Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

[Katarzyna Kwiatkowska] O ciemnej stronie grudniowych protestów w Rosji

Jednym z głównych komentarzy, jakie narzuciły ton polskiej opinii publicznej stosunek do powyborczych protestów w Rosji był tekst redaktora Adama Michnika w Gazecie Wyborczej. Artykułem „Niespokojna Rosja” wsparł wyrażoną przez siebie tezę, w myśl której „krytycy Putina przerzucają poparcie na przedstawicieli orientacji politycznych groźnych dla Rosji i świata”. Autorytet, jaki położył na szali tej tezy, powstrzymał jednak niejeden odruch polskiej solidarności z pragnącymi wolnych wyborów Rosjanami. Zapraszamy do zapoznania się z kolejnym głosem w dyskusji o rosyjskim nacjonalizmie, który legł u podstaw ambiwalencji Polaków wobec protestujących sąsiadów.

Protest moskwian z 10 grudnia 2011, autor: Bogomolov.PL, źródło: ru.wikipedia

Protest moskwian z 10 grudnia 2011, autor: Bogomolov.PL, źródło: ru.wikipedia

Grudzień wyrasta na tradycyjny miesiąc protestów w rosyjskim kalendarzu. O powyborczych mitingach w Moskwie i innych miastach mówi dziś cały świat. Manifestacje budzą entuzjazm większości obserwatorów. Nic dziwnego, ich uczestnicy podkreślają, że nie są nieprzewidywalnym, skłonnym do destrukcji tłumem, lecz obywatelami, którzy dopominają się o należne im prawa. Rok temu rosyjską stolicę opanowała inna grupa – daleko mniej pokojowa. Tłum wściekłych kibiców i nacjonalistów, domagając się zemsty na imigrantach, zwanych pogardliwie „czarnymi”, urządził regularne bitwy z milicją. Bezpośrednim powodem była śmierć kibica stołecznego klubu Spartak, który zginął w przepychance z przybyszami z Kaukazu. Narastająca od dekady ksenofobia eksplodowała na ulicach. Cudem nie doszło do rozlewu krwi na dużą skalę. W tym roku nacjonaliści wyraźnie przycichli (prawdopodobnie jest to skutkiem restrykcyjnych działań rosyjskich władz, które po grudniowych zamieszkał ogłosiły „zero tolerancji” dla nacjonalistycznych organizacji). Zapowiedziane akcje w rocznicę wydarzeń na Placu Maneżowym zostały zdominowane przez liczniejsze wydarzenia: wiec białych wstążek i kontrmanifestacje prokremlowskiego ruchu „Nasi”. Nie oznacza to jednak, że nacjonaliści stracili potencjał do wywoływania ulicznych zamieszek. Aż 35 proc. mieszkańców stolicy uznała zeszłoroczne protesty na Placu Maneżowym za uzasadnione, a – zdaniem rosyjskie prokuratury – aż jedna czwarta uczniów moskiewskich szkół średnich popierała zamieszki. Te niepokojące tendencje nie zniknęły, choć dziś mówi się o nich niewiele. Jest to ciemna strona obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Socjologowie alarmują: w Rosji narasta ksenofobia na tle etniczny, co wyraża się eskalacją niechęci, a nawet wrogości wobec mieszkańców Kaukazu Północnego i imigrantów o niesłowiańskim wyglądzie, przede wszystkim z byłych republik radzieckich w Azji Centralnej. Rosjanie czują się zaniepokojeni napływem imigrantów do dużych miast. Przyczyn  niechęci jest wiele. Po pierwsze, nowoprzybyli charakteryzują się wysoką dzietnością, podczas gdy etniczni Rosjanie od lat zmagają się z ujemnym przyrostem naturalnym, powodowanym przede wszystkim przez wczesną umieralność mężczyzn.  Nadużywanie alkoholu, papierosów, a również – i jest to najświeższa tendencja – uzależnienie od twardych narkotyków jest bolączką, której jak dotychczas nie udało się zwalczyć. Choć spożycie napojów wysokoalkoholowych spada, poziom konsumpcji wciąż plasuje się na niebezpiecznym dla zdrowia całej populacji poziomie. To potęguje poczucie zagrożenia wobec napływu obcych. Po drugie, tłumaczą socjologowie, Rosjanie czują się zagubieni. Brak debaty publicznej na temat rozpadu imperium spowodował, że typowe zjawisko dyfuzji mieszkańców biedniejszej prowincji do byłej metropolii, jest diabolizowane. Po trzecie, powszechne przekonanie o skorumpowaniu służb mundurowych, znacznie zmniejsza zaufanie obywateli do państwa. Ludzie nie wierzą, że policja jest w stanie obronić ich przed strukturami przestępczymi, które w Rosji tradycyjnie kojarzone są przede wszystkim z przybyszami z Kaukazu.

To wszystko sprawia, że ksenofobiczne hasła „Rosja dla Rosjan” padają na coraz bardziej podatny grunt. W przypadku osłabienia putinowskiego systemu władzy (a coraz więcej  wskazuje, że z tym  właśnie – w długiej perspektywie – zaczynamy mieć do czynienia), w kolejce po polityczne wpływy ustawią się siły pozbawione dotychczas oficjalnego przedstawicielstwa. Będę to oczywiście demokraci, przedstawiciele klasy średniej, ale również organizacje nacjonalistyczne. Doroczne Rosyjskie Marsze gromadzą po kilkanaście tysięcy uczestników. To siła, której nie powinno się bagatelizować. Przez dwanaście lat rządów Władimira Putina, władze nieraz sięgały po nacjonalistyczne hasła. Tak było w 2008 r. kiedy po wojnie na Kaukazie Południowym w rosyjskich miastach wypędzano gruzińską mniejszość. Dość powszechnie mówi się również o związkach czołowych przedstawicieli organizacji nacjonalistycznych (takich jak szef zdelegalizowanego w 2010 r. Związku Słowiańskiego, Dmitrij Diomuszkin i były lider Ruchu Przeciwko Nielegalnej  Imigracji Aleksandr Biełow) z Władisławem Surkowem. Surkow, wiceszef prezydenckiej administracji, jest kuratorem wewnętrznej polityki Rosji (on współtworzył np. partię Jedna Rosja). Kreml wykorzystywał nacjonalistyczne organizacje do swoich bieżących celów, nigdy jednak ich ideologia nie stała się częścią oficjalnej polityki.

Rosyjscy nacjonaliści od wydarzeń na Placu Maneżowym twierdzą, że ich celem jest przejęcie władzy. Jeśli przez następne pięć lat sytuacja polityczna w Rosji ulegnie zmianom, najprawdopodobniej partia (lub partie) nacjonalistyczne znajdą się w składzie parlamentu po wyborach w 2017 r. Napięcia społeczne związane z napływem imigrantów do rosyjskich miast będą narastać. Po pierwsze, nie zmniejszą się rozmiary migracji z ogarniętych kryzysem państw Azji Centralnej. Po drugie, dorosną dzieci pierwszego pokolenia imigrantów, które będą traktować rosyjskie miasta jak własne terytorium i upomną się o swoje prawa. Zdaniem socjologów niekontrolowane wystąpienia, z jakimi mieliśmy do czynienia w grudniu 2010 r. będą się w Rosji powtarzać. Tym bardziej, jeśli rosyjskie władze przestaną rządzić twardą ręką.

Katarzyna Kwiatkowska

Katarzyna Kwiatkowska – członkini redakcji Res Publica Nova, ekspertka Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Publikuje w Tygodniku Powszechnym, Polityce, Gazecie Wyborczej i Nowej Europie Wschodniej. Laureatka nagrody „Pióra Nadziei” Amnesty International za najlepszy tekst prasowy o prawach człowieka w 2010 r. 

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY