Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Jan Piekło: EURO 2012 – refleksje na gorąco

Nie jestem fanatykiem piłki nożnej. Nowiny dotyczące Euro 2012 dochodziło do mnie powoli, z różnych wymiarów. Najpierw dziewczyny z organizacji FEMEN ostrzegły przed wykorzystaniem mistrzostw Europy do seksualnego upokorzenia kobiet, a ponieważ robiły to z pewnym niepowtarzalnym wdziękiem, to przesłanie zapadło mi głęboko w pamięć.

Demonstracja FEMEN w dniu rozpoczęcia Euro 2012, źródło: femen.livejournal.com

Demonstracja FEMEN w dniu rozpoczęcia Euro 2012, źródło: femen.livejournal.com

Potem niemieccy politycy oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej oświadczyli, że ze względu na stan demokracji na Ukrainie nie zamierzają przyjechać na mecze rozgrywane na tamtych stadionach. To mogło wydawać się zrozumiałe, gdyby nie fakt, że parę dni temu Angela Merkel złożyła deklarację, że jak Niemcy przejdą do finału, jest gotowa przyjechać do Kijowa i zasiąść w tej samej loży VIP, obok Janukowycza (co mnie, szczerze mówiąc, w sytuacji spadających notowań jej partii nie zdziwiło). Pewnie dlatego Niemcy słusznie przegrali z Włochami… Pamiętam, jak głęboko poruszył mnie los bezdomnych psów, będących ponoć obiektem masowej i okrutnej eksterminacji w ukraińskich miastach, gdzie miały się odbyć rozgrywki Euro 2012. Zastanawiałem się także, czy po zamachach terrorystycznych w Dniepropietrowsku zagraniczni kibice i turyści odważą się przyjechać na Ukrainę, oraz dlaczego moi rodacy zachowują się tak, jakby to nie Ukraina i nie Hryhorij Surkis zaprosili Polskę, by była współgospodarzem Euro 2012, ale nam się to należało, jak dobremu psu buda. Wprawiły mnie w zakłopotanie głosy w ojczystych, nadwiślańskich mediach mówiące, że właściwie to widać, że Ukraina jest nieprzygotowana, a my moglibyśmy te mistrzostwa obsłużyć sami lub we współpracy z Niemcami. I przyznam, że wtedy było mi wstyd… naprawdę.

Jak wypadało na dobrych gospodarzy najpierw Polska, potem Ukraina odpadły z gry, dzięki czemu oba kraje mogły się lepiej skoncentrować na trosce o przybyłych gości oraz kibicowaniu bez nadmiernych emocji, co po meczu Polski z Rosją o historię, z portretem kniazia Pożarskiego i bitwą kibiców w tle, pozytywnie wpłynęło na dalszy przebieg igrzysk. Wynik 1:1 uspokoił nastroje, potwierdził dziejową prawdę o wielkości narodów rosyjskiego i polskiego oraz spowodował, że rosyjscy kibice (z wyjątkiem tych, których zatrzymała polska policja, a o których zwrot uparcie dopominała się Moskwa) powrócili, no może nieco sfrustrowani, do domu. Stadion w Doniecku okazał się być obłożony klątwą, gdyż, mimo oczywistej przewagi i dzięki niepoprawnie stronniczemu węgierskiemu sędziemu, ukraińska drużyna przegrała mecz o wyjście z grupy z Anglią.

Okazało się, wbrew katastroficznym wizjom rozpowszechnianym przez BBC i inne środki masowej dezinformacji, że na Ukrainie nie morduje się przybyłych z UE kibiców. Demonstracyjny happening brytyjskich gości niosących trumnę (pustą!) w Doniecku ostatecznie podważył wiarygodność angielskich mediów i zadał kłam „wrogiej zachodniej propagandzie”. Do historii zapewne przejdzie operacja ratowania przez mieszkańców Kijowa zagrożonych po obfitych deszczach spłynięciem do Morza Czarnego szwedzkich kibiców biwakujących na wyspie Truchanowskiej na Dnieprze. Ogłoszono wtedy na portalach społecznościowych akcję: „Zabierzcie Szweda do domu!”, a kijowianie wyławiali zmokniętych Wikingów z brudnych odmętów i poili mocnymi trunkami, by się przypadkiem nie przeziębili, wspominając wtedy zapewne wspólne dziedzictwo Rurykowiczów oraz przegraną, niestety, bitwę z Rosjanami pod Połtawą.

Stadion Olimpijski w Kijowie, autor: Anna Woźniak

Stadion Olimpijski w Kijowie, autor: Anna Woźniak

W czasie rozgrywek Euro 2012 doszło do przypadków bratania się różnych nacji, wspólnego konsumowania napojów alkoholowych oraz wykonywanie rozmaitych utworów muzycznych. Dziennikarze cytują skargi lokalnych prostytutek narzekających na brak zainteresowania obcokrajowców, skoncentrowanych głównie na podziwianiu niezwykłej urody fanek znad Dniepru. Słowem Euro 2012 zbliżyło Europę do Ukrainy i Ukrainę do Europy w sensie ludzkim, w wymiarze indywidualnym i zbiorowym. A ponieważ o puchar grały drużyny Hiszpanii i Włoch, to spowodowało znaczące zbliżenie wschodniego wymiaru Europejskiej Polityki Sąsiedztwa do pogrążonego w kryzysie Południa UE. Niewątpliwie efekty tego wkrótce przełożą się na nową politykę Brukseli. Niestety, najwyraźniej Euro 2012 nie skłoniło administracji w Kijowie do kompromisu w sprawie więzionych przywódców opozycji i nawiązania przerwanego dialogu z Unią Europejską… Wprost przeciwnie; prezydent Jankowycz zapragnął obejrzeć mecz finałowy w towarzystwie dyktatora Białorusi Łukaszenki, co mogłoby świadczyć, że ma coraz gorsze zamiary i co spowodowało zrozumiałe protesty w Kijowie i kolejną akcję dziewczyn z Femen, które, jak zwykle, natychmiast aresztowano.

W Polsce Euro 2012 doprowadziło do zrujnowania medialnej kariery dwóch niedoszłych dżentelmenów, którzy okazali się być zwykłymi chamami i na antenie radiostacji ESKA obrazili za jednym razem dwa narody – ukraiński i polski, a także kobiety. Liczne protesty opinii publicznej w obu krajach wywołały burzę oraz reakcje ukraińskiego i polskiego MSZ, a także prokuratury, Rady Etyki Mediów i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Epizod ten przyczynił się w rezultacie do dalszego zacieśnienia stosunków polsko-ukraińskich i wzrostu wzajemnych sympatii.

Cóż, więc po Euro 2012 zostaną nam wkrótce tylko wspomnienia, no może jeszcze wyremontowane drogi, nowe terminale lotnicze, baza hotelowa, góry śmieci do utylizacji… i pewnie długi do zapłacenia. Ale chyba warto było, nie?… Wysoko ocenił wysiłki gospodarzy sam szef UEFA Michel Platini stwierdzając, że trudno będzie następcom nam dorównać (o tym jesteśmy przekonani!). My, Polacy, dziękujemy Wam, Ukraińcom, za zaproszenie nas do bycia współgospodarzami i za partnerstwo. Szkoda może troszkę, że razem nie zagraliśmy finałowego meczu na stadionie w Kijowie o mistrzostwo Europy. Ale i tak byliśmy dobrzy, prawda?… E viva España!

Jan Piekło

O autorzeOd maja 2005 dyrektor PAUCI (Inicjatywa Współpracy Polsko – Amerykańsko – Ukraińskiej następnie przekształcona na Fundacja Współpracy Polsko – Ukraińskiej), która zarządza projektami trans – granicznymi. Do maja 2005 roku pracował jako dyrektor programu Fundacji ZNAK w Krakowie, nadzorując liczne programy edukacyjne oraz dziennikarskie dotyczące tolerancji, przewodniczył również Instytutowi Mosty na Wschód. Jako dziennikarz dostarczał informacji z Rewolucji Rumuńskiej oraz konfliktu w byłej Jugosławii.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY