Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Horbowski

2012 w Mołdawii: rok pod znakiem prezydenta

Chyba szybko o tym zapomnieliśmy, ale jeszcze rok temu w Mołdawii nie było prezydenta, a nad proeuropejskim rządem Vlada Filata unosił się duch tymczasowości i niepewności. Był to bez wątpienia mołdawski problem numer jeden. Do znużenia dywagowano: uda się czy się nie uda, będą wybory czy ich nie będzie, koalicja pod nazwą Sojusz dla Integracji Europejskiej utrzyma się przy władzy czy może do sterów powrócą komuniści?

Mołdawia, autor: 1banaan, source: Flickr

Mołdawia, autor: 1banaan, source: Flickr


Prezydencki wybór – domknięta rewolucja

Na początku stycznia 2012 rządząca krajem koalicja forsowała pomysł zorganizowania kolejnego referendum, które miało doprowadzić do obniżenia liczby głosów w parlamencie potrzebnych do wyłonienia głowy państwa. Ryzyko było duże, bo już raz, a dokładnie jesienią 2011 roku, zorganizowano referendum, które miało pomóc wyjść z prezydenckiego impasu, a okazało się kompletną frekwencyjną klapą. Eksperci spodziewali się, że takie rozwiązanie niechybnie doprowadzi do rozwiązania parlamentu i powrotu do władzy Partii Komunistycznej. Tak się jednak nie stało: 16 marca mołdawski parlament zdołał wreszcie wybrać prezydenta po niemal trzech latach – tak długi okres jest swoją drogą ewenementem na skalę. Głową państwa został, popierany przez Sojusz, mało znany przewodniczący Naczelnej Rady Sądownictwa Nicolae Timofti. Wybór Timoftiego możliwy był dzięki głosom trójki deputowanych (tzw. grupy Igora Dodona), którzy rok wcześniej opuścili szeregi Partii Komunistycznej.

W ten sposób symbolicznie domknięta została twitterowa rewolucja z kwietnia 2009, która wprowadziła Mołdawię na nowe tory rozwoju, choć na pewno nie są one mniej wyboiste. Mołdawianie, którzy trzy lata wcześniej wyszli na ulice domagając się zmian, wreszcie się ich doczekali.

Rosyjskie uszczypliwości

Podobno jeszcze w tym samym dniu, gdy w Kiszyniowie świętowano wybór prezydenta, Rosja przekazała Tyraspolowi, stolicy separatystycznego Naddniestrza, 150 mln USD bezzwrotnej pomocy finansowej. Kilka dni później specjalnym przedstawicielem prezydenta Rosyjskiej Federacji ds. Naddniestrza został Dmitrij Rogozin – wicepremier w rządzie Wladimira Putina. Putin powierzył mu również obowiązki szefa międzyrządowej komisji rosyjsko-mołdawskiej. Świadczyło to o jednym, Kreml na poważnie potraktował wybory prezydenckie w Mołdawii. Nowym rosyjskim ambasadorem w Kiszyniowie został mianowany Farit Muchamietszyn, również wpływowa postać rosyjskiej elity.

Ostatni rok był pełen uszczypliwości ze strony Kremla, czasem drobnych, czasem mniej. A to w Tyraspolu pojawił się niezapowiedziany Anatolij Serdiukow, ówczesny minister obrony Federacji, na przeglądzie rosyjskich sił pokojowych stacjonujących w Naddniestrzu – o czym mołdawskie władze dowiedziały się z gazet. A to Rogozin zapowiedział, że Moskwa niebawem otworzy konsulat w Tyraspolu, żeby ułatwić życie mieszkającym w Naddniestrzu obywatelom Rosji.

Tyraspolskie (niby) zmiany

Pod koniec 2011 roku na czele separatystycznej republiki Naddniestrza stanął – wbrew rekomendacji Moskwy – nowy lider Jewgenij Szewczuk. Mylili się jednak ci, którzy oczekiwali, że nowy „prezydent” doprowadzi do uniezależnienia się Naddniestrza od Rosji bądź będzie skłonny do kompromisów wobec Kiszyniowa – choć należy przyznać, że Szewczuk i Filat znaleźli wspólny język, spotykali się stosunkowo często i udało im się załatwić kilka drobnych problemów technicznych (przejazdy kolejowe przez Naddniestrze). Sam Szewczuk okazał się być szczerym entuzjastą Unii Euroazjatyckiej, głównego projektu geopolitycznego prezydenta Putina. Polityk tylko we wspólnej przestrzeni politycznej i gospodarczej z Rosją widzi możliwość rozwiązania konfliktu, co potwierdził, podpisując w listopadzie 2012 roku tzw. nową strategię polityki zagranicznej Naddniestrza określającą integrację z Unią Euroazjatycką, jako priorytet.

Europejskie marzenia

Mołdawia wciąż uważana jest za lidera przemian w Europie Wschodniej, zwłaszcza na tle pogarszającej się sytuacji w Gruzji i na Ukrainie. Negocjacje dotyczące umowy stowarzyszeniowej oraz umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu idą jak burza, podobnie jak wdrażanie planu działań na rzecz ruchu bezwizowego. Wszyscy liczą na to, że umowa stowarzyszeniowa zostanie podpisana jesienią 2013 roku na III Szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Będzie to nie tylko kolejny etap integracji z Zachodem, ale – poprzez przyjęcie i wdrożenie części unijnego prawodawstwa – także impuls do głębokiej modernizacji kraju. W październiku na wspólnym Forum z UE padła nawet deklaracja z ust komisarza Stefana Fule, że Mołdawia zasługuje na zarysowanie perspektywy członkostwa zgodnie z 49 artykułem Traktatu o UE.

W tym kontekście warto pamiętać o wspomnianym wyżej zaangażowaniu Rosji i chęci włączenia Mołdawii w projekty integracyjne Kremla. Tu niezmiernie istotnym narzędziem wpływu może okazać się właśnie Naddniestrze. Już pojawiły się wypowiedzi rosyjskich urzędników sugerujące, że w sytuacji utraty przez Mołdawię suwerenności bądź neutralności, Moskwa uzna niepodległość separatystycznej republiki.

Sami Mołdawianie nie do końca podzielają proeuropejski entuzjazm swoich władz. Ponad 70% społeczeństwa ocenia, że ich kraj podąża w złym kierunku, co wpływa na spadek poparcia dla rządu i integracji z Zachodem. W ostatnim badaniu Instytutu Polityki Publicznej za integracją z UE opowiedziało się 54% badanych, a 55% wolałoby integrację Mołdawii z Unią Euroazjatycką. Sam zaś rząd – złożony obecnie z trzech sił politycznych – wiele uwagi poświęca na balansowanie pomiędzy sprzecznymi interesami swoich członków. Poszczególni liderzy nie mają do siebie zaufania i de facto nie udaje im się dokonać głębokiej transformacji kraju. Eksperci liczyli na więcej, zwłaszcza od czasu wyboru prezydenta. Za chwilę może być za późno: czas działa tu na niekorzyść, gdyż wybory 2014 roku mogą przynieść do władzy partie o prorosyjskiej orientacji.

Nie zapominać o Mołdawii

W 2012 roku Mołdawię odwiedziła niemiecka kanclerz Angela Merkel. W grudniu w Kiszyniowie przebywał polski prezydent Bronisław Komorowski. Lada dzień ma rozpocząć się wizyta ministrów Sikorskiego, Bildta i Hague’a – to cieszy. Niektórzy jednak (m.in. Piotr Oleksy w ostatniej Nowej Europie Wschodniej, nr 1 2013) zarzucają, że Mołdawia przestaje być priorytetem polskiej polityki na Wschodzie. Znamienne, że wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – występując na dorocznej konferencji poświęconej polskiej polityce wschodniej we Wrocławiu – o Mołdawii w swoim przemówieniu nie wspomniała. A lata 2013-2014 są kluczowe dla tego kraju: zmiany, jakie mogą przynieść wybory parlamentarne w 2014 roku, mogą sprawić, że będzie już za późno na budowanie succes story. Dlatego też nie możemy zapominać o Mołdawii!

Facebook Comments

Tomasz Horbowski, rocznik 1985. Absolwent Studium Europy Wschodniej na specjalizacji Europa Wschodnia/Azja Centralna i Papieskiego Wydziału Teologicznego "Bobolanum". Spędził rok w Kazachstanie na stypendium naukowym w Ałmaty. Pracuje w Centrum Informacyjnym dla Władz Lokalnych w Mołdawii. Idealista z urodzenia, przekonania i wyboru.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY