Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Maciej Zaniewicz

„Europejska wojna domowa”. Czy walka o unijny budżet stworzy sojusz Europy Środkowej?

Czyny i słowa polityków zachodnioeuropejskich są coraz częściej wymierzone w kraje „młodej Unii”, a zwłaszcza Polskę i Węgry. Choć oficjalnie dotyczą praworządności, to w rzeczywistości są elementem walki o podział unijnych środków na kolejne lata. Nieprzewidzianym skutkiem ubocznym może być jednak zacieśnienie współpracy krajów Europy Środkowej, w tym głównie V4.

“Mamy do czynienia ze swoistą wojną domową w Europie: narodowe egoizmy biorą górę nad tym, co nas łączy” – wygłosił w swoim wystąpieniu przed Parlamentem Europejskim francuski prezydent Emmanuel Macron.

Nie musiał nawet wskazywać gdzie przebiega linia frontu. Główne bastiony „demokracji nieliberalnej” miałyby się znajdować w Budapeszcie i Warszawie. Pod ogniem krytyki zachodnich liderów znalazła się jednak również Słowacja w związku z istniejącym zagrożeniem dla życia dziennikarzy oraz Czechy, po prezydenckiej reelekcji populisty Milosa Zemana.

Skutkiem działań francuskiego lidera może być powstanie realnej linii frontu między Europą pierwszej i drugiej prędkości. Grupa Wyszehradzka siłą rzeczy może stać się liderem tej „gorszej Europy”.

Antyliberalna plaga?

Triumf populizmu w świecie zachodnim jest zjawiskiem, którym liberalne elity powoli przestają się dziwić, a które zaczynają powoli zwalczać – faza wyparcia przechodzi w izolację. Termin „nieliberalna demokracja” (illiberal democracy) ma zaś szansę zrobić karierę nie mniejszą jak „suwerenna demokracja”. Metkę tę otrzymują po kolei wszystkie państwa, w których władzę objęły partie anty-establishmentowe. W tym względzie w jednym szeregu z Turcją stawiane są Węgry i Polska. Powoli w tym kontekście zaczyna się mówić również o Austrii, Czechach, a nawet Rumunii.

Słowa Macrona są z kolei doskonałym przykładem tego jak stara Unia zaczyna walczyć z plagą populizmu. O ile bowiem można mieć wiele wątpliwości co do reformy sprawiedliwości w Polsce, a działania Victora Orbana na Węgrzech niekiedy jawnie przeczą zasadom demokracji, to sprowadzanie wszystkich państw regionu do jednego mianownika i mówienie o wojnie domowej nie może przynieść dobrych rezultatów dla całej Unii. Paradoksalnie może jednak umocnić politycznie V4.

Walka o podział tortu

To o co toczy się obecnie realna walka w UE, to bowiem przede wszystkim unijny budżet. Słowa Macrona o wojnie domowej jasno pokazują intencje francuskiego prezydenta – będzie się on starał ukarać niechętne przyjmowaniu imigrantów „nieliberalne demokracje” za nieprzestrzeganie zasad praworządności. Narracja o karaniu regionu jest również bardzo silnie obecna w mediach o liberalnym nastawieniu, takich jak The Economist.

Zachodni politycy i eksperci podkreślają, że „nieliberalne rządy” w Polsce i na Węgrzech utrzymują swoje poparcie dzięki dotacjom unijnym. Ich zdaniem, największymi beneficjentami unijnych środków jest w Polsce prowincja, gdzie mieszka większość elektoratu PiS. Na Węgrzech zaś, zgodnie z narracją zachodnią, fundusze europejskie miałyby płynąć strumieniem do oligarchów powiązanych z Orbanem. Zmniejszenie tego strumienia miałoby być sposobem na walkę z Orbanem i Kaczyńskim.

Z uwagi na Brexit, cięcia nie minęłyby również innych dotowanych państw, takich jak Słowacja czy Czechy, które są drugim beneficjentem netto europejskiego budżetu, zaraz za Polską. Paradoksalnie, choć argument o Brexicie jest w tym kontekście bardzo chętnie podnoszony, to w rzeczywistości wysokość nowego budżetu wcale nie zmalałaby, w związku z czym żadne cięcia nie są niezbędne. To z resztą państwa V4 silnie zabiegały o to, żeby zwiększyć wysokość składek członkowskich, zamiast redukować budżet.

„Negocjacje nad następną perspektywą finansową będą w najbliższych miesiącach jedną z głównych płaszczyzn aktywności Grupy Wyszehradzkiej. Państwa V4 prezentują w dużej mierze zbieżne stanowisko, m.in. opowiadają się za zwiększeniem składek państw członkowskich, aby pokryć lukę po wyjściu Wielkiej Brytanii oraz za zachowaniem polityki spójności i Wspólnej Polityki Rolnej – dwóch kluczowych pozycji w budżecie UE” – zaznacza ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzej Sadecki.

Sojusz budżetowy

Ogłaszanie wojny domowej w przededniu negocjacji budżetowych jest niezwykle ryzykowne. Nieoczekiwanie bowiem może doprowadzić to do silniejszego zaangażowania się państw V4 we wspólną walką o podział unijnego tortu. W rezultacie Czechy czy Słowacja mogą przymknąć oko na naruszenia zasad demokratycznych w Polsce czy na Węgrzech.

„Państwa V4 są sceptyczne wobec wiązania funduszy strukturalnych z kwestią praworządności. Różnice (między państwami V4 – red.) dotyczą raczej szczegółowych kwestii. Na przykład Czechom i Słowacji zależy na zachowaniu dopłat do dużych gospodarstw rolnych, co wynika ze specyfiki sektora rolniczego tych państw” – dodaje Sadecki

Niektórzy unijni urzędnicy jak Jean-Claude Juncker zdają się zauważać potencjał umocnienia się oporu V4 i starają się mediować między stronami. Tak należy rozumieć sens jego spotkania z nowym premierem Słowacji Petrem Pellegrinim. Słowacja w lipcu przejmie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej, w związku z czym jej rola w „europejskiej wojnie domowej” może nieoczekiwanie wzrosnąć.

Oczywiście nie oznacza to, że zacieśnienie się współpracy regionalnej w oporze do macronowskiej wizji Europy ograniczy się do V4. „Tak jak w negocjacjach poprzedniej perspektywy państwa V4 będą zapewne współtworzyć szersze koalicje, przede wszystkim w regionie Europy Środkowej, ale też wśród innych państw członkowskich, na przykład Francji ws. polityki rolnej czy południowych państw unijnych ws. polityki spójności” – zauważa Andrzej Sadecki.

Aktywizacja państw w kwestii walki o unijny budżet już nastąpiła. Z polskiej inicjatywy wskrzeszona została Grupa Przyjaciół Polityki Spójności, która spotkała się przed posiedzeniem Rady UE ds. Ogólnych 14 maja 2018 roku. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele Portugalii, Hiszpanii, Słowenii, Chorwacji, Rumunii, Słowacji, Czech, Litwy, Estonii, Węgier, Łotwy, Grecji, Bułgarii oraz Polski. Władze w Warszawie reprezentował wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański. Jak zatem widać podział na starą i nową Europę nie jest tak oczywisty, a Polska i V4 potrafi odgrywać w UE konstruktywną rolę.

Atrakcyjność z przypadku

Prezydent Francji zdaje się nie zauważać, że w obliczu ostrej retoryki z jego strony, działania Warszawy w regionie mogą się zdawać coraz bardziej atrakcyjne i konstruktywne.

Wciąż głównym problemem w ramach grupy V4 jest niedorozwinięta infrastruktura, która skutecznie utrudnia transport produktów i surowców na osi północ-południe. Karpaty niczym w XIX wieku wciąż stanowią skuteczną barierę, ale tym razem nie dla wrogich wojsk, a dla gazociągów, autostrad i torów kolejowych. Wciąż łatwiej jest znaleźć wygodne i tanie połączenie kolejowe między Warszawą a Moskwą niż Krakowem a Pragą czy Bratysławą. Żeby sprostać temu wyzwaniu, prezydent Andrzej Duda zainicjował projekt Trójmorza, który ostatnio zyskał również wsparcie polskiego rządu wyrażone przez ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza w jego exposé.

Trójmorze ma na celu rozwój infrastruktury łączącej państwa Nowej Unii, w tym Grupy Wyszehradzkiej. Sztandarowymi projektami jest korytarz drogowy Via Carpatia, który pozwoliłby przełamać magiczną barierę Karpat. Kolejny projekt zakładałby połączenie gazoportów w polskim Świnoujściu i w chorwackim Krk w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego w regionie.

Rozbudowa polsko-słowackich połączeń gazowych, tzw interkonektorów, zabezpieczyłaby natomiast Bratysławę przed powtórką kryzysu gazowego, jaki wybuchł na przełomie 2008 i 2009 roku. Wówczas Słowacja ogłosiła stan wyjątkowy w związku z przerwą w dostawach z Rosji przez Ukrainę.

Realizacja powyższych inicjatyw pozwoliłaby krajom nowej unii doprowadzić do wzmocnienia więzi między sobą, a w rezultacie do dywersyfikacji handlu, który w dużej mierze zdominowany jest przez Niemcy. O konieczności dokonania tego wspominała również minister Jadwiga Emilewicz w kontekście ostatniej wizyty w USA.

Aby to osiągnąć niezbędne są jednak unijne środki. Właśnie z tego powodu do Trójmorza nie została włączona Ukraina – inicjatywa miała być projektem wewnątrzunijnym. Sygnały wysyłane z Brukseli do stolic środkowo-europejskich stawiają jednak realizację tych planów pod znakiem zapytania. Niewykluczone, że w tej sytuacji walka o unijne fundusze scementuje Grupę Wyszehradzką, a słowa Macrona staną się samospełniającą się przepowiednią. Spoiwem nie będą jednak „nieliberalne wartości”, tylko unijne pieniądze.

Czy V4 stanie się w przyszłości jeszcze silniejszym graczem w regionie? Odpowiedź na to pytanie dadzą kolejne odsłony walki o podział europejskiego tortu. Niewykluczone jednak, że perspektywa utraty środków na inwestycje strategiczne w infrastrukturę będzie dla państw V4 wystarczającym bodźcem do tego, żeby przymknąć oko na praworządność i wspólnym frontem ruszyć po unijny budżet.

Facebook Comments

***

2 maja zaprezentowany został projekt nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Zakłada on wydatki na poziomie 1,135 bln EUR, w porównaniu do 1,082 bln EUR, co odpowiada ok. 1,1% PNB wszystkich państw członkowskich. Najpoważniejsze zmiany dotyczą przeznaczenia środków. Dotychczas większość z nich, ok. 47%, przeznaczona była na zrównoważony rozwój, a w tym szczególnie ważne dla nowych państw członkowskich fundusze strukturalne. To one pozwalały „zasypać” różnicę w rozwoju gospodarczym między krajami biedniejszymi a bogatszymi. Na drugim miejscu znajdowało się rolnictwo – 39%. Na administrację i politykę zagraniczną przeznaczano po 6% budżetu, a na bezpieczeństwo – 2%.

Obecnie, z uwagi na zmieniające się wyzwania, głównie kryzys migracyjny, państwa starej Unii są za zwiększeniem wydatków na obronę i politykę zagraniczną, kosztem funduszy strukturalnych. Więcej pieniędzy ma zostać również przeznaczonych na integrację imigrantów i wymiany młodzieżowe. Dodatkowo zachodni politycy starają się uzależnić wypłacanie środków w ramach funduszy strukturalnych od przestrzegania zasad praworządności, co miałaby oceniać UE. Mogłoby to umożliwić zamrożenie środków dla Polski i Węgier.

Zdjęcie główne: P. Tracz/KPRM
Tagi: ,
Maciej Zaniewicz
Redaktor naczelny polskojęzycznej wersji Eastbook.eu

Absolwent stosunków międzynarodowych i rosjoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisze i czyta na temat Europy Wschodniej.

Kontakt: maciej.zaniewicz@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY