Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Mateusz Kubiak

Paszportowe wojny

Otwarty konflikt dyplomatyczny na linii Budapeszt-Kijów trwa już od ponad roku, zaś obecnie obserwujemy jego kolejną odsłonę. Patrząc szeroko, spór dotyczy praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, jednak ostatnie wydarzenia koncentrują się wokół kwestii paszportów, przyznawanych przez Węgry wbrew zakazowi podwójnego obywatelstwa. W rezultacie władze w Kijowie zdecydowały się na wydalenie z kraju węgierskiego konsula po tym, jak Budapeszt nie zgodził się na jego dobrowolne odwołanie.

Obecna odsłona konfliktu rozpoczęła się jeszcze we wrześniu, kiedy to media opublikowały nagranie, przedstawiające węgierski konsulat w Berehowie i odbywającą się w nim ceremonię przyznania obywatelstwa Węgier. Choć polityka paszportyzacji węgierskich mniejszości narodowych (w tym na Ukrainie) jest prowadzona przez rząd Viktora Orbana już od wielu lat, to sprawa odbiła się dużym echem: podwójne obywatelstwo jest bowiem formalnie zakazane przez ukraińskie prawodawstwo (w praktyce nie jest karane), zaś publikacja materiału jednoznacznie wpisała się w zły stan relacji dwustronnych. W efekcie nie trzeba było długo czekać, by cała historia szybko znalazła swój dalszy ciąg.

Jeszcze pod koniec września na Ukrainie wszczęto śledztwo w sprawie z artykułu traktującego o… zdradzie stanu, zaś ukraiński MSZ wystosował ultimatum, dając Węgrom czas do 4 października na odwołanie swojego konsula w Berehowie. Żądania te zostały odrzucone przez władze w Budapeszcie, które oceniły je jako próby „zastraszenia” węgierskiego rządu. W konsekwencji, wraz z upływem terminu ultimatum, Ukraina oficjalnie poinformowała o samodzielnym wydaleniu węgierskiego konsula. Relacje na linii Budapeszt-Kijów pozostają więc dodatkowo napięte, co nie umyka uwadze społeczności międzynarodowej: jeszcze na początku tygodnia zarówno amerykańska dyplomacja, jak i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wyrażali nadzieje, że spór nie będzie przekładał się na współpracę Ukrainy z Sojuszem Północnoatlantyckim.

Nemzetpolitika

Bezpośrednią przyczyną najnowszego zaognienia w relacjach obu państw pozostaje kwestia prowadzonej przez Budapeszt paszportyzacji węgierskiej mniejszości na Zakarpaciu, gdzie mieszka nawet 150 tys. Węgrów, a ponad 2/3 z nich mogły uzyskać już nowe obywatelstwo (zdaniem węgierskich władz poziom ten miał zostać osiągnięty jeszcze przed dwoma laty). Zjawisko to ma przy tym swoje korzenie w konsekwentnie realizowanej za rządów Viktora Orbána nemzetpolitika: polityce wspierania węgierskich mniejszości poza granicami kraju. Jeszcze w 2011 roku na Węgrzech weszła bowiem w życie nowelizacja prawa o obywatelstwie, w następstwie czego węgierski paszport znalazł się na w zasięgu nieomal dla każdego, kto może udowodnić swoje korzenie. Tego typu strategia musi więc budzić obawy każdego państwa, na terytorium którego, tak jak na Ukrainie, żyje liczna i zwarta mniejszość węgierska. Zwłaszcza, jeżeli wziąć pod uwagę, na ile „masowo” przyjmowane są wnioski o wydanie paszportu: jeszcze pod koniec ubiegłego roku świętowano fakt nadania obywatelstwa Węgier milionowej osobie od zmiany prawa w 2011 roku.

Działania te przynoszą naturalnie Viktorowi Orbánowi znaczące korzyści polityczne, w tym przede wszystkim – w wymiarze wewnątrzkrajowym. Z jednej strony, szeroko rozumiana aktywność w odniesieniu do mniejszości węgierskich zagranicą, pozwala urzędującemu premierowi  zagospodarowywać wciąż żywe na Węgrzech poczucie krzywdy, wyrządzonej okrojeniem terytorium państwa po I wojnie światowej. Z drugiej strony, polityka paszportyzacji to także czysta, polityczna „arytmetyka”. Można bowiem przyjmować, że znakomita większość ze świeżo upieczonych obywateli będzie głosować w wyborach właśnie na Viktora Orbána. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę, że Fidesz zdobył na wiosnę bieżącego roku dokładnie tyle mandatów (133/199), ile potrzeba by uzyskać większość konstytucyjną, możemy dojść do wniosku, że najpewniej przeważyły właśnie głosy „zdobyte” wśród mniejszości węgierskich poza granicami kraju.

Nie tylko paszporty

Niezależnie od wycieku feralnego nagrania, konflikt dyplomatyczny między Węgrami a Ukrainą (jak i sama węgierska nemzetpolitika) to jednak nie tylko paszporty. Co więcej, gdyby nie głęboki kryzys w relacjach obu państw – najpoważniejszy w ich najnowszej historii – cała sprawa z pewnością nie miałaby tak drastycznego przebiegu. W gruncie rzeczy konflikt dotyczy bowiem dużo szerszego problemu: praw węgierskiej mniejszości na Zakarpaciu. Te zaś – zdaniem władz w Budapeszcie – zostały ograniczone po zwycięstwie Rewolucji Godności i odsunięciu od władzy na Ukrainie Wiktora Janukowycza.

Najsilniejszym, jak do tej pory, katalizatorem sporu o prawa zakarpackich Węgrów stała się przyjęta na Ukrainie we wrześniu 2017 r. nowelizacja ustawy o szkolnictwie, zgodnie z którą (w przegłosowanej redakcji) drastycznie ograniczona ma zostać obecność języków mniejszości, w tym węgierskiego, w szkołach publicznych. Wydaje się bowiem, że to właśnie od tego momentu spór wszedł w swoją jednoznacznie otwartą fazę i to właśnie pokłosiem tej kwestii pozostają kolejne prowokacyjne działania Węgier, jak np. powołanie rządowego Pełnomocnika ds. Zakarpacia. Konflikt ma zresztą swoje reperkusje także w kontekście współpracy Ukrainy ze strukturami unijnymi i euroatlantyckimi. Węgry – w ramach protestu przeciwko działaniom Kijowa – kilkukrotnie zdążyły już zablokować posiedzenia NATO-Ukraina, zaś sam Viktor Orbán zadeklarował, że wyklucza członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej. W rezultacie więc pomiędzy oboma państwami „iskrzy” na wielu płaszczyznach, a spór przekłada się także na incydenty, takie jak dewastacje pomników czy oskarżenia o chęć aneksji Zakarpacia przez Węgry.

Gdzie dwóch się bije…

Choć zakrawa to na truizm, konflikt dyplomatyczny pomiędzy Budapesztem a Kijowem w oczywisty sposób służy interesom rosyjskim – dodatkowo destabilizuje Ukrainę, wyhamowuje jej współpracę z NATO i UE oraz daje dogodne pole do jej dyskredytacji (np. jako państwa łamiącego prawa mniejszości narodowych). W rezultacie nie dziwi, że Rosjanie zdają się działać na rzecz tego, by możliwie podsycać napięcia pomiędzy oboma państwami. W tym kontekście znamiennym wydaje się więc, że bezpośrednio po wycieku nagrania z konsulatu w Berehowie rosyjska telewizja przekonywała, iż Węgry są gotowe zająć Zakarpacie i przyłączyć je do swojego kraju. Samo ukraińskie MSZ przypomniało też zresztą, że mające miejsce na początku bieżącego roku podpalenia budynków organizacji węgierskich miały być sterowane właśnie z Moskwy. W konsekwencji, w przekonaniu ministra Pawło Klimkina, również obecna sprawa węgierskich paszportów najpewniej zostanie wykorzystana dla realizacji rosyjskich interesów na Ukrainie.

W przedstawionym wyżej kontekście szczególnie problematycznym pozostaje fakt bliskich stosunków orbánowskich Węgier z władzami na Kremlu. Wydaje się bowiem, że Rosjanie posiadają przy tym dość konkretne możliwości oddziaływania na Budapeszt, jak np. za sprawą realizowanego przez Rosatom projektu rozbudowy elektrowni atomowej (Paks II). W rezultacie można spodziewać się, że Rosja powinna zabiegać o to, by węgierski rząd możliwie utrzymywał stan napięcia w relacjach z Ukrainą, co może dodatkowo oddalać perspektywę zbliżenia obu państw. O widoki na to jak na razie zresztą i tak pozostaje ciężko.

 

Facebook Comments
Zdjęcie główne: by rachel_titiriga, źródło: https://www.flickr.com/photos/pocait/2650825960/sizes/o/
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY