Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mateusz Kubiak

Atom po węgiersku

Rozbudowa elektrowni jądrowej w Paks o dwa nowe reaktory była jednym z głównych tematów minionych rozmów Viktora Orbána i Władimira Putina. Inwestycja jest bowiem kluczowa dla obu stron: Węgrzy upatrują w niej podstawy bezpieczeństwa energetycznego kraju, natomiast Rosjanie wpływów i możliwości dalszej ekspansji na wyszehradzkim rynku. Mimo to realizacja projektu nie jest wolna od problemów.

Jeszcze przed wtorkową wizytą Viktora Orbána w Moskwie wiele wskazywało, że projekt Paks II będzie stanowił jeden z głównych przedmiotów zainteresowania obu polityków. Do rozmów doszło bowiem w bezpośrednim następstwie spotkania szefa rosyjskiego Rosatomu (skupia rosyjski cywilny potencjał nuklearny, wykonawca nowych reaktorów w Paks) z Orbánem oraz w kontekście spekulacji węgierskich mediów o coraz to kolejnych trudnościach związanych z realizacją inwestycji.

Finalnie w czasie konferencji Władimira Putina i Viktora Orbána o samym projekcie Paks II faktycznie mówiono, choć nie zdecydowano się upublicznić zbyt wielu nowych informacji na temat postępów prac. Mimo to przywódcy określili inwestycję jako „flagową” dla relacji rosyjsko-węgierskich, ale także – dla szeroko rozumianej współpracy Wschodu z Zachodem. Jednocześnie zapewniono też, że pomimo opóźnień (bagatelizowanych przez Orbána jako „biurokratyczne trudności” o drugorzędnym znaczeniu) projekt zostanie zrealizowany.

Początki Paks II

Historia projektu Paks II sięga jeszcze lat dwutysięcznych, tj. okresu sprzed powrotu Viktora Orbána na urząd premiera Węgier w 2010 roku. Mimo to faktem jest, że to właśnie rządząca obecnie ekipa Fideszu nadzorowała niemal całość przygotowań do inwestycji i to ona odpowiada za jej finalny kształt.

Budowa dwóch nowych bloków jądrowych ma pozwolić na utrzymanie obecnego – przewyższającego poziom 50% – udziału atomu w krajowej produkcji energii elektrycznej. Konieczność oddania do użytku nowych reaktorów wynika przy tym z tego, że dotychczas funkcjonujące, poradzieckie jednostki (łączna moc 2GW) będą musiały zostać wyłączone z eksploatacji w latach trzydziestych.

By sprostać ww. zadaniu wymiany bloków jądrowych w Paks, rząd Orbána jeszcze w 2012 roku powołał oficjalny komitet ds. inwestycji, zaś państwowy koncern MVM (właściciel istniejącej obecnie elektrowni) rozpoczął przygotowania do uruchomienia przetargu. Chęć udziału już wówczas deklarowało szereg spółek (w tym aktywny w regionie japońsko-amerykański Westinghouse), jednak na przełomie 2013 i 2014 roku zdecydowano się na wybór rosyjskiego Rosatomu z pominięciem jakichkolwiek procedur konkursowych. Decyzja ta pozwoliła Węgrom uzyskać korzystniejsze od rynkowych warunki kredytowania wartej ok. 12,5 mld EUR inwestycji, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej własności nowych reaktorów.

Trudności…

Jeszcze do niedawna głównym źródłem trudności związanych z budową Paks II pozostawały postępowania toczące się na forum unijnym w związku z kształtem uzgodnień inwestycyjnych na linii Budapeszt-Moskwa. Problemem z punktu widzenia Brukseli pozostawał zarówno sam fakt wyboru Rosatomu bez przetargu, jak i sposób finansowania inwestycji i długość kontraktu na dostawy paliwa do reaktorów. Finalnie we wszystkich tych kwestiach zapadały korzystne dla Węgrów rozstrzygnięcia, co nie oznacza jednak, że projekt pozostaje wolny od trudności. Te zaś wynikają nie tyle ze współpracy Węgier z objętą sankcjami Federacja Rosyjską, co z innych obiektywnych przesłanek.

Po pierwsze, rozbudowa węgierskiej elektrowni spotyka się z krytyką przeciwników atomu, w tym na forum międzynarodowym. Należy bowiem przypomnieć, że jeszcze w lutym bieżącego roku Austria zaskarżyła projekt Paks II do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, domagając się cofnięcia zgody Komisji Europejskiej na finansowanie inwestycji z pieniędzy publicznych. Wniosek ten jest przy tym motywowany nie tyle geopolityką (Austriacy sami zabiegają o rozwój współpracy ekonomicznej z Rosją), co nastawieniem wobec energii nuklearnej. Władze w Wiedniu tradycyjnie sprzeciwiają się budowie elektrowni atomowych w Europie, a w ostatnim czasie w analogiczny sposób skarżyły do trybunału brytyjską inwestycję w Hickley Point.

Po drugie, pozostaje też szereg innych problemów. Są to zarówno zastrzeżenia co do aktywności sejsmicznej w okolicach Paksjak i wnioski o rewizję ocen środowiskowych dla projektu z uwagi na… zbyt wysoką temperaturę w Dunaju – nowe reaktory mają być bowiem chłodzone właśnie wodą pobieraną z rzeki, a ta w sierpniu miała chwilami wyższą temperaturę, niż dopuszczalne 30°C. Jednocześnie trudności generuje także sam kształt współpracy z Federacją Rosyjską: w umowie międzyrządowej o kredytowaniu inwestycji zapisano bowiem, że węgierskim spółkom zagwarantuje się 40% wartości wszystkich zleceń przy budowie Paks II. Choć formuła ta pozostaje oczywiście korzystną dla gospodarki Węgier, miejscowi dziennikarze spekulują, że w kraju najzwyczajniej w świecie nie ma tylu specjalistycznych firm, które mogłyby odpowiadać za owe 40% kontraktów.

…i opóźnienia

Ostatnią kwestią, która z kolei w bezpośredni sposób powstrzymuje Rosatom od rozpoczęcia prac budowlanych (zgodnie z pierwotnym harmonogramem miały ruszyć jeszcze przed końcem bieżącego roku), pozostaje przedłużający się brak licencji ze strony Węgierskiej Agencji Energii Atomowej. Sami Rosjanie utrzymują, że oczekują na wydanie ww. zezwolenia, jednak zgodnie z pojawiającymi się doniesieniami – sam wniosek w tej sprawie po prostu nie został jeszcze złożony do właściwych organów.

Przyczyna w tym zakresie ma być przy tym prozaiczna: Węgrzy nie mogą poradzić sobie z przetłumaczeniem, zweryfikowaniem i złożeniem w języku węgierskim dokumentacji, liczącej sobie bagatela 150 tysięcy stron. Z kolei nawet w przypadku szybkiego złożenia aplikacji, może być ona rozpatrywana przez agencję nawet powyżej roku, tym samym przesuwając termin rozpoczęcia budowy nawet na 2020 rok. Można domyślać się, że właśnie ta kwestia była między innymi przedmiotem ostatnich rozmów Viktora Orbána i Władimira Putina. Jest to bowiem o tyle istotne, o ile niezależnie od opóźnień w budowie reaktorów, moment rozpoczęcia spłaty kredytu ma nastąpić w 2026 roku – wtedy, kiedy pierwotnie miał zostać ukończony projekt.

Czego chcą Rosjanie?

Pobudki Węgier, by za rozbudowę elektrowni w Paks odpowiadał Rosatom, wydają się zrozumiałe: współpraca z Rosją pozwala im zabezpieczyć kluczową dla siebie inwestycje na szczególnie korzystnych warunkach. Wydaje się przy tym, że bardziej złożone są motywacje strony rosyjskiej, które można analizować na kilku poziomach.

W pierwszej kolejności budowa nowych reaktorów na Węgrzech oznacza dla rosyjskiego Rosatomu szczególny prestiż – jest to bowiem pierwsza tego typu inwestycja realizowana przez Rosjan „od zera” w państwach UE. Tym samym pokazują oni, że są w stanie sprostać wszelkim unijnym wymaganiom lub wręcz sugerują, że Rosatom faktycznie musi być bezkonkurencyjny, skoro współpraca trwa pomimo sankcji. Jednocześnie zresztą samo to, że Paks II budzi kontrowersje i osłabia jedność Unii, pozostaje dla Rosjan korzystne.

Jednocześnie casus Paks II stanowi dla Rosji – nomen omen – kartę przetargową w kontekście spodziewanej budowy nowych reaktorów w Czechach i na Słowacji, gdzie w najbliższych dekadach również będzie trzeba zamknąć poradzieckie bloki jądrowe. Obecna sytuacja udowadnia bowiem, że Komisja Europejska może zgodzić się na budowę elektrowni atomowej bez przetargu i za pieniądze publiczne. Choć wybór wykonawcy z wolnej ręki wydaje się dziś raczej mało prawdopodobny zarówno w Pradze, jak i w Bratysławie, to w przypadku czeskim spekuluje się, że Rosatom może być faworytem w ramach spodziewanego postępowania przetargowego. Wskazywać na to mają przynajmniej powiązania prezydenta Miloša Zemana i jego doradcy Martina Nejedlý’ego z rosyjską spółką. Ten ostatni odbywał zresztą spotkania zarówno ze współpracownikami Władimira Putina, jak i z samym szefostwem Rosatomu.

Oprócz tego pozostaje być może najbardziej oczywista kwestia – budowa Paks II stanowi dla Rosjan sposób na związanie ze sobą Węgier na całe dekady. Z jednej strony władze w Budapeszcie będą zmuszone do spłaty 10 mld EUR kredytu (planowany okres spłaty to 21 lat), zaś z drugiej strony pozostaną zależne od rosyjskiego paliwa nuklearnego (za jego dostawy do nowych reaktorów przez przynajmniej 10 lat ma odpowiadać Rosatom). W rezultacie czynniki te mogą w przyszłości stanowić dogodny instrument nacisku Rosjan na węgierskich partnerów.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY