Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Tesławski

Dobra książka, zbyt wiele prostytutek – recenzja „Pogromu 1905” Wacława Holewińskiego

Kiedy w moje ręce wpadła książka Pogrom 1905 pióra Wacława Holewińskiego, byłem bardzo szczęśliwy. Liczyłem, że będę mógł przeczytać o fascynujących czasach końca Imperium Rosyjskiego, o relacjach polsko-rosyjskich w tym trudnym okresie oraz o umiłowanej przeze mnie Warszawie. Jedyny problem jest taki, że wszystkie te tematy grają drugorzędną rolę względem trudnego losu stołecznych prostytutek przełomu wieków.

Sprawnie napisana książka, będąca zresztą pierwszą częścią większego zbioru, porusza temat pogromu, którego społeczeństwo Warszawy dokonało na prostytutkach i sutenerach w 1905 roku. Z przykrością trzeba stwierdzić, że główny wątek książki jest de facto jej najsłabszym elementem. Niewątpliwym atutem książki są natomiast doskonale napisane postacie, a także przebijająca się z drugiego planu historia, która faktycznie żyje i którą chce się odkrywać. Zwłaszcza że książek fabularnych poświęconych temu okresowi jest wciąż bardzo mało. 

Królowe nocy niewątpliwie panują na kartach Pogromu i rzadko ustępują sprawom tak błahym i nieistotnym, jak szwadron kozaków pacyfikujących protesty socjalistów. Autor bardzo dokładnie przyjrzał się losom prostytutek tamtego okresu, stworzył również postacie, które pomagają zrozumieć ich świat. Mamy zatem opisane perypetie ginekologa, „królowej warszawskich zamtuzów”, prostytutkę wysokiej klasy oraz żydowskich sutenerów najgorszego sortu. Dla miłośników historii społecznej z pewnością będzie to faktograficzna gratka, dla osoby lubiącej po prostu powieści, może być to nieco męczące. Zwłaszcza że funkcjonująca od pewnego już czasu moda na czarne kryminały rodem z państw skandynawskich nie pozwala niektórych co bardziej soczystych opisów pominąć milczeniem.

„Generał-gubernator nie zamierzał uczyć się tego paskudnego, psiego języka za nic w świecie. Bo i po co? Przyjechał zrobić tu porządek po starcu Czertkowie i zrobi. Żaden terrorysta go nie pokona. Niech ich tylko łapią. Wieszać jednego po drugim. Knut i szubienica. Najchętniej by postawił te szubienice w środku miasta. Dało się zrobić porządek na Uralu, da się i tu. Chcą czy nie, Warszawa jest i pozostanie rosyjskim miastem.”

Generał-gubernator Konstantin Kławdijewicz Maksimowicz

Holewiński oparł się wyraźnie na materiałach źródłowych, dlatego niestety spontaniczny zryw warszawskiego społeczeństwa pozostaje zagadką również dla czytelników. Nagle, nie wiadomo właściwie czemu, w Warszawie dochodzi do wybuchu masowej przemocy przeciwko przedstawicielkom najstarszego zawodu świata, początkowo proweniencji żydowskiej, aby później przerodzić się w ogólną krucjatę moralnego oczyszczenia. Autor, podobnie jak później recenzenci tej książki, starają się umieścić w tle na wpół mityczną Ochranę, która reprezentowana przez okrutnego oficera pociąga za sznurki i rzekomo ponosi odpowiedzialność za pogrom. Niestety poza słowami jednego proto-czekisty nie mamy na to żadnych dowodów. Pozostaje nam zatem przyjąć ten fakt do wiadomości, tak samo, jak musieli przyjąć go mieszkańcy Warszawy 1905 roku.

Jest to o tyle przykre, że widać wyraźnie doskonałe przygotowanie autora w warstwie faktograficznej, ale również sprawność w budowaniu postaci fikcyjnych. Nie wszyscy bohaterowie powieści kiedykolwiek istnieli, a ci którzy mieli okazję, często nie pozostawili po sobie dokładnych i dostępnych powszechnie dzienników, które dawałyby szansę poznać ich poglądy. Autor dokonał zatem ogromnego wysiłku, aby stworzyć ciekawe sylwetki postaci, dlatego szkoda, że nie znalazła się żadna, która w przekonujący sposób przedstawiłaby przyczynę tytułowego pogromu.

Autor sprawnie rozrysowuje sylwetki najważniejszych aktorów i określa ich miejsce na szachownicy przed nadejściem właściwego wydarzenia. Plejada bohaterów jest bogata, a ich przemyślenia i rozterki szalenie ciekawe, gdyż wielu z bohaterów wraz z rozwojem sytuacji zmuszona jest określić swoje stanowisko względem narastających napięć w Imperium. Jako że postacie rozrysowane są przekonująco, to możemy starać się zrozumieć postawy neutralnego wobec rewolucyjnych trendów lekarza, rosyjskich urzędników i żołnierzy, którzy nie potrafią zrozumieć Polaków lub przeciwnie, fascynują się tym buntowniczym narodem. Wreszcie poznajemy samych rewolucjonistów, socjalistów rozpalonych ideą odbudowania Rzeczypospolitej i zburzenia Imperium Rosyjskiego od środka.

„Zrobiło jej się trochę lżej na duszy. Więc może to miasto nie było tak całkiem nieprzyjazne? Rozejrzała się i wszędzie widziała szyldy po rosyjsku, ktoś mówił w jej ojczystym języku, miała swoje cerkwie, które były w centrum miasta. Przez chwilę pomyślała, że za dwadzieścia, pięćdziesiąt lat nikt już nie wspomni tego, co minione, Że pluną na to narzecze, będą robić kariery w urzędach, roztopią się w rosyjskim morzu. Rozmarzyła się”

Anastasja Filipowna

Jeśli czegoś zabrakło w tej książce, to właśnie poświęcenia większej uwagi tym sprawom najważniejszym i najbardziej doniosłym, przynajmniej z dzisiejszej perspektywy. Zabieg ten mógł być jednak celowy. Jako że książkę wieńczy informacja, iż jest ona jedynie I tomem, to sprawy ważkie wypłyną na powierzchnię z czasem. Możliwe jest również, że Holewiński jako pisarz dojrzały i doskonale znający historię miasta, o którym pisze, wiedział, że cała ta wielka historia i przemiany społeczne w 1905 roku… nikogo nie obchodziły. Owszem, rewolucyjnie nastawieni Polacy mogliby strzelać do Rosjan całymi dniami, a nocami pisać odezwy, a rosyjscy oficjele czytać doniesienia z frontu wojny rosyjsko-japońskiej, ale w tym samym czasie gros mieszkańców Warszawy po prostu żyje i to sprawa pogromu na prostytutkach „robiła newsa” w tamtych czasach, a nie kolejna podłożona przez polskiego terrorystę bomba. 

Od strony redakcyjnej książka nie jest idealna, jednak nie odbiega od standardów dzisiejszych wydawnictw, zdarzają się drobne błędy, które zrzucić można na drukarskie chochliki. Wydrukowana na dobrej jakości papierze gwarantuje, że będzie można do niej wracać w przyszłości. Niektóre rozdziały ozdobione są fotografiami z okresu, co wraz z dziennikarską dokładnością Holewińskiego w oddawaniu realiów ówczesnej Warszawy pozwala przenieść się w czasie, chociaż wędrować będziemy niekoniecznie po tych częściach miasta, na których by nam zależało. Te historyczne smaczki budują klimat całej powieści i sprawiają, że czyta się ją jeszcze przyjemniej. Autor wplótł w swoją książkę wiele postaci historycznych, a zapadające w pamięć „cameo” ma u niego również Stefan Żeromski.

„Pogrom” jest książką, po którą zdecydowanie warto sięgnąć, bo mnogość poruszanych przez autora wątków sprawia, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Niezależnie od tego, czy Holewiński przekona do siebie świetnym opisem społeczeństwa początków XX wieku, sprawnie rozpisaną historią czy interesującymi postaciami. Zwłaszcza że druga część nie powinna ustępować pierwszej.

Aresztowano siedemdziesiąt siedem osób, znaleziono wiele proklamacji i rewolwerów.

– Czego oni chcą?

Korniejew dłuższą chwilę milczał.

– Mówią, ekscelencjo, że wolności.

– A co takiego, ta wolność?

– Mówią, ekscelencjo, że wolności się nie dostaje, wolność się bierze.

Rozmowa Generał-gubernatora z rosyjskim oficerem

Facebook Comments
Zdjęcie główne: źródło: http://retro-vintage-photography.blogspot.nl/2010_11_07_archive.html
Bartek Tesławski
Bartek Tesławski
Zastępca redaktora naczelnego Eastbook.eu

Internacjolog, Warszawiak i miłośnik Europy Wschodniej. Nieuleczalny białorusofil.

Kontakt: bartek@teslawski.pl

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY