Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Katarzyna Dylewska, Michał Kucharski

Chorwacja: pieniądze nie śmierdzą, ale turyści…

Chorwackie lato rozpieszcza turystów. Kurorty nad Adriatykiem, po kilku latach spadku spowodowanego światowym kryzysem, znów biją własne rekordy popularności, również wśród Polaków. Pieniądze płyną do chorwackich kieszeni szerokim strumieniem. I wydawałoby się, że wszyscy powinni być zadowoleni. Sezon 2018 pokazuje jednak, że jest o to coraz trudniej.

Sympatia Polaków do Chorwacji trwa już wiele lat. Jest to nadal jeden z najpopularniejszych kierunków letniego wypoczynku, tuż za półwyspem Iberyjskim. Turystów przyciągają przede wszystkim ceny i dobra infrastruktura. Jak pokazują ostatnie statystyki Polacy wypoczywają nad Adriatykiem przede wszystkim samodzielnie, rzadziej korzystając z ofert biur podróży – choć i te cieszą się powodzeniem, szczególnie ze względu na wprowadzoną w zeszłym roku ofertę tzw. „polskich stref”. Kluczowym środkiem transportu pozostaje samochód, lotów nad Adriatyk nadal jest stosunkowo niewiele. Popularność Chorwacji odzwierciedla także liczba telefonów, która przyprawiła o ból głowy pracowników Ambasady RP w Zagrzebiu. Wydział Konsularny poinformował na Facebooku, że przestaje udzielać informacji rodzicom dorosłych dzieci, które weszły w konflikt z prawem albo nie smakuje im jedzenie na wczasach. W Internecie pojawiły się nawet oferty pracy dla Polaków, głównie animatorów lub kelnerów i sprzedawców, poszukiwanych przede wszystkim ze względu na znajomość języka. Osób zainteresowanych pracą nie było jednak na tyle, żeby mówić o większej skali zjawiska.

Osoby przebywające w Chorwacji, chcąc otrzymać jakiekolwiek informacje, proszone są o bezpośredni kontakt z konsulem….

Publiée par Ambasada RP w Zagrzebiu / Veleposlanstvo Republike Poljske u Zagrebu sur Mercredi 22 août 2018

A jak wygląda sezon turystyczny z punktu widzenia Chorwatów? Również z ich perspektywy Polacy należą do ścisłej czołówki narodów odwiedzających wybrzeże. Turyści znad Wisły kojarzeni są pozytywnie, jako nie sprawiający większych problemów, chociaż coraz częściej słychać żarty o ich nadmiernej oszczędności. Nie wszyscy goście witani są jednak z otwartymi ramionami. Ich rosnąca liczba i zachowanie dają się we znaki coraz większej grupie stałych mieszkańców nadmorskich kurortów.

Chorwacka Ibiza

Dość turystów ma jednak przede wszystkim wielu Chorwatów. Plaża Zrće w Novalji, imprezowa stolica kraju, znajdująca się na terenie miejscowości znana jest jako „chorwacka Ibiza”. Kluby otwarte 24 godziny na dobę zapewniają nieprzerwaną zabawę młodym turystom z całego świata. Mieszkańcy tej małej miejscowości na wyspie Pag, która rozwinęła się nieprawdopodobnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat dzięki renomie plaży tracą cierpliwość dla swoich gości.

Wśród zarzutów pojawia się nieodpowiedni strój w miejscach publicznych, ale także pełne alkoholu i narkotyków imprezy, które nie raz wymykają się spod kontroli. Lokalna policja musiała już w zeszłym roku otrzymać stałe wsparcie w obliczu braku wystarczającej liczby funkcjonariuszy – każdej nocy trafia do nich nawet kilkanaście zgłoszeń. Tego lata na Zrću doszło do zabójstwa obywatela Wielkiej Brytanii, zasztyletowanego przez innego turystę z Wysp. Sytuacja bezpieczeństwa w Novalji faktycznie jest niepokojąca, jednak należy zwrócić uwagę na fakt, że, poza samymi turystami, odpowiadają za nią także władze miasta. Burmistrz narzekający na anarchię wśród gości niewątpliwie dysponuje środkami, które można przeznaczyć na dodatkową ochronę ulic. Negatywny obraz turystów podsycany jest przepełnioną stereotypami narracją, o „czarnych (a jakże!) dilerach z podejrzanych londyńskich dzielnic”. Wspomniane zabójstwo niemal natychmiast zostało przypisane przez lokalną prasę porachunkom między brytyjskimi gangami, jak się szybko okazało, bezpodstawnie. Bardzo ironicznie wszystkie te doniesienia komentuje dziennikarz Al-Jazeera Balkans, mówiąc, że to typowe dla Chorwatów podejście pt. „poprosimy o pieniądze bez turystów”.

Mieszkańcy innych popularnych miejscowości na wybrzeżu również zaczynają być zmęczeni liczbą odwiedzających. Na czele listy znajduje się Dubrownik. Już w ubiegłym roku dołączył do akcji sprzeciwu wobec „zadeptujących miasto i windujących swoją obecnością ceny” turystów. Tłumy przybywają m.in. ze względu na kręconą tam „Grę o tron”. O siebie obawiać mogą się więc teraz także mieszkańcy wyspy Vis, gdzie kręcono kolejny hit – „Mamma Mia! Here we go again”. Zainteresowanie wzrosło jeszcze bardziej po tegorocznym Mundialu w Rosji. Nic jednak nie wskazuje, by władze Dubrownika, czy chorwacki rząd miały pójść śladem Barcelony, która zdecydowała się na wprowadzenie restrykcji dla odwiedzających. Zyski z turystyki zbyt dużo znaczą dla chorwackiego PKB – stanowią aż 20%.

Nietolerancja dozwolona?

Granice lokalnej gościnności poznała także para z Brazylii. Pomimo dokonanej wcześniej rezerwacji, właściciel odmówił przyjęcia dwóch mężczyzn, argumentując to obawą, że panowie „będą organizowali orgie”. Jak przekazał chorwackiej prasie syn gospodarza, „mieli oni już złe doświadczenia z homoseksualistami ze Słowenii, którzy urządzali w apartamencie imprezy”. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy gdyby podobne zachowanie dotyczyło heteroseksualnych osób, to im także odmówiłby pobytu. Sprawa wpisuje się we wciąż budzące kontrowersje relacje osób LGBT z konserwatywną częścią społeczeństwa chorwackiego. Z jednej strony wprowadzono w kraju możliwość zawarcia związków partnerskich, z drugiej jednak Rada Europy w ubiegłym roku wskazała na problem rosnącej nietolerancji. Na pierwszym miejscu jako adresaci mowy nienawiści znaleźli się Serbowie, na drugim właśnie środowisko LGBT. Głosy w Chorwacji na temat właściciela apartamentu z Zadaru także były podzielone. Na wysokości zadania stanęła jednak policja, która wszczęła dochodzenie. Mężczyźnie grozi kara od 5 do 30 tysięcy kun (czyli od ok. 3 do 18 tysięcy zł) z tytułu złamania ustawy o zakazie dyskryminacji. Żeby zamazać złe wrażenie chorwackie media przepytały jednak obcokrajowców z ich pozytywnych wrażeń, publikując serię miłych rozmów.

Sezonowy rynek pracy

Natłok turystów oznacza jednak przede wszystkim nowe problemy dla właścicieli hoteli, restauratorów czy lokalnych przedsiębiorców. O ile ze strony odwiedzających, mijające sezony można rozróżnić prawie wyłącznie wzrastającymi cenami i kształtem materaca, który dominuje w danym roku (2018: ananas lub jednorożec), sytuacja ze strony osób związanych z infrastrukturą turystyczną zaczyna być coraz poważniejszym zmaganiem.

Z jednej strony spada liczba chętnych do pracy w sezonie. Stosunkowo niskie pensje i sezon trwający zaledwie 6 miesięcy zniechęcają wykwalifikowanych pracowników do pozostania w kraju. Mimo wzrostu płacy minimalnej w 2018 roku, coraz więcej osób z branży turystycznej przeprowadza się na stałe do Irlandii czy Niemiec. W obliczu tak dotkliwego braku pracowników rząd Chorwacji zdecydował się m.in. na udzielenie 1800 pozwoleń na przyjazd pracownikom z innych krajów regionu: przede wszystkim Bośni i Hercegowiny oraz Serbii, co było jednak kroplą w morzu potrzeb. Biura pośrednictwa pracy dostrzegają problem braku długoterminowych rozwiązań w kraju, w którym bezrobocie sięga 9%. Wskazują, że należy stworzyć więcej programów pomagających zmienić lub poszerzyć swoje kwalifikacje. Konieczne jest też ich zdaniem, by firmy oferowały lepsze warunki zatrudnienia oraz zaczęły myśleć o ofercie obejmującej również miesiące zimowe.

Warunki zatrudnienia niewątpliwie w największym stopniu zniechęcają Chorwatów do pracy w sezonie. Atrakcyjnie brzmiące ogłoszenia, obiecujące wykwalifikowanym pracownikom nawet 2000 euro miesięcznie z zapewnionymi posiłkami i noclegiem, okazują się nie mieć pokrycia w faktach. Pracownicy zatrudniani są na umowę za najniższą krajową pensję, a pozostałą część wypłaty otrzymują „na czarno”. Nie tylko obniża to odprowadzaną dla nich składkę ubezpieczeniową, ale zwiększa niepewność co do szans egzekwowania płacy w przypadku kiedy pracodawca nie jest skłonny jej wypłacić. Na Facebooku powstała czarna lista pracodawców nad Adriatykiem, na której codziennie przybywa postów informujących o szefach, którzy nie dotrzymują wcześniej ustalonych warunków. Głównymi problemami są m.in. brak wolnego dnia w tygodniu przy 10-12-godzinnym dniu pracy, skandaliczne warunki zakwaterowania, próby oszustwa przy wypłaceniu pensji, a także przemoc fizyczna i psychiczna wobec pracowników. Dla wielu wakacyjna chęć większego zarobku staje się miesiącami niepewności czy ich ciężka praca nie okaże się daremna.

I co dalej?

Turystyka jest dla bijącej z roku na rok rekordy popularności Chorwacji największym źródłem dochodu. Kraj i jego mieszkańcy muszą się jednak zmierzyć z wewnętrznymi problemami, bez rozwiązania których zrównoważony rozwój tej najważniejszej gałęzi gospodarki nie będzie możliwy. Otwartość na reprezentantów innych narodów, ras, czy środowiska LGBT, nie może być otwartością wyłącznie na ich finanse. Adriatyckie wybrzeże, największy chorwacki pracodawca, nie powinno być też miejscem, gdzie nie szanuje się podstawowych praw pracownika. Turystów będzie przybywać, o to przedsiębiorcy nie muszą się martwić. Pomimo żartobliwych komentarzy, należy jednak zrozumieć także zmęczenie lokalnych mieszkańców i ich prawo do spokoju, który po kilkunastu latach zaczynają cenić bardziej niż rekordowe zarobki.

Facebook Comments
Katarzyna Dylewska

Tematy: Bałkany,
Michał Kucharski

Doktorant przy Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM, absolwent studiów magisterskich na stosunkach międzynarodowych i filologii chorwackiej na UAM-ie. Publikował na łamach Gazety Wyborczej, Tygodnika Powszechnego, Res Publiki Nowej oraz na portalu mediumpubliczne.pl. W ramach stypendiów spędził rok akademicki w Osijeku i semestr w Zagrzebiu. W Sarajewie prowadził badania terenowe do pracy doktorskiej.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY