Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Martyna Staśko

Nowa odsłona bałkańskiego szlaku migracyjnego

Z końcem 2014 r. Europa stanęła w obliczu największego od czasów II wojny światowej kryzysu migracyjnego. Uchodźcy wędrowali do Europy kilkoma głównymi szlakami, a jeden z nich wiódł przez Bałkany. Wydawać by się mogło, iż masowy napływ uchodźców został powstrzymany wraz z uszczelnieniem granic Grecji, Macedonii i Bułgarii. Podobnie, ucichł medialny szum, a wciąż aktualne doniesienia o fatalnych warunkach życia uchodźców koczujących w krajach bałkańskich zniknęły z pierwszych stron gazet. Mimo to, szlak ma się dobrze i wciąż jest otwarty, czego dowodzą ostatnie doniesienia z Bośni i Hercegowiny.

Kilka lat temu europejskie media obiegły zdjęcia tłumów koczujących na granicy grecko-macedońskiej oraz serbsko-węgierskiej. Główny szlak uchodźców wiódł przez Turcję i Grecję, a następnie przez Macedonię, Serbię i Węgry. Odkąd węgierskie władze postawiły mur na swojej południowych granicach, imigranci zaczęli kierować się ku Slawonii i granicy serbsko-chorwackiej. Jednakże uchodźcy wciąż szukają drogi do lepszego życia – w ostatnim czasie otwarty został nowy szlak, który przebiega przez stolicę Bośni. Choć nagły wzrost nielegalnych imigrantów na terenie kraju trudno określić mianem „fali uchodźców”, władze nie posiadają wystarczających środków, aby poradzić sobie z ich napływem.

Nowa droga do Europy Zachodniej

W 2015 r. w szczytowym punkcie kryzysu uchodźczego na Bałkanach kolumny uchodźców miesiącami kroczyły przez Macedonię, Serbię i Węgry. Oprócz pojedynczych przypadków, szlak ten omijał Bośnię. Być może wpływ miało na to ukształtowanie terenu oraz naturalna bariera, jaką stanowi rzeka Drina, stanowiąca granicę pomiędzy Bośnią i Serbią. Zauważono także, iż piesza wędrówka przez bośniackie góry mogłaby być zabójcza dla uchodźców, którzy najprawdopodobniej nie byli świadomi, iż na ponad 2% powierzchni kraju wciąż rozciągają się pola minowe, nierzadko nieoznakowane.

Według statystyk bośniackiej Policji Granicznej w 2016 r. zatrzymano 100 osób, które nielegalnie wkroczyły na terytorium kraju. W następnym roku liczba ta wzrosła siedmiokrotnie. Wtedy też codziennością stało się zatrzymywanie małych grup osób, pochodzących najczęściej z Syrii, Afganistanu i Pakistanu na obszarach przygranicznych Bośni, Czarnogóry i Chorwacji.

Ale uchodźców zatrzymywano także w trakcie rutynowych kontroli celnych i drogowych – odnajdywano ich w naczepach i podwoziach ciężarówek, ukrytych w pociągach towarowych wśród ładunków. Nierzadko ta ryzykowna podróż wiązała się z ryzykiem utraty zdrowia lub życia.

Od początku tego roku liczba imigrantów znacznie wzrosła – tylko od stycznia do końca kwietnia 2018 r. funkcjonariusze bośniackiej Straży Granicznej zatrzymali 1239 osób, które usiłowały nielegalnie wkroczyć na terytorium kraju. Większość z nich pochodziła z krajów o wysokim odsetku migracji, takich jak Syria, Pakistan, Libia, Afganistan, Irak, Iran, Algieria czy Maroko. Większość zatrzymań miała miejsce na obszarach przygranicznych pomiędzy Serbią, Czarnogórą i Bośnią, oraz Bośnią i Chorwacją.

Trudno oszacować dokładną liczbę osób, które zdecydowały się na tranzyt przez Bośnię, gdyż władze nie prowadzą rejestru imigrantów. Pewne szacunki można opierać jedynie na statystykach Straży Granicznej oraz policji, jednakże dotyczą one liczby osób zatrzymanych w związku z nielegalnym pobytem na terenie kraju. Faktyczna liczba uchodźców, którzy tymczasowo zatrzymali się w Bośni, jak i tych, którym udało się przedostać do Chorwacji, pozostaje nieznana.

Szlak południowy

Szlak południowy, to nowa trasa uchodźców biegnąca z Grecji, przez Albanię i Czarnogórę. Uchodźcy, którzy uzyskali w Czarnogórze status osoby starającej się o azyl otrzymują tymczasowe dokumenty, które gwarantują im prawo swobodnego poruszania się na terenie kraju. Dlatego też do granicy z Bośnią docierają legalnie, przy pomocy taksówek lub autobusów kursujących z położonego w centralnej części kraju Nikšicia. Z relacji funkcjonariuszy bośniackiej Straży Granicznej wynika, iż uchodźcy podejmują wielokrotne próby przekroczenia granicy, a czasem nawet dochodzi do sytuacji, w której Ci sami funkcjonariusze kilkukrotnie zatrzymują tę samą osobę, jak było to w przypadku ciężarnej kobiety z Algierii, dwukrotnie zatrzymanej przez funkcjonariuszy oddziału Trebinje – południe.

O ile imigranci zdołają przedostać się na teren Bośni, niszczą oni dokumenty azylowe oraz zmieniają tożsamość, co sprawia, iż nie podlegają procedurze readmisji. Następnie rozpoczynają pieszą wędrówkę, schronienia szukając najczęściej w zdewastowanych i opuszczonych po wojnie budynkach, których nie brakuje na terenie całego kraju.
Uchodźcy deklarują, iż bośniackie miasta, to jedynie przystanek w dalszej drodze na zachód, jednakże polityka imigracyjna sąsiednich państw może rozwiać sny o dalszej podróży do krajów Europy Zachodniej. W podobnej sytuacji znalazło się około 4 tysięcy uchodźców i imigrantów ekonomicznych, którzy od roku przebywają na terenie Serbii.

Od kilku miesięcy w mieście Velika Kladuša na terenie parku miejskiego koczuje około 400 osób i liczba ta stale rośnie. Władze miasta Bihać z braku innej możliwości zakwaterowały około 100 uchodźców w niewykończonym budynku, który miał niegdyś pełnić funkcję akademika. W oknach piętrowca nie ma szyb, brakuje także pomieszczeń sanitarnych.

Z dnia na dzień rośnie także liczba imigrantów w stolicy kraju. W ostatnich dniach w centrum Sarajewa przez zabytkową Vijećnicą, czyli sarajewskim ratuszem powstało miasteczko namiotowe, w którym przebywa około 100 osób. Swoją pomoc otrzymują oferują wolontariusze, organizacje pozarządowe oraz mieszkańcy miasta. Przynoszą oni jedzenie oraz ubrania. Wciąż jednak brakuje pomocy ze strony władz.

Koczujący w parku imigranci pozytywnie wyrażają się o mieszkańcach Sarajewa, zaznaczając, iż nigdzie nie zostali przyjęci tak dobrze jak w Bośni. Zdaje się, iż Sarajewianie dobrze rozumieją trudną sytuację w jakiej znaleźli się ci ludzie, gdyż przed 20-oma laty wielu Bośniaków podzieliło los uchodźców, zmuszonych opuścić swoje domy.
Jednak dotarcie do celu nie jest łatwym zadaniem. Jedna z syryjskich rodzin pomieszkująca w parku pod ratuszem tuła się po Bałkanach od 4 lat, przemierzając tereny Bułgarii, Grecji, Macedonii i Serbii.

Władze rozkładają ręce

Premier Bośni i Hercegowiny Denis Zvizdić podkreślił, iż państwo nie dysponuje wystarczającymi środkami, aby zapewnić godne warunki uchodźcom. Centrum Azylowe w miejscowości Deljiaš koło Trnova jest w stanie pomieścić 154 osoby. Centrum Imigracyjne w sarajewskiej dzielnicy Lukavica, w którym znajdują się osoby wymagające szczególnego nadzoru służb, de facto więzienie, jest wypełnione po brzegi od września zeszłego roku. Obecnie przebywa tam 78 osób. Dyrektor Urzędu ds. Cudzoziemców Slobodan Ujić dodaje, iż codziennie do Bośni dociera około 100 nowych imigrantów.

Dzięki inicjatywom instytucji religijnych oraz organizacji pozarządowych, niektórzy uchodźcy znaleźli dach nad głową w budynkach należących do lokalnych wspólnot wyznaniowych, a nawet osób prywatnych, którzy zgodzili się je udostępnić, np. w miejscowości Semizovac, gdzie w jednym domu zamieszkuje grupa 35 imigrantów z Syrii. Pozostali koczują na bośniackich ulicach.

Ciemniejsza strona kryzysu

Uchodźcy okazali się żyłą złota dla lokalnych przemytników oraz członków zorganizowanych grup przestępczych, którzy posiadają już doświadczenie w przemycie bałkańskim szlakiem – już wcześniej nielegalnie płynęły nim do Europy broń i narkotyki.

Przemytem zaczęły parać się także osoby niezwiązane z podziemiem przestępczym, które za opłatą organizują transport na własną rękę. Przykładowo, za kurs w naczepie ciężarówki pomiędzy przygraniczną Bilećą a Mostarem imigrant zapłacić musi co najmniej 100 euro.

Międzynarodowe grupy przemytników wciąż organizują transport na terytorium Unii Europejskiej, głównie do Chorwacji i Słowenii. Jednakże uchodźcy często padają ofiarami oszustw i rabunków, gdyż ze względu na swój status w praktyce są wyjęci spod prawa.

W lutym br. funkcjonariusze policji Republiki Serbskiej rozbili grupę, która organizowała przemyt ludzi z terytorium Kosowa do Chorwacji. Cena takiej usługi wynosiła 3000 euro za osobę. W kwietniu br. funkcjonariusze policji i Straży Granicznej przeprowadzili akcje operacyjne pod kryptonimem „Taurus” i „Ox” na terenie kantonu uńsko-sańskiego, które miały na celu rozbicie dwóch zorganizowanych grup przestępczych przemytników ludzi. Zidentyfikowano 30 osób, które miały związek z przemytem uchodźców z Bośni do Chorwacji, a cena za taką usługę wynosiła nawet 5000 euro od osoby. Te i podobne akcje policji to jednak wciąż tylko wierzchołek góry lodowej.

Według oceny analityków z sarajewskiego Centrum Badań Społecznych Global Analitika w 2018 r. trend zwiększonej aktywności działalności przemytników będzie wzrastał wraz z napływem uchodźców, którzy wciąż szukają drogi do rozwiniętych krajów Europy Zachodniej

Facebook Comments
Martyna Staśko

Absolwentka filologii chorwackiej i serbskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie w Rijece. Zainteresowana tematem integracji europejskich państw postjugosłowiańskich. Przez rok pracowała jako tłumaczka misji wojskowej w Bośni i Hercegowinie.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY