Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Karolina Wanda Olszowska

Spór Ankary z Zachodem trwa, Turcja kandydatem do BRICS

Republika Turcji na czele z Racepem Tayyipem Erdoğanem od lat ubiega się o status regionalnej potęgi. Pod koniec lipca 2018 roku Hürriyet Daily News (portal gazety Hürriyet) poinformował, że prezydent wezwał kraje BRICS do przyjęcia do swojej grupy Turcji. Obserwując jednak sytuację ekonomiczną kraju znad Bosforu trudno nie zauważyć, że państwo boryka się z dużym kryzysem gospodarczym, co znacznie osłabia jego pozycję na arenie międzynarodowej. Czy pomimo tego, Turcja ma szanse stać się częścią grupy BRICS i zyskać kolejne narzędzia do przeciwstawienia się USA i UE?

Turcja przez dziesięciolecia była czołowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, od kilku lat widać jednak tendencję do prowadzenia zdecydowanej polityki, która oddala się od Zachodu, jeśli ten nie spełnia tureckich postulatów. Przystąpienie Ankary do BRICS będzie właśnie takim ostrym sygnałem dla świata Zachodu. Turcja, która kiedyś bardzo zabiegała o dobre stosunki z Waszyngtonem i wstąpienie do Unii Europejskiej teraz zwraca się w przeciwną stronę. Dla Turcji będzie to przede wszystkim umocnienie swojej pozycji w negocjacjach z Zachodem, pokazując, że posiada innych sojuszników. Dla Unii Europejskiej największe zagrożenie stanowi „wypuszczenie” przez Turcję imigrantów, którzy mieszkają w obozach (i nie tylko), na terenie kraju. Stany Zjednoczone mogą obawiać się o swoją pozycję na Bliskim Wschodzie praz bazy amerykańskie na tureckim terytorium, a także o osłabienie znaczenia dolara w rozliczeniach międzynarodowych. Największym zwycięzcom w tym zestawieniu wydaje się Rosja. Zyskała sojusznika stanowiącego drugą siłę w NATO, który w imię ambicji gotowy jest różne posunięcia.

BRICS to grupa państw rozwijających się, do której należy Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Południowa Afryka. Ludność tych krajów stanowi ok. 40% populacji świata, a wspólnie zapewniają one prawie 1/5 światowego wzrostu gospodarczego. Pomimo tego, że BRICS nie jest sojuszem politycznym, ani formalnym stowarzyszeniem handlu, to stanowi przeciwwagę dla Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Ważnym zagadnieniem dla tej grupy państw jest polityka ekonomiczna, dążą one m.in. do stworzenia nowego systemu walutowego oraz zwiększenia roli tych państw w światowych instytucjach walutowych.

W 2015 roku podczas spotkania BRICS w rosyjskiej Ufie powołano do życia Nowy Bank Rezerw (New Development Bank – NDB), celem tej inicjatywy jest przebudowanie systemu finansowego, tak aby osłabić dominację Zachodu (w tym Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), nad tą sferą. UE i USA obawiają się, że NDB pomimo zapewnień będzie udzielało pożyczek państwom i firmom objętym zachodnimi sankcjami.

Ankara coraz bardziej oddala się od Zachodu

Turcja od lat stara się wykorzystać swoje centralne, strategiczne geopolityczne położenie, aby stawać się regionalnym (a w przyszłości, może i światowym) liderem. Podczas Zimnej Wojny jednoznacznie opowiedziała się po stronie Bloku Zachodniego. Na wybór miała jednak większy wpływ nieustępliwa postawa Związku Radzieckiego w stosunku do Cieśnin niż sama sympatia dla państw Zachodu.

Przez lata współpraca układa się dobrze, jednak konflikty wewnątrz bloku takie jak ten o podział Cypru, powodowały rysy na wzajemnych relacjach. Po ataku terrorystycznym z 11 września 2001 roku Turcja poparła koalicję antyterrorystyczną, ale już rok później doszło do rozłamu, ponieważ Turcja nie zgodziła się na atak na Irak z jej terytorium. Początek Wiosny Arabskiej przyniósł krótkotrwałą poprawę relacji, jednak już w 2013 roku nastąpił kolejny konflikt na fali różnych wizji prowadzenia wojny w Syrii. Od tego czasu stosunki na linii Waszyngton – Ankara ulegały jedynie pogorszeniu, żeby przypomnieć jedynie kwestie ekstradycji z USA Fethullaha Gülena, czy aresztowanie w Turcji amerykańskiego pastora Andrewa Brunsona.

Podobna recesja nastąpiła w stosunkach z Brukselą. Przez dziesięciolecia kraj znad Bosforu starał się uzyskać członkostwo w UE. Gdy pomimo wprowadzonych zmian Bruksela nie chciała zgodzić się na rozszerzenie wspólnoty o Turcję, to społeczeństwo i tureccy politycy zaczęli opowiadać się przeciwko dalszym staraniom o przyjęcie. W ostatnich latach prezydent Erdoğan wykorzystuje w kontaktach z UE zagadnienie migrantów, kiedy tylko Zachodni politycy krytykują politykę Ankary, to od razu dostają informację zwrotną w postaci groźby, że zostanie zrewidowana lub zerwana umowa o polityce migracyjnej.

Czy w BRICS jest miejsce dla Turcji?

Pierwsze rozszerzenie grupy państw rozwijających nastąpiło w 2011 roku, gdy do Brazylii, Rosji, Indii i Chin dołączyła RPA. Dopuszczano kolejne powiększenie się, jako potencjalnych członków wymieniano Turcję, Nigerię, Indonezję, czy Meksyk. Nie zawsze jednak kraj znad Bosforu był równie mocno brany pod uwagę. W 2012 roku prof. Bogdan Góralczyk pisał, że państwa BRICS nie miały na tym etapie intencji włączenie Turcji do grupy. Ówcześnie największym przeciwnikiem rozszerzenia o Ankarę były Chiny, ponieważ prowincję Sinciang zamieszkują w większości tureckojęzyczne grupy etniczne jak m.in. Ujgurzy, Kazachowie, czy Kirgizi, co się z tym wiąże, Pekin obawiał się mieszania tureckich polityków w sprawy tej prowincji. Z biegiem czasu obydwa kraje były jednak coraz bardziej nastawione na budowanie Nowego Jedwabnego Szlaku i umacnianie wzajemnych relacji, szczególnie handlowych.

Ocieplaniu w ostatnich latach uległy również relacje Turcji z Rosją. Po blisko rocznym zerwaniu stosunków dyplomatycznych (listopad 2015 do czerwca 2016), nastąpiło powolne ocieplenie relacji, m.in. ostre potępienie nieudanego puczu w Turcji przez prezydenta Władimira Putina. Od tego momentu nastąpiła zmiana tureckiej polityki i zdecydowane opowiedzenie się po stronie Wschodniej z zaciskaniem współpracy z Moskwą. Dostrzec można to również w kontekście rozszerzenia BRICS, ponieważ to właśnie z prezydentem Putinem spotkał się na marginesie szczytu prezydent Erdoğan.

Aspiracje, a kryzys ekonomiczny

Prezydent Erdoğan zapewnia, że członkowie grupy państw rozwijających z zadowoleniem przyjęli jego inicjatywę. Warto jednak zauważyć, że jeszcze do niedawna czynnikami łączącymi Turcję i kraje BRICS był ciągły wzrost gospodarczy i duża populacja, obecnie o ile kraj znad Bosforu w dalszym ciągu jest bardzo ludny, to nie rozwija się już tak dynamiczne, a wręcz cierpi na kryzys gospodarczy. Wydawało się, że po wyborach przeprowadzonych 24 czerwca b.r. kurs liry ulegnie stabilizacji. Jednak już ogłoszenie nowego gabinetu, w którym ministrem finansów został Berat Albayrak, zięć prezydenta, doprowadziło do kolejnego załamania rynku. Na domiar złego prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił podwojenie ceł na aluminium i stal z Turcji. Przyczyniło się to do jeszcze większego upadku tureckiej waluty, za jednego dolara trzeba zapłacić 6,20 liry, a za euro ponad 7 TL. Społeczeństwo jest coraz bardziej niezadowolone, ponieważ bardziej odczuwalne są podwyżki cen i inflacja.

Turcja w 2017 roku odnotowała wysoki wzrost gospodarczy (7,4%), pomimo postulatów inwestorów nie podniosła stóp procentowych. W 2018 roku wielu zagranicznych inwestorów wycofało się z tureckich rynków. Turecki Bank Centralny wycofał złoto z amerykańskiej Rezerwy Federalnej, a dług w amerykańskich bankach wzrósł kilkunastokrotnie. Turcja mająca wielkie ambicje i nie mniejsze możliwości boryka się aktualnie z ogromnym kryzysem finansowym, może się również okazać, że z „czarnego konia” zmieni się w „kolosa na glinianych nogach”. Niestety rządzący Turcją nie podejmują wystarczających kroków ekonomicznych, np. nie podnoszą stóp procentowych, tylko cały czas odwołują się do „pomocy Allaha” i „spisku Zachodu”.

Możliwe rozwiązania na przyszłość

Wydaje się, że pomimo bardzo dużych problemów gospodarczych Turcja w dalszym ciągu jest ważnym partnerem politycznym i gospodarczym. Przez lata w Turcji rozkwitała gospodarka, podejmowane były ogromne inwestycje, a współczynnik gospodarczy był bardzo wysoki, jednak rząd nie dbał, aby niosło to polepszenie sytuacji przeciętnego obywatela. Bardziej liczyła się „zewnętrzna” siła i taką kraj znad Bosforu ma w dalszym ciągu. Znacznie lepiej układają się również w ostatnich latach relacje z państwami członkowskimi BRICS. Co istotne, wszystkie te państwa starają się zbudować sojusz, który może stać w opozycji do USA i UE. Oskarżane są przez Zachód o podobne przewinienia takie jak łamanie wolności słowa, populizm polityczny, czy łamanie praw człowieka.

Politolog Władimir Bruter uważa, że realizacja dużych projektów w Azji bez udziału Turcji nie jest możliwa. W obecnych warunkach geopolitycznych należy raczej zakładać, że Turcja stanie się częścią BRICS, jeśli tylko państwa członkowskie wyrażą na to zgodę, chociażby po to, aby pokazać przeciwwagę, jaką może stanowić grupa dla Stanów Zjednoczonych i UE. Turcja byłaby dla państwa BRICS, a w szczególności dla Rosji cennym partnerem, w końcu to drugie wojsko w NATO. Ankara ważna jest również gospodarczo, choćby negocjując z Rosją zakup systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej S-400, czy decydując się na odejście od dolara w międzynarodowych rozliczeniach handlowych, co znacznie osłabi pozycję USA i UE w stosunku do krajów BRICS. Dołączenie Turcji do sojuszu raczej nie spowoduje jej odejścia z NATO, prezydent Erdoğan zapowiedział również, że w dalszym ciągu Turcja będzie starać się o przyjęcie do UE, jednakże nie są już one na pierwszym planie.

Najbardziej niebezpieczne dla stabilności obecnego systemu międzynarodowego jest zbliżenie Turcji do Rosji, gdyż Ankara będąca ważnym członkiem NATO, narusza jego spójność dystansując się od inicjatyw mogących zostać źle odebrane przez Rosję.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: BrookingsInst, źródło: https://www.flickr.com/photos/96739999@N05/9240952792
Tagi:
Karolina Wanda Olszowska

Tematy: tu i teraz,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY