Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

O protestach i zamieszkach w Azerbejdżanie

W poprzednim miesiącu obywatele Azerbejdżanu wyszli na ulice w Ismayilli, miasteczka w północnej części kraju. Protesty objęły też stolicę. Odpowiedź władz to aresztowania, obejmujące kluczowe postacie opozycji.

Bus leaving Ismayilli, author: pkabz, source: Flickr / Osservatorio Balcani e Caucaso

Bus leaving Ismayilli, autor: pkabz, żródło: Flickr / Osservatorio Balcani e Caucaso

Piszę ten artykuł w Warszawie, gdzie biorę udział w Personal Democracy Forum 2013 niejako w zastępstwie, ponieważ główny gość z Azerbejdżanu – Emin Milli – został zatrzymany na 15 dni 26 stycznia w Baku. Za parę godzin będę też uczestniczyć w proteście pod Ambasadą Azerbejdżanu w Polsce. Gdy wy czytacie ten tekst, protest będzie już za nami. Jednak w momencie jego publikacji [7 stycznia – przyp.red.] Emin Milli i inni o podobnych wyrokach w dalszym ciągu przebywają w areszcie. Ten nowy rok może okazać się wyzwaniem: atmosfera protestów rozlewa się po kraju, od Baku na północ, a prędzej czy później może i na resztę kraju.

Zdrowego poborowego kłopoty z sercem

Azerbejdżańskie władzy nieustannie chwalą się swymi wydatkami w sektorze obronnym, zaawansowaną technologią sprzętu i rosnącą z dnia na dzień potęgą militarną. W swoim ostatnim przemówieniu Prezydent Ilham Alijew poinformował o kolejnym podwyższeniu budżetu na wojsko – z obecnych 7 miliardów dolarów do 3,7. Głowa państwa jak dotąd jednak nie przedstawiła dowodów na to, że wojsko posiada wiedzę i umiejętności potrzebne do obsługi zaawansowanego sprzętu, a także – że dba o swój personel. Według ośrodka badawczego Doktrina, zajmującego się sektorem militarnym i obronnym Azerbejdżanu, w samym roku 2012 można doliczyć się 67 zgonów azerbejdżańskich żołnierzy z nierozpoznanych przyczyn bynajmniej nie związanych z akcjami militarnymi. Jeihun Gubadow to jeden z nich. Jego ciało odesłano do rodzinnego domu, a w dołączonym raporcie medycznym umieszczono problemy z sercem jako przyczynę zgonu. Dokument nie uwzględnił jednak widocznych na ciele obrażeń. To nie serce zawiniło. Gdyby nie nagłośnienie sprawy podejrzanej śmierci żołnierza, nie aresztowano by dwóch jego kolegów z oddziału, generał nie otrzymałby oficjalnej reprymendy, porucznika by nie zawieszono, a zastępcy dowódcy nie zwolniono.

W odpowiedzi na śmierć Gubadowa w Baku zorganizowano pokojowy proces 12 stycznia. Podniesiono w jego trakcie kwestię wzrastającej liczby zgonów żołnierzy w wyniku prześladowań w jednostkach. Około 4 tysiące osób, które zwołały się za pomocą Facebooka (swoje poparcie na stronie wyraziło 15 tysięcy), pojawiło się na placu Fontann, razem z rodzinami zmarłych żołnierzy. Policja nie uwzględniła powagi sprawy i brutalnie rozpędziła tłum. Zatrzymano ok. 120 osób. Niektóre z nich pobito. Dwa dni później na 22 protestujących nałożono kary finansowe od 300 do 600 manatów (280-560 euro). Prawo podwyższające takie kary dla uczestniczących niesankcjonowanych zgromadzeń obowiązuje w Azerbejdżanie od 1 stycznia. Parlament uchwalił je chyba w ramach swoich noworocznych postanowień. W odzewie zorganizowano internetową akcję zbierania pieniędzy na kary – wpłata to ok. 5 centów – i jak dotąd uzbierano 11 516.83 manatów (ok.10 000 euro).

Kupcy powstają

Parę dni po przyjęciu ustawy, 19 stycznia, kupcy z jednego z największych bakijskich marketów – Bina – starli się z oddziałami policji w ramach protestu przeciw podwyższaniu opłat wynajmu. Według informacji Radio Free Europe właściciel marketu jest powiązany z głównymi rządowymi urzędnikami. Wielu kupców aresztowano. Policja użyła gazu łzawiącego, zapobiegając demonstracji przed urzędami.

Minister, jego syn i zamieszki w Ismayilli

Wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego i kłótni, a skończyło na niepokojach społecznych w całym mieście. Kryje się jednak za tym coś więcej. Incydent spowodował młody kierowca dużego sportowego samochodu, winny zderzenia z lokalną taksówką. Jak się później okazało, był nim Wugar Alekperow, syn ministra pracy i ochrony socjalnej. W Azerbejdżanie dzieci prominentów są znane ze swych niestandardowych publicznych zachowań, jak choćby w przypadku wydarzeń z 2012 roku, gdy pijany syn ministra transportu zażądał od właściciela restauracji w  Qebele niedźwiedzia, będącego lokalna maskotką, z grilla. Dla zabawy. Kosztowało go to milion manatów.

Wracając do Alekperowa juniora: po wypadku pozwolił on sobie na obraźliwe uwagi wobec lokalnych mieszkanek, co wywołało oburzenie i spowodowało wybuch przemocy. Spalono należący – podobno – do syna ministra hotel i parę urzędniczych samochodów. Jak się okazało, gubernator miasteczka Nizami Alekperow to brat ministra. Ludzie biorący udział w zamieszkach zapowiadali także spalenie jego rezydencji – gdyby tylko dysponowali materiałami. Protestowano także przeciw bezrobociu i biedzie ogólnie, obwiniając za ten stan rzeczy lokalne władze. Khadija Ismajilowa, [działaczka na rzecz praw człowieka w Azerbejdżanie – przyp. red.] napisała w swoim tekście dotyczącym przytaczanych zdarzeń, że chociaż oficjalnie nie potwierdzono, że hotel należy do Alekperowa, to jednak istnieją na to dowody.

Kolejnego dnia – 24 stycznia – w Ismayili połączone lokalne i centralne siły policyjne użyły armatek wodnych, gumowych kul i gazu łzawiącego. Mubariz Gurbanli, wierny członek partii rządzącej, umniejszył znaczenie protestów przedstawianych jako występ jedynie paru emocjonalnie pobudzonych młodych ludzi, których się szybko ukarze. W każdym razie: nie ma się czego bać. Wydarzenia z poprzedniego roku, jakie miały miejsce w Gubie, skończyły się rezygnacją lokalnego gubernatora. W odróżnieniu od byłego kolegi u władzy Nizami Alekperow mocno trzyma się stołka, podsumowując ostatnie wydarzenia jako kłótnię dwóch osób o wypadek drogowy. Gubernator odmawia oddania stanowiska, a obywatele są pod ścisłą kontrolą stacjonujących na miejscu oddziałów policyjnych, które pozostaną tam do marca. Co ciekawe, w czasie protestu na właścicieli kafejek internetowych wywierano nacisk, aby nie otwierali swych przybytków do czasu zakończenia rozruchów.

Solidarni z Ismayili

Tymczasem w Baku setki zebrały się w różnych miejscach, protestując przeciw użyciu broni przeciw cywilom. Ponad sto osób zatrzymano, w tym wybitnego obrońcę praw człowieka Intigam Alijewa, aktywistę Emina Milli, dziennikarkę Khadiję Ismajil oraz wielu innych. Demonstrujący użyli do zorganizowania się Facebooka. Żądano od policji zaprzestania traktowania obywateli w sposób opisany powyżej. Siły porządkowe jednak nie przejęły się przekazem. Na filmach z wydarzenia widać, w jaki sposób potraktowano Emina i Khadiję podczas aresztowania. Demonstrantów brutalnie rozpędzono, dziennikarzy zatrzymano, na aktywistów i młodych uczestników nałożono kary pieniężne.

Młoda uczestniczka, którą siłą wepchnięto to busa przewożącego aresztowanych protestujących, napisała później:

„Potraktowano gazem pieprzowym każdego, kto protestował w busie, w tym chłopaka, który siedział obok mnie, prosto w twarz. Gaz dostał się też do moich płuc. Zanim dotarliśmy do posterunku nr 37, poczułam się słabo. Najpierw zabrali mnie do celi, potem do pokoju, gdzie poczułam się tak słabo, że upadłam na podłogę. Oficer próbujący mnie cucić wylał na mnie „wodę kolońską” – poczułam się, jakby płonął mi mózg. Przyjechała karetka, sprawdzono mi ciśnienie – za wysokie – i podano zastrzyk. Wciąż mam ból głowy, a pieczenie w płucach jeszcze nie minęło”.

Później wieczorem Khadija Ismajil także podzieliła się swymi doznaniami z zatrzymania. Tamtego dnia występowała na placu prywatnie, nie jako dziennikarka. Oficerzy, którzy ją aresztowali, nawet się nie przedstawili: – Zaciągnęli mnie do wozu i nie pozwolili wsiąść samej, po prostu wepchnęli do auta. Zabrano ją na dwa różne posterunki. Kazali napisać list „wyjaśniający”. Odmówiła podpisania oficjalnego protokołu przed spotkaniem się ze swoim prawnikiem. Zastępca dyrektora sądu dzielnicy Sabail naciskał na nią, aby odpowiedziała na pytania, gdy miała pełne prawo odmówić. Skończyło się na rozprawie. – Weszłam do sali, gdzie na miejscu obrońcy siedziało dwóch mężczyzn. Spytałam, kim oni są, na co sędzia oznajmił, ze moimi obrońcam. Odpowiedziałam, że nie znam tych ludzi i chcę moich własnych prawników. Sędzia oddalił żądanie Khadiji i kontynuował rozprawę. Ukarano ją grzywną w wysokości 400 manatów (ok. 375 euro) za naruszenie prawa dotyczącego zgromadzeń. Część osób zapłaciła, Khadija odmówiła, uznając całą rozprawę za nic więcej niż teatrzyk zorganizowany przez władz.

31 stycznia mieszkańcy dwóch miast Imishli i Zaqatala protestowali m.in. przeciw zaległościom w wypłacaniu wynagrodzeń. 4 lutego Tofig Yagublu z opozycyjnej partii Musawat i Ilgar Mammadov z – także opozycyjnej – grupy REAL zostali aresztowani. Mammadowa przesłuchiwano przez wiele godzin do rana, a następnie zabrano do sądu. Jego obrońca odmówił wypowiedzi do momentu ogłoszenia oficjalnego wyroku. Obydwaj aresztowani są oskarżani o wywołanie protestów z 23 stycznia w Ismayili – wzywania mieszkańców do celowego zakłócania spokoju publicznego i użycia przemocy wobec urzędników. Jeśli zostaną uznani za winnych, grozi im do 3 lat więzienia. Ponadto obywatele Ismayili Abdullajew Mirkazım oraz İsmayıllı Elszen zostali zatrzymani na 2 miesiące, oczekując na rozprawę. Ilgar Mammadow i jego ruch przygotowywali się, aby 9 lutego ogłosić jego kandydaturę w nadchodzących wyborach prezydenckich. Zarówno on jak i Tofig Yagublu obecnie przebywają w więzieniu, także w ramach dwumiesięcznego aresztu przed rozprawą.

Wygodnictwo w Strasburgu

Równolegle do wydarzeń w Ismayili w Strasburgu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy obradowało nad dwiema kwestiami dotyczącymi Azerbejdżanu. Wniosek dotyczący praw człowieka przeszedł 196 głosami przeciw 13, jednak raport traktujący o więźniach politycznych – z którym wiązano duże nadzieje – przepadł 125 głosami. Wzywał on do przyjrzenia się i rozwiązania ponad 80 przypadków aresztowania i uwięzienia – w tym takich osób jak Awaz Zejnalli, Hilal Mammadow oraz Wugar Gonagow.

23 stycznia nie był najlepszym dniem dla demokracji i sprawiedliwości – to raczej święto smakoszy azerskiego kawioru, a porażka adwokatów praw człowieka i wolności słowa. Azerbejdżańscy oficjeli wykorzystali także okazję, aby umniejszyć osobę Strassera, autora wniosku. W swoim komentarzu Ali Hassanow, przewodniczący polityczno-społecznego departamentu w administracji prezydenta Azerbejdżanu, poradził Strasserowi, aby wycofał się z polityki. Oskarżył także w międzyczasie takie organizacje jak Amnesty International, Article 19 i Human Rights Watch o rozsiewanie anty-azerbejdżańskiej propagandy. Rauf Alijew, inny członek parlamentu w Baku, ogłosił fakt przepadnięcia raportu jako osiągnięcie i oznakę poprawy wizerunku Azerbejdżanu na arenie międzynarodowej. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie apologeci reżimu, europejscy politycy: Kristian Vigenin (Bułgaria), Kristina Ojuland (Estonia), Inese Vaidere (Łotwa) oraz Vytautas Landsbergis (Litwa). Ich rolę, a także niezaprzeczalny wkład paru innych osób, wyjaśniono w raporcie berlińskiego think tanku European Stability Initiative, “Caviar Diplomacy: How Azerbaijan Silenced the Council of Europe (Part 1)”.

Prawa człowieka ewidentnie gwałcono i w przeciągu ostatnich lat, i całkiem ostatnio. Kto wyznaczy limit – o ile taki jest – dla kawiorowej dyplomacji? Co dalej z krajem tak głęboko przesyconym korupcją i łapówkarstwem, na drodze bynajmniej nie demokratycznego rozwoju i wśród rosnącego społecznego niezadowolenia? A wszystko w przeddzień wyborów prezydenckich w październiku 2013. Cóż, może nic ciekawego się nie wydarzy. Z drugiej strony jednak świat był niedawno świadkiem „arabskiej wiosny”… Kto powiedział, że taka nie nadejdzie na Kaukazie?

Tekst w języku angielskim ukazał się oryginalnie na stronie  Osservatorio Balcani e Caucaso

Emin Milli i inni działacze zostali wypuszczeni z aresztu 10 lutego.

Kawiorowa dyplomacja

O proteście pod Ambasadą Azerbejdżanu w Warszawie

Galeria zdjęć z protestu w Warszawie

Zdjęcie na stronie głównej: Pkabz

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY