Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

Mołdowa: Fiasko referendum konstytucyjnego – ciąg dalszy pata, początek powrotu do władzy komunistów, czy szansa dla Koalicji?

Wczorajsze referendum, w którym mieszkańcy Mołdowy decydowali, czy będą wybierać prezydenta w wyborach powszechnych, okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Czekają nas zatem przedterminowe wybory parlamentarne i nadzieja, że partie polityczne dojdą do porozumienia w sprawie wyboru głowy państwa. Wybory parlamentarne mogą doprowadzić do powrotu do władzy Partii Komunistycznej, albo przedłużyć istniejący od grudnia 2009 r. impas konstytucyjno-polityczny. Tak czy inaczej jesień na Mołdawii zapowiada się ciekawie.

Geneza referendum

Centrum Kiszyniowa, źródło: Wikimedia Commons

Centrum Kiszyniowa, źródło: Wikimedia Commons

Rządząca Koalicja na rzecz Integracji Europejskiej 3 czerwca przyjęła plan zażegnania polityczno-konstytucyjnego pata, w którym od 3 grudnia zeszłego roku tkwi Mołdowa. Wówczas parlamentarzyści nie zdołali wybrać prezydenta kraju i od tamtej pory jego obowiązki pełni przewodniczący parlamentu Mihai Ghimpu. Zgodnie z obowiązującą konstytucją, po 16 czerwca powinny odbyć się przedterminowe wybory parlamentarne (w rok po powołaniu parlamentu, który nie zdołał wybrać prezydenta). Było jednak jasne, że kolejne wybory również nie dadzą koalicji wystarczającej liczby głosów w parlamencie. Stąd brak decyzji o ich przeprowadzeniu. W czerwcu Koalicja podjęła decyzję, że na początku września odbędzie się referendum konstytucyjne, następnie wcześniejsze wybory parlamentarne oraz powszechne wybory prezydenckie. Plan zmierzał do przejęcia pełni władzy przez partie koalicyjne – zdobycie większości parlamentarnej oraz zwycięstwo w wyborach prezydenckich – co miało umożliwić przeprowadzenie głębokich reform i trwałe odsunięcie od władzy Partii Komunistycznej.
Partie koalicyjne długo nie mogły dojść do porozumienia jak wyjść z politycznego pata. Na początku marca Koalicja ogłosiła zamiar przeprowadzenia referendum w sprawie zmiany konstytucji. Jednak pomysł ten nie zyskał poparcia Komisji Weneckiej przy Radzie Europy. Komisja nalegała, by zmiany w konstytucji zostały dokonane przez parlament, czyli de facto w porozumieniu z największą siłą parlamentarną – Partią Komunistyczną. Ta jednak, nieskora do współpracy, nie zamierzała iść na rękę Koalicji, widząc w przedłużającej się sytuacji politycznego pata zwiększenie szans na powrót do władzy.

Thorbjorn Jagland, Sekretarz Rady Europy, źródło: Wikimedia Commons

Thorbjorn Jagland, Sekretarz Rady Europy, źródło: Wikimedia Commons

Rekomendacje Komisji Weneckiej doprowadziły do podziału między koalicjantami. Część z nich nie chciała postępować wbrew zaleceniom Komisji. Jednak przewodniczący Partii Liberalnej Mihai Ghimpu podjął próbę przekonania do pomysłu przeprowadzenia referendum sekretarza Rady Europy T. Jaglanda. Ten ostatni przebywając na początku czerwca z wizytą w Kiszyniowie przyznał, że referendum konstytucyjne nie jest sprzeczne z zaleceniami Rady Europy, co umożliwiło M. Ghimpu forsowanie w ramach Koalicji swojego scenariusza wydarzeń. Na początku lipca parlament Mołdowy (przy bojkocie Partii Komunistycznej) oficjalnie podjął decyzję o przeprowadzeniu referendum konstytucyjnego, w sprawie możliwości wyboru prezydenta w wyborach powszechnych, w niedzielę 5 września 2010 r.

Podzielona Koalicja

Sondaże przedreferendalne wskazywały, że idea wybierania głowy państwa w wyborach powszechnych jest bliska Mołdawianom. 90% badanych deklarowało poparcie dla zmiany konstytucji. Niepokoju nie wzbudzały również badania dotyczące frekwencji. W sondażach chęć udziału w głosowaniu deklarowało ponad 70% pytanych. Stąd wydaje się, że partie rządzącej Koalicji były pewne, że referendum zakończy się sukcesem. Partia Komunistyczna od początku wzywała do bojkotowania głosowania, zarzucając koalicjantom chęć wzmocnienia pozycji prezydenta, która w konsekwencji ma przerodzić się w dyktaturę.

Partie rządzącej Koalicji były pewne sukcesu. Wydaje się, że to spowodowało, że zaczęły grać każda na własną rękę. Zabrakło wspólnej kampanii przedreferendalnej, w której koalicjanci wzywaliby do wzięcia udziału w głosowaniu. Dało się raczej zaobserwować promowanie liderów poszczególnych partii. Tak więc kampania wzywająca do wzięcia udziału w referendum stawała się preludium do kampanii prezydenckiej. Wydaje się, że również w tym kluczu można interpretować decyzje M. Ghimpu o ogłaszaniu dekretów antysowieckich, z wydźwiękiem antyrosyjskim, jako zdobywanie elektoratu niechętnego Rosji. Vlad Filat, lider Partii Liberalno Demokratycznej już w lipcu zapowiadał chęć ubiegania się o fotel głowy państwa. To spotkało się z krytyką Mariana Lupu, lidera Partii Demokratycznej, który na antenie radia Golos Rossiji ogłosił, że Koalicja de facto przestała istnieć.

Poniżej jeden ze spotów referendalnych Partii Liberalno-Demokratycznej:

Fiasko referendum

Optymistyczne nastroje podupadły jeszcze w dniu referendum, kiedy po raz pierwszy, o godzinie 13:00, Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że jedynie 10% uprawnionych do głosowania wzięło udział w referendum. Wstępne dane podane przez CKW następnego dnia, 6 września mówią o frekwencji na poziomie 29.05%. Co nie wystarcza, by referendum było ważne. Do jego ważności potrzeba, by wzięła w nim udział przynajmniej jedna trzecia uprawnionych do głosowania. Najniższą frekwencję, niewiele ponad 8% zanotowano w Autonomicznej Republice Gagauzji, najwyższą 41% w rejonie Telenesti, w środkowej części kraju. W stolicy Mołdowy, Kiszyniowie frekwencja wyniosła 30.6%. Ponad 87% osób, które wzięły udział w głosowaniu opowiedziały się za zmianą konstytucji. Ostateczne wyniki, obejmujące również głosy oddane zagranicą i w Separatystycznej Republice Naddniestrza, CKW miała ogłosić w środę 8 września.

Największym przegranym wczorajszego referendum jest bezwątpienia rządząca Koalicja. Premier Vlad Filat komentując wyniki głosowania przyznał, iż „okazało się, że społeczeństwo jest mniej aktywne niż przypuszczaliśmy”. Wielkim wygranym okazała się Komunistyczna Partia Republiki Mołdowy, która od początku wzywała do bojkotowania referendum. Aczkolwiek należy podkreślić, że obserwatorzy mołdawskiej sceny politycznej widzą w fiasku referendum przede wszystkim votum nieufności wobec rządzących, a szczególnie wobec głównego inicjatora referendum p.o. prezydenta M. Ghimpu, aniżeli akt poparcia dla partii komunistycznej. Znany mołdawski dziennikarz Kristian Tudor Popesku przekonuje, że innego wyniku referendum nie można było się spodziewać. Jego zdaniem jedynym sposobem na to, by referendum było ważne mogło być przeprowadzenie go przy okazji wyborów.

Co dalej?

Koalicja zmuszona będzie do przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych. Tego wymaga konstytucja i jest to zgodne z oczekiwaniami wspólnoty międzynarodowej, z której zdaniem liczą się koalicjanci. Wczoraj Mihai Ghimpu ogłosił, że „chciałby aby wybory parlamentarne odbyły się tak szybko, jak to tylko możliwe”. Dziś w podobnym tonie wypowiadał się Vlad Filat, który ogłosił na konferencji prasowej, że zrobi wszystko, by wybory do parlamentu odbyły się nie później niż 14 listopada.

Zamiast kampanii prezydenckiej czekać nas zatem będzie kampania parlamentarna i wybory. Jest to scenariusz, na który liczyli komuniści. To właśnie Partia Komunistyczna cieszy się największym społecznym poparciem i wszystko wskazuje na to, że to ona wygra najbliższe wybory parlamentarne. Pytanie, czy partie koalicyjne zdobędą na tyle duże poparcie, by móc mieć większość w parlamencie i utrzymać władzę. Z jednej strony przegrane referendum jest niewątpliwie porażką Koalicji. Aczkolwiek ta porażka może stać się jej siłą. Liderzy czterech partii koalicyjnych znów mają interes, by współpracować i grać w jednej drużynie. Przegrane referendum być może ocaliło istnienie Koalicji – jej liderzy nie muszą rywalizować między sobą w wyborach prezydenckich i dobrze wiedzą, że tylko współdziałanie może zapewnić im sukces. Brak tego ostatniego wydaje się, że najbardziej przyczynił się do fiaska referendum. Wcześniej do współpracy zmuszał zdrowy rozsądek, teraz zmusza rzeczywistość.

Źródła: Press.try, AZI, Rada Europy, NG, Kommersant, Point.md.

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY