Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

„Wszyscy jesteśmy winni” – rozmowa z Aleksandrem Milinkiewiczem, cz.1

Prezentujemy pierwszą część wywiadu z Aleksandrem Milinkiewiczem – kandydatem na prezydenta Białorusi w 2006 r., działaczem społecznym i politykiem. Drugą część opublikujemy w poniedziałek.

Aleksander Milinkiewicz, autor: Sasza Grożewski

Łukasz Grajewski: W czerwcu zeszłego roku mój kolega pokazał mi pański program wyborczy. Co się stało w przeciągu paru następnych miesięcy? Skąd ta nagła rezygnacja z kandydowania na urząd prezydenta w 2010 r.?

Aleksander Milinkiewicz: 3 maja 2010 roku ogłosiłem publicznie chęć kandydowania. Wystartowałem z jasnym przekazem, że chcę walczyć o zwycięstwo. Ale mówiłem też o umowach niezbędnych do przeprowadzenia wyborów, a nie teatru wyborczego. Chciałem uzyskać od władz zapewnienie, że dopuszczą nas do liczenia głosów, bo dotychczasowa praktyka wyglądała następująco: ludzie głosują, a władza w protokołach wyborczych wpisuje sobie co chce. Druga umowa dotyczyła opozycji. Niezbędnym warunkiem mojej kandydatury, było zjednoczenie wszystkich struktur demokratycznych.

Przecież wszyscy liderzy opozycji znają się doskonale. Czy dla wspólnego dobra nie można było wyłonić jednego mocnego kandydata?

Problem w tym, że to właśnie nasze prywatne relacje często rodzą nieporozumienia. Nasze znajomości to historia walki bez znacznych pozytywnych wyników i historia krzywd. Walka o przywództwo opozycji wielu z nas głęboko poróżniła. Popatrzmy na moją inicjatywę z poprzedniego roku. Spróbowałem założyć Białoruski Blok Niepodległościowy – koalicję partii i organizacji centrowych i prawicowych kładących nacisk na obronę niepodległości kraju i wzmocnienie proeuropejskich tendencji. Zebraliśmy Białoruski Front Narodowy, Chrześcijańską Demokrację, Zielonych…

Było tam jeszcze parę innych organizacji, ale co z tego wynikło? Po ogłoszeniu cała inicjatywa padła.

Tak, koalicja nie wypaliła. Nie chcę tu nikogo oskarżać i zwalać odpowiedzialności na konkretne osoby, ale to jest typowa sytuacja, gdy za dużo jest personalnych ambicji, a za mało odpowiedzialności za wspólne dobro. Gdyby Blok Niepodległościowy powstał, to moglibyśmy skupić się na szerokiej promocji określonej ideologii, naszych pomysłów na politykę. Przecież tego najbardziej ludziom brakowało w naszych działaniach podczas ostatnich wyborów. Wszyscy kandydaci mówili: „Nienawidzimy dyktatury”. A większość ludzi odpowiadało: „ My też jej nie chcemy. Ale dlaczego przy was będzie lepiej?” Opozycji zabrakło pozytywnego przesłania, zachęty do walki nie tylko „przeciw” ale i „za”. I tak jak zabrakło jedności w naszych szeregach, tak i społeczeństwo podzieliło się na wiele mniejszych grup sympatyzujących z różnymi opcjami, a największa część pozostała bierna. Polityk, żeby dojść do władzy musi ludzi przekonać do swojej wizji, pokazać wartości, którymi się kieruję. Liczyłem na zjednoczenie prawicowego centrum z jasnym proeuropiejskim programem. Tym razem nie wyszło.

Aleksander Milinkiewicz, autor: Sasza Grożewski

Czy w takiej izolacji, w jakiej znajduję się obecnie białoruska opozycja, o tym kto gra pierwsze skrzypce nie decyduję wsparcie Zachodu?

Było wsparcie Zachodu i Wschodu. Podczas ostatniej kampanii ogromną rolę odegrały pieniądze. Niestety, nie wygrały od lat budowane struktury, ale właśnie pieniądze i ci ludzie, którzy mogli sobie pozwolić na podkupywanie. Bynajmniej nie twierdzę, że pieniądze w polityce nie są potrzebne. Dobre finansowanie jest niezbędne. Tylko proszę zrozumieć sytuację, kiedy przez lata buduję się pewną strukturę na pewnych wartościach i wspólnych celach. Ludzie żyją biednie, są prześladowani. I dlatego nie ma się co dziwić, że gdy przychodzą wybory to chcą trochę zarobić. Kiedy pieniądze pojawiły się gdzie indziej, zaczęło się przekupstwo i transfer aktywistów, co uderzyło bezpośrednio w planowaną przez nas koalicję. W takim przypadku trudno ukryć rozczarowania. Równocześnie nie uciekam od odpowiedzialności. Wszyscy jesteśmy winni. Ja też na pewno mogłem zrobić więcej walcząc o uruchomienie proeuropejskiego Bloku.

Tylko, że osoby zaangażowane w Białoruski Blok Niepodległościowy, między innymi jeden z zeszłorocznych kandydatów na prezydenta – obecnie ukrywający się w Czechach Aleś Michalewicz, oni wszyscy bazowali na idei. Pieniądze miał ruch „Mów Prawdę” Uładzimira Nieklajewa.

Nie trudno się domyślić, że kiedy brakuje efektów, sukcesów, którymi można się pochwalić, to zniecierpliwienie pojawia się nie tylko wewnątrz struktur opozycyjnych, ale i wśród tych, którzy nam pomagają. My ponad wszystko potrzebowaliśmy sukcesu i kiedy wciąż go brakowało, wśród naszych partnerów pojawiła się idea trzeciej siły. Wymagano od niej konkretnych efektów – zmiany władzy. Tylko tu też się wszyscy przeliczyli, bo kolorowa rewolucja na Białorusi na razie jest niemożliwa. Ludzie u nas żyją w atmosferze totalnego strachu w odróżnieniu od Ukrainy czy Gruzji. Dlatego też nie wyjdą na ulicę jeśli nie dostaną odpowiedzi na pytania: a co Wy nam możecie dać lepszego? Co zrobicie, żeby zabezpieczyć nasze życie? To są pytania na które opozycja, w tym i „trzecia siła” wciąż nie dały odpowiedzi w czasie ostatniej kampanii.

Pan się musi cieszyć ze swojej rezygnacji z kandydowania, bo zamiast działać społecznie, pewnie siedziałby Pan teraz w więzieniu, tak jak większość z polityków, którzy wyszli na Plac w dzień wyborów 19 grudnia 2010 roku.

Cieszę się nawet nie z powodu więzienia (choć nikt nie chce siedzieć i lepiej jest pracować na wolności, ale z tego, że nie stałem się kolejnym,10-tym, niezależnym kandydatem na prezydenta Białorusi. Gdybym kandydował walczyłbym nie z Łukaszenką, ale ze swoimi kolegami o to, kto z nas zostanie „szefem opozycji”. Dodatkowo nie chciałem brać udziału w działaniach, które mogłyby doprowadzić do prowokacji, a ja nie mógłbym ich zneutralizować. Uprzedzałem o tym pół roku przed wyborami. Taki scenariusz został zrealizowany z dwoma skutkami. Nie dość, że opozycja pogorszyła swój wizerunek w oczach ludzi, stała się dla większości „radykalna i krwawa”, to jeszcze pomiędzy Białorusią, a Zachodem powstał niemalże nowy mur berliński, co jest zagrożeniem dla naszej niepodległości.

Drugą część wywiadu opublikujemy 11 lipca.
Rozmowę przeprowadzono 11 czerwca 2011 r.

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: [email protected]

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY