Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

Łukasz Grajewski: Myślmy, póki jeszcze mamy czas

Stało się modne, aby krytykować program Partnerstwa Wschodniego pojmowany jako ogół polityk prowadzonych przez Unię Europejską wobec sześciu państw Europy Wschodniej. Jeszcze rok temu, podczas przeprowadzanych wywiadów, malkontenctwo z przepytywanych polityków i działaczy wychodziło po wyłączeniu dyktafonu. Obecnie na pytanie „Co z tym Partnerstwem? ”odpowiedzią pozostaje już tylko gest rozłożonych w bezradności rąk.

.

Zakładane a priori niepowodzenie programu Partnerstwa Wschodniego ma swoje obiektywne przyczyny. Kryzys wewnątrz Unii to nie zbiorowe halucynacje, tylko realna groźba rozpadu strefy euro, która konsumuje większość czasu i energii polityków państw unijnych. Faktem jest też, że państwa partnerskie, pod względem wewnętrznego stanu demokracji i tego co Anglicy już na początku XVII wieku określili terminem „rule of law”, cofnęły się w rozwoju. W maju 2009 roku, gdy w Pradze dokonano inauguracji programu, na Ukrainie rządzonej jeszcze przez Wiktora Juszczenkę, choć pogrążonej w politycznym impasie i gospodarczej zapaści, nie było więźniów politycznych oraz skandali związanych z obniżaniem standardów demokratycznych. W tym samym czasie na Białorusi trwała liberalizacja i intensyfikacja kontaktów z Unią Europejską, co wywalczył ówczesny szef unijnej dyplomacji Javier Solana w drodze rozmów z Aleksandrem Łukaszenką. Gruzja, gdy ruszało Partnerstwo Wschodnie, była wciąż otumaniona po przegranej wojnie w Osetii Południowej. To przynajmniej na szczeblu oficjalnym powodowało zbiorową solidarność państw unijnych z Gruzją i było jednym z powodów uruchomienia Partnerstwa Wschodniego.

Szczerze przyznajmy, że w porównaniu do roku 2009 sytuacja się pogorszyła, a i wcześniej nie była najlepsza. Dalsze szukanie winnych uważam za bezcelowe. Tak samo jak niemerytoryczną krytykę sprowadzającą się do haseł „Partnerstwa Wschodniego już nie ma” wypowiadanych często ze złośliwym uśmiechem. Przecież politycy zaangażowani w dialog pomiędzy Wschodem, a Zachodem nie rozpłynęli się w powietrzu. Biznes prowadzony pomiędzy UE, a krajami partnerskimi ma się dobrze, organizacje pozarządowe tak jak działały na rzecz zbliżenia, tak robią to i teraz, a gęsta sieć kontaktów międzyludzkich wydaje się być już nie do rozerwania.  Owszem, jeśli teraz jest źle, to stoimy przed dwoma scenariuszami: może być jeszcze gorzej, albo lepiej. Zdobądźmy się więc wszyscy na wysiłek intelektualny i zastanówmy się, co zrobić, żeby było lepiej.

Konkretne propozycje

Zdjęcie uczestników II Szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, 30 września 2011 roku, źródło: President of the European Council

Zdjęcie uczestników II Szczytu Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, 30 września 2011 roku, źródło: President of the European Council

Nie ma się co łudzić, że nasi partnerzy z Europy Wschodnią nie widzą problemów szargających wnętrzem Unii Europejskiej. Obserwując jak unijne tryby coraz wolniej mielą piętrzącą się górę problemów, politycy państw Partnerstwa Wschodniego w większym stopniu ustawiają się w roli biorcy. Próbują maksymalnie zyskać na tym co już wcześniej ustalono, nie starają się wnieść nic od siebie. Chcąc zmienić tą optykę, postulowano już różne strategie. Do niedawna odpowiedzią na krnąbrność i niedojrzałość partnerów była myśl stojąca za maksymą „more for more”, czyli więcej dajesz – więcej dostajesz. Naturalnym beneficjentem tego podejścia była Mołdawia oraz w ograniczonym stopniu Gruzja. Obecnie dzięki staraniom analityków z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych mamy do czynienia z popularyzacją terminu „hug & hold” (pl: „przytul i trzymaj”), co w wolnym tłumaczeniu można interpretować jako potrzebę stworzenia sieci bilateralnych kontaktów i uniemożliwienie rozerwania, czy poluzowania tej sieci.

Moim zdaniem, problem nazewnictwa strategii działania jest kwestią drugoplanową. Nieodrobioną pracą domową pozostało napełnienie treścią postulatów stworzonych jeszcze w 2009 roku. Stwórzmy pewien ciąg logiczny: Polityka, w jednej ze swoich głównych definicji, to sztuka rządzenia państwem tak, aby ludziom żyło się jak najlepiej. Kraje będące członkami Unii Europejskiej są bardziej rozwinięte od wschodnich partnerów, co umożliwia nam stwierdzenie, że są lepiej rządzone. Dążąc na bazie solidarności społecznej do wzrostu tam, gdzie ludziom żyje się gorzej,  opracowano plan działania zwany Partnerstwem Wschodnim, gdzie problemy podzielono na cztery platformy tematyczne: demokrację i dobre rządzenie, integrację ekonomiczną oraz legislacyjną, bezpieczeństwo energetyczne i kontakty międzyludzkie.

To co należy zrobić, to zweryfikować metody planowania oraz realizacji współpracy opierając się o poszczególne, wcześniej już ustalone, platformy tematyczne. Jeśli wszyscy narzekamy na unijny żargon, pełny okrągłych zdań i ogólników, a tym językiem unijny politycy komunikują się ze swoimi kolegami po fachu z krajów partnerstwa, to jak najszybciej zaproponujmy inny język. Oprzyjmy się o konkret i w każdej z platform stwórzmy listę konkretnych zadań do wykonania, które uznany za niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Co jakiś czas mowa jest o potrzebie wymian młodzieżowych. Zrezygnujmy z ogólnego stwierdzenia, że należy „pracować nad rozwojem tej sfery” na rzecz liczb: ile wymian w danym kraju udało się zorganizować i w jakim okresie czasu możemy tę liczbę podwoić.

Co UE wraz z państwami Partnerstwa Wschodniego może zrobić na polu współpracy energetycznej? Nie ma zainteresowania budową gazociągu Nabucco, brakuje decyzji politycznych w sprawie ropociągu Odessa-Brody, a perspektywa członkostwa w Europejskiej Wspólnocie Energetycznej nie jest żadnym gwarantem bezpieczeństwa dla państw partnerskich. Plany tworzenia „pan-europejskiego rynku energetycznego, opierając działalność na zasadach solidarności i transparentności’’ – to cytat z unijnych instrukcji – odbywają się pod dyktando niemiecko-rosyjskiego lobby energetycznego. Czas najwyższy na rozwiązanie energetyczne, które zadba także o interesy Europy Wschodniej, nie tylko. Żeby nie okazało się, że jedynym projektem realizowanym przy pomocy UE jest South Stream, zwiększający rosyjski monopol i stawiający w fatalnej sytuacji Ukrainę i Białoruś.

Nie twierdzę jednocześnie, że wszystkie postulaty z 2009 roku pozostały tylko literami na papierze. Zarówno Komisja Europejska, jak i poszczególne państwa unijne wdrażają kolejne programy poprawiające stan rzeczy w danych krajach. Brakuje jednak spójnej oferty, planu działania, miarodajnych wskaźników, monitoringu, a brak tych czynników przekłada się na chaos, zniechęcenie, marazm i brak wiary we wspólny sukces.

Misza i Sasza

Aleksander Łukaszenka z synem oraz prezydentami Gruzji i Armenii, źródło: Facebook

Aleksander Łukaszenka z synem oraz prezydentami Gruzji i Armenii, źródło: Facebook

Widzimy zdjęcie: Micheil Saakaszwili oraz Aleksander Łukaszenka razem na trybunie Stadionu Narodowego w Kijowie podczas meczu finałowego Euro 2012. Przywódcy na danym obrazku wydają się być rozluźnieni, zachowują się jak dobrzy znajomi, których relacje oparte są na podobnie rozbuchanym ego oraz nienasyconych ambicjach politycznych. Jeden z nich powszechnie uważany jest za dyktatora i występuje najczęściej jako ucieleśnienie wszelkiego zła, drugi to w optyce zachodniej opinii publicznej niemalże mąż opatrznościowy kierujący demokratycznym państwem, prymus Partnerstwa Wschodniego.

Adam Eberhardt, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, komentując na Twitterze zdjęcie „Miszy i Saszy” celnie zauważył, że w momencie, gdy Rosja wywierała wielki wpływ na Białoruś, aby ta uznała niepodległość Osetii Południowej, Aleksander Łukaszenka nie ugiął się, tym samym demonstrując solidarność z gruzińskim przywódcą. Saakaszwili wielokrotnie dziękował białoruskim władzom za wsparcie, a w momencie gdy i Mińsk popadł w konflikt z Kremlem, nie wahał się przed udzieleniem wywiadu białoruskiej telewizji państwowej. W rozmowie mówił o przyjaznych kontaktach pomiędzy Gruzją i Białorusią, oraz atakował Rosję, co akurat nie dziwi.

Na trybunach obok prezydentów Białorusi i Gruzji siedział Serż Sarkisjan, prezydent Armenii. Mamy więc już połowę Partnerstwa Wschodniego, a parę trybun dalej przywódców państw unijnych. Umiejętnie oddzielonych od „wschodnich satrapów”, żeby przypadkiem nie nadarzyła się okazja, żeby porozmawiać. Paweł Kowal w tekście „Traktujmy Łukaszenkę poważnie” umieszczonym w ostatnim numerze Nowej Europy Wschodniej zastanawia się nad właściwą polityką prowadzoną wobec Białorusi: „Kon­takty z reżi­mem powinny być utrzy­my­wane przez gru­ziń­ską lub ukra­iń­ską dyplo­ma­cję – także dla tych kra­jów poważne wypełnie­nie tej misji byłoby dobrym „euro­pej­skim ćwi­cze­niem”. Zarówno w ukra­iń­skim rzą­dzie oraz par­la­men­cie, jak i na naj­wyż­szych pozy­cjach w Tbi­lisi są, nie licząc Wik­tora ]anu­ko­wy­cza i Miche­ila Saakasz­wi­lego, osoby, które mają moż­li­wość oso­bi­stego roz­ma­wia­nia z Baćką.” Zgadzam się z tą propozycją. Myśląc o współpracy w ramach Partnerstwa Wschodniego, zbyt często popadamy w stereotypowe ich postrzeganie jako bilateralne stosunki UE – Białoruś, UE – Gruzja, UE – Ukraina itd. Natomiast państwa te skutecznie ze sobą współpracują, o wiele lepiej rozpoznają problemy polityczne i możliwości ich rozwiązania, rozumieją siebie nawzajem choćby przez brak standardów, który jest czymś wspólnym dla całego obszaru. A już nie dla Unii, która „standardy” dawno już wdrożyła i która dostosowania się do standardów już tylko wymaga.

Dlatego aby lepiej zrozumieć specyfikę panującą w obszarze państw Partnerstwa Wschodniego należy rozmawiać wspólnie z przedstawicielami wielu państw. Na tym polu wielce niedocenianą i niewykorzystaną inicjatywą polityczną jest Euronest, czyli zgromadzenie parlamentarzystów z Unii Europejskiej oraz szóstki państw partnerskich. Inicjatorzy Euronestu sami zapracowali na złą sławę całego przedsięwzięcia. Dotychczas udało się zorganizować trzy spotkania. Jak na obecną kadencję Parlamentu Europejskiego trwającą od  czerwca 2009 roku to śmiesznie mało. Przy czym pierwsze spotkanie było w swej naturze kurtuazyjne, drugie było porażką z powodu braku zgody co do treści proponowanych uchwał, a tylko trzecie spotkanie zakończyło się względnym sukcesem. 3 kwietnia 2012 roku w Baku, na ostatnim jak dotąd, posiedzeniu Euronestu, nie dość że politycy wspólnymi głosami uchwalili rezolucję, to doszło do tego po mediacji pomiędzy przedstawicielami parlamentów Armenii i Azerbejdżanu. Azerbejdżańscy posłowie odcięli się od wypowiedzi swojego prezydenta Ilhama Alijewa, który w przemówieniu inaugurującym obrady nazwał Ormian okupantami. Koledzy z Azerbejdżanu docenili inicjatywę azerbejdżańskich posłów, dzięki czemu uniknięto skandalu i spokojnie przeprowadzono zaplanowane pracę. Czyli da się uzyskać porozumienie.

Nie dość, że obrady Euronestu powinny odbywać się częściej i powinny służyć wzajemnemu dialogowi, próbie przekonywania się i to nie tylko na zasadzie „wszystkowiedząca Unia przekonuje swoich niedorozwiniętych partnerów”, ale i w odwrotną, czyli „zrozumcie i nasz racje i wypracujmy kompromis”. Do zwiększenia roli tego narzędzia potrzebne jest też zaproszenie przedstawicieli białoruskiego parlamentu. Pod koniec września na Białorusi wybrani zostaną nowi parlamentarzyści i warto zaprosić ich reprezentację do wspólnych obrad. Przypomnę, że obecnie białoruska reprezentacja nie uczestniczy w obradach, bo parlament jest tam wybierany w wyborach, które nie spełniają demokratycznych wymogów. Jest to jednak obłudne, gdyż i  pozostałe państwa partnerskie mają problem z demokratycznym przebiegiem wyborów, natomiast ich reprezentanci w obradach Euronestu uczestniczą. Czas więc najwyższy zaprosić także i Białorusinów, mając na uwadze, że ten eksperyment może się nie udać.

Dobra wola

Powyższe spostrzeżenia nie są zwartym programem mającym określonego odbiorca. Świadomie poruszyłem kilka wątków, aby uzmysłowić nam wszystkim, zainteresowanym dalszymi postępami w relacjach z Europą Wschodnią, że pomimo kryzysu, jest wiele idei oraz rozwiązań które możemy przemyśleć, przepracować i wdrożyć po ustaleniu optymalnych wariantów. Niniejszym tekstem zachęcam do chwilowego odłożenia krytykanctwa oraz skupieniu się na poszukiwaniu możliwości, które doprowadzą nas do celu maksimum, czyli ustaleniu takiej polityki, której rezultatem będą zmiany, mające bezpośredni przełożenie na życie obywateli państw Europy Wschodniej.

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: l.grajewski@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY