Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Ukraina po wyborach – obywatele na straży demokracji

Niezadowolenie zagranicznych obserwatorów, radość władzy, protesty opozycji i cuda przy liczeniu głosów – to krajobraz Ukrainy po ostatnich wyborach parlamentarnych.

Majdan Niezależności, Kijów, Ukraina, autor: Roads Less Traveled Photography, źródło: Flickr.com

To były długie dwa tygodnie na Ukrainie. Dokładnie 13 dni zajęło Centralnej Komisji Wyborczej podliczenie głosów ze wszystkich okręgów wyborczych. Kolejne dwa były potrzebne, aby Centralna Komisja Wyborcza (CKW) opublikowała dane w oficjalnych gazetach rządu i parlamentu. Tak więc dopiero 13 listopada (a więc dokładnie na ostatnią chwilę, bowiem CKW zobowiązana jest do publikacji ostatecznych rezultatów do 15 dni od dnia wyborów) zgodnie z literą prawa wybory zostały zakończone.

„Ostateczny” wynik rozgrywki przyniósł zwycięstwo Partii Regionów – na 450 miejsc w Radzie Najwyższej partia władzy zdobyła 185 mandatów. Drugie miejsce zajęła Zjednoczona Opozycja (101 mandatów), trzecie partia Witalija Kliczki, UDAR (40 mandatów). Do ukraińskiego parlamentu weszły jeszcze dwa ugrupowania – nacjonaliści od Ołeha Tiahnyboka (37 mandatów) oraz Komuniści (32 mandaty).  Pozostałe miejsca zajęli kandydaci niezależni.

Wyborcze cuda

Niepoprawnie zaklejona urna wyborcza, źródło: blandm, źródło: Flcikr.com

„Ostateczny” wynik nie oznacza jednak końca politycznej batalii o parlament. Po zamieszaniu przy liczeniu głosów Centralna Komisja Wyborcza zadecydowała, że w 5 okręgach wybory zostaną powtórzone. Sprawa dotyczy okręgów numer 94, 132, 194, 197 oraz 223, gdzie liczenie przeciągało się w nieskończoność, a ostateczne rezultaty ogłoszone przez komisje nieraz wprawiały w zdumienie.

Do rangi symbolu tych wyborów urosły wydarzenia we wsi Pierwomajsk w obwodzie mikołajowskim, gdzie wyborcy stoczyli regularną bitwę z oddziałami Berkutu (specjalnie siły milicyjne, następcy sowieckiego OMON-u) pod komisją wyborczą. Kilkanaście osób trafiło z lżejszymi bądź cięższymi obrażeniami do szpitali. Punktem zapalnym stały się istne wyborcze cuda przy podliczaniu głosów przez komisję. Po zliczeniu 100 proc. głosów przedstawiciel Zjednoczonej Opozycji, Arkady Koriacki, miał przewagą 4 167 głosów nad swoim przeciwnikiem z Partii Regionów, Witalijem Trawianko. Jednak po serii skandalicznych naruszeń miejscowa komisja w swoim protokole na zwycięzcę namaściła… przedstawiciela partii władzy.

Ze względu na skalę dramatyzmu to wydarzenia z Pierwomajska zyskały największy rozgłos. Naruszeń było jednak znacznie więcej. Opozycja podczas swojej pierwszej manifestacji pod siedzibą Centralnej Komisji Wyborczej w Kijowie domagała się powtórnych wyborów w od 11, do nawet 16 jednomandatowych okręgach wyborczych. Należy bowiem zaznaczyć, że o ile przy zliczaniu głosów w okręgach proporcjonalnych skala naruszeń była mniejsza, a ostatecznie wyniki pokrywają się z badaniami exit-polls, to najwięcej nieprawidłowości miało miejsce właśnie w okręgach jednomandatowych.

Obywatele patrzą władzy na ręce

Idealnie pokazują to wyniki obserwacji organizacji obywatelskich i zwykłych blogerów, którzy przy okazji ostatnich wyborów wykonali ogromną pracę dla zwiększenia ich transparentności.

Jednym z najgłośniejszych ruchów przy okazji ostatnich wyborów stała się organizacja „Czesno”, która zajęła się m.in. sprawdzeniem uczciwości kandydatów w ostatnich wyborach, a także przyjrzała się jakości pracy dotychczasowych ukraińskich parlamentarzystów. Starczy chyba powiedzieć, że na 2309 zweryfikowanych zgłoszeń odnośnie nieprawidłowych zachowań ukraińskich polityków, aż 939 okazało się mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości…

Rozmiary korupcji i machinacji mogą porażać (lub inspirować – ukraiński reżyser Mychajło Ilienko już zapowiedział, że nakręci o tych wydarzeniach film dokumentalny). Okręgi jednomandatowe spowodowały nawrót na skalę masową starych, sprawdzonych metod ukraińskich polityków – tworzenie na czas kampanii wyborczej własnych linii transportowych (marszrutek, tramwajów kandydata), budowanie dróg, parków. Jednak co ciekawe, tym razem wielokrotnie ta strategia okazała się nieskuteczna dla kandydatów, którzy mimo wyłożonych na kampanię gigantycznych pieniędzy, wybory przegrywali. W ramach zemsty, nie mogąc się pogodzić z porażką, potrafili nawet rozkazać zrywanie wylanego jeszcze przed chwilą asfaltu z wyremontowanych przez samych siebie (albo raczej za swoje pieniądze) dróg.

Te wybory – choć zdaniem wszystkich obserwatorów były krokiem w tył ukraińskiej demokracji – pokazały, że ukraińskie społeczeństwo dojrzało. Już nie daje się tak łatwo przekupić, wymaga więcej. Warto jeszcze raz zaznaczyć, że to w dużej mierze dzięki działalności zwykłych obywateli, blogerów, wolontariuszy itd. skala naruszeń jest tak widoczna i łatwa do sprawdzenia. To m.in. dzięki mrówczej pracy ukraińskich blogerów, którzy „na żywo” obserwowali proces liczenia głosów przez CKW (która stopniowa publikowała wyniki na swojej stronie wyborczej) udało się wychwycić cudowne zmiany wyników czy też nieprawidłowości między werdyktami okręgowych komisji wyborczych a protokołami dostarczonymi CKW.

Projekt fotograficzny chesno.org, źródło: chesno.org

Opozycja gra razem

Ukraińska opozycja wyczuła nastroje społeczne i postanowiła nie zasypywać gruszek w popiele.  Jej liderzy pojawiali się w spornych okręgach wyborczych, organizowali konferencje, a także manifestacje pod gmachem CKW. Najważniejsze jednak, że ich działania – mimo pierwszych niepokojących sygnałów – były i są wspólne, a najlepiej obrazuje to scena kiedy cała trójka – Jaceniuk, Kliczko i Tiahnybok – odwiedzili głowę CKW i złożyli oficjalny protest przeciwko machinacjom wyborczym. Nie było gry na siebie, ich postulaty były przyjmowane wspólnie, uzgodnione, przy czym istniała doza niezależności każdej z partii. Nie było wyrywania sobie mikrofonu podczas wspólnych wieców, nie było kłótni, wzajemnej krytyki, lekkich niesnasek (poza samą nocą wyborczą). Jest to o tyle ważne, że na chwilę obecną wydaje się, że wszyscy liderzy opozycji zrozumieli, że muszą grać wspólnie jeżeli chcą o cokolwiek zawalczyć.

Ukraińscy publicyści już się zastanawiają jak będzie wyglądać przyszła kooperacja i działalność opozycji w parlamencie. Wydaje się, że wariant najostrzejszy (czyli zrezygnowanie z przyjęcia mandatów poselskich przez deputatów opozycji i nieuznanie całości wyborów) już nie wchodzi w rachubę. Wskazuje na to lekkie zmiękczenie retoryki partii opozycyjnych, co nie oznacza jednak, że mają one zamiar złożyć broń.

Handel w parlamencie

Ostatnią odsłoną walk opozycji o lepszy ukraiński parlament jest batalia o wprowadzenie imiennego głosowania w Radzie Najwyższej. Jest to o tyle istotne, że dotychczasowy system umożliwia głosowania „pianistów”, czyli sytuację w której za całą frakcję głosuje kilkunastu posłów, którzy chodząc po całej sali obrad, wciskają guziki za swoich nieobecnych kolegów.

Tym samym opozycja domaga się zwiększenia odpowiedzialności za głosowania i większej dyscypliny w pracy ukraińskich deputatów. Póki co jest to jednak w niesmak przedstawicielom Partii Regionów, którzy twierdzą, że wprowadzenie innego systemu głosowań jest obecnie niemożliwe technicznie. Jeden z liderów opozycji, były spiker Rady Najwyższej, Arsenij Jaceniuk przedstawił jednak szereg dokumentów, które świadczą o czymś zupełnie innym.

Najważniejszą jednak obecnie batalią opozycji jest utrzymanie swoich deputatów w ramach frakcji parlamentarnych. Witalij Kliczko już zdążył poinformować media, że partia rządząca zaczęła sondować możliwości „podkupienia” posłów UDARu. Póki co sprawa miała dotyczyć kilkunastu deputatów opozycji, ale nie ma wątpliwości, że Partia Regionów której do większości parlamentarnej brakuje  póki co jedynie trzech głosów, zrobi wszystko by ją zdobyć i zarzuciła swoje sieci na jeszcze kilkunastu deputatów, którzy nie byli już tak skorzy do zwierzeń swoim liderom.

Przykręcanie śruby?

Premier Mykola Azarow, autor: Valsts kanceleja, źródło: Flickr.com

Sama Partia Regionów oficjalnie jest zadowolona ze sposobu przeprowadzenia ostatnich wyborów i nie widzi konieczności ich powtarzania. Premier Mykoła Azarow retorycznie pytał swoich ministrów podczas jednego z powyborczych posiedzeń rządu: – Gdzie te falsyfikacje, o których opozycja robi tyle hałasu? Gdzie są na to dowody? – by następnie dodać: – To były najlepiej przeprowadzone wybory w całej historii Ukrainy. Jedynie w niektórych okręgach pojawiły się sporne sytuacje.

Starczy jednak wejść na wspomniane już przeze mnie blogi i strony organizacji pozarządowych by zobaczyć, że jest to zwykłe zaklinanie rzeczywistości. Ale co ciekawsze, ukraińska władza postanowiła na tym nie poprzestawać. Kompletnie w powyborczym szumie medialnym umknęła wielu obserwatorom bardzo ważna informacja odnośnie głosowania w Radzie Najwyższym nad projektem 6523, który miał umożliwić zamykanie stron internetowych na Ukrainie bez sądu, w ciągu tygodnia. Wstrzymano się z głosowaniem do czasów sformowania nowego parlamentu, ale samo pojawienie się takiego pomysłu może budzić zaniepokojenie.

Dodatkowo kilka dni temu wszedł w życie nowy ukraiński kodeks postępowania karnego, który wywołał lawinę komentarzy. Media donosiły, że według jego zapisów, każdy obywatel Ukrainy będzie zobowiązany do posiadania przy sobie zawsze dowodu osobistego, a jego brak mógłby stanowić powód zatrzymania. Informacja została zdementowana przez administrację prezydencką, ale niepokój pozostał, a histeria jaką wywołały medialne spekulacje dobrze obrazuje stan w jakim znajduje się w chwili obecnej ukraińskie społeczeństwo.

Bo brutalność i zdecydowane działania milicji w tłumieniu manifestacji tak powyborczych, jak i tych związanych ze świętowaniem ósmej rocznicy Pomarańczowej Rewolucji, machinacje i falsyfikacje wyborcze nie dają spokoju zwyczajnym Ukraińcom, którzy wciąż zadają sobie pytanie – w jakim kierunku zmierza nasze państwo?

Przeczytaj także:

Ukraina po wyborach

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY