Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

O Partnerstwie Wschodnim – rozmowa z Nicu Popescu (ECFR)

Publikujemy pierwszą część wywiadu z Nicu Popescu, analitykiem Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (European Council on Foreign Relations – ECFR) i współautorem raportu „Przekształcić obecność w siłę. Doświadczenia sąsiedztwa wschodniego”. Nicu Popescu gościł w Polsce w lipcu tego roku na zaproszenie Fundacji Batorego i warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.

Nicu Popescu, Warszawa, lipiec 2011; autor: M. Popielewicz

Nicu Popescu, Warszawa, lipiec 2011; autor: M. Popielewicz

Raport dostępny jest w języku angielskim na stronie ECFR oraz w języku polskim na stronie Fundacji Batorego.

W raporcie, którego wraz z Andrew Wilsonem jesteś współautorem, raczej negatywnie oceniliście Partnerstwo Wschodnie. Czy my właściwie potrzebujemy, by kraje Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego zbliżały się – jak to zapisano w deklaracji inaugurującej Partnerstwo – do Unii Europejskiej? I z drugiej strony, czy kraje te tak naprawdę potrzebują dobrych relacji z UE?

UE jest bardzo głęboko zależna od swoich sąsiadów. Przypomnijcie sobie, jak zaledwie kilka lat temu Rosja wstrzymała dostawy gazu na Ukrainę – nie trzeba było długo czekać, by odbiło się to w sposób negatywny na sytuacji wewnątrz Unii. Podobnie było z wojną w Gruzji – wpłynęła ona na stosunki pomiędzy państwami członkowskimi. Nie wiem, czy pamiętacie, ale podała ona w wątpliwość bardzo ważną kwestię: zaufanie pomiędzy państwami członkowskimi, pomiędzy Francją i Polską, Litwą i Niemcami. Jest zatem jasne, że wydarzenia spoza Unii wpływają na to, co dzieje się w jej wnętrzu.

Widzieliśmy to niedawno na Południu…

Dokładnie! Widzieliśmy, jak fala imigrantów z Tunezji podała w wątpliwość istnienie strefy Schengen, kiedy Francuzi „ot tak” wprowadzili kontrole na granicy z Włochami. Nie możemy po prostu uciec od naszych sąsiadów. Nie możemy schować się, zamknąć drzwi i udawać, że oni zniknęli. Sąsiedzi są i to, co robią, ma wpływ na nas – ludzi, którzy żyją wewnątrz Unii. Dlatego nie ma najmniejszej wątpliwości, że warto angażować się w krajach sąsiednich. Warto zbliżać je do siebie, wzmacniać ich stabilność. W tym sensie unijne zaangażowanie w krajach sąsiedztwa nie jest altruizmem, ani chęcią niesienia pomocy, a fundamentalnym interesem UE. Musimy mieć tego świadomość.

Podobnie rzecz się ma z krajami Partnerstwa. One po prostu muszą zbliżać się do Unii Europejskiej. Dziś zadaniem, które przed nimi stoi jest zbudowanie stabilnego i dobrze funkcjonującego, niezależnego państwa. Unia Europejska może być pomocna przy realizacji tego niezwykle trudnego zadania. Nie wiem, czy wiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że to Unia jest dziś największym partnerem handlowym dla wszystkich krajów PW, wyłączając Białoruś. Wyobraźmy sobie, jak daleko od nas jest Azerbejdżan czy Armenia, jak blisko geograficznie jest im do Rosji, a wciąż to Unia jest największych partnerem gospodarczym tych krajów.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że Unia nie jest remedium na całe zło. Większość z tych państw znajduje się w niezwykle trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej. Nie chodzi mi jedynie o światowy kryzys gospodarczy, ale o cały model rozwoju ekonomicznego i politycznego, który te państwa przyjęły. Unia mogłaby pomóc zmierzyć się z tymi problemami, ale – rzecz oczywista – praca musi być w pierwszej kolejności wykonana przez kraje i społeczeństwa PW.

N. Popescu, Warszawa lipiec 2011, autor: M. Popielewicz

N. Popescu, Warszawa lipiec 2011, autor: M. Popielewicz

A czy oni w ogóle tego chcą?

Jeśli mówimy o społeczeństwach, to najprawdopodobniej tak. Ale wciąż nie wywołują one dostatecznie dużej presji na władze, by to zrobić. Miejmy świadomość, że większość rządzących elit nie ma zamiaru dokonywać reform. Rządy krajów, o których rozmawiamy, nastawione są na działania, które przynoszą szybkie efekty. Nikt nie zastanawia się nad tym, co przyniosłoby korzyść państwu w dłuższej perspektywie. Oczywiście, jestem przekonany, że w pewnym momencie to się zmieni. Ale to wymaga czasu. Spójrzmy na to w ten sposób – rok temu nikt, albo prawie nikt, nie spodziewał się wybuchu rewolucji, która mogłaby przynieść zmianę w Egipcie czy Tunezji. A tym razem się udało. Do końca nigdy nie wiadomo jak będzie.

Podobnie z Partnerstwem Wschodnim. Sytuacja ogólna tych krajów nie wygląda najlepiej, zwłaszcza pod względem politycznym. I zdaje się, że nie powinniśmy spodziewać się w tej kwestii jakiś poważniejszych zmian na przestrzeni najbliższych kilku lat. Ale w tym samym czasie postępuje proces modernizacji, w tym również modernizacji ekonomicznej, rośnie rola internetu. Można śmiało powiedzieć, że sytuacja gospodarcza w tych krajach, w porównaniu do tego, co mieliśmy w latach 90.,znacznie się poprawiła. Społeczeństwa są bogatsze niż dziesięć lat temu. I mam nadzieję, że stopniowo, krok po kroku, stanie się to podstawą do zmian na lepsze.

A samo Partnerstwo Wschodnie? Było już kilka projektów i koncepcji europejskiej polityki wschodniej, jak chociażby Synergia Czarnomorska. Co powinniśmy zrobić, by Partnerstwo nie powtórzyło losu Synergii?

Synergia Czarnomorska nie jest dobrym przykładem, bo tak naprawdę nigdy jej nie było. Stąd trudno mówić o tym, że coś tu się nie udało. W tym przypadku raczej mówiłbym o nietrafionej inicjatywie niż nieudanym procesie. Przypomnijmy, że od 2002 roku wobec krajów wschodniego sąsiedztwa mieliśmy już sześć, czy nawet siedem różnych inicjatyw. Na początku była Nowa Polityka Sąsiedztwa, potem Szersza Europa, następnie Europejska Polityka Sąsiedztwa, po niej EPS plus, wreszcie Synergia Czarnomorska, a dziś mamy Partnerstwo Wschodnie. Widzicie więc jasno, że są to kolejne próby. Dajemy nowe nazwy, tworzymy nową markę. Czasami działa, czasem się nie udaje. Nie martwiłbym się zatem szczególnie o tę jedną inicjatywę. To, co ważne, to nie nazwa inicjatywy, ale to, co się za nią kryje, a więc: kompleksowa i pogłębiona strefa wolnego handlu, reżim bezwizowy, ułatwienia wizowe, liberalizacja transportu lotniczego, umowa o stowarzyszeniu. Nie jest ważne, pod jakim szyldem to wszystko się dzieje – liczy się współpraca.

Jeśli spojrzymy na południe Europy, rzecz się ma podobnie. Na początku była Południowoeuropejska Inicjatywa Współpracy, później Południowoeuropejski Proces Współpracy, następnie Pakt Stabilizacyjny i Proces Stabilizacji, wreszcie Stowarzyszenia. Ostatecznie wszystkie państwa Bałkanów Zachodnich obrały kierunek na integrację z UE. Niektóre rzeczy działają, niektóre nie bardzo – zawsze tak jest … jak w życiu.

Mapa krajów UE i PW; autor: Kolja27; źródło: wikipedia.org

Mapa krajów UE i PW; autor: Kolja27; źródło: wikipedia.org

W waszym raporcie posługujecie się terminem „neotitoizm” – czy mógłbyś rozwinąć tę myśl?

Tym pojęciem chcieliśmy opisać różnicę, jaka istnieje pomiędzy krajami PW a Europą Środkową lat 90. Polega ona na tym, że UE i NATO były geopolitycznymi monopolistami w Europie Środkowej. Nie było żadnej alternatywy dla państw tego regionu poza integracją z UE i NATO. To, z czym mamy do czynienia w Europie Wschodniej i na Kaukazie, różni się w sposób zasadniczy. Zachód na tym obszarze nie jest monopolistą. Są alternatywy. Zarówno dla polityki wewnętrznej jak i polityki zagranicznej. I rządy państw PW to najzwyczajniej w świecie wykorzystują. Do dnia dzisiejszego kraje te nie stały się ani małą Polską ani małymi Węgrami. Ta geopolityczna gra trwa już 20 lat. Widzimy, jak poszczególne kraje są proeuropejskie w deklaracjach, ale za tymi słowami często idzie o wiele za mało.

Zachodzi swego rodzaju rywalizacja między Rosją i Zachodem o kształt tego regionu. Choć nie można tego porównać do Zimnej Wojny, to jednak kierunki działań Zachodu i Rosji w obszarze poradzieckim są rozbieżne. Unia i Stany Zjednoczone chciałyby, żeby kraje te odniosły sukces jako niepodległe państwa. Z kolei Rosja chce bronić swojej strefy wpływów i przeciwdziałać przykładowo rozszerzeniu NATO czy UE na Wschód. A więc mamy do czynienia z pewnym rodzajem geopolitycznego zmagania, a kraje PW czerpią z tego korzyści.

N. Popescu, Warszawa lipiec 2011; autor: M. Popielewicz

N. Popescu, Warszawa lipiec 2011; autor: M. Popielewicz

W swoim raporcie wrzucacie wszystkie kraje PW do jednego worka. Nie sądzisz, że to błąd? Przecież kraje te różnią się od siebie w sposób zasadniczy. Czy nie jest przypadkiem tak, że są tam przynajmniej dwie, albo nawet trzy grupy krajów?

Zawsze jest tak, że jest kilka podgrup. Spójrzcie na Europę Środkową lat 90. Polska, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Węgry – wszystkie te kraje traktowane były przez UE jako jedna grupa. Spośród nich Polska wykonała zadanie domowe, podobnie Czesi, a np. Słowakom za rządów Meciara się nie udało. Rumunia i Bułgaria przez wiele lat po prostu robiły niewiele. Chcę przez to powiedzieć, że to nie Unia Europejska zdecydowała o różnicach pomiędzy tymi państwami. Unia włożyła wszystkich do jednego worka i z czasem państwa te podzieliły się na kilka grup ze względu na szybkość dokonywania reform. Ten podział nie był definitywny – mamy na przykład Słowację, która w pewnym momencie dołączyła do grupy krajów, które od początku były najlepsze. Spójrzcie na Bałkany – Chorwacja objęta jest tym samym Procesem Stabilizacji i Stowarzyszenia co Albania. I co z tego? Chorwacja dołączy do UE w ciągu najbliższych 2 lat, a Albania nie stanie się prawdopodobnie członkiem UE nawet w ciągu najbliższych 7-8 lat. To nie jest problem UE. Podobnie jest z Partnerstwem Wschodnim. To, w jaki sposób kraje te będą się zmieniać, nie zależy od tego, w jakim pakiecie umieści je Bruksela, ale zależeć będzie od polityki wewnętrznej, według której będą się rozwijać.

Spójrzmy na to jeszcze inaczej. Nie pamiętam ani jednego przypadku, gdy coś zostało odmówione Ukrainie bądź Mołdawii, ponieważ Maroko czy Syria również są objęte Europejską Polityką Sąsiedztwa. Nie było takich przypadków. Wschód jest objęty ułatwieniami wizowymi, a Południe nie jest, chociaż wszyscy są częścią Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. Idąc dalej – mamy wiele przykładów takich sytuacji, w których Ukrainie coś nie zostało dane, bo Ukraina nie robiła reform. Dlatego ta dyskusja o rozróżnieniu dotyczy kwestii ogólnych, a jeśli idzie o szczegóły – kwestie energetyczne, liberalizacji ruchu lotniczego, kwestie wizowe – nie ma postępów nie dlatego, że kraje są w takim czy innym pakiecie, ale dlatego, że nie chcą dokonywać reform.

———————————————————————————–

Nicu Popescu (ur. 1981)  ekspert Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). Specjalizuje się w krajach Europy Wschodniej i Rosji, obronił doktorat ze stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, w 2010 roku doradzał w sprawach polityki zagranicznej premierowi Mołdawii.

II część wywiadu z Nicu Popescu.

Wywiad przeprowadziliśmy dzięki uprzejmości Fundacji Batorego.

Rozmawiali: Artur Kacprzak i Tomasz Horbowski

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY