Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Michał Kucharski

Chorwackie szaleństwa wokół piłki

Piłka nożna jest polityczna nawet wtedy, gdy tego nie chcemy. Tę prawdę potwierdza przykład nie tylko „wojny futbolowej” między Salwadorem i Hondurasem, ale także chorwacka piłka nożna. Politycy na całym świecie lubią się grzać w blasku zwycięzców dzisiaj.

W historii poprzedniego stulecia mieliśmy np. mundial w Argentynie w 1978 roku, który był próbą usankcjonowania władzy wojskowej dyktatury w oczach światowej opinii publicznej. Można by też tutaj wspomnieć liczne nacjonalistyczne związki kibiców w historii futbolu klubowego a lista taka nie miałaby końca. Nie inaczej było w historii chorwackiej piłki nożnej. Grając w finale chorwacka reprezentacja już przebiła sukces z 1998 roku, kiedy to ówczesna drużyna zdobyła brązowy medal na Mistrzostwach we Francji. Historia piłki w Chorwacji to jednak opowieść nie tylko o pięknie sportu, ale także o polityce i trudnej historii kraju.

Hajduk tylko chorwacki, a Dinamo nie chce być Chorwacją

Jednym z najważniejszych i najlepszych klubów Chorwacji jest Hajduk. Narodził się w 1911 roku i od początku nawiązywał do chorwackich tradycji. Oprócz okresu komunizmu jego symbolem była biało-czerwona szachownica, będąca także symbolem kraju. Klub przestał też na krótko istnieć, kiedy faszystowskie Niezależne Państwo Chorwackie przekazało Dalmację Włochom. Piłkarze odmówili wówczas grania dla Mussoliniego lub też przeprowadzki do innej części kraju. Wielu zawodników uciekło na Vis. Zajęta przez partyzantów Tity wyspa na Adriatyku była dla nich szansą na kontynuowanie gry. Hajduk jednak od dziesięcioleci jest symbolem chorwackiego nacjonalizmu, a od lat dziewięćdziesiątych niemal w każdej większej dalmatyńskiej miejscowości pojawiała się charakterystyczna biało-czerwona szachownica (symbol Hajduka i Chorwacji). To przyczyna dla której partyzancka przeszłość wciąż budzi spory.

Po 1991 roku klub odzyskał szachownicę jako symbol i powtórnie stał się ostoją chorwackości. Są tacy, którzy twierdzą, że to dzięki związkom z polityką Hajduk zdobywał w niepodległej Chorwacji mistrzostwo kraju. Taką tezę stawia w swoim filmie Dan Nezavisnosti Radia 101 Vinko Brešan, chorwacki reżyser, dokumentalista. Według syna wybitnego dramatopisarza Ivo Brešana pierwszy prezydent Franjo Tuđman ze swoimi podwładnymi ustalał wyniki ligi, a w okresie wojny w byłej Jugosławii to Hajduk zdobył trzy mistrzostwa kraju.

Inaczej przedstawiała się sytuacja w latach dziewięćdziesiątych Dinama Zagreb, klubu ze stolicy kraju. Także on znalazł się jeszcze przed rozpadem Jugosławii na czołówkach światowych mediów. Nigdy nierozgrany mecz Dinamo Zagreb-Crvena Zvezda Beograd stał się na liście CNN jednym z pięciu sportowych wydarzeń, które zmieniły świat. 13 maja 1990 roku tuż przed rozegraniem spotkania kibice drużyny z Belgradu zaczęli skandować hasła nacjonalistyczne. Na ich czele stał wówczas Željko Ražnatović ps. „Arkan“, późniejszy przywódca paramilitarnych jednostek sebskich. Działały one m.in. w Kninie i Slavoniji, i są odpowiedzialne za liczne zbrodnie.

Wybuch agresji i bitwa na zagrzebskim stadionie nie spotkała się w pierwszej chwili ze zdecydowaną reakcją służb porządkowych, które dopiero po kilkunastu minutach zareagowały. Bohaterem Chorwacji stał się potem Zvonimir Boban, który stanął w obronie bitego przez policjanta kibica Dinama. To m.in. Boban znalazł się w brązowej jedenastce podczas francuskiego mundialu w 1998 roku.

To jednak nie Dinamo miało być ulubieńcem władz byłej jugosłowiańskiej republiki w latach dziewięćdziesiątych. Klub musiał zmienić nazwę, najpierw na HAŠK Građanski a potem na Croatia. Wymieniono władze a zespół miał być wizytówką kraju. Chorwacki prezydent w jednym ze swoich przemówień Dinamo nazywał częścią Jugosławii i projektu, którego celem było zniszczenie chorwackości. Zwolenników przywrócenia nazwy określił prowokatorami. Zdravko Tomac, chorwacki polityk i pisarz twierdzi z kolei, że za sprawą stały prywatne ambicje Franjo Tuđmana. Po tym jak popadł w niełaskę u Tity w latach sześćdziesiątych prochorwaccy politycy chcieli uczynić go prezesem Dinama. Działacze sportowi odrzucili jednak propozycję. W ten sposób do śmierci pierwszego prezydenta kraju, nazywanego często przez Chorwatów Ojcem Ojczyzny, Dinamo pozostawało klubem Croatia Zagreb. Sprawa Dinama oraz np. likwidacja Radia 101 były jedną z przyczyn niechęci Zagrzebia do prezydenta kraju.

Bo jesteśmy niepodlegli

Te i inne historie dobrze pokazują jak ważną rolę w polityce może odgrywać piłka nożna i na odwrót. W historii Chorwacji były to nie tylko wspomniane dwa kluby ale także reprezentacja. Brązowi medaliści z mundialu we Francji z 1998 roku do dziś są bohaterami narodowymi. Kiedy chorwacka federacja przeżywała kryzys w związku z aferą korupcyjną na ratunek miał jej przybyć król strzelców tamtego turnieju. Davor Šuker, bo to o nim mowa, rewolucji co prawda nie zrobił, ale symbolem pozostaje.

Mistrzostwa Świata z 1998 roku stały się dla wielu Chorwatów ważnym elementem ich tożsamości narodowej. Samo zwycięstwo w ćwierćfinale z Niemcami było dla niektórych odpowiedzią na lata wyzysku tzw. gastarbeiterów. Dla ówczesnych autorytarnych władz kraju brązowy medal był zaś okazją do pokazania siły państwa mimo izolacji na arenie międzynarodowej. Euforia Chorwatów i duma były wówczas większe niż mogłyby się gdziekolwiek zmieścić. Mało kto jednak pamiętał, że wszyscy ci piłkarze byli cudownymi dziećmi jugosłowiańskiego systemu szkolenia. Część z nich, jak Boban, zdobyli w 1987 roku juniorski złoty medal dla Jugosławii. Symbolika tamtych mistrzostw była więc bardzo złożona.

Dwadzieścia lat przerwy w walce o medale nie oznacza też w żadnym razie, że chorwacka piłka przez te lata znajdowała się w jakimkolwiek kryzysie. Z tamtejszych trenerów korzystał i korzysta cały liczący się świat – trenerem klubu Roberta Lewandowskiego został właśnie Niko Kovač, były reprezentant Chorwacji. W londyńskim West Ham z kolei do niedawna pracował Slaven Bilić. O setkach piłkarzy w zagranicznych, m.in. polskich klubach, nie wspominając. Jak się zaś miewa klubowa piłka w kraju nad Adriatykiem wystarczy spojrzeć na skład reprezentacji w Rosji. Znaleźli się tam gracze z chorwackiej ligi bo skupione w niej kluby regularnie grają w europejskich pucharach.

Do tego dochodzą też jednak skandale. Najważniejszy dotyczy korupcji przy sprzedawaniu piłkarzy do zagranicznych klubów przez Dinamo Zagreb. Zdravko Mamić, wieloletni prezes klubu uczynił z niego w ostatnich latach prywatny folwark. Dinamo miało problemy finansowe w tym samym czasie kiedy sprzedawało piłkarzy nawet za 20 milionów euro. Zmusił także graczy do porzucenia swoich menedżerów i podpisania kontraktu ze swoim synem. Swego czasu sam prezes podpisał kontrakt z Eduardo da Silvą. Młody brazylijski chłopak nie znający wówczas chorwackiego zrzekł się w przypadku swojej śmierci całego majątku na rzecz Mamicia. W procesie tegoż świadkiem był  np. Luka Modrić, który na wszystkie niemal pytania odpowiedział „Nie pamiętam” lub „Nie wiem” co wzbudziło niesmak w kraju. W całym procederze uczestniczył też brat Zdravka, Zoran. Obydwaj panowie zostali skazani na wieloletnie więzienie za wyprowadzanie pieniędzy z klubu i oszukiwanie urzędu skarbowego (jego pracownik także znalazł się na ławie oskarżonych i spędzi najbliższe lata za kratkami). Twierdzili, że sprawa ma charakter polityczny a sam Zoran uciekł do Bośni.

Innym powracającym problemem jest kwestia nacjonalizmu. To na stadionie NK Osijek co jakiś czas odzywają się tamtejsi najzagorzalsi kibice z faszystowskim pozdrowieniem „Za dom spremni”. Używali go w trakcie II wojny światowej ustaše. Hajduk Split z kolei dla wielu Chorwatów pozostaje obok Tuđmana jednym z symboli chorwackości. Na pewno zaś dla mieszkańców Dalmacji jest emanacją ich przynależności do Chorwacji. Z tym nacjonalistycznym tłem ani nie potrafi ani chyba nie chce sobie poradzić tamtejszy związek piłkarski.

Znowu trzydziestoletnia reprezentacja

Obecna reprezentacja, podobnie jak ta brązowa też składa się z wielu zawodników będących u szczytu kariery. Wielu z nich występuje w najlepszych klubach na świecie jak Real Madrid, czy Barcelona. Grają piękny futbol, zachwycając kibiców na całym świecie. Czy więc piłka nożna, jeden z najpopularniejszych sportów na Ziemi może nie być polityczna? Wydaje się to niemożliwe. Wymagałoby poważnych zmian w standardach także ze strony FIFA. Bo przecież równie polityczny jest Władimir Putin, czy Dmitrij Miedwiediew w loży honorowej na mundialu w kraju autorytarnym, jak i Vida krzyczący ze swoim kolegą „Chwała Ukrainie”. Światowa federacja ukarała dwóch Chorwatów jedynie ostrzeżeniem mimo ostrych protestów Rosji twierdzącej, że to poparcie dla zbrodniczego reżimu prześladującego wschodnie obszary Ukrainy. Chorwacki piłkarz postanowił się z całej sprawy wytłumaczyć twierdząc, że ma to związek jedynie z jego grą w Dynamie Kyjiw. Nie zmieniło to jednak nastawienia części serbskich mediów, które ogłosiły, że ustaše wspierają pogrobowców UPA.

Zresztą już przed meczem Chorwacja i Rosji część chorwackich mediów sugerowała, że w tle mamy do czynienia z zemstą za wojnę lat dziewięćdziesiątych. Rosja wówczas aktywnie wspierała Serbię. Chorwaci przypominali np. historię Luki Modricia, którego dziadka zamordowały serbskie oddziały paramilitarne.

Kolejnym tłem tego ćwierćfinałowego spotkania była sprawa przekazania największej chorwackiej spółki rosyjskiemu Sberbankowi. Produkujący 15 procent chorwackiego PKB Agrokor od ponad roku znajdował się pod państwowym zarządem. Nieudane inwestycje a przede wszystkim brane na wyrost kredyty, zwłaszcza w rosyjskich bankach doprowadziły firmę na skraj bankructwa. Władze kraju przejęły kontrolę nad firmą i próbowały znaleźć rozwiązanie. Rząd długo sprzeciwiał się przejęciu aktywów przez wierzycieli. Groziły mu jednak wieloletnie procesy a to zagrażało m.in. zatrudnieniu kilkudziesięciu tysięcy osób. Zresztą spółki funkcjonujące w sieci Agrokoru produkują wiele symboli chorwackiej kuchni jak oliwa, ser podravec, czy kulen. Chorwacki premier włączył nawet kraj w unijny program przeciwdziałania rosyjskiej wojnie hybrydowej. Wszystko na nic, więc mecz między krajami miał być zemstą za przejęcie sztandarowej chorwackiej firmy przez Rosjan.

Wydawać by się mogło, że półfinał z Anglią powinien był być pozbawiony takich politycznych znaczeń. Tak jednak nie jest. Chociaż na nie jednym sklepie można było dzień wcześniej znaleźć informację, że swoje podwoje jutro zamyka o 19.30 poza przyjemnością zwycięstwo było też pewnie formą wytchnienia od problemów kraju. Państwo boryka się przede wszystkim ze słabą sytuacją gospodarczą, której towarzyszy masowa migracja, głównie młodych i wykształconych ludzi. Duma i emocje pozwoliły o tym na chwilę zapomnieć.

Od niedzieli wszystkie gazety w Chorwacji analizowały sytuację reprezentacji na pierwszych stronach. To media właśnie nie pozwalają zapomnieć o politycznych kontekstach. Jutarnji List ogłosił, że starcie będzie ostatecznym Brexitem i to Chorwacja symbolicznie wyrzuci Wielką Brytanię z Unii. W inne tony uderzył z kolei serbski tygodnik Novosti wydawany w Zagrzebiu. Na pierwszej stronie redakcja odwołała się do idei narodu opartego nie o etniczne związki a o obywatelstwo. Okrzyk z chorwackiej pieśni patriotycznej „U boj, u boj, za narod svoj” został zapisany w cyrylicy pod zdjęciem niesionego na rękach bramkarza reprezentacji. Danijel Subašić pochodzi przecież z mieszanego małżeństwa i sam jest prawosławny choć o sobie mówi jako o obywatelu Chorwacji bez określania przynależności etnicznej. W ten sposób Novosti chciały pokazać, że Serbowie są takimi samymi obywatelami Chorwacji jak etniczni Chorwaci. Zresztą w trakcie turnieju Subašić jest jednym z kluczowych bohaterów swojej reprezentacji.

Po zwycięstwie nad Anglią kraj oszalał z radości. W Zagrzebiu niemal wszyscy biegli na główny plac bana Josipa Jelačicia. Po drodze rzucali się w ramiona przypadkowych ludzi, klaskali, krzyczeli, śpiewali, kto chciał fotografował się z policją. Na ulicach trąbiły samochody, pędząc z powiewającymi z okien flagami. Chorwaci będą drugim najmniejszym krajem w historii (po Urugwaju z lat trzydziestych), który zagra w finale Mistrzostw Świata. Cztero i pół milionowy naród kontra 67 milionów Francuzów. I już się robi trochę politycznie.

Sport na pierwszym miejscu?

Mając nawet na uwadze przede wszystkim piękno tego sportu, fantastyczne zagrania Modricia czy bramkę Vidy albo Perišicia, nie da się jednak zapomnieć zupełnie o politycznych i historycznych kontekstach. Sport taki właśnie jest. Czy można myśleć o czarnych zawodnikach reprezentacji olimpijskiej USA w latach trzydziestych do pięćdziesiątych bez świadomości rasowej segregacji? Czy da się zupełnie oddzielić talent Ferenca Puskása od jego ucieczki w związku z radziecką okupacją Węgier? Czy Kozakiewicz byłby tym samym Kozakiewiczem bez swojego gestu w Moskwie? Czy igrzyska w Soczi byłyby tak samo odbierane gdyby nie rządy Putina? Czy nierozegrany mecz Dinamo kontra Crvena Zvezda przeszedłby do historii gdyby nie tamten kontekst polityczny? Są jednak takie chwile jak niedzielny finał, kiedy piłka nożna na te co najmniej 90 minut jest przede wszystkim futbolem.

 

Facebook Comments
Tagi:
Michał Kucharski

Doktorant przy Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM, absolwent studiów magisterskich na stosunkach międzynarodowych i filologii chorwackiej na UAM-ie. Publikował na łamach Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, Res Publiki Nowej oraz na portalu mediumpubliczne.pl. W ramach stypendiów spędził rok akademicki w Osijeku i semestr w Zagrzebiu. W Sarajewie prowadził badania terenowe do pracy doktorskiej.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY