Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Martyna Bąk

Strzelać trzeba rytmicznie. Turbofolk w służbie wojny i polityki

Prosta linia melodyczna, banalny tekst i bezdyskusyjny przekaz to cechy, którymi można opisać kultowy turbofolk. Muzyka prosto z krajów byłej Jugosławii, często porównywana z polskim disco polo. Jednak jest to nietrafione skojarzenie chociażby ze względu na to, turbofolk jest pare półek wyżej. Mimo skocznej melodii, roznegliżowanych kobiet to cel tworzenia oraz przekaz były zupełnie inny. Disco polo ma bawić, a turbo folk? Nie można mu odebrać waloru rozrywkowego, ale z pewnością nie był to jedyny i podstawowy cel twórców.

Ile więc w turbofolku jest zabawy, a ile polityki? Turbofolk stał się trampoliną w rozwoju muzycznej kariery dla Lepy BrenyCecy czy Viki Milijković. Można się zastanawiać czy ich kariery byłyby tak spektakularne, gdyby od początku nie zainspirowały się nacjonalizmem i turbofolkiem. Prowokacyjny wygląd był narzędziem do przyciągnięcia słuchaczy oraz próbą zatarcia i przemycenia nacjonalistycznej warstwy tekstowej.

Dynamiczny początek

Wraz ze śmiercią Tity kończy się kolejny rozdział w jugosłowiańskiej historii. W takich warunkach małymi kroczkami na rynek muzyczny wchodzi turbofolk. Muzyka była inspirowana lecącym w kafanach pasterskim rockiem i neofolkiem, zwanym również jako „novokomponovana narodna muzika”. Było to skrzyżowanie unowocześnionej muzyki ludowej z elektronicznym brzmieniem.

W 1981 roku ma bałkańskiej scenie muzycznej pojawiła się młoda dziewczyna z Tuzli – Lepa Brena, która otwarcie emanowała seksapilem i czarowała dziewczęcą urodą. Wkrótce, głębokie dekolty, krótkie spódniczki, cekiny i ostry makijaż były znakiem rozpoznawczym kobiecych gwiazd turbofolku. Jej kariera nabrała rozpędu, kiedy wraz z Miroslavem Ilićem wykonała piosenkę „Živela Jugoslavija” („Niech żyje Jugosławia”).

Mając przed sobą jedynie tekst spokojnie można by było uznać utwór za drugi hymn Jugosławii. Piosenka jest naszpikowana uwielbieniem do kraju, patriotyzmem i narodowymi wartościami. Obowiązkowo musiał pojawić się motyw żalu za zmarłym Tito. Powoli podgłaśniamy muzykę i słyszmy linię melodyczną podobną do polskich szlagierów połączoną z grecką „Zorbą” i turecko-wschodnimi wpływami. Czar utworu nie znika, a jedynie wchodzi na wyższy poziom i staje się muzycznym „smaczkiem”, który jest na ustach każdego, rodowitego Jugosłowianina.

Lepa Brena nie pozwoliła o sobie zapomnieć i po czterech latach w podobnym tonie powstała „Jugoslovenka”. Zachwalanie jugosłowiańskiej urody i porównywanie jej do krajobrazu krainy Słowian Południowych to właściwie wszystko, co można napisać o tym utworze, a polityczną magię możemy zobaczyć dopiero w teledysku. Biegnąca, ubrana na biało grupa ludzi z flagami Jugosławii, artystka leżąca na łódce również trzymająca drzewiec z powiewającą flagą czy pojawiające się jako przerywniki barwy granatu, bieli i czerwieni to nic niewnoszące motywy w warstwie artystycznej, które mają przemycić jedynie ducha narodu oraz stanowić cegiełkę w odbudowie jedności narodów południowosłowiańskich.

W 1989 roku pojawił się utwór „Robinja”, który na pierwszy rzut oka nie wykazuje żadnych cech politycznych rozgrywek czy patriotycznych motywów. Jednak, “Robinja to także kultowe dzieło Hanibala Lucića z okresu renesansu, które było pierwszym znanym, napisanym w języku chorwackim romansem, który odniósł niebagatelny sukces w Europie. Utwór opowiada o miłości mężczyzny do tytułowej Robinji, która po śmierci ojca zostaje oddana do niewoli tureckiej i wystawiona na sprzedaż na jednym z targów. Romantyczna historia kończy się happy endem, gdy ukochany uwalnia ją spod jarzma tureckiego. Piosenka nawiązuje do ciemnych nocy, kiedy kobieta wspomina czasy, w których była blisko ukochanego, następnie śpiewa o tęsknocie, a w teledysku pojawia się motyw łańcuchów i niewoli. Te wszystkie elementy świadczą o tym, że silną inspirację do napisania utworu stanowił renesansowy dramat. A co lepiej nie wzmacnia poczucia tożsamości narodowościowej jak nie wspomnienie o jednym z największych literackich sukcesów?

Muzyka łagodzi obyczaje

Szczytowa forma turbofolku przypada na początek lat 90. XX wieku i pogłębienie się antagonizmów na terenie Bałkanów. Artyści masowo rozpoczęli produkcję utworów o tematyce patriotycznej, a raczej nacjonalistycznej. Muzyka zamiast łączyć, dzieli i pogłębia różnice kulturowe za pomocą warstwy tekstowej naszpikowanej polityką. Atrakcyjne kobiety ubrane w skąpe stroje śpiewają o wspaniałości Serbów i krzyczą „Velika Srbija”.

Czy muzyka rozrywkowa powinna przekazywać treści nacjonalistyczne czy raczej bawić i stanowić odskocznię od szarej codzienności? Pytanie retoryczne, ale niestety turbofolk był narzędziem do kultywowania dawnych sporów i konfliktów.

Nastał rok 1995, a z nim Masakra w Srebrenicy i utwór „Ljubav je”, w którym lubiana Brena tańczy w serbskim mundurze w otoczeniu żołnierzy w tych samych barwach i śpiewając, że miłość jest lekiem na zło. Wystarczył ślub z serbskim tenisistą, aby artystka zapomniała o swoich muzułmańskich korzeniach i wyprodukowała utwór promujący serbską armię. Lepa Brena, uwielbiana za delikatną, słowiańską urodę, piękny wokal i chęć łączenia narodów słowiańskich z dnia na dzień została znienawidzona przez Bośniaków. Artystka do teraz porusza swoim śpiewem widownie, jednak jej koncerty na terenie Bośni od roku 96 były bojkotowane.

Z powstaniem tej piosenki skończyła się pewna era w karierze Lepy Bren. To też okres, kiedy nie tylko ona królowała na bałkańskiej scenie muzycznej. Motyw romansu w tle z serbską historią oraz głęboko zakorzenionym przekonaniem o wielkości narodu serbskiego to norma wśród typowych, turbofolkowych gwiazd. Zorica Morković, lubieżna królowa turbo-folku- Jelena Karleusa oraz Ceca zawojowały bałkańską sceną muzyczną.

W szaleństwie głębokiego przekonania o swoim patriotyzmie, pierwsza z artystek stwierdziła, że chciałaby gotować dla swoich żołnierzy, prać im mundury, a nawet walczyć z nimi przeciwko wrogom, Ceca napisała piosenkę o stolicy Serbii, a Jelena napisała list otwarty do prezydenta Miloševica stwierdzając, że wszystkie kobiety go kochają.

Coca coca, Malboro, a może nacjonalizm

Nie można mówić o turbofolku bez Viki Milijković i kultowego utworu „Coca Cola, Marlboro, Suzuki” w którym wyśmiewa się z zachodniego świata. Zacieranie poczucia inności i wyobocowania poprzez frazy „to je život to nije reklama (to jest życie, to nie jest reklama), nikom nije lepše nego nama (nikomu nie jest lepiej, niż nam)” to znakomita metoda aby podbudować ducha narodu.

Wokalistka śpiewa w traktorze, ubrana w prostą sukienkę w tle mając wiejski krajobraz. Przenosząc się do czasów powstania utworu i realiów w których utwór powstawał, możemy uwierzyć, że nikomu nie jest lepiej, niż im – Serbom i żadne używki świata zachodniego nie są im potrzebne do szczęścia. Słowa i pejzaż łączą się w pełną, sielankową całość, która przekonuje aby wyjechać, porzucić tytułową „Coca Colę, Marlboro, Suzuki” i porwać się w łagodną i pełną ideałów wieś. Sama wokalistka nagrała jeszcze parę utworów, ale w pamięci pozostają tylko dwie, blond kitki.

Warto zaznaczyć, że Viki różniła się od innych artystek tego okresu. W teledysku nie jest wyzywająca, wręcz przeciwnie kusi delikatnością i młodą energią. Otwarcie też nie nawiązuje do patriotycznych wartości czy nie przedstawia typowo serbskich tradycji czy elementów.

Bałkańskie kotły zamiast perkusji

Turbofolk kwitnął w centralnym punkcie bałkańskiej zawieruchy. Turbofolk już jakiś czas temu otworzył kolejny, barwny rozdział w historii turbofolku, a główna wokalistka w roku 95 wychodzi za mąż przywódcę paramilitarnej formacji „Tygrysy” Zeljko Raznjatovića ps. „Arkan”. Na ustach Serbów królują słowa „Ktokolwiek twierdzi, że Serbia jest mała – jest kłamcą”. Nie tylko historia wojskowości nabrała tempa, ale także muzyka. Turbofolk czerpał z przeszłości, aby w prosty i przystępny sposób dotrzeć do przeciętnego zjadacza chleba. Dyskoteki stały się przeżytkiem, teraz to młodzi ludzie tańczyli w „Folkotekach”, gdzie grany był tylko i wyłącznie turbofolk.

Ówczesna minister kultury w rządzie Milosevića – Nada Popovic -Persić mocno sprzeciwiała się rozwojowi muzyki. Powodem było nie tylko zaangażowanie się mafii i sponsorowanie promocji zespołu, ale także zakorzenienie w Serbii kultury zachodniej. Minister chciała szybko i skutecznie wyrwać korzeń w postaci tubofolk z ziemi serbskiej i zapoczątkować nowy „bardziej zachodni” rozdział. Uznała, że jest to „muzyka pseudo folk” i opodatkowała aktualne nagrania oraz magazyny z kasetami. Rok 95 to nie tylko układ w Dayton zakończający działania zbrojne, ale również początek „Roku kultury” i kosztownej kampanii „Ljepše je s kulturom”, która miała wypromować wydarzenie, ale także raz na zawsze skończyć ze związkiem kultury oraz polityki. Ogniste działania NATO, które rozpoczeły się w roku 1999 były tak samo zażarte jak kolejna fala turbofolkowych, nacjonalistycznych rytmów. „Volimo te, otadžbino naša” („Kochamy Cię, ojczyzno nasza”) to hymn podczas bombardowań.

Z pewnością nie koniec

Władza w Serbii podupada, Milošević zostaje aresztowany, Skupština stanęła w ogniu, a turbofolk wciąż trwa. Przeszedł nie jedną modernizację i stał się częścią serbskiego folkloru. Orientalne brzmienia wywarły ogromny wpływ na rozwój tożsamości narodowej Serbów. Dla polityków stał się propagandowym megafonem i najlepszą metodą dotarcia do szerokiego grona odbiorców.

W świecie globalizmu i konfliktu militarnego był to najprostszy i najskuteczniejszy sposób żeby odbudować serbską tożsamość i poczucie wielkości państwa. Do teraz, mimo nacjonalistycznych początków, Ceca jest uwielbiana przez ludność bałkańską, a turbofolk stał się trampoliną do fantastycznej kariery. Artystka do teraz tworzy kultowe utwory puszczane w mediach komercyjnych. Można się spierać o to, czy jest to etyczne, że gwiazdy przełomu lat 80. i 90. XX wieku, w swoich utworach otarcie popierały sytuację polityczną i niejednokrotnie podbudowywały tożsamość narodową i wyższość narodu serbskiego ponad inne, a teraz królują na bałkańskiej estradzie.

Czy nacjonalistyczne okulary przysłoniły im racjonalne myślenie, a może po prostu dały się porwać nurtowi jaki wtedy panował wśród narodu? Jedno jest pewne, turbofolk już na zawsze wpisał się w bałkańską kulturę i historię, a krótkie spódniczki i cekinowe bluzki pozostają w pamięci niejednego Serba.

Facebook Comments

Studentka prawa i filologii chorwackiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonatka Bałkanów.

Tematy: Bałkany,
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY