Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Analiza: Partnerstwo – narzędzie demokratyzacji i modernizacji Europy Wschodniej?

„Zapewnienie przez Unię bezpieczeństwa, stabilności i zrównoważonego rozwoju na swoim obszarze nie będzie w praktyce możliwe bez intensywnej współpracy z sąsiadami” [1]. Dlatego też powstało Partnerstwo Wschodnie. Nie ulega jednak wątpliwości, że inicjatywa ta służy dzisiaj europeizacji, rozumianej jako „modernizacji byłych dyktatur komunistycznych (…), jak również słabych państw Europy”. Czy Partnerstwo Wschodnie odgrywa swoją rolę?

Przygotowania do II szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011; autor: Kancelaria Premiera; źródło: flickr.com

Przygotowania do II szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011; autor: Kancelaria Premiera; źródło: flickr.com

Inicjatywa Partnerstwa Wschodniego zainaugurowana została w maju 2009 roku na szczycie w Pradze, a jej celem – jak czytamy w przyjętej deklaracji – stało się „stworzenie warunków niezbędnych do przyspieszenia procesu stowarzyszenia politycznego i dalszej integracji gospodarczej pomiędzy Unią Europejską a zainteresowanymi krajami partnerskimi”. Partnerstwo służyć ma „wspólnemu zaangażowaniu na rzecz stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu Unii Europejskiej, krajów partnerskich, a w rzeczywistości całego kontynentu europejskiego”.

Z dużej chmury mały deszcz

W rzeczywistości inicjatywa Partnerstwa Wschodniego to jednak nic innego jak tylko kolejny proces „wzmocnienia” Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, tym razem poprzez wypracowanie jej wymiaru wschodniego (analogicznego do wymiaru południowego, skupiającego państwa Afryki Północnej). Pomimo wzniosłych założeń PW nie oferuje krajom Europy Wschodniej akcesji do UE, nie przesądza kwestii zniesienia reżimu wizowego, czy też nie określa szczegółowo warunków partycypacji w jednolitym rynku. Co więcej, powiela wszystkie błędy, które wcześniej zawierała ogólna koncepcja EPS: brak szczegółów, brak instrumentów pozwalających na egzekwowanie postanowień inicjatywy, jak również przeznaczanie znikomych środków finansowych na realizację jej założeń.

Stefan Fule, komisarz odpowiedzialny za EPS podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim; autor: Parlament Europejski; źródło: flickr.com

Stefan Fule, komisarz odpowiedzialny za EPS podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim; autor: Parlament Europejski; źródło: flickr.com

PW to w gruncie rzeczy jedno wielkie forum dyskusyjne, na którym kraje partnerskie prezentują własne dokonania i wymieniają spostrzeżenia, nie stanowi ono jednak realnego wsparcia dla procesu reform. Co więcej, formuła Partnerstwa zakładająca kooperację wszystkich sześciu państw jest w zasadzie pozbawiona zarówno spójności jak i sensu ze względu na ogromną rozbieżność w interesach krajów partnerskich. Państwa objęte inicjatywą nie ukrywają bowiem, że zainteresowane są przede wszystkim rozwojem bilateralnych relacji ze Wspólnotą. Łukaszenko pytając „kiedy Partnerstwo Wschodnie zmieni się z jakiegoś nauczania polityki i demokracji w odniesieniu do jednego kraju (…) w normalne partnerstwo” brzmi co prawda ironicznie, ale trafia w samo sedno. „Na razie to gadanina”.

Problemy Partnerstwa Wschodniego nie kończą się jednak na samej konstrukcji inicjatywy. Partnerstwo, pomimo wzniosłych celów, powstało tylko i wyłącznie jako przeciwwaga dla francuskiego projektu Unii na rzecz regionu Morza Śródziemnego, który mógłby potencjalnie naruszyć równowagę na linii wschód-południe, ze względu na zwiększone zainteresowanie Wspólnoty południowymi sąsiadami Unii. Nie ulega również wątpliwości, że Partnerstwo uzyskało zgodę pozostałych krajów UE, ponieważ nie generowało żadnych dodatkowych kosztów, a środki finansowe na inicjatywę po prostu przesunięto z tych przeznaczonych na EPS [2].

Wspólnota od samego początku z dystansem podchodziła do polsko-szwedzkiego pomysłu, co szczególnie widoczne było podczas praskiego szczytu inaugurującego Partnerstwo, gdzie europejscy przywódcy pojechali „głównie po zdjęcie z nowym prezydentem USA Barackiem Obamą”. Ten podział trafnie charakteryzuje Konrad Szymański, europoseł PiS, mówiąc, iż „jedni chcieliby po prostu zbyć kraje Europy Wschodniej pustymi deklaracjami. Inni chcieliby, aby te deklaracje miały rzeczywiście jakąś treść i skutek w postaci strategicznego przechylania się regionu Europy Wschodniej w kierunku Zachodu”.

Zdjęcie przywódców państw UE i PW podczas II Szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011; autor: Przewodniczący Rady Europejskiej; źródło: flickr.com

Zdjęcie przywódców państw UE i PW podczas II szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011; autor: Przewodniczący Rady Europejskiej; źródło: flickr.com

Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… ?

Mówiąc o Partnerstwie Wschodnim nie sposób zadać sobie pytania o to, kto w zasadzie tego partnerstwa chce. O ile UE kierując po raz kolejny swoją ofertę do krajów Europy Wschodniej niewątpliwie dąży do stworzenia swoistej strefy wpływów oraz pewnego rodzaju obszaru buforowego pomiędzy Wspólnotą a Federacją Rosyjską, o tyle w przypadku krajów partnerskich nie jest to już takie oczywiste. Na Ukrainie Partnerstwo Wschodnie postrzega się coraz częściej jako elegancki sposób na wykluczenie perspektywy jej członkostwa w UE, a ukraińscy eksperci podkreślają, że „część polityków zachodnioeuropejskich postrzega PW nie jako etap na drodze do członkostwa w UE, lecz namiastkę tego ostatniego” [3].

Właściwie to nie wiadomo czego Unia od krajów partnerskich oczekuje, oprócz tego, że chciałaby, aby te były demokratyczne i coraz mocniej zacieśniały więzy gospodarcze ze Wspólnotą. O ile to drugie wydaje się oczywiste (Eurostat podaje, że wymiana handlowa pomiędzy UE a krajami PW wzrosła w ostatnich 10 latach ponad trzykrotnie), o tyle to pierwsze wciąż wydaje się kwestią dyskusyjną.

Kraje objęte Partnerstwem Wschodnim zainteresowane są przede wszystkim wymiernymi korzyściami, najlepiej „tu i teraz”. Każdy kilometr autostrady, każda nowinka technologiczna czy też każde nowe miejsce pracy stanowi bowiem dla krajów Europy Wschodniej wartość nie do przecenienia (według Eurostatu ponad 40% eksportu z krajów UE do państw objętych Partnerstwem Wschodnim stanowiły samochody, maszyny i elektronika). Trudno się jednak temu dziwić, jeśli jednym z głównych zapisów Partnerstwa Wschodniego jest zapis mówiący iż inicjatywa ma przynieść przede wszystkim namacalne korzyści obywatelom.

Tyle, że Partnerstwo opiera się na zasadzie warunkowości (zasada „więcej za więcej”), która oznacza, że im bardziej kraj partnerski angażuje się w proces intensyfikacji reform, tym więcej wsparcia otrzymuje ze strony Wspólnoty. Każdy postęp na drodze do demokratyzacji, czy też modernizacji kraju według zapisów PW powinien być nagradzany dodatkowymi przywilejami ze strony UE, takimi jak udział w jednolitym rynku, zniesienie reżimu wizowego, środki na programy wymiany młodzieży itd. A tych przywilejów na razie nie ma. Demokratyzacji z resztą również…

Donald Tusk, Micheil Saakaszwili oraz Herman Van Rompuy podczas II Szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011

Donald Tusk, Micheil Saakaszwili oraz Herman Van Rompuy podczas II szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie we wrześniu 2011; autor: Przewodniczący Rady Europejskiej; źródło: flickr.com

Nie idźcie tą drogą?

Partnerstwo Wschodnie jako narzędzie demokratyzacji jest narzędziem zupełnie nieskutecznym, nie tylko ze względu na swoją konstrukcję, ale przede wszystkim dlatego, że same kraje partnerskie demokratyzacją nie są zainteresowane. Co więcej, sama Unia Europejska stosuje wobec krajów objętych inicjatywą podwójne standardy, przymykając oko na łamanie praw człowieka w Azerbejdżanie (nie bez znaczenia jest fakt, iż UE importuje z Azerbejdżanu ropę naftową i gaz), a ganiąc raz po raz Białoruś, czy też Ukrainę. W przypadku tej drugiej doprowadziło to już do skazania Julii Tymoszenko, a organizacja Freedom House ocenia, że „jeżeli obecne tendencje nie zostaną zmienione, to kraj może skończyć na autorytaryzmie i kleptokracji”. Efekt jest taki – oceniono we wrześniowym wydaniu Polityki – „że na Białorusi po krótkim odprężeniu Łukaszenka znów rozmawia z opozycją za pośrednictwem specnazu i wziął rozbrat z Europą. Alijew z Azerbejdżanu zapewnił sobie dożywotnią prezydenturę, którą odziedziczył po ojcu. Armenia kroczy drogą putynizmu. W Gruzji Saakaszwili trwoni demokratyczne osiągnięcia rewolucji róż. Na Ukrainie Julia Tymoszenko jest w areszcie na łasce sędziów zależnych od prorosyjskiego prezydenta. Mołdawia może i jest w tym gronie proeuropejskim prymusem, ale ma spór z Naddniestrzem i wszystkie choroby młodej demokracji, z powszechną korupcją na czele”.

Tyle, że kraje Europy Wschodniej mogą sobie na to pozwolić. Oferta, którą kieruje do nich Unia Europejska staje się coraz mniej atrakcyjna, w dodatku obwarowana jest szeregiem wymagań odnośnie reform. Wspólnota w ogóle coraz rzadziej spogląda na swoich wschodnich sąsiadów, zajmując się własnymi problemami albo problemami sąsiadów na południu. Partnerstwo Wschodnie doczekało się już w Brukseli łatki „bękarta”, a francuski „Le Monde” pisze wprost, iż „Polska stara się usilnie przekonać najsilniejsze państwa do wagi rozwijania Partnerstwa Wschodniego, lecz Francja i Anglia nie są tym zainteresowane”. Tą opinię potwierdza również Herman Onno Ruding z brukselskiego think tanku CEPS, podkreślając, że „ludzie z zachodniej Europy nie wiedzą, gdzie jest Białoruś” a „Mołdawia to tragicznie doświadczony, mały kraj, o którym ludzie z Zachodu nigdy nie słyszeli”. Z resztą pierwsze spotkanie Euronestu mówi samo za siebie…

Przyszłość jest w nas

Jaki będzie więc los Partnerstwa Wschodniego i czy istnieje jeszcze dla niego jakakolwiek nadzieja? Osobiście uważam, że tak. Jednak nic na siłę! Przede wszystkim należy sobie zadać pytanie, czego tak naprawdę kraje partnerskie oczekują. I przede wszystkim pozbyć się iluzji. Słusznie zauważa Andrzej Brzeziecki, że „zbyt łatwo żywiliśmy złudzenia o nieuchronnym zbliżeniu naszych sąsiadów, zwłaszcza Ukrainy, do Unii. (…) Tymczasem dziś widać, że zarówno elity, jak i duża część społeczeństw wciąż pragną zachodniego dobrobytu, ale już niekoniecznie wszystkich rozwiązań politycznych i społecznych”.

Profesor Zbigniew Pełczyński zwykł powtarzać, że to „najlepsi pociągną resztę”. I właśnie z takiego założenia powinniśmy wyjść, udoskonalając Partnerstwo Wschodnie! Tak jak Polacy, po upadku komunizmu, wyjeżdżali do krajów Europy Zachodniej zdobywając doświadczenie niezbędne w ich późniejszej działalności, a także poznając kulturę i obyczaje „europejskie”, tak dzisiaj społeczeństwa krajów Europy Wschodniej potrzebują dokładnie tego samego. Bo siła tkwi w ludziach!

Jeżeli Partnerstwo Wschodnie ma mieć w przyszłości sens, musi skupić się przede wszystkim na wyzwalaniu potencjału w obywatelach. Dlatego też liberalizacja reżimu wizowego, albo jego zniesienie, jest koniecznością! Europie potrzeba właśnie otwartości (de facto Europa korzystająca na otwartości to jeden z priorytetów polskiej prezydencji), otwartości na wschodnich sąsiadów, intensyfikacji relacji zarówno bilateralnych jak i multilateralnych, ale w sferze kontaktów międzyludzkich. Europie potrzeba intensyfikacji współpracy w ramach sieci organizacji pozarządowych, uczelni wyższych, czy nawet zwiększenia środków finansowych na programy takie jak Erasmus, aby ten kapitał ludzki w przyszłości zaowocował nie tylko modernizacją całej Europy Wschodniej, ale również swoistym dążeniem do wolności. Bo póki co Partnerstwo Wschodnie sfinansuje setki dróg, niemniej jednak żadna z nich nie będzie prowadzić do demokracji…

………………………………………………

Artykuł powstał na podstawie tekstu o tym samym tytule, nagrodzonego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach konkursu „Twoja Rada dla Unii”, na potrzeby portalu Eastbook.eu.

 

Daniel Szeligowski

Daniel Szeligowski

O autorze: Daniel Szeligowski początkujący ekonomista i polityk-amator. Absolwent Europeistyki w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz członek Forum Inicjatyw Europejskich przy RCIE Rzeszów. Na co dzień zajmuje się relacjami Polski i UE z Ukrainą, Białorusią i Rosją, a w wolnych chwilach obmyśla, jak przejąć władzę nad światem – potajemnie oczywiście…

 

[1] Bąba W., Zając M., Stosunki zewnętrzne Unii Europejskiej z Ukrainą, Białorusią i Rosją, [w:] Zeszyty Naukowe Akademii Ekonomicznej w Krakowie, 2006 (734).

[2] Cianciara A., ‘Eastern Partnership’ – opening a new chapter of Polish Eastern Policy and the European Neighbourhood Policy?, The Institute of Public Affairs, Analyses & Opinions, No. 4.

[3] Gniazdowski M., Wojna B. (red.), Partnerstwo Wschodnie – raport otwarcia, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY