Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Alicja Deneka

„Chcemy budować niepodległość, z możliwością stania się częścią Rosji” – wywiad z MSZ Naddniestrza

W 1991 roku Mołdawia ogłasza niepodległość. W grudniu tego samego roku przestaje istnieć ZSRR, a Naddniestrzańska Socjalistyczna Republika Radziecka przekształca się w Naddniestrzańską Republikę Mołdawską - państwo, które już prawie od trzech dekad nie jest uznawane na arenie międzynarodowej.

Jednocześnie wybucha konflikt zbrojny między Mołdawią, a separatystami z Naddniestrza. Udział w walkach po stronie Naddniestrza wzięła 14 Armia Radziecka (później rosyjska). 7 lipca 1992 roku, pod naciskiem Rosji, podpisano zawieszenie broni.

Od tego czasu nieprzerwanie w separatystycznej republice stacjonują rosyjskie siły pokojowe, a "zamrożony konflikt" naddniestrzański stał się punktem odniesienia dla ekspertów opisujących rosyjską politykę wobec Abchazji, Osetii Południowej, a obecnie ukraińskich separatystów z ŁNR i DNR.

Z ministrem spraw zagranicznych Naddniestrza rozmawia Alicja Deneka.

Alicja Deneka: Jest Pan Ministrem Spraw Zagranicznych już od ponad roku, ale w MSZ od początku lat 2000. Co było osiągnięte przez poprzedników, a czego nie udało się zrealizować?

Witalij Ignatiew: Nie za bardzo chciałbym oceniać pracę swoich poprzedników. Począwszy od roku 2002 ja osobiście – w mniejszym lub większym stopniu – biorę udział w realizacji interesów polityki zagranicznej. Wszystko, co już zdążyliśmy zrobić, było zrobione z moim udziałem oraz z udziałem wykształconej grupy osób, która reprezentuje naddniestrzańską dyplomację. Bez wątpienia mogę powiedzieć jedno: największe nasze osiągniecie to istnienie Naddniestrza jako niepodległego i samodzielnego państwa, które póki co nie uzyskało uznania międzynarodowego.

Czy Pana zdaniem konflikt, który rozpoczął się w 1989 roku, ma podłoże etniczne?

Raczej bym powiedział, że jest to konflikt tożsamościowy. Naród, który zamieszkuje dzisiejszą Mołdawię, czuje większą więź z Rumunią i – prawdopodobnie – uważa siebie za Rumunów. Z kolei mieszkańcy Naddniestrza – Naddniestrzańcami i Mołdawianami. My w odróżnieniu od Mołdawii zachowaliśmy swój język ojczysty.

Jakie kroki były podejmowane przez naddniestrzańskich dyplomatów, aby uregulować konflikt mołdawsko-naddniestrzański?

Warto zacząć od tego, że sam proces tworzenia Naddniestrza był ciężki. Wiadomo, geografia jest przeznaczeniem i sąsiada się nie wybiera. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że droga do naszego uznania będzie ciernista, dlatego próbowaliśmy znaleźć różne sposoby rozwiązania konfliktu i możliwości nawiązania współpracy między naszymi państwami.

Był plan Primakowa, memorandum Kozaka, propozycje ze strony ukraińskiej dyplomacji, tzw. „siedem kroków” prezydenta Juszczenki. Doskonale wiemy, że sytuacja, która zaistniała z memorandum Kozaka postawiła kropkę nad i. Próbowaliśmy stworzyć asymetryczną federację. Po długich negocjacjach oraz licznych spotkaniach grupy roboczej w końcu miało dojść do podpisania dokumentu, ale w ostatniej chwili, bez żadnego wytłumaczenia, strona mołdawska wycofała swoje poparcie dla memorandum.

Moim zdaniem była to ostatnia polityczna a zarazem i dyplomatyczna szansa utworzenia jednego państwa w ramach naszych wspólnych granic. Gdyby w 2003 roku dokument nabrał mocy prawnej, dziś moglibyśmy się upewnić w jakim stopniu państwem samodzielnym może być Naddniestrze.

Ale do podpisania projektu nie doszło, a Konstytucja Mołdawii mówi, że obecne terytorium Naddniestrza jest częścią Mołdawii. Ponadto, zgodnie z ustawą o szczególnym statusie prawnym lewego brzegu Dniestru (Naddniestrza), od dłuższego czasu jest tzw. proces reintegracji. Jakie jest stanowisko Naddniestrza w sprawie tej ustawy?

Po tym jak mołdawskie władze odrzuciły memorandum Kozaka, w 2005 roku uchwaliły one ustawę o szczególnym statusie prawnym Naddniestrza. Ustawa ta została przyjęta bez naszej wiedzy i obecności. W ramach swoich przepisów wewnętrznych Mołdawia już dawno wyznaczyła nasz status. To jest absurd, bo przecież stanowisko Naddniestrza w ogóle nie było brane pod uwagę.

Z kolei my w 2006 roku przeprowadziliśmy referendum, którego wyniki po raz kolejny udowodniły w którym kierunku chcemy się rozwijać i w jaki sposób chcemy budować niepodległe i samodzielne państwo.

W takim przypadku jaką metodą prawno-dyplomatyczną Naddniestrze zamierza uzyskać nieodległość? W jaki sposób możliwe jest osiągnięcie uznania na arenie międzynarodowej?

Wydaję mi się, że dotychczas, z punktu widzenia prawa, zrobiono dużo. Rozwiązanie konfliktu typową metodą prawną już nie jest możliwe.

Zgodnie z wynikami referendum obywatele chcą budować niepodległe państwo z możliwością, w przyszłości, stania się częścią Federacji Rosyjskiej. Nasze państwo istnie już 28 lat. Przez ten okres udowodniliśmy, że możemy przetrwać w różnych okolicznościach, a niepodległość Naddniestrza jest popierana przez naród. Naddniestrze istnieje i to jest fakt, którego nie da się zakwestionować.Mogę powiedzieć, że nas bardzo ciekawi doświadczenie Czechosłowacji – państwa, z którego w 1993 roku bez żadnej interwencji zbrojnej utworzyły się dwa osobne podmioty. Kiedy Naddniestrze mówi, że taki model uregulowania sytuacji mołdawsko-naddniestrzańskiej jest optymalny, nasi partnerzy z jakiegoś powodu nie chcą się z nami zgodzić, ponieważ „im to się udało, ale wy jesteście w zupełnie innej sytuacji”.

Z jednej strony mówi Pan, że kraj domaga się uznania międzynarodowego, z drugiej zaś padają zdania o chęci bycia częścią Rosji. Naddniestrze raczej chciałoby „wrócić do rodzinnego domu” czy jednak być pełnoprawnym graczem politycznym?

Najpierw chcemy zbudować niepodległe i suwerenne państwo, które później mogłoby się przyłączyć do Federacji Rosyjskiej. Tak zadecydowali nasi obywatele w 2006 roku i nie mam żadnych wątpliwości, że ta pozycja utrzymuje się do tej pory. Na chwilę obecną pracujemy nad tym, aby wzmocnić i poszerzyć naszą współpracę z Rosją, jako z partnerem strategicznym.

Jeżeli Rosja jest waszym partnerem strategicznym, czemu do tej pory nie uznała Naddniestrza?

Uważam, że nasz partner strategiczny ma na to swoje powody i przyczyny. Nie mogę się wypowiadać w imieniu Rosji. O wszystkie kwestie, które dotyczą uznania Naddniestrza przez Rosję warto pytać się dyplomacji rosyjskiej.

A Abchazja i Osetia Południowa? Przecież to są państwa o podobnym statusie prawnym, ale tak czy inaczej są uznawane przez Rosję.

Tak, owszem, są uznane, ale niestety powodem uznania była wojna, która wybuchła w 2008 roku. Nie chcemy iść tą samą ścieżką. W Naddniestrzu ma być spokój i stabilność, musi ono zapewniać komunikację transgraniczną miedzy Wschodem a Zachodem, na tym każdy zyskuje.

Wszystkie strony są zainteresowane tym, aby rozwijać współpracę, a nie tworzyć jakieś ograniczenia bądź granice. Chcemy pokazać, że dobrosąsiedzkie stosunki z Naddniestrzem mogą przynosić zyski zarówno Mołdawii, jak i Ukrainie. O wiele lepszą rzeczą jest wspólny rozwój gospodarki i współpraca niż współistnienie w fazie napiętych stosunków.

Mówił Pan o tym, że Naddniestrze chciałoby stać częścią Federacji Rosyjski. Rozumiem, że jeżeli dojdzie do zjednoczenia obu państw będzie to drugi Kaliningrad tylko na obszarze postradzieckim.

Dlaczego? Zresztą ciężko jest mówić o tym co będzie i w jakiej dokładnie formie. Hipotetycznie Mołdawia może ponownie zjednoczyć się z Rumunią, a Naddniestrze – hipotetycznie – stać się częścią Rosji. Na razie nie widzę jakichś poważnych przesłanek dla tego, aby rzeczywistością stał się zarówno pierwszy jak i drugi wariant.

Nie mogę zrozumieć: to istnieje zamiar przyłączenia się do Rosji czy nie?

Oczywiście mamy taki cel i jest on zapisany w ustawodawstwie. Nasze akty prawne oraz polityka zagraniczna jest tworzona na podstawie referendum. Poniekąd mogę powiedzieć, że łatwo jest nam pracować, ponieważ robimy to, co powiedział nam naród, a naród jeszcze 2006 roku wyznaczył w jakim kierunku mamy się rozwijać.

Chora nostalgia

W Naddniestrzu jest pełno symboliki radzieckiej, począwszy ot licznych pomników Lenina, kończąc na radzieckich mozaikach na ścianach budynków. Co to jest: nostalgia za Związkiem Radzieckim, lęk przed otworzeniem się na świat i akceptacją zmian geopolitycznych, które zaszły prawie trzy dekady temu?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Nasza flaga to sierp i młot na czerwonym tle. Jest to flaga Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (MSRR). Ona się nie zmieniła ani na jotę. Dlaczego? Dlatego, że uważamy, iż proces rozpadu Związku Radzieckiego jeszcze się nie skończył.

Naddniestrze jest spadkobiorcą MSRR. Dla nas rozpad ZSRR rozciągnął się w czasie, obecnie mamy tzw. okres przejściowy. Dlatego właśnie używamy te symbole, które były wyznaczone dla nas, kiedy tworzyło się państwo. Czekamy na moment, aż społeczność międzynarodowa również uzna ten fakt i zacznie podejmować decyzje, które zamkną tę część historii.

Ale przecież codziennie wychodząc na ulicę i patrząc na relikty z przeszłości, ludzie wracają do tych czasów kiedy jeszcze istniał Związek Radziecki, kiedy wydawało się, że wszystko w życiu jest dobrze, bo nikt nie wiedział, że może być inaczej, że może być lepiej.

Tutaj w Naddniestrzu istnieje pamięć historyczna. Nie da się wymazać z pamięci tych lub innych wydarzeń z naszej przeszłości. Niszcząc pomniki nie możemy wpłynąć na to, co już kiedyś było, a ponadto, nie ma w tym żadnego sensu. Osoba, która uważa na odwrót żyje w świecie iluzji.

To wszystko tworzy chorą nostalgię, która zatrzymuje ludzi w jednym okresie historycznym i nie pozwala iść dalej. Nostalgia za ZSRR istnieje i na Ukrainie, i w Rosji, i w Mołdawii…

Ale nie rozumiem, proszę mi wytłumaczyć. Czyżby nostalgia, jako uczucie, jako termin psychologiczny jest na tyle zła?

W tym przypadku tak. Tego państwa nie ma na mapie świata już od 27 lat. Każdy związek, każda unia prędzej czy później, ale kiedyś się kończy. Fakt ten trzeba sobie uświadomić i go przyjąć.

U nas proces rozpadu ZSRR jeszcze się nie skończył. To po pierwsze. A po drugie, nostalgia w niczym nie przeszkadza, a tylko pomaga. Z reguły jest to uczucie pozytywne. Ciężko mi stwierdzić czy ludzie w Naddniestrzu tęsknią za Związkiem Radzieckim, nie mamy niestety takiego urządzenia, które mogłoby wymierzyć stopień nostalgii u naszych obywateli.

Dzisiejsze młode pokolenie urodziło się po upadku komunizmu, nie może ono tęsknić za tym, czego nie zna. Ale wychodząc na ulicę i patrząc na pomniki, młodzi ludzie muszą wiedzieć co ten lub inny działacz zrobił dla historii naszego kraju.

Jeżeli kiedykolwiek, z punktu widzenia władz naddniestrzańskich, dojdzie do ostatecznego rozkładu Związku Radzieckie symbole tego państwa znikną?

Takie decyzje będziemy podejmować później, teraz ciężko mi powiedzieć czy symbolika zostanie, czy w jakiś sposób ją zmienimy.

Jakie cele stawia sobie Pan jako Minister Spraw Zagranicznych? Czego chciałby Pan osiągnąć, do czego Pan dąży?

Oczywiście sprawą pierwszorzędną jest uregulowanie konfliktu mołdawsko-naddniestrzańskiego i istnienia dwóch niepodległych państw. Nie mniej ważną rzeczą jest uznanie międzynarodowe, które by uwzględniało historyczne i prawne fakty. Mamy również swoje priorytety strategiczne, tu mam na myśli Euroazjatycką Unię Gospodarczą. Jeżeli większość naszych obywateli będzie chciało rozwoju współpracy w ramach Unii Euroazjatyckiej, zrobimy wszystko, aby do tego doszło.

Facebook Comments

***

Witalij Ignatiew – Minister Spraw Zagranicznych Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Urodził się w 1980 roku, w m. Kotowsk w obwodzie odeskim (Ukraińska SRR). Jest absolwentem Wydziału Historycznego Naddniestrzańskiego Uniwersytetu Państwowego im. T. Szewczenki. W roku 2012 uzyskał tytuł magistra prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Państwowym „Odeska Akademia Prawnicza”. Począwszy od roku 2002 pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Naddniestrza. Jest żonaty, ma córkę.

Zdjęcie głównie: Ministerstwo Spraw Zagranicznych Naddniestrza
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY