Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartek Rutkowski

Parlament mówi dość. Koniec tańca białoruskiej primabaleriny?

Parlament Europejski szeroko dyskutował kwestie wolności mediów na Białorusi. Nie jest to pierwsza rezolucja dotycząca podstawowych wolności i demokracji na Białorusi. Zapewne nie ostatnia.

Jest ona pokłosiem wydarzeń, które miały miejsce w sierpniu 2018 roku kiedy zatrzymano kilkunastu białoruskich dziennikarzy, głównie z redakcji TUT.by. Rezolucja w formie Urgency Resolution – włączona na szybko do drugich plenarnych obrad Parlamentu po wakacjach – niesie za sobą kilka zmian w stosunku do poprzednich.

Po pierwsze w jasny sposób Parlament podkreśla konieczność implementowania wniosków i wytycznych przedstawionych w czerwcowym raporcie Sprawozdawcy ONZ ds. Białorusi Miklosz’a Harasztiego. Po drugie stawia znak równości miedzy implementacją proponowanych przez ONZ rozwiązań oraz wsparciem unijnych instytucji takich jak: Komisja Europejska, Europejski Bank Inwestycyjny, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, oraz wszelkiej innej pomocy płynącej z Unii Europejskiej.

Art. 13

Calls, in this regard, for the Belarusian authorities to recognise the mandate of the UN Special Rapporteur on Belarus without delay, and for the European Commission, the European Investment Bank and the European Bank for Reconstruction and Development to make the provision of any further financial or technical assistance to Belarus conditional on the foregoing; whilst preserving the EU´s ability to directly fund Belarusian civil society

Strachy na lachy czy realna groźba

Parlament Europejski nie ma oczywiście bezpośredniego przełożenie na prace wyżej wymienionych instytucji, niemniej posiada wpływ na unijny budżet. Z drugiej strony wielość parlamentarnych rezolucji w najróżniejszych kwestiach, może poddawać w wątpliwość czy dzisiejszy głos będzie słyszalny gdziekolwiek poza salą plenarną.

Pomijając powyższe wątpliwości warto podkreślić, że Parlament- jako ciało w założeniu będące emanacją europejskiej demokracji – ma pośrednie przełożenie na prace unijnych instytucji. Urzędnicy z Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, także Ci pracujący w przedstawicielstwach unijnych, nie mogą sobie pozwolić na brak konsultacji z parlamentarzystami czy nieprzekładanie woli parlamentu na kierunek ich prac „w terenie”.

Oczywiście stuprocentowe wykonywanie woli parlamentu w polityce międzynarodowej jest nierealne, ale stanowi drogowskaz kolejnych działań. Dla Komisji rezolucje, które w tak mocny sposób akcentują konieczność uzależnienia pomocy dla Białorusi (czy dalszej współpracy gospodarczej) od zmian prodemokratycznych, są także wsparciem w wewnętrznym negocjowaniu kierunków polityki z Rada Europejską czy na niższym poziomie z naciskami ambasadorów poszczególnych państw członkowskich.

Należy przy tym wskazać, że Parlament Europejski nie zawahał się użyć mocnych słów i sformułowań teraz, kiedy sytuacja gospodarcza i polityczna w Białorusi jest skomplikowana. 10 września br. Międzynarodowy Fundusz Walutowy wstrzymał pomoc dla Białorusi, zaś kilkanaście dni wcześniej Rosja akredytowała nowego ambasadora Michaiła Babicza, zwanego „Namiestnikiem”, który ma pilnować by krnąbrny prezydent Łukaszenka nie odszedł zbyt daleko od rosyjskiej strefy wpływów. Postać Babicza jest tym ciekawsza, że to człowiek Kremla, były premier Czeczenii i jeden z architektów aneksji Krymu. Kilka miesięcy wcześniej na jego akredytację ambasadorską nie zgodziła się Ukraina.

Zarówno ostatnie działania Rosji, jak i rezolucja Parlamentu Europejskiego pokazują, że obie strony zaczynają być zmęczone pozycją abresque (balansowanie na jednej nodze w balecie, przyp.red) , którą od bez mała ćwierć wieku wykonuje Łukaszenka, balansując między Wschodem i Zachodem Europy.

Sesja z Kartą, Biełsatem i teatrem w tle

W tym miejscu warto także wspomnieć, jak europosłowie argumentowali konieczność przeprowadzenia tej rezolucji. Główny tytuł samego dokumentu brzmi:

“on deterioration of media freedom in Belarus, notably the case of Charter 97”

Jasne wskazanie na Kartę 97 oraz sama treść dokumentu pokazują, że to właśnie ten portal stał się przedmiotem całej dyskusji. Karta 97 niezależna od władz Białorusi, której redakcja mieści się w Warszawie, od lat wskazuje na naruszenia władzy wobec opozycji i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego. Zablokowanie możliwości wyświetlania portalu na terenie Białorusi, oraz groźby kierowane mailowo do jej dziennikarzy, musiały spotkać się z reakcją Brukseli wcześniej czy później.

Z drugiej strony w tekście dokumentu nie zapomniano także o głównym poszkodowanym białoruskich represji czyli telewizji Bielsat. To jej dziennikarze mają regularnie rekwirowany sprzęt  a nawet są posądzani o realizację materiałów do programów, które nie istnieją. Taka sytuacja miała miejsce na wiosnę 2018 roku.

Kary przyznane dziennikarzom na Białorusi – za ich działalność w 2018 roku – opiewają na kwotę 27 tysięcy dolarów. Czy jest to suma znacząca możemy sprawdzić porównując ją ze średnim wynagrodzeniem, które w tym kraju wynosi 460 dolarów. Trzeba podkreślić, że jest to wynagrodzenie średnie, nie minimalne  i de facto, większość mieszkańców nie miała takich pieniędzy  nigdy w ręce. Tym bardziej szokujące jest rekwirowanie sprzętu dziennikarskiego za niebagatelną kwotę 7 tysięcy dolarów.

Wszystkie te działania chociaż szokujące, zazwyczaj nie dawały miejsca na pokazanie jeszcze jednego podmiotu, który regularnie ściera się z białoruską propaganda. Jest to Wolny Teatr na Białorusi. Znalazł on swoje miejsce w wystąpieniu jednego z parlamentarzystów podczas dyskusji nad przyjęciem rezolucji:

B.Zdrojewski:

„(…) Białoruś powinna by dumna ze swojej kultury i jej wybitnych przedstawicieli. Dlatego chciałbym wspomnieć o działalności Wolnego Teatru na Białorusi. (..)Aktorzy i współpracownicy tego teatru są szykanowani, czasami także publiczność. Zwracam na to uwagę, bowiem opinia Parlamentu Europejskiego powinna być kompletna, uwzględniająca także artystów i środowiska artystyczne (..)”

Wolny Teatr na Białorusi, od początku swojego istnienia (czyli od 2005 roku) zmaga się z problemami niemniejszymi niż te, które dotykają tradycyjnych mediów. Poszczególne osoby związane z teatrem musiały wyemigrować z kraju, by nie dotknęły ich represje. Innym razem siłą doprowadzono do zakończenia spektaklu. Niejednokrotnie artyści są doprowadzani na przesłuchania i śledzeni przez KGB lub nieumundurowanych funkcjonariuszy milicji.

W tym samym czasie teatr święci sukcesy za granica, ale i zdobywa coraz większa popularność w Mińsku. Nie zmienia to jednak faktu, że każde z jego spotkań odbywa się za szczelnie zamkniętymi drzwiami.

Represje, których dokonuje się na białoruskim teatrze to najznamienitszy przejaw zamykania ust. Sztuka bowiem w samym założeniu winna mieć więcej możliwości ekspresji niżeli prasa. W tym miejscu przychodzi na myśl sytuacja z Polski  z roku 1968, gdy ze sceny zdjęto  “Dziady” Adama Mickiewicza. Następstwem stały się wydarzenia marca 68.

Sztuka nie lubi dławienia. Aleksander Łukaszenka, znany europejski baletmistrz, sprawnie stąpający między UE i Rosją powinien to dobrze wiedzieć. Tym razem jednak przesadził. Został postawiony pod ścianą przez Rosjan, którzy coraz mniej chętnie udzielają kolejnych pożyczek i pompują białoruską gospodarkę.  Zapewne prezydent chciał odwrócić ich uwagę sprawnym manewrem antyeuropejskim, mając nadzieję, że kolejne rewizje w redakcjach i zatrzymania nie zrobią na nikim w Brukseli wrażenia. Wydaje się jednak, że tym razem nikogo nie oczaruje swoim baletowym port de bras.

Facebook Comments
Zdjęcie główne: European Parliament, źródło: https://www.flickr.com/photos/european_parliament/36808018100/sizes/l

Asystent europosła Bogdana Zdrojewskiego, Szefa Delegacji Parlamentu Europejskiego ds. kontaktów z Białorusią. Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY