Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Ukraina: Szczyt polskiej prezydencji w Kijowie

Unia Europejska i Ukraina zakończyły dziś w Kijowie negocjacje na temat umowy stowarzyszeniowej. Do jej podpisania nie doszło jednak z powodu politycznego procesu byłej premier Julii Tymoszenko skazanej na 7 lat pozbawienia wolności. Nie udało się zatem w trakcie polskiej prezydencji formalnie zbliżyć Ukrainy do Europy. Jakie wnioski z dzisiejszego szczytu płyną dla polskiej dyplomacji?

„Jest dobrze, ale nie najgorzej jest”

Rozmowy o umowie stowarzyszeniowej zostały zakończone. Jest to gigantyczny krok w naszych stosunkach, który otwiera przed Ukrainą drogę do modernizacji i rozwojuogłosił przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy podczas dzisiejszego (19.12.2011) szczytu Ukraina-UE w Kijowie. Wtórował mu gospodarz spotkania, prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz: – Strona ukraińska jest zadowolona z wyników dzisiejszego szczytu. Myślę, że słusznie można uznać go za przełomowe wydarzenie w rozwoju stosunków dwustronnych Unii i Ukrainy. Gdyby uwierzyć na słowo uczestnikom dzisiejszego spotkania, na konferencji prasowej wieńczącej szczyt zabrakło tylko gromkich braw, aplauzu i rozsypanych confetti.

Zainteresowani stworzeniem pozytywnego wrażenia z dzisiejszego wydarzenia starali się do końca przedstawić pozytywne strony szczytu. Ten, kto chciałby zarzucić, że nie podpisano, a nawet nie parafowano dziś zapowiadanej od dawna umowy stowarzyszeniowej dostał gotową odpowiedź – to nie jest żaden problem. Wszak już w piątek Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu ds. europejskich w polskim MSZ, zapobiegliwie uspokajał, że jeśli parafowanie nie nastąpi na szczycie, to możliwe ono będzie tuż po spotkaniu, jeszcze w grudniu tego roku. Równie pozytywnie wypowiadali się dziś ukraińscy politycy – wicepremier Andrij Klujew przewidywał termin od miesiąca do półtora. Nieco bardziej entuzjastyczny jest Pawło Klimkin, wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy, który zapowiedział, że umowa zostanie parafowana w ciągu kilku tygodni.

Wiktor Janukowycz i Herman Van Rompuy, President of the European Council's photostream flickr.com

Wiktor Janukowycz i Herman Van Rompuy, President of the European Council's photostream flickr.com

Szczyt polskiej prezydencji

Skoro parafowanie umowy o stowarzyszeniu nie jest już tak palącą sprawą, a dziś jesteśmy świadkami „gigantycznych kroków” i „przełomowych wydarzeń”, dlaczego zatem szczyt w Kijowie należy uznać za rozczarowanie? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest prosta. Ukraina miała być jasnym punktem polskiej prezydencji, a podpisanie umowy stowarzyszeniowej jej zwieńczeniem. I to się właśnie nie wydarzyło.

Niestety, parafowanie zostało skutecznie zablokowane przez te kraje, które obawiają się przeniesienia środka ciężkości unijnej polityki zagranicznej na wschód kosztem relacji z Rosją (przede wszystkim Niemiec i Francji). Aresztowanie byłej premier Julii Tymoszenko stało się doskonałym pretekstem do zablokowania rokowań. Płonne okazały się nadzieje władz ukraińskich, które liczyły, że sprawa Tymoszenko zostanie przemilczana podobnie jak uwięzienie Chodorkowskiego w Rosji. Okazało się, że Tymoszenko dla Zachodu jest ikoną i gwarantem demokracji na Ukrainie, bez której wolność nad Dnieprem nie ma racji bytu. Ukraina to nie Rosja – tym razem z bólem musieli skonstatować zwolennicy eurointegracji na Ukrainie (pisał o tym Paweł Kowal w Teologii Politycznej). Nie mogli jednak liczyć na nic innego, to Ukraina, nie Rosja, deklaruje chęć wstąpienia do Unii Europejskiej.

Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Wiktor Janukowycz, źródło: prezydent.pl

Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski i Wiktor Janukowycz, źródło: prezydent.pl

Niezdany egzamin

Zbyt późno dostrzegła to niebezpieczeństwo polska dyplomacja. Jeśli chce się doprowadzić do końca tak trudny proces negocjacji, jak uzgadnianie warunków podpisania umowy stowarzyszeniowej, nie można tego robić w ostatniej chwili. A takie wrażenie niestety sprawia przedsięwzięta w ostatnich miesiącach ofensywa dyplomatyczna polskich polityków – prezydenta Komorowskiego (spotkania z prezydentem Janukowyczem na Helu, w Warszawie i we Wrocławiu), b. prezydenta Kwaśniewskiego (specjalny negocjator ws. uwolnienia Tymoszenko w trakcie i po konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej) i ministra Sikorskiego (krytykowane przez media na Ukrainie spotkanie, wespół z szefem szwedzkiej dyplomacji, z najbogatszym człowiekiem na Ukrainie Rinatem Achmetowem w Doniecku). Warto przypomnieć, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej, od października 2010 roku do 31 maja br. Polska nie miała swojego ambasadora w Kijowie. Dopiero mianowanie Henryka Litwina ucięło pogłoski (niezdementowane przez MSZ) o co najmniej chłodnych relacjach z Ukrainą, czego przejawem była zwłoka z obsadzeniem polskiej ambasady.

Mając to na uwadze nie można nie odnieść wrażenia, że Polska przypomniała sobie o Ukrainie i jej roli w programie Partnerstwa Wschodniego na dzień przed prezydencją. Przed namawianiem Janukowycza do uwolnienia liderki opozycji należało go przekonywać, by w ogóle jej nie skazywał. Niestety, odrabianie prac domowych na 5 minut przed rozpoczęciem lekcji prawie nigdy nie wróży dobrej oceny. Tak też się stało z ukraińskim wątkiem polskiej prezydencji. Ukraina, razem z polską dyplomacją, nie zdała egzaminu pod nazwą umowa stowarzyszeniowa. Teraz pozostaje nam czekać na wyznaczenie terminu poprawy sprawdzianu.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY