Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
34mag

Sierhij Żadan: O tych, którzy opuszczają kraj

Mam przyjaciela, muzyka, znamy się 15 lat. Przez całe ten czas nie przestawało mnie zadziwiać, jak się dziwnie ludziom życie układa, jak dziwnymi ścieżkami podążają. A jesteśmy prawie rówieśnikami. Serhij Żadan o ludziach, którzy emigrują i opuszczają swój kraj, tracą cząstkę samych siebie. 

Emigracja z krajów WNP wzrasta, źródło: flickr.com

Nie nauczył się zarabiać na życie muzyką. Daje korepetycje, ale utrzymuje się przede wszystkim dzięki mieszkaniu, które wynajmuje jakimś Chińczykom. Od 15 lat pisze muzykę. Przez cały ten czas oferuje ją różnym gwiazdom estrady, krajowym i zagranicznym. Jeździ do nich, nie wiadomo gdzie znajduje adresy, przychodzi na koncerty, w jakiś sposób dostaje się za kulisy, kontaktuje się mailowo lub przez Skype’a.

Przez całe te 15 lat nie sprzedał żadnej melodii. Nawet na dzwonki. Być może mój przyjaciel nie jest specjalnie utalentowany, ale nie sądzę, bo przecież słyszałem zarówno jego melodie, jak i melodie gwiazd, z którymi chciał współpracować. Według mnie wszystko brzmi jak dzwonek. Ale nie o to chodzi.

Ostatnio po raz kolejny mnie zaskoczył, prosząc o spotkanie i żebym my opowiedział o Ameryce. Powiedział, że zarejestrował się na kilku portalach randkowych i że chce ożenić się z Amerykanką. Zapytał mnie, czy mam tam znajomych. Wolnych – nie, powiedziałem. Chcę wyjechać – powiedział wreszcie. Chcę zacząć nowe życie. Mogę się ożenić z grubą Murzynką. Co za szczęście dla Murzynki – powiedziałem. Mógłbym dawać korepetycje – kontynuował. Sprawdziłem, z tego tam można wyżyć. Nie jestem jeszcze taki stary, mógłbym się tam jeszcze zaczepić. Język znam. Przyzwyczaję się do lokalnej kuchni. Nie lubię tego kraju, rozumiesz? Oczywiście – zapewniłem go i obiecałem poszukać adresów jakichś znajomych. I pomyślałem, że może mu się udać.

Całkiem możliwe, że naprawdę wyjedzie i spotka Afroamerykankę swoich marzeń. Być może nie będzie miał również żadnych problemów ani z kuchnią, ani z uczniami, ani z pamięcią. Nie on pierwszy, i nie ostatni. A co z tymi, którzy zostaną? Pozostaje chyba życzyć szerokiej drogi i próbować znaleźć nowych przyjaciół. Przecież nie jesteśmy jeszcze ani tacy starzy, ani tacy samotni.

Ilu ich wyjechało w ostatnich latach? Gdzie mieszkają? Jak tam żyją? Jeśli nie otrzymali od tego kraju czegoś ważnego i nie dali mu tego, co chcieli dać, z czym pojechali? Z krzywdą, rozczarowaniem i obojętnością? Naprawdę, ciężko mi to sobie wyobrazić. Według mnie rozstanie się z krajem, gdzie się człowiek urodził, jest jak pożegnanie się z życiem.

Fakt, oznacza to nowe życie, mniej lub bardziej udane. Widziałem wielu byłych obywateli i nie mogę powiedzieć, że wszyscy wyglądali na pokrzywdzonych – część tak, a część nie. To nowe narodzenie, życie po śmierci często dawało im wiele nowych szans i możliwości. Wielu z nich odkryło w sobie nowe talenty, szybko uczyło się języków, nowych rzeczy, a przede wszystkim –  komunikować się.

Dla wielu z nich straty i porażki przeszłości zostały hojnie zrekompensowane przez nowych pracodawców. Czasami nowe życie wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażamy, czyli kolorowo i optymistycznie. Chociaż, szczerze mówiąc, w większości przypadków oni nie zdążyli zapełnić pustki powstałej w wyniku tak znacznych manipulacji przestrzenią.

Przestrzeń jest mściwa. Jeśli ktoś usiłuje jej dotknąć, to zawsze omota gęstym i ciepłym kokonem wspomnień i nostalgii, z którego trzeba dostać się do końca następnego życia.

Dlatego też zazwyczaj zmiana miejsca zamieszkania nie zmienia stosunku do życia, a wyrwanie się stąd, z kraju, w którym oni i tak nie mogli znaleźć dla siebie miejsca, to po prostu kontynuacja tych poszukiwań w nowym miejscu, gdzie uporczywie polują na własny cień, nie mogąc go dogonić i nie wykazując chęci zaprzestania tego polowania.

Głęboko jednak wierzę, że tam, dokąd oni wszyscy wyjeżdżają, znajdują to, czego nie mieli tutaj, czyli spokój i pewność. Mam nadzieję, że zyskają tam godność i szacunek do samych siebie, że tam w końcu zaczną interesować się życiem – nie bojąc się go i nie narzekając na nie.

Mam nadzieję, że nie myślą źle o naszym kraju, i że wspominają tylko te dobre chwile, opowiadają nowym przyjaciołom tylko historie zabawne z własnego dzieciństwa. Tak powinno być. Inaczej byłoby to bardzo niesprawiedliwe i niezrozumiałe. Bo to źle, kiedy człowiekowi źle w życiu. Ale na ile jest gorzej, jeśli jest mu także źle po śmierci.

Autor: Sierhij Żadan

Oryginalny artykuł można przeczytać tutaj (w języku ukraińskim).

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY