Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Adrian Browarczyk

Adrian Browarczyk: Internet (nie) jest wolny w Azerbejdżanie

W Europejskim Forum Studentów AEGEE debatujemy ciągle o tym, czy dostęp do Internetu jest jednym z podstawowych praw człowieka. W związku z tym chciałbym podzielić się z Wami moimi ostatnimi, wschodnimi obserwacjami w tej kwestii. The Independent opublikował niedawno list Emina Milli, azerskiego blogera i lokalnego działacza młodzieżowego. Mogłoby się wydawać, że większość czytelników przyjmuje jego oświadczenie jako wyraz poglądów wszystkich Azerów. Okazuje się jednak, że to nie takie oczywiste. Przyjrzyjmy się bliżej tej kwestii razem Ulfatem Abbassoy i Durdaną Bojukkiszyjewą z AEGEE-Baku.

Hejdar Alijew, autor: Łukasz Grajewski, źródło: Eastbook.eu

Tuż po przeczytaniu list stwierdzić można jednoznacznie, że Internet nie jest dobrem powszechnie znanym w Azerbejdżanie. Emin Milli (alias „mili” po azersku oznacza „narodowy”), były więzień sumienia, wyraża w tym liście swoje niezadowolenie stwierdzając, że prezydent Ilham Alijew celowo ogranicza dostęp do Internetu:

„Jako osoba skazana za używanie Internetu w celu krytykowania Pana i Pańskiej polityki, jestem żywym dowodem na to, że Internet nie jest wolny w Azerbejdżanie i korzystanie z niego wiąże się ze strachem”.

Wśród jego wypowiedzi odnajdujemy również i takie, które potwierdzają fakt, że Internet w Azerbejdżanie jest nadal pod kontrolą:

„Bez wolności słowa, praworządności, efektywnego i demokratycznego zarządzania Internet nie może sprzyjać zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu i społecznemu.”

Według Milli dzisiejsze korzystanie z Internetu wiąże się z licznymi zagrożeniami – nawet skazaniem na pobyt w więzieniu. Zdumiony treścią listu, postanowiłem umieścić go na Facebooku, aby wywołać dyskusję wśród moich znajomych. Nie musiałem czekać długo na odzew.

Pierwszy komentarz pojawił się ze strony Ulfata Abbassoy z AEGEE-Baku:

„Drogi Adrianie, osoba, która napisała ten artykuł, jest przeciwnikiem obecnego rządu i nas wszystkich. W Internecie zawsze piszemy to, co chcemy. Proszę, jeśli naprawdę chcesz czegoś dowiedzieć się o naszym kraju, pytaj przede wszystkim mnie i naszych przyjaciół z Azerbejdżanu.”

Ciekawe, prawda? Zapytałem, dlaczego nie podoba mu się list opublikowany przez de facto działacza społecznego, obrońcę praw człowieka, który , z definicji, walczyć powinien o wolność w Internecie. Ulfat odpowiedział natychmiast, że Emin Milli nie reprezentuje ani młodzieży, ani strony rządowej:

„Nikt nie może go zrozumieć. Nie wiemy, co on chce osiągnąć przez ten artykuł. Ja i wszyscy moi przyjaciele swobodnie korzystamy z Internetu. Czytając noty agencji prasowych, zawsze w komentarzach wyrażam swoje prawdziwe opinie, moi przyjaciele też. Mamy kanał radiowy, w którego programie jest wiele audycji krytycznych wobec naszego rządu. Mój przyjaciel, również z AEGEE, jest blogerem i często redaguje krytyczne, ostre w swojej wymowie artykuły i nikt nie wyrzuca go z organizacji. Przede wszystkim uważam, że opiniotwórcze treści to nasza wewnętrzna sprawa i nie chcemy, żeby jakaś zewnętrzna organizacja czy cudzoziemiec ingerował w nasze spory – często dotyczące trudnych i skomplikowanych problemów, szczególnie politycznych. (…) Nie ufaj tego rodzaju artykułom.”

Z poczuciem, że coś jest na rzeczy, poprosiłem inną studentkę z Azerbejdżanu o wyrażenie swojej opinii w tej sprawie. Durdana Bojukkiszyjewa z AEGEE-Baku napisała:

„Swobodnie używam Internetu, czytam portale internetowe każdego wieczoru. Czasami pozostawiam komentarze na jakiś temat. Piszę, co myślę o naszym rządzie w moim profilu na Facebooku lub komentuję statusy moich przyjaciół. Oglądam opozycyjne filmy umieszczane na YouTube, czasami komentuję i jeszcze nikt nie wymagał ode mnie dodatkowych wyjaśnień (!). Według mnie, można swobodnie korzystać z Internetu. (…) Milli jest dość znany wśród młodzieży opozycyjnej. Niektóre jego stwierdzenia są dość słuszne, ale proszę przeczytać raczej dobrą odpowiedź napisaną przez Samirę. W tej kwestii podzielam jej punkt widzenia…”

O czym zatem pisze tajemnicza Samira? Otóż, nie zgadza się z Milli, mówiąc, że Internet w Azerbejdżanie jest nawet bardziej swobodny niż w innych krajach europejskich (obecnie mieszka w Szwecji). Podaje kilka przykładów, w których udowodnia, że wnioski Milli są błędne:

„Przy okazji, w Szwecji został opublikowany film dokumentalny o szwedzkiej firmie Telia, działającej w Azerbejdżanie. Twoi znajomi udzielili kilka wywiadów oskarżających Telia o pomoc azerskiemu „reżimowi” w „aresztowaniu wolnomyślicieli.” Po tych wypowiedziach na szwedzki rząd wywarto presję, aby usunąć Telia z Azerbejdżanu. Gdy spotkałam się z dziennikarzem, który zrobił ten raport, powiedziałam mu, że Internet i globalizacja rzeczywiście pomaga demokratyzacji, a usunięcie Internetu z Azerbejdżanu będzie miało skutki katastrofalne dla społeczeństwa. Odpowiedział: „Nie obchodzi mnie, jak to wpłynie na Azerbejdżan, po prostu robię mój raport.”

Jako neutralny obserwator wciąż jestem trochę zdezorientowany. Internet jest wolny w Azerbejdżanie czy może jednak nie? Na ile prawdziwe jest stanowisko moich przyjaciół AEGEE-Baku w obliczu artykułu opublikowanego przez szanowany brytyjski magazyn The Independent? Zapraszam do zapoznania się z artykułem i wyrażeniem swojej opinii!

PS: Podkreśliłem jedną frazę z komentarza Samira, aby potwierdzić moje osobiste zdanie – uznaję Internet jako jedno z podstawowych praw człowieka w XXIw.

Autor: Adrian Browarczyk, AEGEE-Poznań, Polska

Artykuł wcześniej został zamieszczony na Eastern Partnership Project, stronie internetowej AEGEE-Europe Project.

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments

Freelancer, interested in Eastern and Maghreb issues. A representative of Eastern Partnership Project of AEGEE-Europe. More: http://mail.aegee.org/eap . Follow me on Twitter: https://twitter.com/abrowarczyk

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY