Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Anna Woźniak

[Reportaż] „Nie zapinaj pasów. Ukraina to nie Europa” cz.I

Okres letni objawił się nam kolejną porcją wyjazdów. Dominował, a jakże, kierunek wschodni. Ania Woźniak podczas swoich wojaży dotarła do stolicy Zakarpacia – Użhorodu. Tym co widziała, kogo spotkała i co czuła, postanowiła podzielić się z czytelnikami Eastbook.eu. Zapraszamy do lektury części pierwszej.

Redakcja

dworzec kolejowy - Lwów, Autor: Anna Woźniak

Dworzec kolejowy - Lwów, Autor: Anna Woźniak

Do Lwowa dostać się można na wiele sposobów: autobusem, koleją, lub autostopem. Wypróbowałam już wszystkie, poza pociągiem relacji Warszawa – Lwów. Połączenie to wydaje się najmniej komfortowe. Podróżujący narażeni są na bezsensowne czekanie, w trakcie którego zmieniane jest podwozie pociągu. Czynność ta przystosowuje wagony do szerokich torów, z jakimi można się spotkać podróżując na wschód. Na wschodnie, nie tylko tory są specyficzne, ale również same pociągi, zwłaszcza te pokonujące dłuższe dystanse. Są one większe, dłuższe, szersze. Bezpieczeństwa i porządku w wagonie pilnuje „prowadnik”. U niego można kupić kawę, lub zaopatrzyć się w pościel. Bilety, w zależności od potrzeb i posiadanych środków, kupuje się na miejsca w wagonach typu „plac-karta” (słowo zapożyczone od niemieckiego Platzkarten-Wagen), „kupe“ (odpowiednik naszych kuszetek) i najwygodniejszych klasy „liuks”.

Warszawa – Lwów 21:00- 07:10

Dworzec we Lwowie, Autor: Anna Woźniak

Dworzec we Lwowie, Autor: Anna Woźniak

Już sam fakt podróżowania prowadzi do ciekawych obserwacji. Za każdym razem czas spędzony w środku transportu nabiera liminalnego charakteru. Dlaczego? Czas liminalny, jest charakterystyczny dla podróżowania i przekraczania granic. W moim przypadku, to moment, w którym znajduje się pomiędzy wschodem i zachodem,Ukrainą, a Polską. Sam moment przekroczenia granicy zależny jest zarazem od natężenia ruchu, jak i wyboru przejścia granicznego. Wydaje się krótki, lub długi, lecz sama świadomość przebywania w tym czasie zaczyna się od momentu wejścia do autobusu.
Warszawa Zachodnia. Wszyscy zajmują miejsca. Niektórzy mają kupione bilety z kilkudniowym wyprzedzeniem, inni naiwnie liczą, że kupią go u kierowcy. Wszyscy czekają na otwarcie drzwi autobusu i zajęcie najlepszych miejsc. Kilka minut przed odjazdem dowiadujemy się, że nie wszyscy pojadą, nie ma wystarczającej ilości wolnych miejsc. Ci, którzy zaryzykowali i chcieli kupić bilet u kierowcy – nie pojadą. Na nic płacz i próby przekupstwa – ruszamy punktualnie, a na dworcu zostają trzy kobiety z wielkimi stadionowymi torbami i reklamówkami „Bossa”. Robi się duszno, ale jedziemy.
W środku mieszają się nacje i języki. Ludzie którzy jeszcze na dworcu zachodnim mówili po polsku, w autobusie rozmawiają już po ukraińsku, bądź rosyjsku. Podróżujący do przekroczenia granicy nerwowo dzwonią do rodzin i znajomych mieszkających w Polsce, żegnają się. Po przekroczeniu „kordonu” w Hrebennem witają się z rodzinami i przyjaciółmi z Ukrainy. Autobus zatrzymuje się jeszcze dwa, lub trzy razy, w zależności od potrzeb. Dwa postoje w Polsce, jeden na granicy. Tym razem postój był tylko jeden, w Lublinie.

Wesele za cenę herbaty

herbata z dżemem i cytryną, Autor: Anna Wożniak

Herbata z dżemem i cytryną, autor: Anna Wożniak

Właściciel restauracji przy której się zatrzymaliśmy zarabia podwójnie – prowadząc bar, oraz wynajmując resztę przestrzeni na uroczystości typu; wesela, chrzciny, rocznice, obiady koncyliacyjne [sic!]. Znam to miejsce. Nie pierwszy raz na postoju, mogę za cenę herbaty z cytryną i cukrem pogapić się na weselników. W czasie, w którym przybyliśmy, goście państwa młodych uczestniczyli w zabawach weselnych.
Muzyka stop! Kobiety które zdjęły już szpilki, prześcigają inne i zajmują wolne krzesła ułożone w koło. Nie wszystkie znajdą wolne miejsca. Zaadaptowana na potrzeby weselne zabawa rzymskich legionistów… Ścigają się z zapałem charakterystycznym dla zawodników formuły jeden. Ta która nie znalazła wolnego krzesła – przegrywa. No niestety, pani podziękujemy. Kobieta schodzi z parkietu i zabiera ze sobą krzesło. Orkiestra: muzyka! Gra toczy się dalej. My jedziemy.

Granica

Wiza imigracyjna, Autor: Anna Woźniak

Karta imigracyjna, autor: Anna Woźniak

Cześć osób przestawia zegarki o godzinę do przodu, inni w ramach protestu nie, jednak za każdym razem, kiedy będą spoglądali na nie w pamięci, będą wykonywali tą czynność w pamięci. Jeszcze tylko wypełnienie „kwitka” czyli wizy emigracyjnej – kierowca dyktuje cyfry z tablicy rejestracyjnej, w miejsce pobytu wpisujemy cokolwiek, np. Użchorod, ul. Szewczenki 5. Kto nas sprawdzi? Nigdy nie znałam adresu, pod którym się zatrzymywałam, bo albo mieszkałam kątem u tego, kto zaproponował nocleg, albo szukaliśmy dopiero na miejscu. Wypełniamy: nr paszportu, dzieci – brak, obywatelstwo….Polskie. Ciekawe, dlaczego nie ma też miejsca na wykształcenie, miejsce zatrudnienia i adres zamieszkania. Poza tym kto czyta te kartki? Kogo to właściwie interesuje? Może dane są gromadzone i przetwarzane, a później możemy w telewizji zobaczyć statystycznie podróżującego Polaka na wschód. Może.

Granica, Autor: Anna Woźniak

Przejście graniczne, autor: Anna Woźniak

Granica przekroczona. Stan autobusu: Polaków 12, Ukraińców 49. Wszyscy przekroczyli granicę. Jedziemy…Dziwne, bo kierowca zatrzymał się przy kantorze oddalonym od innych. Zawsze będąc na Ukrainie zastanawiam się na ile to przypadek, na ile łapówki , lub inne obustronne korzyści. Tym razem stawiam na to, że w tym kantorze pracuje kuzynka, siostrzeniec, czy syn ciotecznej babci – kontakty rodzinne. Do Lwowa docieramy o 7:10. Do dworca kolejowego dojeżdżamy marszrutką za dwie hrywny. Dworzec główny posiada 12 kas oraz jeden punkt informacyjny. Kiedyś, jak jechałam do Mołdowy za informacje musiałam zapłacić 5 hrywien. Teraz nie płacimy. Zajmujemy kolejkę, czekamy 15 min i przy samym okienku dowiadujemy się, że to nie ta kasa. Te 5 hrywien to po prostu łapówka za informacje. Czekasz tam, gdzie kolejka jest najmniejsza, płacisz za informacje i kupujesz bilet. Wybieramy inną, gdzie po odczekaniu kolejnych 15 minut kupujemy bilet relacji Lwów-Mukaczewo.

W przydworcowych barach spędzamy 2 godziny. Kawa: 5 hrywien, herbata z dżemem – 8. W międzyczasie przygodnie spotkany lwowianin stawia wszystkim po kawie a na stół kłądzie tabliczkę czekolady. Mężczyzna dopytuje co i jak. Dlaczego tu jesteśmy, gdzie jedziemy – odpowiadamy zdawkowo. Wypada, facet wydał na nas ok 40 hrywien. Imionami się nie wymieniamy, kończymy kawę idziemy na pociąg. Znajdujemy peron,wagon i miejsce. Prowadnik sugeruje nam pościel za dodatkową opłatę – odmawiamy. W pomieszczeniu obok dwóch mężczyzn pije piwo. Tu nikt się do nich nie przyczepia. Są spokojni, napoje zakąszają suszoną rybą, lub kiełbasą kupioną na peronie. Do Mukaczewa dojeżdzamy po 14:30. Dalsza podróż do Użhorodu, zajmuje nam niecałą godzinę.

W pociągu "wcale" nie pije się alkoholu, Autor: Anna Woźniak

W pociągu Lwów - Mukaczewo, autor: Anna Woźniak

Na dworcu stolicy Zakarpacia bierzemy taksówkę, gdyż żadne z nas nie zna dokładnego adresu hotelu Nautilus. Na Ukrainie kierowcy taksówek nie posiadają kas fiskalnych i innych urządzeń, które zmuszają podróżujących do płacenia kwoty pokazanej na liczku. Niektórzy kierowcy nie mają żadnych urządzeń, więc decydujemy się sami ustalić stawkę. Proponujemy 15 hrywien za kurs, na które mężczyzna ochoczo przystaje. Zaczynamy naszą przygodę na Zakarpaciu…

Facebook Comments

Kobieta. Foto dokumentalistka. Absolwentka warszawskiej etnologii. Aktualnie studiuje fotografie prasową na UW. Zajmuje się tożsamością, stosunkami i dialogiem międzykulturowym. Z chęcią podejmuje trudny temat wykluczenia społecznego i dewiacji. Na co dzień walczy o równouprawnienie i tolerancję.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY