Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Białoruś: Miliony opozycji…

Wybory prezydenckie 2010 pokazały nie tylko okrucieństwo i obcesowość władz białoruskich, ale też niezorganizowanie i nieodpowiedzialność przywódców ruchu demokratycznego. Tak zwana „solidarność” pozostaje daleko poza granicami marzeń. Przeciętny Białorusin, rozczarowany elitą rządzącą, nie szuka pomocy u licznych partii, inicjatyw obywatelskich czy też wspólnot, lecz staje twarzą w twarz ze swoimi ziemskimi problemami.

Catehrine Ashton on Belarus, автор: European Parliament, источник: flickr.com

Catehrine Ashton na Białorusi, autor: European Parliament, źródło: flickr.com

Każdy rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę, że jeśli opozycja nie jest w stanie znaleźć wspólnego języka na swoim podwórku politycznym, to nie może liczyć na pomoc od nikogo więcej. Oglądając Białoruską Telewizję Centralną, która barwnie opisuje „miliony opozycji”, przeciętny obywatel wyobraża sobie swój skromny portfel i jeszcze bardziej oddala się od wszystkich procesów społeczeństwa obywatelskiego.

Dyskusja rozpoczęła się od sprawy białoruskiego obrońcy praw człowieka Alesia Bielackiego, gdy na wniosek strony białoruskiej bez problemu zostały przekazane dokumenty przez polską i litewską prokuraturę, będące później podstawą do wszczęcia postępowania karnego wobec jego osoby. Rezultatem był wyrok 4,5 roku pozbawienia wolności dla opozycjonisty oraz konfiskata jego mienia. Nie jest tajemnicą, że wielu liderów formacji demokratycznych po każdej represji, grzywnie, bądź też pozbawieniu wolności, wysyłano do Centrum Bielackiego – „Wiosna”. Centrum to oferowało wsparcie, ponieważ nie każda organizacja opozycyjna jest w stanie wspomóc swoich działaczy. I Bielacki pomagał przez wiele lat, jak to się mówi, „finansowo i moralnie”. W końcu zaszedł za skórę tym, którzy faktycznie „dawali pracę” „Wiośnie”, łamiąc prawa i wolności Białorusinów.

Ale nie tyle dziwi bezład w działaniu „europejskich kolegów”, a reakcja samej opozycji białoruskiej. W pewnym momencie pojawiła się opinia, że oprócz Bielackiego „Zachód” w ogóle nikogo nie finansuje i wszyscy przewodniczący, kierownicy i tzw. przywódcy „ciężko pracują w polu” od świtu do zmierzchu, aby zarobić na życie. W rzeczywistości Bielacki został ofiarą systemu działającego wewnątrz białoruskiej opozycji. Typowo białoruska reakcja niektórych liderów „moja chata z kraja” była bardzo wyraźna. Szepcząc między sobą w kuluarach parlamentów europejskich, nie wyciągnęli z tego wniosków. Widać, że czas, który Aleś Bielacki spędził w więzieniu, „wyleczył” polskich partnerów białoruskiego ruchu demokratycznego.

Rok później polski MSZ wysyła oficjalnym listem na adresy trzydziestu przedstawicieli białoruskiej opozycji PITy (roczne sprawozdanie finansowe obowiązujące w Polsce) za rzekomo otrzymane środki podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego, który odbył się w Warszawie we wrześniu 2011. To wywołało zdenerwowanie. Okazuje się, że nie tylko Bielacki nie „zapłacił podatków”. Afera przetoczyła się przez polskie media. Kilka osób z białoruskiej wspólnoty w Warszawie, komentując sytuację, histerycznie – i po raz pierwszy – zaczęło używać „sprawy Bielackiego” jako argumentu przeciwko polskiej biurokracji. Ale Bielackiego nie wolno stawiać ze wszystkimi w jednym rzędzie, ponieważ w jego przypadku pracowały białoruskie służby specjalne, tym podpuściły Polaków i sprowokowały sytuację konfliktową w państwie europejskim. W przypadku z PITami banalnie zdziałał aparat biurokratyczny. Jeśli nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji – nie bierz pieniędzy. A jeśli wziąłeś, potem trzeba za to płacić. Czasy, gdy pieniądze dla ruchów demokratycznych dawano za pokwitowanie, minęły.

Co jest najciekawsze w tej sytuacji to natychmiastowa reakcja prasy, która w zasadzie prowokuje tzw. białoruskie „organy sprawiedliwości”. Otrzymałeś list i zacząłeś dzwonić do prasy, bić we wszystkie dzwony. Po co? Czy ktoś jest zatrzymany lub komuś postawiono zarzuty? A jeśli nie, to i sądu nie będzie. Jednak mentalność kolonialna daje o sobie znać. Paranoiczne poczucie „wszechwidzącego oka władzy” nie daje spać spokojnie. Jeśli porównać Białoruś z poszczególnymi państwami totalitarnymi, to nie można powiedzieć, że wszystko wygląda aż tak źle. I to „oko” nie wszystko widzi. Przykładem tego jest szwedzki samolocik. A jeśli tak, to nie ma potrzeby na próżno krzyczeć.

Zastanawiam się, czy Europa wpłynie na przedterminowe zwolnienie Alesia Bielackiego, czy będzie nadal tworzyć sztuczne wydarzenia, odciągając uwagę społeczeństwa europejskiego od rzeczywistych problemów białoruskiej opozycji.

Rusłan Szoszyn

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY