Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Dorota Piasecka

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!

Zapraszamy na cykl trzech tekstów finalistów II edycji Wakacji z Eastbookiem – konkursu na najlepszą relację z podróży po Europie Wschodniej. Dzisiaj prezentujemy tekst zwyciężczyni – Doroty Piaseckiej. Jest to mrożąca krew w żyłach historia o podróży po zachodniej Ukrainie przy 30 stopniowym mrozie. Zapraszamy.

***

A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie!

 

Zima w kijowie, autor: Valerii9116, żródło: Flickr.com

Ciężki, acz ciekawy los dziewczyny ukrainofila. No bo czego to się z miłości nie zrobi? Decyzje podejmowane pod wpływem miłosnego zamroczenia często bywają zgubne. Moje doświadczenie pokazuje, że są takie, których wręcz nie sposób żałować. Z całą pewnością wyjazd w środku zimy na Ukrainę to jedna z tych atrakcji i „poświęceń”, które należą do tej kategorii.

Decyzja została podjęta szybko. Wyjeżdżamy jak tylko zdamy wszystkie egzaminy w sesji zimowej. Udało nam się wygospodarować prawie dwa tygodnie. Cieszyłam się ogromnie na samą myśl o tej podróży. Szczególnie że był to pierwszy wyjazd na Ukrainę w moim życiu. Spokojnie spać pozwalała mi myśl, że Kostek jedzie tam już po raz ósmy.

Plan wyprawy został przygotowany przez Kostka odpowiednio wcześniej. Zaznaczyliśmy wszystkie miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć, uwzględniając jednocześnie gdzie znajdują się hostele i inne miejsca noclegowe. Posiłkowaliśmy się przewodnikiem, który pomógł w lokalizacji pięknych zamków czy pałaców. Na szczęście w kilku miejscach Kostek już wcześniej był, więc poza tym że orientował się jak działa to państwo i znał język, to orientował się gdzie można zjeść najlepsze perepiczki, a gdzie lepiej nie szpanować językiem polskim.

Zamek w Łucku, autor e-t-a-i-n, źródło: Flickr.com

Ustaliliśmy że mimo ogólnego zarysu wyjazdu, jesteśmy otwarci na przygodę i wszelkie zwroty akcji. Wyruszaliśmy z Chełma. Już na początku naszej podróży życie zweryfikowało nasze plany. Planowaliśmy pociąg – pojechaliśmy autobusem, którego nie było w żadnym rozkładzie jazdy, i w którym zasadniczo nie można było nabyć biletów. Pomogła nam przemiła Pani, która jechała do Włodzimierza Wołyńskiego. Mimo że chcieliśmy jechać do Łucka, decyzja była szybka. Ekspresowe było również zapakowanie bagaży i zajęcie miejsc w autobusie. Dojechaliśmy cali i zdrowi, a Pani zaprowadziła nas pod same drzwi hotelu. To był pierwszy z tryliona miłych gestów, których doświadczyliśmy ze strony Ukraińców.

Jeden z Ukraińców zapisze się w naszej pamięci niewątpliwie na długie lata. Ujmując to w jednym zdaniu – uratował nam życie. Ale od początku. Trzeciego dnia naszej wyprawy postanowiliśmy (a raczej Kostek nalegał), wybrać się do Beresteczka, aby zobaczyć tamtejsze „Kozackie mogiły”. To właśnie w pobliżu tego miasteczka na Wołyniu, w trakcie powstania Chmielnickiego, w 1651 roku  rozegrała się bitwa między wojskami polskimi z Janem Kazimierzem na czele, a siłami tatarsko-kozackimi. Wyruszyliśmy z Łucka dosyć późno. Sama podróż marszrutką po oblodzonych drogach przez lasy owocowała w przygody (kierowca sam nie wiedział gdzie jechać, na szczęście pasażerowie byli lepiej zorientowani). Kiedy już wysiedliśmy na stały ląd, nie wiedzieliśmy czy „większą nam rozkoszą podróż niż przybycie”. Okazało się bowiem że znaleźliśmy się sami w mieścinie, gdzie o tej porze (dochodziła 20:00) zamknięty jest dworzec, wszelkie knajpy, a najbliższy hotel znajduje się 20 km stąd. W dodatku było bardzo bardzo zimno. Jak się później okazało było około -38 stopni Celsjusza. Nie chcąc jednak zginąć w tak marnych okolicznościach wyruszyliśmy na poszukiwania choćby jednej izdebki, w której dostrzec można obecność jakichkolwiek ludzi. Po kilkunastu minutach marszu udało nam się znaleźć knajpę, a w niej sporo miejscowych grających w karty. Mimo nieprzychylnych spojrzeń zarówno obsługi jak i klientów zamówiliśmy czaj, który nigdy nie smakował lepiej jak przy prawie 40 stopniach na minusie. Musze przyznać że w tym momencie trochę zwątpiłam w pomyślne rozwiązanie sytuacji.

Bukowel, autor: quintagroup, źródło: Flickr.com

Mróz, noc, brak miejsca na nocleg, nieprzychylność a wręcz wrogość tubylców nie napawały nadzieją. I wtedy Kostek jak rycerz na białym koniu wyruszył do pobliskiego sklepu po pomoc. Wrócił niestety na tarczy. Próbował zbratać się z klientami knajpy. Nie było łatwo. W momencie, kiedy szedł mi to zakomunikować, jeden z miejscowych zaczepił go i powiedział że spać możemy u niego i ze nie ma żadnego problemu. Zamiast więc hiobowych wieści Kostek dotarł do naszego stolika ze zdaniem na ustach, które brzmiało jak muzyka: „Nocujemy u tego Pana”. Niewiele myśląc zabraliśmy rugzaki i wyruszyliśmy. Nasz wybawca miał na imię Leonid. Okazał się przemiłym człowiekiem, który udostępnił nam najcieplejszy pokój swojego małego domku, w którym centralne miejsce zajmował rozgrzany piec. Poczuliśmy się jak w raju. Okazało się jednak że może być jeszcze wspanialej. Leonid poczęstował nas gorącą herbatą, swojskim sadłem, a na rozgrzanie organizmu polecił- spirytus własnej roboty. Nasza wdzięczność sięgała zenitu. Minęło zmęczenie i stres. Siedzieliśmy w małej, ciepłej izdebce gaworząc do późnej nocy, podczas gdy na dworze szalała mroźna zima. Leonid uraczył nas wieloma wspaniałymi opowieściami, między innymi o swoim pobycie w Polsce, o tym jak się żyje w Beresteczku i jakie ma sposoby na przetrwanie zimy ( m.in. kąpiel w pobliskiej rzece przy czterdziestostopniowym mrozie!).

Następnego dnia obudzono nas pytaniem czy na pewno nie zmarzliśmy w nocy. Mama Leonida przygotowała dla nas rozgrzewający Kapuśniak i już byliśmy gotowi do zwiedzania „Kozackich mogił”, głównego powodu naszego przyjazdu do Beresteczka. Zostawiliśmy plecki u Leonida i skorzystaliśmy z oferty pana „taksówkarza”, który podobno „dorabia sobie” wożąc ludzi. Samochód na taksówkę nie wyglądał, ale dogadaliśmy w miarę przystępną cenę, więc pojechaliśmy. W pewnym momencie musieliśmy wysiąść i przejść pewien odcinek pieszo, gdyż wysokie po pas zaspy uniemożliwiały wjazd. Gdy dotarliśmy na miejsce kolejny raz żałowałam że nie zabraliśmy aparatu fotograficznego. Nie, nie z powodu tego zobaczyliśmy. Chciałabym po prostu uwiecznić wyraz naszych twarzy, kiedy okazało się, że „Kozackie mogiły” to dwa „nagrobki” ledwie wystające z zasp śnieżnych. Z naiwnością przedszkolaka i niejako z nadzieją zapytaliśmy „to już?” Nasz taksówkarz/ przewodnik również się zdziwił (że pytamy) i odparł że tak. Widząc nasz zawód pomógł nam dostać się do muzeum, gdzie zgromadzone są znaleziska z pola bitwy, mapy, fragmenty odzieży, broń. Po tym niesamowicie cennym doświadczeniu wróciliśmy tą samą „taksówką” do Beresteczka. Odebraliśmy plecaki, wymieniliśmy się z Leonidem adresami i przystąpiliśmy do dziękowania za okazaną nam pomoc. Po długich uściskach (nie tylko dłoni), wielu miłych słowach i zapewnieniach o tym, że jeszcze tu wrócimy wyruszyliśmy dalej zdobywać nieznane nam obszary wspaniałej Ukrainy.

Nie ulega wątpliwości że to była najwspanialsza podróż mojego życia. Głównie przez przygodę w Beresteczku. Przeżyliśmy wiele miłych chwil, zwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc, doświadczyliśmy niesamowitej dobroci i uprzejmości Ukraińców. Wszystko to doprowadziło do tego, że kochałam już nie tylko Kostka, ale też Ukrainę. Już wiem, że wrócę tam nie raz. Wszystko też będę szczegółowo zapisywać nie tylko w sercu ale i na papierze, aby móc kiedyś powiedzieć – Jak wszyscy wielcy podróżnicy, widziałam więcej niż pamiętam i pamiętam więcej niż widziałam”.

Przeczytaj także:

Ukraina. Jaka ona jest? Uli Sadowskiej

oraz

Dzień zaczął się w Doniecku… Konstantego Chodkowskiego

Facebook Comments

Studentka polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Jest entuzjastką stosowania metod audiowizualnych w badaniach społecznych. Rozwija swoje pasje działając w Naukowym Kole Filmowym gdzie poprzez kolejne projekty zgłębia technikę Participatory Video łączącą pasje jej życia- film i zaangażowanie społeczne. Ukrainę pokochała od pierwszego wejrzenia za otwartość, dobre jedzenie i piękne hafty. Interesuje się też szeroko pojętą kulturą i właśnie w tej tematyce będzie próbowała swoich sił na EastBook.eu.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY