Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Kacper Ochman

Dialog i wojna wciąż w grze

Wojna kwietniowa 2016 roku między Armenią a Azerbejdżanem była kolejną odsłoną wojny na Kaukazie Południowym. W związku z niepewną sytuacją polityczną w Erywaniu można było się spodziewać zwiększenia napięcia między oboma stronami konfliktu, tak jak dwa lata temu. Ostatnie tygodnie pokazały, że zarówno rozwiązanie pokojowe i wojenne są bardzo możliwe i aktualne.

Bez powtórki z 2016 roku

W kwietniu 2018 roku byliśmy świadkami przejścia do kolejnego etapu wojny propagandowej i pokazu siły przez obie strony. W Azerbejdżanie przejawiało się to zdecydowanymi deklaracjami przedstawicieli najwyższych władz państwowych o konieczności reintegracji Górskiego Karabachu (także przy użyciu siły), połączonymi z dużymi ćwiczeniami sił zbrojnych. W trakcie ćwiczeń testowane były wszystkie rodzaje broni konwencjonalnej: czołgi, samoloty, helikoptery i broń rakietowa. Skalę użytego sprzętu i żołnierzy oraz charakter ćwiczeń należy traktować jako nie tylko regularne utrzymywanie wysokiej wartości bojowej armii, ale także próby manewrów ofensywnych.

Z drugiej strony, w Armenii – licząc się z potencjalnym zagrożeniem uderzenia z Azerbejdżanu – uzupełniono stany osobowe w jednostkach, dokonując przy tym niezbędnych inspekcji. Skala ćwiczeń oraz manewrów w Azerbejdżanie w kwietniu 2018 roku była łudząco podobna do tych sprzed dwóch lat. Podobnie jak wówczas, tak i w tym roku kwestia Górskiego Karabachu była istotnym tematem agendy rozmów dwustronnych Azerbejdżanu i Rosji, a dobre stosunki między oboma krajami, szczególnie między prezydentami Alijewem i Putinem, mogą wskazywać na to, że Rosja być może przymknie oko na ambitne plany Baku względem ormiańskiej enklawy.

W kwietniu 2016 roku doszło do gwałtownego wznowienia walk azerbejdżańsko-ormiańskich w regionie Górskiego Karabachu. Potyczki trwały cztery dni i zakończyły się deklaracjami obu stron o zawieszeniu broni. Jednocześnie zapowiedziano wznowienie rozmów pokojowych. Niezależnie od tego, czy zawieszenie broni będzie przestrzegane (a historia pokazała, że z tym jest różnie), czterodniowe intensywne walki pokazały rosnącą przewagę militarną po stronie Azerbejdżanu.

Dodatkowym symbolicznym sukcesem w wymiarze psychologicznym było przełamanie wśród Azerów społecznej traumy poprzedniej, przegranej wojny. Zwycięstwo z odwiecznym wrogiem pozwoliło również odetchnąć władzom w Baku, które pod presją niskich cen ropy oraz spadku wartości narodowej waluty musiały osiągnąć sukces na innym polu, który odwróciłby na chwilę uwagę społeczeństwa od bieżących problemów gospodarczych. Wojna kwietniowa była sukcesem prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa i wyraźnie przyczyniła się do wzmocnienia jego władzy.

Z kolei w Erywaniu, choć wznowienie walk podniosło ogromną falę patriotyzmu (co może dokumentować napływ kilku tysięcy ochotników), podkopany został mit o niezwyciężonej armii ormiańskiej, która bez trudu może zająć kolejne terytoria Azerbejdżanu. Zawieszenie broni przyjęte zostało zatem z wielką ulgą. Niemniej, kwietniowa porażka stała się czynnikiem rozbudzającym radykalne nastroje nacjonalistyczne i wyzwoliła w społeczeństwie Armenii określoną reakcję na politykę władz. Stając w obronie separatystów w Górskim Karabachu, społeczeństwo ormiańskie spodziewało się, że elity polityczne wyciągną z zaistniałej sytuacji właściwe wnioski i podejmą stosowne decyzje. Jednakże do tego nie doszło, a nowo mianowani urzędnicy w kluczowych resortach okazali się znacznie słabsi od tych, którzy piastowali te stanowiska do kwietnia 2016 roku.

Zaprzepaszczona okazja przez Baku?

Wydawało się, że Azerbejdżan nie wykorzystał doskonałego momentu do ataku jakim niewątpliwie był kryzys polityczny w Armenii w kwietniu i maju bieżącego roku. Słabość władz i upadek społecznego autorytetu Republikańskiej Partii Armenii oraz niechęć młodo powoływanych (niekiedy na siłę) rekrutów do armii i wysyłanych na front stanowiły wręcz idealne okoliczności do uderzenia, które tak szybko mogą się już nie powtórzyć. Ostatnie protesty w Armenii były inicjowane właśnie przez studentów, których wysyła się do Karabachu, aby zminimalizować możliwość powstania rewolucyjnego zarzewia wśród tej grupy społecznej.

Prawdopodobnie Baku liczyło na to, że kryzys będzie się pogłębiać – i być może dojdzie do większych starć między policją a protestującymi. W efekcie, postanowiono czekać na odpowiedni moment przy uprzednim zgromadzeniu sił w okolicach frontu.

Pod uwagę należy jednak wziąć także zupełnie inny scenariusz. Nikol Paszinjan, który został premierem Armenii w wyniku protestów i dymisji byłego prezydenta Serża Sarkisjana, mógł być postrzegany przez Baku jako polityk bardziej skłonny do negocjacji pokojowych niż przedstawiciele klanu karabaskiego. Świeżo upieczony szef rządu, który jest zdeklarowanym przeciwnikiem zdymisjonowanej głowy państwa (w 2000 roku został skazany przez sąd za zniesławienie i szkalowanie rządu), blisko współpracował z byłym prezydentem Lewonem Ter-Petrosjanem, który miał zupełnie inne podejście do rozwiązania konfliktu z Azerbejdżanem niż jego następcy Robert Koczarjan czy właśnie Serż Sarskisjan. Gdy dodamy do tego spore koszty, jakie rząd w Erywaniu ponosi utrzymując separatystów z Stepanakertu w obliczu kryzysu gospodarczego i biedy w społeczeństwie, to można było odnieść wrażenie, że Paszinjan może na poważnie usiąść do stołu negocjacyjnego z prezydentem Azerbejdżanu i dialog między krajami będzie czymś więcej niż pustym gestem na zewnątrz.

Paszinjan zaczyna od Karabachu

Ten scenariusz szybko zweryfikowało życie. Nikol Paszinjan dzień po wyborze na urząd premiera udał się z wizytą do Samozwańczej Republiki Górskiego Karabachu i zadeklarował, że bez poszanowania przez Azerbejdżan prawa do samostanowienia nie będzie postępów w dalszych rozmowach między stronami konfliktu. Podkreślił także konieczność dopuszczenia przedstawicieli Samozwańczej Republiki Górskiego Karabachu do aktywnego uczestnictwa w negocjacjach pokojowych prowadzonych przez OBWE.

Wariant pokojowy, który być może zakładała część polityków i analityków z Azerbejdżanu, jest więc tak samo odległy jak był przed wydarzeniami sprzed miesiąca.

Zmiany terytorialne po eskalacji konfliktu w Górskim Karabachu w 2016 roku. Źródło: By Interfase [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons

Dialog, wojna – albo jedno i drugie

Obecny dyskurs nowego premiera Armenii w sprawie Górskiego Karabachu może być przejściowy. Utrzymanie dzisiejszej narracji służy zdobyciu poparcia społeczeństwa dla nowego rządu i wytrącenie argumentu Republikańskiej Partii Armenii o rzekomym ugodowym podejściu rządzących do kwestii Górskiego Karabachu. Dalsza izolacja Armenii przez Azerbejdżan i Turcję wraz z wolno postępującym procesem reform gospodarczo-politycznych mogą skłonić część rządzących do wznowienia realnego, pogłębionego dialogu pokojowego z Azerbejdżanem.

Oprócz kontynuacji pokojowych rozmów (z różnymi efektami), potencjalnym scenariuszem rozwiązania konfliktu przez Baku jest dalsza siłowa reintegracja Górskiego Karabachu. Agresywnie nastawienie przedstawiciele władz w Azerbejdżanie, brak postępów w procesie negocjacyjnym prowadzonym przez OBWE, częste ćwiczenia i modernizacja sił zbrojnych są wystarczającym dowodem na uzasadnienie prawdopodobieństwa tego alternatywnego scenariusza. Nie należy się spodziewać długiego konfliktu zbrojnego, ale walk podobnych do tych z kwietnia 2016 roku: krótkich, skoncentrowanych uderzeń penetrujących linie obronne separatystów ormiańskich. Nie ulega wątpliwości, że obie strony szykują się wojny, a walki mogą wybuchnąć prawie w każdej chwili.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: Kremlin.ru [CC BY 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)], via Wikimedia Commons
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY