Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Ukraina 2012: Rok niewykorzystanych szans

W 2012 roku koniec świata nie nastąpił. Majowie wcale go zresztą nie przepowiadali, a jedynie mówili o zamknięciu pewnego cyklu ich kalendarza – po nim następują kolejne, rodzi się nowe życie. Przenosząc tę najgłośniejszą wróżbę ostatnich kilku lat na grunt ukraiński można stwierdzić, że również kilka cykli zostało domkniętych: zakończono EURO 2012, jedną kadencję parlamentu z rządem Mykoły Azarowa, parafowano Umowę Stowarzyszeniową z UE. Ale co czeka Ukrainę w „nowym świecie”? Czy są jakiekolwiek powody do optymizmu?

Pomarańczowy balonik nadzieli na niebieskim niebie, autor: Aleksandr Osipov, źródło: Flickr.com

.

Umowa Stowarzyszeniowa

Gdy w marcu 2012 roku wreszcie parafowano Umowę Stowarzyszeniową z Unią Europejską, wszyscy przyjęli to z ulgą, ale też bez specjalnie wielkiej radości. Malutki krok w kierunku euro integracji Ukrainy – poprzedzony długimi 5-letnimi negocjacjami i ciągłymi zmianami daty parafowania – kosztował tyle wysiłku i jedną i drugą stronę, że trudno być optymistą przed kolejnymi rundami negocjacji, rozmów, tym razem z członkami UE. Następnym etapem będzie bowiem nie tylko podpisanie układu i ratyfikowanie go przez ukraińską Radę Najwyższą, ale również przez 27 parlamentów państw UE. Biorąc pod uwagę epopeję z 2012 roku trudno liczyć na szybkie zakończenie tego procesu…

Cała sprawa parafowania umowy była najjaskrawszym i najsmutniejszym przykładem problemów przed którymi stoi Ukraina. Póki rządzące nią elity polityczne nie zrozumieją, że polityka wielosektorowości w kontaktach z zagranicznymi partnerami i kuczmowskiego rozkroku między Europą i Rosją, jest drogą – na dłuższa metę – donikąd, dopóty każde kolejne próby zbliżenia do UE będą obarczone podobną ciężkością i niską efektywnością.

Bo skoro sami Ukraińcy nie palą się do UE, to również Unia co raz mniej przychylnie – zwłaszcza wobec tak jaskrawego naruszenia standardów sprawiedliwości jak w wypadku spraw Tymoszenko i Łucenki – będzie patrzyła na europejskie aspiracje Kijowa.

Kibice holenderscy w Charkowie, autor: Aleksandr Osipov, źródło: Flcikr.com

.Euro 2012

Atmosfery nie poprawiło nawet EURO 2012. Czerwiec w Polsce upłynął zdecydowanie pod znakiem tej imprezy. A na Ukrainie? Kibiców przyjechało mało, a jak już to na chwilę. Cieniem na całej imprezie po stronie ukraińskiej położyła się – który to już raz – sprawa Tymoszenko, która doprowadziła do politycznych przepychanek nad Mistrzostwami Europy. Ciągłe deklaracje o nie przyjeżdżaniu na Ukrainę przez kolejnych przywódców państw UE, o bojkotach albo nawet odebraniu w ostatniej chwili imprezy Ukraińcom, na pewno nie zbudowało pozytywnego klimatu wokół tego wydarzenia.

Zamieszanie było tak wielkie, że summa summarum sami Ukraińcy byli imprezą zawiedzeni. Szybkie odpadnięcie skądinąd całkiem nieźle grającej reprezentacji Ukrainy oraz fakt, że większość reprezentacji na mecze rozgrywane u naszego wschodniego sąsiada dolatywała (przez co i kibice przybywali w mniejszej jak do Polski ilości), spowodowało, że prócz Lwowa, impreza praktycznie przeszła bez echa w pozostałych miastach. Choć w Charkowie robili co mogli kibice holenderscy. Jednak i oni szybko zniknęli z Ukrainy, wraz z odpadnięciem swojej reprezentacji.

Było więc dużo hałasu przez wiele lat, a jak przyszło, co do czego to Ukraińcy poczuli, że nic się nie zmieniło, stadiony w sumie już były, a lotniska czy drogie hotele to raczej za mało by mówić wzorem premiera Azarowa o „polepszeniu sytuacji w kraju”. Zwłaszcza, że jeszcze „Zachód się obraził” i nie chciał przyjeżdżać. Nie wyszło więc Ukrainie otwarcie na Europę, a nadzieja, że tłumy Europejczyków w Kijowie, Lwowie, Doniecku i Charkowie zasieją ziarno „cywilizacji Zachodu” niczym młodzież z całego świata w 1957 r. na Światowych Dniach Młodzieży w Moskwie, była o tyleż zabawna, co nierealna.

Wybory parlamentarne

Skończyło się więc Euro i praktycznie od razu Ukraińcy z całym impetem weszli na ring politycznej walki, by tam bić się na całego. Gra była o tym większą stawkę, że zdaniem większości ekspertów, październikowe wybory parlamentarne – bo o nich mowa – miały stać się probierzem demokracji na Ukrainie.

I tak się zresztą stało. Naruszenia wyborcze, fałszerstwa, dziwne decyzje komisji wyborczych z dosypywaniem, odejmowaniem głosów niektórym kandydatom (to pierwsze najczęściej przedstawicielom władzy, to drugie – opozycji) pokazały, że władza na Ukrainie wciąż ma grubą skórę na takie niuanse jak czyste, sprawiedliwe wybory. Choć, trzeba to przyznać, w wyborach proporcjonalnych postarano się by wyniki pokrywały się z exit-pollsami. Znacznie gorzej wyglądało to w wypadku okręgów jednomandatowych.

Ciemny obraz ukraińskiej demokracji rozjaśniła jednak aktywność obywateli, którzy tłumnie przystąpili do kontrolowania wyborów. Takie ruchy jak np. Czesno czy też pospolite ruszenie ukraińskiej blogosfery i aktywizacja ludzi, którzy zostawali obserwatorami w swoich komisjach wyborczych, pozwoliły jasno pokazać skalę naruszeń i nieprawidłowości. Bez tego obywatelskiego zaangażowania sytuacja wyglądałaby być może znacznie gorzej.

Wybory parlamentarne pokazały więc, że o ile ukraińska władza do demokracji nie dorosła, to samo społeczeństwo już jak najbardziej. Dodatkowym pozytywem wydaje się postawa ukraińskiej opozycji, która choć aż do dnia wyborów była dość słabo skonsolidowana, to chyba w końcu zrozumiała, że warto grać razem. Te dwa elementy dają nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone.

Spotkanie Komorowski - Janukowycz, źródło: flickr.com

.Rok rozczarowań

Na koniec warto podkreślić, że chyba największym dla mnie rozczarowaniem jest fakt, że z roku, który jawić się mógł jako przełomowy w polsko-ukraińskich stosunkach (wspólna impreza; Umowa Stowarzyszeniowa z UE, gdzie Polska jest orędownikiem Ukrainy), 2012 przeistoczył się w rok jednej, wielkiej niewykorzystanej szansy na być może dziejowe zbliżenie i zakopanie historycznych rowów między Polakami i Ukraińcami. A przynajmniej, poprawie wzajemnych relacji. Niestety, zwiększona intensywność wizyt Janukowycza i Komorowskiego do niczego nie doprowadziła, bo większość ze spotkań przebiegała w klimacie okrągłych słów i deklaracji, a także nacisków prezydenta Komorowskiego w sprawie uwolnienia uwięzionej byłej premier Ukrainy, Julii Tymoszenko. I tyle. Żadnych efektów i większej współpracy nie widać.

Trudno więc patrząc na ten skomplikowany i pełen rozczarowań rok liczyć, że następny będzie lepszy. Sprawa Tymoszenko do żadnego finału nie zmierza, a władza po wygranych wyborach co raz pewniej siedzi w siodle. Czy dzięki skonsolidowanej opozycji i aktywnemu społeczeństwu (obywatelskiemu? Czy już można tak powiedzieć?) uda się zmniejszyć ten stan samozadowolenia przedstawicieli Partii Regionów? Odpowiedź przyniesie być może już rok 2013.

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY