Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Wywiad: Dr Katarzyna Pisarska podsumowuje polską prezydencję

Sam fakt, że Partnerstwo Wschodnie zaistniało na agendzie europejskiej i toczyły się na jego temat rozmowy podczas kryzysu strefy euro, można uznać za sukces. Wywiad z dr Katarzyną Pisarską, dyrektorką Europejskiej Akademii Dyplomacji.

Katarzyna Pisarska podczas warsztatów Europejskiej Akademii Dyplomatycznej, listopad 2011, źródło: diplomats.pl

Paweł Lickiewicz: Zakończyła się polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej (Rada UE). Nadszedł czas podsumowania polskiego przewodnictwa. Prezydencja po traktacie z Lizbony straciła na znaczeniu. Czy Polska mimo to poradziła sobie z zadaniami i wyzwaniami postawionymi w ramach prezydencji?

Katarzyna Pisarska: Oczywiście polska prezydencja po Traktacie z Lizbony jest zupełnie inną prezydencją, niż te, których doświadczaliśmy przed jego wejściem w życie. Dzisiaj prezydencja jest w znacznie większym stopniu pracą administracyjno-logistyczną, choć również tutaj można zarówno odnieść sukces, jak i polec. W obszarze organizacyjnym Polska zebrała bardzo dobre noty. Administracja była profesjonalnie przygotowana do pełnienia roli mediacyjnej wewnątrz grup roboczych Rady UE. W Polsce odbyło się wiele istotnych spotkań wewnątrzunijnych poświęconych całej gamie tematów – od spotkań ministrów środowiska czy zdrowia po Szczyt Partnerstwa Wschodniego. Sam Szczyt Partnerstwa spadł na nas po prezydencji węgierskiej – było zaledwie kilka miesięcy na jego przygotowanie, a Polska wywiązała się z tego dobrze. Ocena prezydencji Polski w Radzie UE pod powyższymi względami powinna być więc wysoka.

PL: A ocena prezydencji pod względem politycznym?

KP: Pod względem politycznym – to już zupełnie inna kwestia. W tym obszarze musimy uznać ograniczoną rolę prezydencji jako formatu wpływania na bieżącą agendę Unii. Twarzą Unii Europejskiej w tym okresie nie był Donald Tusk czy Radosław Sikorski, ale Przewodniczący Rady UE Herman Von Rompouy oraz Wysoki Przedstawiciel ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Catherine Ashton. Z jednej strony daje to możliwość zachowania ciągłości działań przez instytucje UE, z drugiej jednak zmniejsza znaczenie państw i Polska nie miała co liczyć, że jako kraj będzie bardzo widoczna.

PL: Czy Partnerstwo Wschodnie (PW) zostało zauważone podczas polskiej prezydencji?

KP: W temacie Partnerstwa Wschodniego zrobiono dużo dobrego. Mając na uwadze, że jesteśmy tuż po wydarzeniach arabskiej wiosny, że cała Unia jest skupiona na kryzysie euro, sam fakt, iż udało się dobrze zorganizować Szczyt PW i przeprowadzić szereg nowych projektów w ramach programu, dobrze wróży tej polskiej inicjatywie.

PL: Czyli, pomimo nieobecności Polski na pierwszym planie, udało się wprowadzić do agendy europejskiej jeden z priorytetów prezydencji – „Europę korzystającą na otwartości” – a wraz z nim Partnerstwo Wschodnie?

KP: Tak, „Europa korzystająca na otwartości” to był ten priorytetowy temat, w ramach którego podejmowano rozmowy o ułatwieniach wizowych dla naszych wschodnich sąsiadów. Mówiono również o programach edukacyjnych, jak na przykład o rozszerzeniu programu Erasmus o takie kraje jak Ukraina, a może w przyszłości też Rosja. Rozmawiano także o stworzeniu dużego funduszu, który pozwalałby na wymiany edukacyjne pomiędzy krajami Partnerstwa Wschodniego a Unią Europejską. Rozpoczęto pracę nad powołaniem Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji, który będzie ważnym narzędziem finansowania organizacji pozarządowych, m.in. z państw Partnerstwa Wschodniego. Kilka pomysłów udało się zaprezentować. Oczywiście w ciągu sześciu miesięcy trudno jest oczekiwać, aby zostały one zrealizowane, niemniej jednak będą one dyskutowane.

Polsko-ukraińska granica, kontrola bagażu, autor: Paweł Lickiewicz, źródło: Eastbook

PL: Wspomniała Pani o zniesieniu wiz. Można się spodziewać szybkich zmian w tej kwestii?

KP: Rozmowy z przedstawicielami Komisji Europejskiej ostudzają zapał. Zniesienie wiz dla Wschodu to może nie być perspektywa dwóch, czterech lat, ale raczej nawet dekady. Wszystko zależy od rozwoju politycznego i ekonomicznego tych krajów. Będąc członkami strefy Schengen od 2007, podróżując bezwizowo do Europy Zachodniej od lat 90-tych ubiegłego wieku, często zapominamy, iż wizy obowiązują w znacznej części państw świata. Są one wydawane jako pozwolenie na przekroczenie granicy danego kraju, a w przypadku państw UE nawet są czymś więcej – pozwoleniem na wjazd do całej strefy Schengen. Ochrona jej granic zewnętrznych zobowiązuje i wizy służą regulowaniu legalnej imigracji. Im sytuacja w państwach Partnerstwa Wschodniego jest mniej stabilna, tym większe prawdopodobieństwo napływu imigrantów. I tym również bardziej prawdopodobne, iż ruch bezwizowy nie zostanie wprowadzony w ramach relacji tych krajów z Unią Europejską. Niestety półroczny okres polskiej prezydencji nie przyniósł poważnych politycznych zmian ani na Białorusi, ani na Ukrainie, ani na południowym Kaukazie. Oczywiście nie jest to wina samej prezydencji.

PL: Jakie są zatem szanse, że po zakończeniu polskiej prezydencji i rozpoczęciu przewodnictwa przez Danię, a potem Cypr, Partnerstwo Wschodnie pozostanie uwzględnione w agendzie europejskiej?

KP: Wszystkie trzy kraje (Polska, Dania, Cypr) współpracowały ze sobą przy tworzeniu priorytetów swoich prezydencji. Umówiono się, że najważniejsze kwestie, w tym Partnerstwo Wschodnie, będą kontynuowane przez całą troikę. Dania „odziedzicza” otwartą kwestię podpisania traktatu o stowarzyszeniu UE-Ukraina oraz niepewną sytuację na Białorusi, państwem niestabilnym zarówno pod względem ekonomicznym, jak i politycznym. Ponadto podczas prezydencji Danii odbędą się wybory prezydenckie w Federacji Rosyjskiej. W obliczu obecnie trwających protestów w Moskwie i Petersburgu może to być burzliwy rok w Rosji. Elementy polityki wschodniej, której częścią jest Partnerstwo, będą podczas duńskiej prezydencji widoczne, niezależnie od chęci i stosunku władz Danii. Z moich rozmów z ambasadą duńską wynika, że kraj ten jest bardzo zaangażowany w inicjatywę Partnerstwa Wschodniego. Co ważniejsze, obecnie (grudzień 2011) prowadzone są rozmowy ambasady duńskiej z MSZ na temat tego, które elementy PW mają być traktowane priorytetowo. Dzięki temu zachowuje się ciągłość działań prezydencji. Należy jednak podkreślić, że główną instytucją odpowiedzialną za przyszłość Partnerstwa Wschodniego jest Komisja Europejska. To ona może zaproponować pewne działania dotyczące rozwoju inicjatywy bądź ich zaniechać. W końcu najwięcej zależy od sytuacji politycznej – tak wewnątrz Unii Europejskiej, jak i w państwach Partnerstwa Wschodniego. Bez zainteresowania i zaangażowania obu stron ta inicjatywa będzie unieruchomiona.

Konferencja na temat Południowego Sąsiedztwa, Warszawa 2011, autor: Paweł Lickiewicz, źródło: Eastbook.eu

PL: Komisja Europejska musi sobie również poradzić z rywalizacją wewnątrz Polityki Sąsiedztwa pomiędzy Wschodem a Południem, które walczą o uwagę i zainteresowanie, a w konsekwencji – o pieniądze. Czy istnieje sposób wyjścia z tej sytuacji?

KP: Może to zabrzmi przewrotnie, ale sam proces zachodzący przy okazji arabskiej wiosny pomaga w przeforsowywaniu naszych priorytetów związanych z Partnerstwem Wschodnim. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy w UE jest pewien consensus co do potrzeby demokratyzacji i pomocy w zakresie transformacji tych krajów w stronę systemu demokratycznego. Powstał Europejski Fundusz na Rzecz Demokracji, który ma na celu wspomagać procesy demokratyczne i na Południu, i na Wschodzie. Powstał tzw. Instrument Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – kolejne narzędzie, które ma wspierać rozwój kluczowej dla demokracji koncepcji: społeczeństwa obywatelskiego. Jest to realizacja założeń naszej polityki wschodniej, w której najważniejsze jest wsparcie potencjału społeczeństwa obywatelskiego. Arabska wiosna sprawiła, że naszą argumentację zrozumiano również na Zachodzie, i zdecydowano się na przyznanie w przyszłości znacznie więcej funduszy na demokratyzację. Nie martwiłabym się o kwestie funduszy. Nie dlatego, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Myślę, że w najbliższym czasie będziemy mogli zaobserwować tendencję wzrostową w zakresie finansowania Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. Może to mieć miejsce poprzez tworzenie mniejszych instrumentów, do których mogą dokładać fundusze państwa trzecie, nie tylko z UE. Toczą się rozmowy wewnątrz grupy Przyjaciół Partnerstwa Wschodniego – z USA, Japonią i Kanadą na temat ich uczestnictwa i kontrybucji w ramach poszczególnych inicjatyw Partnerstwa. Mamy już przykład Stanów Zjednoczonych, które współuczestniczą finansowo w jednym z projektów Partnerstwa Wschodniego Eastern European Energy Efficiency and Environment Partnership. Fundusz wspomagający małe i średnie przedsiębiorstwa jest finansowany przez Europejski Fundusz Inwestycyjny – te wszystkie pieniądze nie pochodzą bezpośrednio z budżetu Unii Europejskiej.

PL: Powiedziała Pani, że prezydencja duńska odziedziczy kwestię rozmów na temat podpisania umowy stowarzyszeniowej. Na szczycie UE-Ukraina w Kijowie ogłoszono zakończenie negocjacji. Czy ta umowa zostanie kiedyś podpisana?

Spotkanie prezydenta Bronisława Komorowskiego i prezydenta Wiktora Janukowycza, autor: Anna Woźniak, źródło: flickr.com

KP: Po latach rozmów i negocjacji, jeżeli obydwie strony zasiądą do stołu, to będą chciały tę umowę sfinalizować. Unia Europejska będzie naciskała na uwolnienie Julii Tymoszenko i na odpolitycznienie jej procesu karnego. Dla Janukowycza, ze względu na charakter personalny całej sprawy, będzie to trudne do zaakceptowania. Z drugiej strony jest to świetny kąsek polityczny z punkty widzenia prezydenta Ukrainy. Mając na uwadze nadal bardzo duże poparcie dla Unii na Ukrainie, podpisanie takiej umowy można ogłosić jako bardzo poważny sukces władz w Kijowie. Co zadecyduje Janukowycz, tego do końca nikt nie wie. Głowią się nad tym i w Brukseli, i w Warszawie. Jednak jeżeli Janukowycz zasiądzie do rozmów, to prawdopodobnie z rozwiązaniem, które choć częściowo będzie Unię satysfakcjonowało i pozwoli Ukrainie podpisać umowę stowarzyszeniową.

PL: Podpisanie traktatu o stowarzyszeniu to jednak nie wszystko. Trzeba go jeszcze ratyfikować. Czy jest szansa na ratyfikację przez 27 krajów członkowskich?

KP: To nie powinien być problem. Pozostaje tylko kwestia wątpliwości, czy nie będzie większego sprzeciwu, zwłaszcza, że będzie to ratyfikacja przy uproszczonych procedurach, gdzie nie będzie potrzebne referendum. Jednak kryzys w strefie euro spowalnia wszystkie procesy decyzyjne w krajach członkowskich. Jeżeli umowa stowarzyszeniowa zostanie podpisana, to w mojej ocenie zostanie również ratyfikowana. Nie będzie to trwało miesiąc, ale myślę, że w ciągu roku jest to możliwe.

PL: Nie ma wobec tego niebezpieczeństwa, że będzie to kolejny martwy dokument pomiędzy Brukselą i Kijowem?

KP: Na pewno nie. Ze strony Unii Europejskiej nie sądzę, że pojawi się jakiś problem. Proszę pamiętać, że UE w chwili obecnej ma podpisanych kilkanaście funkcjonujących umów stowarzyszeniowych. To nie jest procedura, przez którą przechodzimy po raz pierwszy. I to tez nie jest kwestia tak poważna, jak zmiana traktatu, wymagająca ogromnego zaangażowania społeczeństw, polityków i ratyfikacji często na drodze referendum narodowego. Proceduralnie jest to dosyć prosta sprawa dla większości państw członkowskich, wymagająca dodatkowo zgody Parlamentu Europejskiego. Ze strony Ukrainy wcześniej mieliśmy problem z porozumieniem o Partnerstwie i Współpracy (PCA). Jednak nie na etapie ratyfikacji i wejścia w życie, a implementacji i jej wdrażania. PCA, podobnie jak umowa stowarzyszeniowa, zawierała dużo elementów, które Ukraina musiała przyjąć do swojego ustawodawstwa i tego nie zrobiła przez dziesięć lat. To jest prawdziwe wyzwanie dla umowy stowarzyszeniowej – jej wdrożenie, nie ratyfikacja.

PL: Czy Partnerstwo Wschodnie straci na wiarygodności, jeżeli umowa stowarzyszeniowa nie zostanie podpisana?

KP: Partnerstwo Wschodnie nie jest uzależnione od umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. PW jest szerszą i bardziej dalekosiężną ideą integracji sześciu państw sąsiadujących z Unią. Negocjacje nad umową stowarzyszeniową toczyły się zanim jeszcze program powstał. Unia w ramach PW ma znaleźć takie narzędzia, które pozwolą tym sześciu państwom skorzystać na integracji z UE i zachęci je w przyszłości do podejmowania reform.

PL: Jeszcze przed rozpoczęciem polskiej prezydencji mówiono, że polskie przewodnictwo będzie zwieńczone podpisaniem umowy pomiędzy Ukrainą a Unią. Miało być miarą sukcesu polskiego półrocza. Czy polski rząd ma coś, co może zastąpić sukces w relacjach z Ukrainą?

KP: Rząd polski mówi o pewnym sukcesie Szczytu PW i ujęciu w konkluzjach aspiracji europejskich krajów partnerskich. Trudno jest jednak mówić o jakimś wielkim sukcesie, do którego przyczyniła się sama prezydencja. Polska starała się być facylitatorem negocjacji ws. umowy stowarzyszeniowej, ale jeżeli nie ma woli ze strony partnera i gdy występują poważne zastrzeżenia co do sytuacji politycznej w danym kraju, to żadna prezydencja nie jest w stanie nic zrobić. Trzeba sobie zadać pytanie: czy jakaś inna prezydencja, na przykład szwedzka czy litewska, mogłyby odnieść w tych warunkach większy sukces?

PL: A mogłyby?

KP: Myślę, że nie. Wydaje mi się, że Polska nie zaniechała żadnych działań w tej kwestii, ani nie pominęła czy zaprzepaściła swoich szans. Zdecydowanie starała się przez te sześć miesięcy przewodniczenia posuwać procesy do przodu. Cała uwaga Unii jest skupiona na kryzysie strefy euro oraz obawie co do jej rozpadu, co oznaczałoby ogromny chaos i koszty, które ponosilibyśmy wszyscy. Sam fakt, że Partnerstwo Wschodnie zaistniało w Europie i toczyły się na jego temat rozmowy, można uznać za sukces.

 

Wywiad został przeprowadzony dnia 08.12.2011 w siedzibie Europejskiej Akademii Dyplomatycznej w Warszawie.

Dr Katarzyna Pisarska: Dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji. Adjunkt w Katedrze Administracji Publicznej w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH w Warszawie oraz Associate Scholar w Center for European Policy Analysis w Waszyngtonie.  Jest również agentem historyka, Profesora Normana Daviesa.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY