Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Krzysztof Nieczypor

Deszcz meteorów nad Partnerstwem Wschodnim

Chcemy pomóc Ukrainie w uzyskaniu finalnego, ważnego efektu, jakim byłoby podpisanie i potem ratyfikowanie umów stowarzyszeniowych UE-Ukraina w listopadzie tego roku – powiedział prezydent Bronisław Komorowski podczas wczorajszego spotkania z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. – Rok 2013 może być przełomowy dla Partnerstwa Wschodniego – ogłosił szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski na poniedziałkowym spotkaniu Rady ds. zagranicznych UE. Ten dwugłos oraz spadające asteroidy nad Czelabińskiem zdają się nam coś przekazywać…

Putin-meteor. Mem internetowy

Putin-meteor. Mem internetowy

Podczas gdy minister Radosław Sikorski walczy o sukces Partnerstwa Wschodniego wśród krajów Unii Europejskiej (zobacz: Sukces Partnerstwa Wschodniego w tym roku?) prezydent Bronisław Komorowski stara się namówić do koniecznych reform kluczowe państwo tego unijnego projektu – Ukrainę. Zarówno czarujące uśmiechy ministra Sikorskiego, jak i tubalne zapewnienia prezydenta Komorowskiego pojawiają się niemal jednocześnie – można więc wnioskować, że nie są dziełem przypadku. Wyjaśnieniem tego zjawiska wydaje się przyszłotygodniowy szczyt UE-Ukraina, który będzie miał decydujące znaczenie dla dyskutowanego podpisania Umowy Stowarzyszeniowej z Ukrainą w czasie listopadowego szczytu Partnerstwa w Wilnie. Polscy politycy są najwyraźniej bardzo zdeterminowani, by ten szczyt (w odróżnieniu od poprzedniego w Warszawie – przeczytaj: Prezydencja a Partnerstwo Wschodnie – podsumowanie Eastbooka) potwierdził sensowność całego programu konkretnymi osiągnięciami. W litewskiej stolicy mają być zatem same konkrety – podpisanie Umowy z Ukrainą oraz zakończenie negocjacji z Armenią, Gruzją i Mołdawią.

Upór Polaków podzielają Ukraińcy, ale niestety w zupełnie odwrotnym kierunku. Władze w Kijowie ustami swojego ambasadora w Unii Konstantego Jelisiejewa zapowiedziały, że nie zgodzą się na szantażowanie ich ze strony UE i nie spełnią trzech warunków koniecznych do podpisania Umowy – zaprzestania stosowania wybiórczej sprawiedliwości (czytaj – uwolnienia z więzienia b. premier Julii Tymoszenko), reformy kodeksu wyborczego oraz przeprowadzenia zmian w ustawodawstwie (wspominał o nich komisarz Stefan Fule podczas ostatniej wizyty w Kijowie. Przeczytaj: “Okno możliwości” dla Ukrainy otwarte tylko do listopada). Z kolei przedstawiciele opozycji blokują od początku lutego trybunę parlamentarną w akcji protestu przeciwko nagminnemu głosowaniu za nieobecnych posłów przez członków partii władzy, uniemożliwiając tym samym przegłosowanie koniecznych reform. Tak oto w paradoksalny sposób ukraińską opozycję i rząd połączyły wspólne działania na rzecz doprowadzenia do kolejnego fiaska unijno-ukraińskich negocjacji.

Jakby tego było mało, również w innych krajach sytuacja nie daje podstaw do optymizmu.  Niestabilna sytuacja polityczna w Mołdawii, która do tej pory liderowała w negocjowaniu  Umowy z Unią, może sprawić, że w przypadku powrotu komunistów do władzy mołdawskie „success story” niekoniecznie może zakończyć się happy endem (przeczytaj: Kryzys polityczny w Mołdawii. Premier ogłasza wyjście z koalicji rządowej). W Gruzji napięta do granic możliwości kohabitacja również grozi destabilizacją systemu politycznego i powtórzeniem ukraińskiej drogi rozwoju – od rewolucji do stagnacji (przeczytaj: Gruzja na ukraińskim szlaku). W Armenii, mimo dość pozytywnych opinii na temat przebiegu zeszłotygodniowych wyborów prezydenckich, rzesza niezadowolonych z wyniku głosowania Ormian protestuje przeciwko urzędującemu prezydentowi Sarkisjanowi (przeczytaj: “To ja jestem prezydentem Armenii!” — Owanisjan wzywa do protestów przeciwko Sarkisjanowi). Wspomnienie krwawych zamieszek sprzed pięciu laty, do których doszło podczas poprzednich wyborów na prezydenta Armenii, jest na tyle dojmujące, że pozwala mieć wątpliwości również wobec europejskich perspektyw tego kraju.

Pamiętać także przy tym należy o mniej entuzjastycznie nastawionych do idei integracji z Europą Wschodnią państwach Unii. Choć Francuzi sprawdzają się obecnie militarnie (brzmi to dość antylogicznie) w malajskich piaskach Afryki, zaś Niemcy przeliczają utracone z powodu kryzysu euro (to już bardziej sensownie), to nie należy mieć wątpliwości, że gdy wrócą do rozmów na temat unijnej polityki wschodniej, nie będzie to udział konstruktywny. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można się spodziewać, że w odpowiednim momencie naszym unijnym partnerom znowu uda się coś zbojkotować (jak w przypadku Euro2012 – przedyskutowaliśmy nawet ten temat: Dyskusja Eastbooka: Co to był za bojkot? i odkryliśmy stojące za nim cele: Bojkotujmy bojkot!) lub po prostu przykładnie skrytykować (jak np. prezydenta Komorowskiego za spotkania z Janukowyczem). I wtedy  może się okazać, że polskie próby wieszczenia sukcesu Partnerstwa Wschodniego na szczycie w Wilnie doprowadziły do jego zapeszenia, zaś spadające gwiazdy nad Czelabińskiem nabrały swego dawnego znaczenia – przepowiedziały katastrofę.

Facebook Comments
Krzysztof Nieczypor
Redaktor Eastbook.eu
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY