Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Festiwal Transkaukazja jest okazją do poznania artystów z państw kaukaskich. Tegoroczna, piąta edycja, rozpocznie się już w najbliższy piątek. O tym, co zobaczymy i usłyszymy w tym roku, rozmawiamy z Witkiem Hebanowskiem, prezesem Fundacji Inna Przestrzeń, która od początku organizuję Transkaukazję.

Transkaukazja 2011 rozpocznie się 10 czerwca w wielu miejscach Europy, źródło: transkaukazja.pl

Łukasz Grajewski: Co  inspiruje do prac nad festiwalem prezentującym kulturę Kaukazu?

 

Witek Hebanowski: Kwestia wyjątkowości danego regionu wcale nie jest dominująca. Oczywiście można by naszkicować taką umowną mapę z Kaukazem, gdzie różnorodnych przejawów kultury, było i jest bardzo dużo. I mamy tu wspólny mianownik, bo kultura jest często katalizatorem przemian, które na Kaukazie właśnie obserwujemy. A ciągłe zmiany są tym, co interesuje ludzi, którzy na Kaukaz przyjeżdżają. Bo z jednej strony mamy niesamowitą gościnność – na przykład osoba podróżująca po Gruzji może liczyć na zaproszenie na Suprę (z gruz. uczta – przyp. red.) przez przypadkowo spotkanego Gruzina i wielogodzinne biesiadowanie z niekończącymi się toastami. Z drugiej strony jest to region, który poddawany jest niesamowitej transformacji na poziomie kulturowym, społecznym i politycznym. To co się tam dzieję, podobne jest do polskiej transformacji, ale podniesionej do kwadratu. I te dynamiczne zmiany powodują, że każdy scenariusz poznawania Kaukazu jest inny. A Transkaukazja nie jest imprezą w stylu „dni kaukazkie”. Nasz festiwal jest przestrzenią dla różnych projektów i wydarzeń inspirowanych Kaukazem. Dzięki temu, każdy widz będzie mógł odnaleźć swoją narrację pierwszego kontaktu z tym regionem. Powtórzę jednak, że siła tych wydarzeń leży w samej wartości artystycznej, a nie w kaukaskim rodowodzie.

Bardzo akcentujecie kaukaski wymiar festiwalu. Czy nie jest to problematyczne dla artystów, pochodzących z tak różnych państw, jak Armenia, Azerbejdżan czy Gruzja?

Myślę, że dla osób, z którymi współpracujemy, taka formułą jest w jakiś sposób ciekawsza. Podobnie jak nam, przy okazji polskich wydarzeń artystycznych na Kaukazie, nie zależało na podkreślaniu polskiego charakteru, tak i dla współpracujących z nami kuratorów, wymiar narodowy z pewnością nie jest najważniejszy. Ich działania są na tyle innowacyjne i ciekawe, że Transkaukazja staje się dla nich platformą umożliwiającą przeszczepienie swoich pomysłów na nowy grunt. A w wymiarze narodowym, kaukascy artyści mają możliwość podkreślenia nowoczesności tworzonych projektów. To ważne, bo one w niczym nie odstają od tematów i form używanych przez artystów zachodnich.

Rozszerzona, międzynarodowa formuła tegorocznej edycji jest z pewnością atrakcyjna dla artystów.

To prawda. Dużo energii włożyliśmy w poszukiwanie odpowiednich partnerów w Europie. Co ciekawe, w poszukiwaniach nie pomogły nam europejskie sieci tworzone formalnie przez wiele instytucji w Unii Europejskiej. Zindywidualizowanie poszukiwań zaowocowały współpracą z takimi organizacjami, które już z obszarem kaukaskim współpracowały. A na marginesie przyznam, że zawiodły nas polskie instytucje, które przecież tworzą agendę współpracy z Europą Wschodnią w ramach programu Partnerstwa Wschodniego. Te instytucje nie dostrzegły szansy w oddolnych inicjatywach, takich jak nasza. A tworzenie odgórnych ram współpracy, na co w państwowych instytucjach kładzie się największy nacisk, często okazuję się mało skuteczne. Pozytywne jest za to zaangażowanie w projekt Programu Kultura 2007-2013 Komisji Europejskiej. Otrzymaliśmy jedyny w Polsce grant z Programu Kultura na współpracę z krajami Partnerstwa Wschodniego. Wspiera nas także Urząd Miasta Stołecznego Warszawy – który jest z nami od początku Transkaukazji.

Wróćmy na grunt warszawski. Co z przygotowanych wydarzeń, zasługuję na największą uwagę mieszkańców stolicy?

To pewnie zabrzmi nieskromnie, ale poświęciliśmy tyle czasu na scenariusz imprezy, żeby wszystkie wydarzenia były interesujące. Dla wielbicieli muzyki klubowej i elektronicznej, 24 czerwca przygotowaliśmy koncert Green Room i The Forest w 1500m2 do wynajęcia. Największym wydarzeniem jest z pewnością koncert na pl. Teatralnym, który odbędzie się 25 czerwca.

Podoba mi się współczesny wymiar wykonawców, których zobaczymy 25 czerwca. Nie będzie tam zespołów folkowych, ale artyści, którzy na Kaukazie są faktycznie słuchani i lubiani.

Dobrym przykładem jest gruziński zespół bluesowy Natural Born Lovers, których koncert jest dla mnie stałym punktem każdej wizyty w Gruzji. Występują w jednej z knajp w „downtown” Tbilisi.  Przy okazji organizowania Artzony przyprowadziłem do tej knajpy dwóch polskich saksofonistów i oni wspólnie z gruzińskimi muzykami dali wspaniały improwizowany występ. Tak spontanicznie rodzą się pomysły i inspiracje na dalsze działania: w tym roku Natural Born Lovers wystąpią ze wsparciem polskich muzyków na scenie tegorocznej Transkaukazji.

Przygotowaliście pewien pomysł dla ludzi spoza Warszawy.

 

Mamy propozycję związaną z akcją Toastu Inaugurującego Transkaukazję. Dziesięć pierwszych osób spoza Warszawy, które zadeklarują, że zorganizują toast, zapraszamy po odbiór wina. Umowa jest taka, że my dajemy wino, a odbiorca zobowiązuję się nagrać aparatem, bądź komórką, wzniesiony 10 czerwca toast i wrzucić go później na Youtube, Video, albo inny portal tego typu. Najlepszy z nadesłanych toastów nagrodzimy dodatkową butelką wina oraz książką o Gruzji Marcina Mellera z jego autografem.

Żeby nadesłane toasty były ciekawe, wytłumacz proszę niewtajemniczonym, w czym zawiera się idea gruzińskiego toastu.

O idei toastu można przeczytać na stronach Transkaukazji. Jest tam też krótki filmik – przesłanie od prawdziwego gruzińskiego Tamady – Aleksandra Ruseckiego. A w dużym skrócie, toast gruziński jest przede wszystkim dedykowany konkretnej sprawie, lub osobie. Dotyczyć może wszystkiego, od gości biorących udział w biesiadzie do polityki międzynarodowej. Bez względu na temat, toast musi być uroczysty, dotyczyć istotnej sprawy oraz powinien być skierowany do gości. Nie jest to takie proste, bo sztuka wznoszenia toastów obłożona jest wieloma rytuałami. Są pewne tematy, które w danej kolejności powinno się poruszyć, jak obowiązkowy toast za kobiety oraz przodków. Nie zmienia to faktu, że możliwości i scenariuszy jest nieskończona ilość. Wprawdzie osobą odpowiedzialną za toasty jest Tamada, czyli tamtejsza wersja wodzireja, ale szybko demokratyzuje on kolejne toasty, prosząc pozostałych biesiadników o sugerowanie i dopowiadanie kolejnych wątków. Alkohol można wypić dopiero po zakończeniu wspólnie uzgodnionego toastu.

Program tegorocznej edycji festiwalu na www.transkaukazja.pl

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: l.grajewski@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY