Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Paweł Purski

Debata Eastbooka: O nową politykę wschodnią

Pomimo trwającego sezonu ogórkowego, redakcja Eastbooka nie traci czasu i prezentuje cykl tekstów  „O nową politykę wschodnią„. Zaczęło się niewinnie, bo od artykułu Artura Kacprzaka „Nadchodzą głębokie zmiany w polskiej polityce zagranicznej” (28.06.2010). Artur z nieskrywanym entuzjazmem podszedł do próby zintensyfikowania dialogu z Rosją, podjętej przez Ministra Sikorskiego. Hurraoptymizm co do „nowego otwarcia na Rosję”, wywołał sporo emocji w naszym zespole, które przerodziły się w pomysł usystematyzowania naszych poglądów i opinii, co do sposobu prowadzenia polityki wschodniej przez władze RP. Za wprowadzenie do dyskusji niech posłużą dwa teksty Pawła Purskiego: „Gdzie będziemy w 2020 roku?” opublikowany 4 lipca oraz „O nową politykę wschodnią”, który prezentujemy poniżej. Już w sierpniu publikować będziemy kolejne głosy w dyskusji, do udziału w której zapraszamy również Was. Liczymy na komentarze, opinie i spostrzeżenia!

Redakcja

________________________________________________________________________________________

Wrak prezydenckiego Tu-154, Źródło: Wikimedia Commons

Śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem była wstrząsem emocjonalnym dla większości Polaków. Fala współczucia rozlała się po kraju i spowodowała, że zapomnieliśmy o sporach politycznych. Do głosu doszły przede wszystkim uczucia, które ustąpiły miejsca racjonalnemu podejściu i trzeźwej analizie sytuacji.

Wydaje się jednak, że przynajmniej w jednym przypadku prymat uczuć doprowadził do przesady. Zaczęło się od wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który stwierdził, że w stosunkach polsko-rosyjskich doszło do przełomu emocjonalnego. Minister, mówiąc, że nie wie, czy aby dojdzie do przełomu politycznego, przygotował tym samym medialny grunt pod jego przyszłą realizację. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia na łamach Tygodnika Powszechnego (Spasiba!, 12.04.2010) ukazały się podziękowania oraz apel o pojednanie. „Niech ta nowa krew rozlana pod Katyniem nas połączy, niech pomoże nam pojednać się ze sobą. Niech będzie znakiem nowego początku w relacjach polsko-rosyjskich, relacjach nieobarczonych nieufnością, kłamstwem i urazem” – dzień później apel, napisany przez dziennikarzy i ekspertów związanych z Tygodnikiem, Fundacją Badań Europejskich „Sarmacja” i Nową Europą Wschodnią, odczytał Daniel Olbrychski.

Znicz, Źródło: Wikimedia Commons

Na początku maja, na fali pojednania, między innymi Andrzej Wajda i Adam Michnik apelowali o zapalenie 9 maja zniczy na grobach sowieckich żołnierzy, którzy zginęli podczas „wyzwalania” Polski z rąk nazistowskiego okupanta. Akcja ta wywołała mieszane uczucia: od skrajnego sprzeciwu do poparcia. Wielu ludzi zwracało uwagę, że w wymiarze czysto ludzkim akcja ta ma sens, jednak ma także czytelną treść polityczną, która niektórym wydała się nieco zbyt daleko idąca.

W tym samym czasie na łamach Tygodnika Powszechnego debatę na temat stosunków polsko-rosyjskich otworzyła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (Cena przyjaźni, 4.05.2010). Dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich zwróciła uwagę na konieczność zbliżenia polsko-rosyjskiego w aspekcie politycznym i ekonomicznym, jednak wskazała również cenę, jaką Polska musiałaby za to zapłacić. „Jest nią tzw. pragmatyzacja polityki wobec Rosji”, która wymagałaby akceptacji dla autorytarnego systemu rządów w Rosji. Autorka przestrzega przed pokusą zbyt rychłego porzucenia fundamentów polityki wschodniej wolnej Polski, pisząc, że „autorytarna i neoimperialna Rosja – a z taką mamy ciągle do czynienia – nie jest zdolna do prawdziwego historycznego pojednania z państwem, które było ofiarą stalinowskiego reżimu. Taka Rosja nie może zapewnić też modernizacji sąsiadujących z nami krajów wschodnioeuropejskich. Wreszcie, co najważniejsze, taka Rosja konserwuje podział w Europie. Ten podział, który biegnie wzdłuż naszej wschodniej granicy i póki istnieje, jest i będzie źródłem największej dla Polski niepewności strategicznej”. Konsekwencją pojednania za cenę akceptacji rosyjskiego systemu byłoby zatem porzucenie Ukrainy, Białorusi i krajów Kaukazu Południowego na pastwę kremlowskiego neoimperializmu.

Europa Wschodnia, Źródło: Wikimedia Commons

Tydzień później na łamach rosyjskiego Newsweeka ukazał się tekst nowego, rosyjskiego programu polityki zagranicznej. Przygotowany dla prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, przez ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, dokument stwierdzał, że Rosja nie ma przyjaciół czy wrogów, ale pragmatyczne interesy i dąży do modernizacji kraju. Wśród wielu państw, z którymi Rosja chce budować partnerskie relacje zabrakło jednak Polski. Niemniej program został entuzjastycznie przyjęty przez Zachód i niektórych polskich komentatorów, ponieważ pojawiła się w nim wyraźna chęć przełamania izolacjonistycznej polityki Kremla na rzecz budowania współzależności gospodarczej w stosunkach z Zachodem.

„Rosja stoi dziś przed egzystencjalnym wyborem: albo w ciągu 20-30 lat dokona skoku w nowoczesność i przesunie się z peryferii w stronę najwyżej rozwiniętych państw świata, integrujących się w UE i NATO, albo za pół wieku stanie słaba, zacofana i izolowana oko w oko z hegemonicznymi Chinami” – w Tygodniku Powszechnym debatę kontynuował Sławomir Dębski (Test dla nowej polityki, 18.05.2010). Narzędziem wspierającym modernizację Rosji jest destalinizacja, jako uniwersalny proces, który pojawia się w rosyjskiej polityce, w celu mobilizacji społeczeństwa. Autor zwraca uwagę, że pozorny dylemat, jaki kreśli Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wynika z założenia, że wszelka aktywność w polskiej polityce wschodniej motywowana jest niechęcią do Rosji. Według Sławomira Dębskiego tak nie jest, bowiem przyjmowanie przez Ukrainę czy Białoruś standardów europejskich leży w polskim interesie. I tak samo polską racją stanu jest to, aby Rosja również modernizowała się i przybliżała do Europy. Jednak, jak zauważa autor, „poza lepszą atmosferą, żadne materialne zmiany w naszych stosunkach z Rosją jak dotąd nie zaszły. (…) Zwrot Rosji ku Europie i jej wartościom będzie wart polskiego poparcia tylko pod warunkiem, że będzie realny”. Dopiero wtedy będzie można zaprosić Rosję do Trójkąta Weimarskiego.

Pocisk antyrakietowy AAD, Źródło: Wikimedia Commons

„Po obu stronach zmienił się klimat, ale nie zmieniły się interesy” – tymi słowami, w kolejnym numerze Tygodnika dotychczasową debatę podsumował Bartosz Cichocki, analityk BBN (Wykorzystać szansę, 25.05.2010). Zwrócił on uwagę, że od 2008 roku udało się odtworzyć instytucjonalny dialog między Polską a Rosją, jednak nie w kwestii bezpieczeństwa. Warszawę i Moskwę nadal dzielą rozszerzenie NATO, budowa tarczy antyrakietowej czy konflikt w Gruzji. Autor zadaje pytanie, dlaczego, w obecnej sytuacji międzynarodowej, Rosja chce współpracować z Polską i odpowiada, że w rosyjskim interesie nie leży zablokowanie przez Warszawę Partnerstwa dla Modernizacji – unijnego projektu zwiększenia współzależności gospodarczej z Rosją. Tę chęć współpracy należy wykorzystać.

Andrzej Brzeziecki, redaktor naczelny Nowej Europy Wschodniej, na łamach Gazety Wyborczej argumentuje, że zbliżenie z Rosją sprzeciwia się okrojonej wizji polityki wschodniej Giedroycia (Moskwa bliżej, Kijów blisko, 1.06.2010). Celem Księcia było bowiem znalezienie porozumienia z Rosjanami, a nie występowanie przeciw nim w sojuszu z Ukrainą. Autor przekazuje smutną prawdę, że „Polska, niestety, nie jest dla Europy Wschodniej ważniejszym partnerem niż Rosja [a] mówienie, że Ukrainę trzeba wspierać, gdyż bez niej Rosja przestaje być imperium (…) jest stawianiem Ukrainy w roli państwa buforowego”. Zwraca również uwagę na szansę, aby przyjaźnić się z Ukrainą, ale nie przeciwko Rosji. Według Andrzeja Brzezieckiego wcale nie musi to pociągać za sobą uznania rosyjskiej strefy wpływów.

Jerzy Giedroyc, Źródło: Wikimedia Commons

Bartłomiej Sienkiewicz w Rzeczpospolitej „żegna Giedroycia” i usuwa jego myśl z polskiej polityki wschodniej (Pożegnanie z Giedroyciem, 30.05.2010). Zwraca uwagę na zmieniające się okoliczności i nieprzystawalność koncepcji Księcia do nowej rzeczywistości: Litwa prowadzi bowiem politykę skierowaną na współpracę ze Szwecją, Białoruś nadal rządzona jest przez quasi-autorytarnego Łukaszenkę, na którego nie działają żadne „kije i marchewki”, zaś nowy prezydent Ukrainy zmuszony był szukać pomocy finansowej u Rosji, po 5 latach rządów, popieranego przez Polskę obozu „Pomarańczowych”. Według autora polska polityka wschodnia różni się od polityki Zachodu, która uznaje Rosję i jej interesy za uprzywilejowane na terenie byłego Związku Sowieckiego. Polsko-szwedzkie Partnerstwo Wschodnie nie jest dla Białorusi czy Ukrainy atrakcyjne. Bartłomiej Sienkiewicz zarzuca „jagiellońskiej” polityce wschodniej Lecha Kaczyńskiego „błąd anachronizmu”. Błędem jest przeciwstawianie się Rosji. Zauważa, że „sytuacja, w której miernikiem liberalizacji w Rosji i destalinizacji rosyjskiej polityki w oczach Europy staje się stosunek do Polski, jest niezwykle kuszącą perspektywą, także jeśli chodzi o znaczenie Polski na mapie sił na kontynencie”. Według autora, w zamian za uznanie quasi-autorytarnego systemu Rosji, Polska może domagać konkretnych ustępstw.

Andrzej Brzeziecki, tym razem z Małgorzatą Nocuń piszą w Tygodniku Powszechnym, że ”w ostatnich miesiącach Rosja nie dokonała żadnego zwrotu specjalnie z powodu Polski. Po prostu: zmienia się świat, zmienia się Rosja i zmieniają się okoliczności, do których Kreml próbuje się dostosować” (Schodek po schodku, 6.06.2010). Polska powinna się do tych okoliczności dostosować i „uzależniać Rosję od siebie tam, gdzie to możliwe, przy całej różnicy potencjałów obu krajów”. Trzeba wspierać wymianę naukową i studencką, współpracę organizacji pozarządowych i wymianę handlową oraz dążyć do złagodzenia reżimu wizowego. Przy tym, być może trzeba będzie odstąpić od dążeń do sądownej rehabilitacji ofiar Katynia, na rzecz uznania zbrodni przez rosyjską Dumę.

Paweł Kowal, Źródło: flickr.com

Uznawany za architekta polityki jagiellońskiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego eurodeputowany Paweł Kowal, argumentuje w Rzeczpospolitej, że „nadchodzi czas polityki jagiellońskiej, bo pozycja Polski w Unii Europejskiej zależy od tego, jak współpracujemy z sąsiadami, rozwój zaś związany jest z wykorzystaniem naszych zasobów oraz z perspektywą rozszerzenia UE” (Syndrom Telimeny, 11.06.2010). Przeciwnikom tej koncepcji zarzuca „nihilizm idei”. Eurodeputowany PiS zwraca uwagę, że rząd PO wcale nie może pochwalić się znaczącymi sukcesami w UE: Partnerstwo Wschodnie właściwie nie funkcjonuje, a głos Polski, mimo deklaracji rządu niemal się nie liczy na arenie europejskiej. „Dynastia Jagiellonów uzupełniła piastowski posag (związek z zachodnim chrześcijaństwem i <<system naczyń połączonych>> ze stolicami Europy) o dwa składniki: środkowoeuropejski, czyli sieć związków pomiędzy Krakowem, Pragą i Budą, oraz w konsekwencji wschodni – oddziaływanie na Wielkie Księstwo Litewskie. Polska Jagiellonów była wówczas najlepszym projektem integracyjnym – opierała się na polityce (dzisiaj powiedzielibyśmy soft power), a nie przemocy” – tak Paweł Kowal opisuje sens polityki jagiellońskiej. Podkreśla, że pozycja Polski w UE zależy od zdolności do współpracy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a niewykorzystanie tej szansy grozi powstaniem „Europy dwóch prędkości”. Autor podsumowuje debatę, pisząc, że „nie wybieramy między Polską jagiellońską, piastowską, giedroyciowską czy inną – ta dyskusja ma sens, dopóki stare kostiumy służą lepszemu zrozumieniu dzisiejszych racji. Kiedy mają zastępować poważną debatę, lepiej zostawiwszy je na wieszaku, zapytać, czy wybieramy koncepcję Polski jako panny bez posagu, czy Polskę, którą już stać na kreowanie nowej jakości w Brukseli”.

Niestety nie doczekaliśmy się konstruktywnego głosu w debacie ze strony PO, chyba że za taki uznać, opublikowany w Rzeczpospolitej, panegiryczny dla rządu Donalda Tuska artykuł szefa sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Andrzeja Halickiego (Ostatni husarz, 17.06.2010). Po człowieku sprawującym tak odpowiedzialną funkcję oczekiwalibyśmy raczej rzetelnej argumentacji, a nie wściekłego ataku i zaklinania rzeczywistości.

Szczyt UE-Rosja w Rostowie nad Donem, Źródło: http://eeas.europa.eu

Ostatni głos w debacie należy do dziennikarza Gazety Wyborczej Marcina Wojciechowskiego, który nawołuje do współpracy polsko-niemieckiej w realizacji polityki wschodniej (Warszawa i Berlin ruszają na Wschód, 14.06.2010). Zauważa, że od wielu lat, między Berlinem a Warszawą toczą się dyskusje na temat współpracy z Rosją, a „niemieccy eksperci od Wschodu wcale nie podzielają bezgranicznego entuzjazmu wobec Rosji, tak powszechnie przypisywanego niemieckim politykom i biznesmenom. Zdają sobie sprawę, że jest ona krajem autorytarnym, zmagającym się z całą paletą problemów – od korupcji po kryzys demograficzny”. Autor rozwiewa mity o bardzo dobrej współpracy Berlina i Moskwy i podkreśla, że w ciągu ostatniego roku niemieckie obroty handlowe z Rosją znacznie spadły. Wyraża nadzieję, że „wspólne poparcie przez Niemcy i Polskę Partnerstwa Wschodniego i Partnerstwa na rzecz Modernizacji Rosji może stać się fundamentem całej unijnej polityki wschodniej”. Służyć temu może również wzajemne zrozumienie kwestii ukraińskiej – Polacy już nie popierają Kijowa tak bezgranicznie, a Niemcy dostrzegają dążenia Warszawy do demokratyzacji naszego sąsiada.

Wszelkie takie dyskusje mają głęboki sens i są potrzebne, pozwalają bowiem skonfrontować ze sobą idee i wypracowywać spójną wizję polskiej polityki wschodniej. Obie strony sporu dostrzegają ważne tendencje i wydarzenia, co daje nadzieję, że w toku debat uda się w końcu dojść do konsensusu, przynajmniej w zasadniczych kwestiach. Niestałość polskiej polityki zagranicznej, która od 2004 roku nie może się odnaleźć, po osiągnięciu strategicznych celów członkostwa w UE i NATO, zagraża bezpieczeństwu państwa. Do fundamentalnej zgody potrzeba jednak woli politycznej obu stron.

Eastbook włącza się w tą debatę, aby zachęcać do zgody, ale również sprawdzić, które z przedstawionych koncepcji mają sens, a które są jedynie niestabilnymi konstruktami, powstałymi na fali uczuć i fascynacji reakcjami rosyjskiego społeczeństwa. Mamy nadzieję na zmianę, ale chcemy ją zobaczyć na własne oczy, a nie w nią uwierzyć. W polityce zagranicznej nie ma miejsca na pobożne życzenia – rację bytu ma tylko żmudna i dokładna analiza sytuacji międzynarodowej. I tylko na tej podstawie można podejmować decyzje o przyszłości państwa.

Facebook Comments
Paweł Purski

Absolwent filozofii na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Studiował na Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji Rosja/Azja Centralna. Stażysta m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Był pierwszym redaktorem naczelnym Eastbooka, a następnie przez prawie cztery lata współpracował z posłem do PE Pawłem Kowalem. Obecnie Przewodniczący Rady Fundacji Wspólna Europa. Zawodowo zajmuje się komunikacją strategiczną.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY