieckie płatki mają więcej witamin niż czeskie?

  • Bez kategorii
Dlaczego te same płatki śniadaniowe w Niemczech mają więcej witamin niż w Czechach? Czy producenci traktują nasze podniebienia jako "gorszego sortu"? A może przyczyna jest dużo bardziej prozaiczna? O swojej walce o równe prawa konsumentów i obywateli Kai Puto opowiadają Wojciech Gąsior i Magdalena Wnuk z serwisu MamPrawoWiedziec.pl.

Kaja Puto: Czy to prawda, że im bardziej na Wschód, tym słodszy jest smak coca-coli?

Wojciech Gąsior: Prawda jest taka, że nie wiadomo. Wokół tematu różnych składów żywności w Europie narosło sporo mitów, ale nie przeprowadzono jeszcze wyczerpujących badań. Ta sprawa wzbudza w Europie Wschodniej sporo emocji, bo przypomina o dawnych podziałach – nie tylko politycznych, ale i kulinarnych.

Wojciech Gąsior

Wojciech Gąsior

Po zawartości półek sklepowych łatwo było się przed 1989 rokiem zorientować, w której części Europy się znajdujemy. Dziś na terenie Unii Europejskiej mamy jednolity rynek, a na nim jednolite reguły. Mimo to, badania wykonane przez Słowaków, Węgrów i Czechów wskazują na to, że istnieją różnice w jakości produktów między Europą Zachodnią – tzw. krajami starej Unii, a państwami, które dołączyły do niej w ostatnich dwóch dekadach, m.in. Polską.

Jakie to różnice?

WG: Niektóre produkty spożywcze w Polsce czy innych krajach Europy Środkowej są gorszej jakości niż tak samo opakowane i tak samo nazwane produkty w Europie Zachodniej. Zostały wyprodukowane z gorszej jakości składników. W Słowacji w niektórych mięsach i paluszkach rybnych znaleziono więcej soli i mniej mięsa niż w tych sprzedawanych w Austrii. Czeskie płatki śniadaniowe Nesquik zawierały mniej witamin i kakao niż niemieckie.

Różnice stwierdzono także między Nutellą, kawą Jacobs i herbatą Nestea. Sprzedawana w obu krajach pod tą samą nazwą mielonka firmy Tulip okazała sią zupełnie innym produktem (czeska zawierała mięso drobiowe, a niemiecka – wieprzowe).

Jak udało się to odkryć?

WG: Pierwsze badania na ten temat przeprowadzili Słowacy, a ich wyniki potwierdzają wstępnie, że nie jest to wyłącznie mit. Trzeba jednak zaznaczyć, że różnice w badaniach przeprowadzonych do tej pory nie wypadały wyłącznie na niekorzyść Europy Wschodniej. W przypadku pewnych produktów wykryto również różnice na korzyść, np. w węgierskich Rafaello znaleziono więcej wiórków kokosowych niż w tych sprzedawanych w Austrii.

Żeby w pełni poznać skalę problemu, należy systematycznie zbadać transze produktów w całej Unii. Zabiegają o to m.in. liderzy Czech, Słowacji i Węgier. Polski rząd nie wykazuje większej inicjatywy w tym zakresie. Tematem zainteresowała się natomiast europosłanka opozycyjnej PO Róża Thun, która złożyła poprawkę do budżetu UE na 2018 rok i uzyskała 800 tysięcy euro na przeprowadzenie systematycznych badań w całej UE. Oprócz tego, w marcu 2017 roku Komisja Europejska odłożyła milion euro na przebadanie żywności.

Moja mama zawsze prosi, żeby przywieźć jej z Niemiec proszek Persil, chociaż ten dostępny jest w Polsce już prawie trzydzieści lat. Uważa, że ten kupiony w Niemczech jest lepszy.

WG: Co do produktów gospodarczych, nie dysponujemy jeszcze danymi na ten temat. Rzeczywiście w Polsce pokutuje mit „chemii z Niemiec” i przekonanie, że te same wyroby na naszych półkach mają gorszy skład niż te na Zachodzie, ale nie ma na to naukowych dowodów. Uwzględnienie produktów gospodarczych w badaniach proponowała Brukseli wspomniana wcześniej Róża Thun, ale ze względu na to, że medialny skandal z udziałem czeskich, słowackich czy węgierskich polityków skupił się na żywności, kwestia „chemii” zeszła na dalszy plan.

Rzeczywiście, reakcje niektórych polityków w Europie Środkowej na wstępne wyniki badań były bardzo ostre. Premier Bułgarii Boyko Borisow nazwał tę sytuację „pozostałością po apartheidzie”. Dlaczego producenci żywności decydują się na segregację „lepszych” i „gorszych” konsumentów? Liczą na to, że w Europie Wschodniej świadomość na temat diety jest mniejsza?

WG: Problem ma swoje racjonalne wytłumaczenie. Zachodni producenci oraz wielkie sieci supermarketów mają u nas mniejsze możliwości sprzedaży, bo nie konsumujemy aż tyle, ile mieszkańcy bogatszych krajów Europy. Ceny tych samych produktów muszą być więc wyższe.

Z drugiej jednak strony nie mogą być zbyt wysokie, bo zarabiamy mniej niż na Zachodzie. To prawdopodobnie dlatego niektórzy producenci żywności zdecydowali się zaoszczędzić na składnikach towarów wysyłanych do sklepów na wschodnich krańcach UE. Na jakość produktów niewielki wpływ mogą mieć nawet takie czynniki jak właściwości fabrycznych pasów transmisyjnych – dlatego różnice w składzie produktów w różnych krajach i regionach są normalną rzeczą.

Czyli gdyby nie to, to i tak by nas truli?

WG: Słowo „otruć” nie jest tu właściwe, bo kłopotliwe towary spełniają unijne normy minimalnej jakości produktów. Nie jest więc tak, że unijne prawo i nasza równość wobec niego w ogóle nie działają. Istnieją krajowe instytucje, które tę jakość kontrolują. Gorszy Nesquik czy gorsza Nestea nie zagrażają bezpośrednio zdrowiu konsumentów, a ich składy nie są tajne.

Skoro jakość problematycznych produktów mieści się w unijnych normach, jak Bruksela może wpłynąć na postępowanie producentów działających na wolnym rynku?

WG: Przede wszystkim należy zacząć od kompleksowych badań i to Bruksela właśnie stara się zrobić. Dopiero taka analiza pozwoli w jednoznaczny sposób stwierdzić, czy problem istnieje i wykazać jego skalę. Prace nad tym trwają, zawiązuje się zespół międzyinstytucjonalny, w którym Parlament Europejski będzie prawdopodobnie reprezentowała Róża Thun. Zespół będzie miał do dyspozycji łącznie prawie dwa miliony euro, które poświęcone zostaną na wypracowanie metodologii badań oraz ich przeprowadzenie. Do tego zatrudnieni zostaną belgijscy naukowcy.

Różnice między rynkami żywności na Zachodzie i w naszej części Europy nie znikną z dnia na dzień. To co można zrobić teraz, i na co najsilniej nalegają polscy europosłowie, to zmiana przepisów o promowaniu i nazewnictwie żywności.

Na przykład czeska mielonka pewnej firmy w Czechach zawierała mięso drobiowe, a w Niemczech wieprzowe – choć zupełnie różne, oba produkty nazywały się dokładnie tak samo. W kwietniu Komisja Europejska przedstawiła szeroki pakiet zmian w prawie konsumenckim, który zakazuje takich praktyk. Sprzedawanie różnych produktów pod tą samą nazwą ma być nielegalne.

Kwestia jakości produktów spożywczych jest jednym z wielu tematów, które postanowił skontrolować Wasz serwis www.mamprawowiedziec.pl. Przede wszystkim jednak zajmujecie się kontrolą działalności polskich polityków…

Magdalena Wnuk

Magdalena Wnuk

Magdalena Wnuk: Tak, jako organizacja pozarządowa przede wszystkim informujemy o tym, co robią politycy, sprawdzamy, w jaki sposób realizują swój mandat. To niby informacje dostępne publicznie, ale my zbieramy je w jednym miejscu i staramy się przekazywać je w sposób przystępny, który dotrze do jak największej liczby obywateli.

Temat żywności pojawił się natomiast przy okazji wspólnego projektu, który zrealizowaliśmy z innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej. Zaprosiliśmy do niego NGO-sy z Czech, Słowacji i Węgier, które mają podobny profil działania do naszego. Wspólnie śledziliśmy, na ile politycy z krajów V4 mają pole do współpracy, czy są tematy, które powinny ich łączyć, w których mogliby wypracowywać wspólne stanowisko.

I co z tego wyszło?

MW: Jednym z takich tematów była właśnie kwestia jakości żywności. Okazało się, że kraje V4 mogą w tej kwestii mówić jednym głosem – może oprócz Polski, dla której ten temat nie był aż tak bliski. Poza tym badaliśmy inne tematy żywe dla naszych opinii publicznych: prawa pracowników, bezpieczeństwo energetyczne, prawa kobiet, wolność mediów, a w przypadku Polski i Węgier również praworządność.

Przyglądaliśmy się również stosunkowi krajów V4 do dołączenia Ukrainy do UE. Tutaj już zgody nie było, bo Czechy, Słowacja czy Węgry są temu raczej przeciwne. Niemniej okazało się, że organizacje z krajów V4 mają mnóstwo wspólnych problemów, w związku z którymi mogłyby zacieśnić współpracę. W najbliższym czasie będą to wybory samorządowe, które odbędą się jeszcze w 2018 roku w Polsce, na Węgrzech i na Słowacji. Zastanawiamy się, czy i na tym polu nie zaplanować dalszych działań z naszymi partnerami…

WG: Innym wspólnym problemem jest niska frekwencja w wyborach do europarlamentu. Cztery z sześciu państw, w których jest najniższa, to właśnie kraje Grupy Wyszehradzkiej. Na Słowacji nie osiąga ona nawet 15%!

I to mimo entuzjazmu, z jakim kraje Europy Wschodniej przystępowały do Unii Europejskiej.

MW: Świadomość polityczna najmłodszych członków wspólnoty, w tym świadomość wyborcza, jest niewystarczająca. To zrozumiałe, bo biurokracja unijna jest skomplikowana i niezbyt przejrzysta dla przeciętnego obywatela. W dodatku media nie informują systematycznie na temat wydarzeń w UE.

WG: Entuzjazm bez zrozumienia, czym Unia jest, ma małą wagę.

MW: I tak samo małą wagę ma dzisiejszy sceptycyzm. Dlatego tak ważne jest dla nas diagnozowanie problemów, z którymi styka się Polska czy – szerzej – kraje nowej Unii i informowanie o nich obywateli. Chcielibyśmy, by stały się one – tak jak na przykład problem jakości żywności – przedmiotem konstruktywnej debaty publicznej, której obecnie w kontekście Unii Europejskiej często brakuje

Facebook Comments

***

Serwis MamPrawoWiedziec.pl powstał w 2006 roku z inicjatywy organizacji pozarządowej Stowarzyszenie 61. Głównym celem funkcjonowania serwisu jest dostarczenie obywatelom informacji o osobach pełniących wybieralne funkcje publiczne. MamPrawoWiedziec.pl wraz z czeskim serwisem Kohovolit.eu, słowackim Demagog.sk i węgierskim Atlatszo.hu realizowało projekt analizy stanowisk polityków V4 na wybrane problemy UE.

Zdjęcie główne: Alexas_Fotos; Źródło: Pixabay
Kaja Puto
Kaja Puto
Dziennikarka
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY