Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Demonizacja Iwaniszwilego na Zachodzie

Po gruzińskich wyborach parlamentarnych jest już jasne, że nowy rząd Gruzji na czele z Bidziną Iwaniszwilim fatalnie przegrywa wojnę informacyjną wypowiedzianą przez ekipę obecnego prezydenta. Nie jest tajemnicą, że Saakaszwili w swoim czasie dobrze wykorzystywał technologie informacyjne do dojścia do władzy. Następnie również aktywnie używał środków masowego przekazu do kierowania krajem.

 

Bidzina Iwaniszwili, Herman Van Rompuy, źródło: Facbook.om

Gruzja szykuje się na nowy skandal – ujawniono tajne koszty w budżecie Rady Bezpieczeństwa obejmujące obsługę zagranicznych kampanii lobbingowych oraz opłacanie prorządowych artykułów publikowanych w prasie zachodniej. 30 listopada Iwaniszwili poinformował, że poniesione koszty wynoszą 16 milionów gruzińskich lari. W efekcie nowe władze zostaną zmuszone do ponownego sięgnięcia do środków budżetowych, aby zneutralizować negatywne tło informacyjne.

Podwójne standardy dla polityków

W prasie zachodniej za skandal uznano masowe aresztowania byłych funkcjonariuszy i współpracowników prezydenta Saakaszwilego, co zostało skomentowane przez niektórych liderów europejskich instytucji. Mówiono o tym, że pierwsze kroki Iwaniszwilego są podobne do kroków Janukowycza po objęciu przez niego władzy w Ukrainie. Te same media zachodnie i niektóre instytucje europejskie nie wspominają zarazem, że dokładnie to samo zdarzyło się w Gruzji po Rewolucji Róż w 2003 roku. Po dojściu do władzy Saakaszwilego przetoczyła się w kraju fala aresztowań urzędników z czasów Edwarda Szewardnadzego. Został wtedy aresztowany zięć byłego prezydenta, minister spraw wewnętrznych (który wkrótce został zwolniony za dużą kaucją), minister energetyki, przewodniczący Izby Kontroli oraz niejeden kierownik departamentu. Chociaż wielu udało się uciec z kraju, zostali oni wpisani na listę osób poszukiwanych przez Interpol. Wspomnianych aresztowań nikt nie odnotował w prasie zachodniej i nie byly one postrzegane jako prześladowanie polityczne – raczej interpretowano je jako walkę z korupcją.

Ale gdy podobne działania podjęła drużyna Iwaniszwilego, zaczęła się jego demonizacja. Zostało to nazwane prześladowaniem politycznym. Kampania wyborcza ekipy Saakaszwilego była właśnie zbudowana na „zdemaskowaniu” Bidziny Iwaniszwilego jako oligarchy rosyjskiego, który pragnie powrócić Gruzję do strefy wpływów Moskwy. Czynnik wroga zewnętrznego zawsze wypływa na powierzchnię podczas wyborów w Gruzji. Ogłosiwszy w zeszłym roku o swoim wejściu do gruzińskiej polityki, Iwaniszwili sprzedał wszystkie swoje aktywa w Rosji.W Rosji w latach 90. nie można było stać miliarderem, uchronić ten cały majątek, a następnie sprzedać swoje aktywy w uczciwej cenie bez zgody Kremla – twierdzą w drużynie Saakaszwilego. Chociaż jeśli jego prorosyjskie nastroje są związane z pochodzeniem jego kapitału, to należy przypomnieć, że w rządzie Saakaszwilego natychmiast po Rewolucji Róż wicepremierem i głównym ideologiem libertarianizmu gospodarczego również został rosyjski oligarcha – milioner Kacha Bendukidze. W tamtym czasie nie budziło to jakoś u nikogo żadnych wątpliwości. Ponadto za pomocą Bendukidze rosyjskim inwestorom spółek państwowych zostało sprzedane kilka strategicznych obiektów ekonomicznych Gruzji. Następnie Kacha Bendukidze lobbował w rządzie gruzińskim za sprzedażą strategicznego rurociągu transkaukaskiego, którym była zainteresowana tylko Rosja, aby móc wzmocnić swoje interesy gospodarcze i zwiększyć wpływy polityczne na Kaukazie Południowym. I jeśliby nie aktywne wtrącanie się Stanów Zjednoczonych (Gruzji zostało przydzielone dwa miliardy dolarów na odbudowę tego gazociągu, aby nie pokusiła się sprzedawać obiektu Rosji), taka decyzja zostałaby podjęta.

W Gruzji już zaczęto mówić o konieczności pilnej zmiany korpusu dyplomatycznego akredytowanego w innych krajach, ponieważ nowy rząd zaczął podejrzewać, iż niektórzy ambasadorowie Gruzji to raczej osobiści ambasadorzy Saakaszwilego. Po zmianie władzy w Gruzji zajmują się oni podobno dywersją informacyjną wobec nowych władz i próbują zepsuć wizerunek nowego kierownictwa Gruzji. W Tbilisi już została sporządzona „czarna lista” tych ambasadorów, którzy mają być zdymisjonowani, chociaż prezydent Saakaszwili (to jego uprawnienia) nie wyraża na to zgody.

Warto zauważyć, że po objęciu władzy przez nową ekipę retoryka radykalna przeciwko drużynie Saakaszwilego została złagodzona, a to zaniepokoiło wyborców, którzy oddali na nich głosy – w końcu te wybory były głównie sprzeciwem wobec poprzedniej ekipy. Społeczeństwo nie głosowało na konkretną partię, ale przeciwko jednej partii – Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu. Odpowiednio ludzie czekali, aż „sprawiedliwość zwycięży, a winni zostaną ukarani”. Kampania aresztowań byłych urzędników jest odpowiedzią dla tej części elektoratu wyborczego, który oddał swój głos na Iwaniszwilego.

Jeśli porównywać w skali politycznej, to znacznie więcej urzędników zostało aresztowanych, jednak w Europie dopiero teraz przypomniano sobie o możliwej „janukowyczyzacji” Gruzji. Przyczyną tego mogły być działania starego rządu Gruzji, który bardzo starał się wykreować na Zachodzie obraz Iwaniszwilego jako polityka prorosyjskiego. Iwaniszwili musiał rozpocząć swoje działania w  sferze polityki zagranicznej w bardzo niekorzystnych dla niego okolicznościach. Każdy jego ruch jako „polityka prorosyjskiego” na Zachodzie będzie skrupulatniej obserwowany niż to miało miejsce w stosunku do prozachodniego Saakaszwilego.

Saakaszwili z sukcesem prowadził podwójną politykę – posługiwał się pro-demokratycznym słownictwem w dialogu z przywódcami zachodnimi, a w polityce wewnętrznej opierał się na służbach bezpieczeństwa.

Wieża Babel

Dla polityków znajomość języków obcych jest nie tylko sposobem komunikowania się, ale określa też ich preferencje w polityce zagranicznej. Ten problem w życiu politycznym Gruzji zaistniał po wyborach parlamentarnych 1 października, kiedy władzę objął miliarder Bidzina Iwaniszwili. Nie mówi po angielsku (lub mówi niewystarczająco dobrze), więc podczas spotkań z delegacjami zagranicznymi wolał komunikować się za pośrednictwem tłumacza. Jego pierwsza wizyta oficjalna, która odbyła się w listopadzie br. w Brukseli, była także obsługiwana przez tłumaczy. To okazało się nowością, ponieważ prezydent Michaił Saakaszwili, który posługuje się kilkoma językami obcymi, prawie nigdy nie rozmawiał po gruzińsku. To pomogło mu nawiązać nieformalne, a czasami całkiem przyjazne, stosunki osobiste z przywódcami innych państw. Z jego znajomością języka angielskiego mógł swobodnie występować w CNN, BBC i we wszystkich kanałach telewizyjnych świata, udzielać wywiadów, rozmawiać przez telefon bez tłumaczy. To pomogło mu szybko „wybić okno na Zachód” i wzmocnić swój wizerunek wśród krajów europejskich. Znajomość języków obcych czyniła go bardziej bezpośrednim w dialogu z dziennikarzami i politykami innych krajów. Podczas pobytu w USA mówił w ich języku, podczas wizyty we Francji – po fancusku, w Ukrainie mówił po ukraińsku, itp.

Porównywanie Iwaniszwilego z ukraińskim prezydentem Janukowiczem jest co najmniej nieprawidłowe. Jeżeli w ogóle możemy porównywać go z kimś, to działania Iwaniszwilego bardziej przypominają pierwsze akcje Saakaszwilego, który swoje objęcie władzy zainicjował aresztami poprzednich urzędników. Jedyną różnicą jest to, że Iwaniszwili już obiecał, że kampania aresztowań wkrótce dobiegnie końca i sprawiedliwość zwycięży. Natomiast za panowania Saakaszwilego aresztowania kontynuowano długo po wyborach. Pomimo tego na Zachodzie Gruzja wciąż była nazywana „latarnią demokracji”.

Tłumaczenie: ASB

Przeczytaj również: Gruzja na ukraińskim szlaku

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY