Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Filip Rudnik

Mistyfikacja Babczenki – woda na kremlowski młyn

Kwiaty, znicze i zdjęcia Arkadija Babczenki składane na warszawskim skwerze Wolnego Słowa stanowiły mocny znak solidarności, sprzeciwu wobec przemocy i ograniczania wolności. Nie potrzebowaliśmy jednak nawet 24 godzin, aby to samo miejsce – z tymi samymi rekwizytami – zakrawało o śmieszność.

We wtorek solidarność z rodziną i przyjaciółmi zamordowanego Babczenki manifestowano wszędzie. Około godziny 21 czasu polskiego trudno było się przebić przez niezliczoną ilość żałobnych postów czy tweetów, które wprost zalewały monitor. Reakcja była prosta i, mam nadzieję, jedyna: to był koszmar. Nie strzelano przecież jedynie do osoby, strzelano w wolność słowa. Te kule przeznaczone były dla każdego dziennikarza z osobna. To mógł być każdy z nas.

Stąd frustracja – bynajmniej jednak nie pusta, przynosząca ledwie poczucie beznadziei. Wręcz przeciwnie. Współpracownicy Arkadija, w niezwykle ciepłych słowach, zapowiadali kontynuację jego bezkompromisowej misji. To napawało nadzieją.

Niemniej to dzień po morderstwie, 30 maja w godzinach popołudniowych, gruchnęła wieść, że Babczenko jednak żyje. W towarzystwie szefa ukraińskiego SBU, cały żyw i zdrów, dziennikarz zaprezentował się szerokiemu audytorium podczas konferencji prasowej. Internet – czemu się dziwić nie należy – zaryczał z radości. Albo nawet „och***ł” – jeden z ukraińskich decydentów porównał Babczenko do.. Sherlocka Holmesa, który również posunął się do pozorowania własnej śmierci.

Szybko przyszło otrzeźwienie. Oddzielając bowiem sprawę od kwestii ostatecznych – przecież nikt nie mówi, że lepiej by było, gdyby śmierć Babczenki okazała się prawdą – bilans kompleksowej „ściemy” SBU wypada dość negatywnie. Nie tylko ukraińskie specsłużby i państwo zostają na minusie; odlewem oberwało się całemu dziennikarskiemu światkowi. I tylko Kreml zaciera rączki.

Narracja nieregularna

Być może faktycznie obywatel H. – który według Hrycaka, szefa ukraińskiego SBU, miał zostać wynajęty przez Rosjan do zabicia Babczenki – jest winny. To zresztą całkiem prawdopodobne. Prawdopodobne jest też to, że rosyjski dziennikarz dowiedział się o tym, że FSB czyha na jego życie miesiąc temu i nie widział żadnego innego rozwiązania jak szeroka współpraca ze specsłużbami z SBU. Prawdą jest to, że Babczenko musiał zbiec z Rosji w obawie o swoją skórę; tak samo jak prawdą jest jego bezkompromisowość i zawodowe oddanie.

Nie o to jednak chodzi. Pomyślmy, z czym mieliśmy do czynienia przez te 24 godzin śmierci Babczenki. Ukraina, będąca w stanie niewypowiedzianej wojny z Rosją, posunęła się do czegoś, co na taką skalę w tym trwającym konflikcie stosował tylko jej przeciwnik. Wyprodukowała fake newsa, który swoim zasięgiem objął cały świat. Informacja cyrkulowała w mediach nieustannie, czego efektem były dziennikarskie treny poświęcone Babczence – media w dobie Twittera rządzą się przecież swoimi prawami. Nim jeszcze fantomowa lufa Makarowa zdążyła ostygnąć, wielu renomowanych publicystów zdołało stworzyć piętrowe teorie, w których zamach na dziennikarza wpisywał się w logiczny ciąg zdarzeń, zapowiadając kolejną fazę wojny. Trzeba przyznać, że czytało się to z wypiekami na twarzy – teraz jednak myśli się o tym mając ciarki wstydu.

Okazało się przecież, że to wszystko science-fiction. Bujda na resorach. Przez niecałą dobę powielaliśmy nieprawdziwą informację. Żywiliśmy się nią, zarabialiśmy na niej. Gremialnie wypłakiwaliśmy się samym sobie w ramię, stawiając lajki współczucia. Gorący fake news wpadł w nasze ręce, a my puściliśmy go w świat – jeszcze z przeświadczeniem, że robimy dobrze. Bo to moralne. Zły Putin znowu morduje, więc trzeba zaakcentować swój sprzeciw.

I co teraz czujemy? Zażenowanie, wstyd, rozczarowanie? Znawcom, którzy na podstawie nieprawdziwej informacji w ciągu kilku godzin wysmażyli wysublimowany konstrukt intelektualny z pewnością jest głupio. Bez obaw – posty na blogach można usunąć.

Oczywiście, oszukiwanie opinii publicznej można uargumentować racją stanu. Pal licho to, że się na lodzie pozostawiło stado dziennikarzyn. To akurat nie pierwszy raz, kiedy państwo oszukuje obywateli poprzez manipulacje i kłamstwa – przypomnijmy sobie, jak prokremlowskie media raportowały początek protestów na placu Błotnym w 2011 r. Zwodzenie opinii publicznej powoduje, że w pewnym momencie „miarka się przebiera” i ludzie wychodzą na ulicę. Tutaj tak nie będzie, bo przecież oszukiwano dla dobra sprawy. Jest też amerykański happy end, z pakietem all inclusive: czułe „przepraszam” Babczenki do swojej żony , pełen sukces specsłużb, udaremnienie zamachu i zatrzymanie bad guya. Kłamstwo pozostaje jednak kłamstwem – nawet jeśli będziemy przedstawiać je jako „niepasujące do normalnej narracji” .

Humbug pod dyktando Kremla

We wtorek Arkadij Babczenko dołączył do tragicznego grona zamordowanych w ciągu ostatnich 20 lat dziennikarzy Nowej Gaziety, aby – na szczęście – powrócić do żywych w środę. Wydaje się, że od tamtego momentu minęły lata świetlne. Jego zmartwychwstanie – choć nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak wielką radość wlewa w serca jego rodziny i przyjaciół – jest symptomatyczne dla naszych czasów. W tym przypadku mamy do czynienia z dość specyficznym fake newsem, który rąbnął na odlew – i rykoszetem trafił tego, kto go wypuścił.

Cała afera podważa bowiem wiarygodność wielu graczy: państwa ukraińskiego, jego funkcjonariuszy, dziennikarzy i świata mediów, rosyjskiej liberalnej inteligencji. Rosyjska machina propagandowa oskarży tych ostatnich o spiskowanie z „chachłami”. „Gównokraci” posunęli się do kłamstwa – nic nowego. Ale żeby nie potrafili nawet porządnie sfingować własnej śmierci?

Nie łudźmy się, wydarzenia tych dwóch dni zostaną wyeksploatowane przez Kreml do cna – tym bardziej, że ukraińscy politycy i media podłożyli się przez własny zestaw uprzedzeń. We wtorek ukraiński premier Wołodymyr Hrojsman bez cienia wątpliwości za śmierć Rosjanina oskarżył kremlowski reżim : „Jestem przekonany, że to rosyjska totalitarna maszyna nie odpuściła jemu (Babczence – przyp. red.) szczerości i pryncypialności”. Ukraińska telewizja wtórowała: „To absolutne zdarzenie czysto terrorystycznego zabójstwa. To całkowicie nieistotne, kto był wykonawcą – ja dokładnie wiem, że to oni..”.

Jaka będzie kontrnarracja prezentowana przez RT, Pierwyj Kanał, Sołowjowa, Zacharową i spółkę? Ukraińcy, tak jak cały Zachód, kłamią. Międzynarodowe dochodzenie w sprawie katastrofy Boeinga zestrzelonego nad Donbasem? Otrucie Skripala? Rosyjscy żołnierze w Donbasie? Dajcie spokój. Przecież nawet nie zamknięto oczu zabitemu Babczence, a już wszyscy dookoła oskarżali niewinną Rosję! A kiedy kłamstwo wyszło na jaw – to nikt nawet nie przeprosił.

I najgorsze jest to, że w tej kwestii będą mieli rację.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: SBU
Filip Rudnik
Redaktor

Urodzony na Pomorzu, obecnie mieszkaniec Warszawy i student Studium Europy Wschodniej. Najchętniej czyta i słucha o krajach w europejskiej części byłego ZSRR.

Kontakt: f.rudnik@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY