Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Hanna Balakhovich

Czy zapraszać Białorusinów na szczyt Partnerstwa Wschodniego? Wywiad z Aleksandrem Papko

Przewodniczący organizacji pozarządowej „Freedom House” David Kramer zaproponował przeprowadzenie szczytu UE i krajów Partnerstwa Wschodniego (PW) bez przedstawicieli władz Białorusi. Samo przedsięwzięcie powinno się odbyć w listopadzie br. w Wilnie. Kramer wiele chętniej spotkałby się z działaczami społeczeństwa obywatelskiego niż z przedstawicielami władz.

Czy Białoruś będzie uczestniczyć w szczycie Partnerstwa Wschodniego, źródło: European Council

To oświadczenie niektórzy eksperci uznają za dość kontrowersyjne. Dyrektor Centrum Transformacji Europejskiej Andriej Jegorow w komentarzu dla „Euroradio” stwierdził, że kwestia udziału władz białoruskich w szczycie doprowadzi do konfliktu między UE i USA, w wyniku którego politycy amerykańscy będą zmuszeni ustąpić, by nie ingerować w strefę bezpośrednich zainteresowań UE.

Kto będzie reprezentował Białoruś na szczycie w Wilnie i czy ulegną zmianie relacje Mińska i Brukseli na przestrzeni najbliższych dwóch lat? Odpowiedzi na te oraz inne pytania w wywiadzie z politologiem Aleksandrem Papko.

Białoruskie władze nie uczestniczyły w poprzednim szczycie Partnerstwa Wschodniego we wrześniu 2011 roku w Warszawie, gdyż Aleksander Łukaszenko nie otrzymał zaproszenia. Pierwszego dnia Białoruś była reprezentowana przez swojego polskiego ambasadora Wiktora Gajsionka, a drugiego dnia szczytu Mińsk odmówił udziału, zarzucając UE dyskryminację. Jeśli Białoruś nie zostanie zaproszona na szczyt w Wilnie, nie będzie w tym nic nowego zarówno dla UE, jak i dla Mińska. Dlaczego więc oświadczenie Kramera wywołało kontrowersje i debaty?

Faktem jest, że obecnie szczyt Partnerstwa Wschodniego jest w zasadzie jedyną okazją, aby zaprosić władze białoruskie do stołu negocjacyjnego z przedstawicielami UE. Innych form dla oficjalnego spotkania Mińska z przedstawicielami UE w zasadzie nie ma. Byłoby głupio stwierdzać, że podczas tych spotkań naprawdę zostaną podjęte jakieś decyzje. W rzeczywistości celem szczytów Partnerstwa Wschodniego jest ocena tego, co zostało zrobione w ciągu poprzednich 2 lat, i zatwierdzenie planu na kolejne 2 lata, który w zasadzie od dawna już został opracowany przez specjalne komisje. Mają one raczej symboliczne znaczenie. I w tej sytuacji, moim zdaniem, izolowanie Mińska jest za wczesne.

Pojawia się pytanie, kto będzie reprezentował Białoruś na tym szczycie? Mało prawdopodobne, że będzie to Aleksander Łukaszenka, a nowego ministra spraw zagranicznych Władimira Makieja w dalszym ciągu obejmuje zakaz wizowy UE. Niemniej jednak nie ma żadnych przesłanek wskazujących na to, że urzędnicy europejscy zamierzają wykreślić Makieja z „czarnej listy”.

Ale trzeba pamiętać o tym, że „czarna lista” jest związana z jedną bardzo ważną klauzulą. Białoruscy urzędnicy mogą wjeżdżać na terytorium Unii Europejskiej, jeżeli jest to niezbędne do utrzymania stosunków dwustronnych, ważnych kontaktów politycznych. Oznacza to, że na konferencje międzynarodowe białoruscy urzędnicy jeździć mogą. Dlatego Makiej może również dostać wizę w celu poprawienia kontaktów między UE a Białorusią. Tak więc Unia Europejska nie złamie swoich zasad, zapraszając Makieja.

Pomysłodawcy Partnerstwa Wschodniego przyznają, że projekt został stworzony głównie z myślą o Białorusi. Kto teraz traci – Białoruś, która nie może korzystać z programów Partnerstwa Wschodniego, czy Unia Europejska, inicjatywa której nie doprowadziła do oczekiwanych wyników i z tego powodu PW nie może pracować z pełną mocą?

Oczywiście, w tym momencie gorzej ma Białoruś, która nie ma możliwości przeprowadzenia reform, nie jest wspierana przez ekspertów, nie otrzymuje dofinansowań (nawet niewielkich), na przykład na modernizację infrastruktury bądź instytucji publicznych.

Trzeba jasno rozumieć, czym jest Partnerstwo Wschodnie. Przede wszystkim jest to program współpracy międzypaństwowej, składający się z dwóch części. Pierwsza obejmuje relacje dwustronne rządów sześciu krajów PW i UE. Druga część z kolei obejmuje współpracę wielostronną, w ramach której niektóre lub wszystkie państwa PW mogą zjednoczyć się, zaoferować jakieś projekty i otrzymać od UE wsparcie ich realizacji.

Białoruś nie może uczestniczyć w części dwustronnej PW z powodów politycznych. To było przewidziane jeszcze w 2002 roku, kiedy opracowano Europejską Politykę Sąsiedztwa. Białoruś nie ma uznanego przez UE parlamentu, nie posiada również instytucji odpowiedzialnych za rozwój współpracy, tj. komisji, w ramach których mogłyby odbywać się spotkania urzędników UE i Białorusi. Takie instytucje posiadają wszystkie kraje, zaczynając na Azerbejdżanie, a kończąc na Ukrainie. Na Białorusi ich nie ma.

Białoruś mogła uczestniczyć w wielostronnej części Partnerstwa Wschodniego, a także zjednoczyć się z Litwą, Polską, Ukrainą bądź innymi krajami i poprosić o wsparcie Unię Europejską.

Mińsk skorzystał z tej możliwości. W 2009 roku przez Białoruś, Ukrainę i Litwę wspólnie zostało zaproponowano dość dużo projektów. Dlaczego nie zostały zrealizowane?

Rzeczywiście, pojawiło się kilkanaście projektów – najpierw mówiono o 30, potem o 13. Dotyczyły one przede wszystkim infrastruktury, m.in. budowy linii kolejowych, łączących bałtyckie porty bałtyckie z Ukrainą poprzez Białoruś, rozbudowy infrastruktury drogowej i sieci elektrycznych. Wszystko to było niemal gotowe do realizacji, ale ostateczna decyzja, dotycząca możliwości finansowania, została podjęta przez UE. Środki na te projekty miały być przyznane przez Europejski Bank Inwestycyjny, ale jego mandat nie pozwala na finansowanie projektów na Białorusi. Żeby Bank wydzielił pieniądze, mandat miał być rozszerzony. Jednakże, z uwagi na wydarzenia z 19 grudnia 2010 roku, nie doszło do tego, w związku z czym Mińsk nie otrzymał pieniędzy, a sam projekt został zamrożony. I właśnie dlatego Białoruś nie może uczestniczyć również w wielostronnym formacie Partnerstwa Wschodniego.

Okazuje się, że projekty te nie były na tyle istotne, i samo Partnerstwo Wschodnie nie jest na tyle atrakcyjne dla Mińska, jeżeli władze Białorusi dotychczas nie poszły na ustępstwa polityczne wobec UE.

Z punktu widzenia Aleksandra Łukaszenki propozycje te naprawdę nie są tak atrakcyjne. Chodzi w nich o możliwość zreformowania aparatu państwowego, a także o częściowe reformy infrastrukturalne, tj. o inwestycje, które w przyszłości mogą mieć znaczenie dla gospodarki. Ale nie są to wielomiliardowe kredyty, ani tania ropa naftowa, ani tani gaz. Dlatego Aleksander Łukaszenka poświęcił relacje z Europą, aby w 2010 roku uzyskać kredyt od Rosji.

Ukraina nie psuje stosunków z Rosją, a jednocześnie zmierza w stronę Unii Europejskiej. Czy ten przykład może pobudzić władze białoruskie do jakichkolwiek kroków w stronę UE?

Po pierwsze, Ukraina nie jest tak zależna od rosyjskiej energii i rynku, a po drugie, kraj ten ma o wiele bardziej uznaną władzę, parlament, w przeciwieństwie do Białoruś. Ukraina nie jest tak zależna od Rosji, aby bać się skręcić na Zachód. Natomiast Aleksander Łukaszenko boi się utraty władzy, a jeśli skręci trochę na Zachód, to pogorszy swoje relacje z Rosją i doprowadzi kraj do zapaści gospodarczej. Więc w tej chwili nie ma możliwości, aby istotnie poprawić stosunki między Białorusią i UE.

Czy oznacza to, że niezależnie od tego, czy Białorusini pojawią się na szczycie PW w Wilnie, w ciągu najbliższych 2 lat w pozycji geopolitycznej tego kraju nic się nie zmieni?

Tak, ale władze białoruskie jednak mogą pójść na niewielkie ustępstwa, niemające większego znaczenia, ale które mogą znacznie ułatwić życie obywatelom Białorusi. Na przykład teraz na stole negocjacyjnym leżą umowy o ułatwieniach wizowych i o małym ruchu granicznym. W planach, przygotowanych przez UE przed wileńskim szczytem PW, zostaje właśnie wspomniana liberalizacja systemu wizowego z Białorusią.

Oprócz tego, Mińsk zachowuje się na zasadzie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Białoruskie władze uważają, że zrobią na złość Europie, jeżeli nie podpiszą porozumienia w sprawie liberalizacji reżimu wizowego dla swoich własnych obywateli, co w ogóle jest niemądre. Myślę, że niewielka współpraca, kontakty między urzędnikami na szczeblu lokalnych władz, na poziomie różnych ministerstw, władzom Białorusi raczej bardziej nie zaszkodzą. Przynajmniej nieco rozmrożą sytuację, a to przyniosłoby pozytywne rezultaty. Ale geopolityczny zwrot w stronę Unii Europejskiej na najwyższym poziomie państwowym jest teraz wykluczony. Ukraina podpisuje umowę o strefie wolnego handlu. Coś takiego w przypadku Białorusi nie jest po prostu niemożliwe.

Tłumaczenie: ASB

Źródło zdjęcia głównego:  European Council na Flickr

Facebook Comments

Журналистка Европейского радио для Беларуси www.euroradio.fm

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY