Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Bartłomiej Krzysztan

PdK Książka: „Czarnobylska modlitwa”

26 kwietnia 1986 roku o godzinie 1:24 w ZSRR wybuchła wojna. Radziecki pokojowy atom wraz z wybuchem elektrowni w Czarnobylu zaatakował sowieckich obywateli, doprowadzając do gigantycznego skażenia i napromieniowania ogromnych połaci Państwa Rad. Rozpoczęła się walka – wpierw o przetrwanie, a potem o zachowanie godności.

Biblioteka, autor: CmdrCord, źródło: Flickr

Biblioteka, autor: CmdrCord, źródło: Flickr

Nie doszło do zapowiadanej ostatecznej konfrontacji z agresywnym zachodnim imperializmem. Nadeszła, wyjęta wprost z Hobbesa, wojna wszystkich ze wszystkimi. Wojna sprowadzona do atawizmów, wojna codziennych dramatów z urażoną potęgą Kraju Rad. Wojna opleciona wielowątkowością i polisemiami radzieckiej rzeczywistości, wychowania i indoktrynacji.

W tę gęstą atmosferę wkracza Swietłana Aleksijewicz, wybitna białoruska dziennikarka, w swojej książce Czarnobylska modlitwa. Poprzez monologi świadków i ofiar, wielopłaszczyznowo opisuje wypieraną historię Związku Radzieckiego i tragedię, której echa najprawdopodobniej przetrwają ludzkość. W niemal każdej mikroopowieści składającej się na tę książkę powtarzają się te same motywy i symbole: dozymetr, bohaterstwo, order, likwidator, śmierć, miłość, pustka, promieniowanie, choroba, wysiedlenie, tabu, milczenie. Dla autorki, osoby nieskażonej przekleństwem Czarnobyla, prowadzone rozmowy są wysłuchiwaniem litanii żalów i pytań bez odpowiedzi. Z pozycji niewidzialnego obserwatora Aleksijewicz tworzy topografię cierpienia i wykluczenia. Nikt przed nią nie odważył się zbadać katastrofy z perspektywy antropologii codzienności, zobaczyć, jak wygląda życie ludzi bezpośrednio dotkniętych awarią reaktora. Nikt nie pokusił się o zbudowanie katalogu świadectw i wartości osób dotkniętych piętnem Czarnobyla – nieusuwalnego śladu na duszy i ciele, stygmatu, którego nie sposób się pozbyć.

Człowiek czarnobylski w opowieściach Swietłany Aleksijewicz to zdewaluowana wersja homo sovieticus może on istnieć tylko w realiach sypiącego się Imperium. Powstaje katalog postaci z surrealistycznego snu – młoda tłumaczka w letniej sukience oprowadza zagranicznych dziennikarzy wyposażonych we wszelkie chroniące przed promieniowaniem zabezpieczenia. Nielegalni mieszkańcy strefy zbierają ziemniaki ze skażonej ziemi. Piloci zrzucają worki z piaskiem 300 metrów nad reaktorem, z głowami na zewnątrz helikopterów, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Każda z postaci to relikt sowieckiego wypaczonego wychowania.

Człowiek sowiecki od dziecka przygotowany był do podjęcia walki z nacierającym imperializmem. Radziecka propaganda codziennie przypominała, że wojna może wybuchnąć w każdej chwili. Choć do niej nie doszło, to dekady przygotowań, w połączeniu z pozbawiającą woli socjalizacją Raju Krat, miały swą kulminację w warunkach czarnobylskich.

Stąd wzięli się heroiczni strażacy w waciakach, likwidatorzy bez najcieńszych maseczek, wolontariuszki w szpitalach pozbawione ochrony. Nikt niemal nie chciał uciekać, choć przecież nikt w Czarnobylu nie czekał na tyłach frontu – tak jak w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, gdy oddziały enkawudzistów rozstrzeliwały dezerterów. W poczarnobylskiej akcji ratunkowej zadziałało narzędzie o wiele bardziej przerażające – wypaczona socjalizacja w stylu sowieckim, podsycana propagandą edukacja, z założenia ograniczająca własną wolę. To był heroizm w stylu, który najlepiej obrazują słowa jednego z bohaterów książki – „z łopatą na atom”. Ale przecież nie ma się co bać, skoro to, czego nie widać, nie istnieje. A kto widział promieniowanie, kto przerzucał łyżką czy widelcem stront, cez i polon?

Swietłana Aleksijewicz, "Czarnobylska modlitwa"

Wydawnictwo Czarne

W Czarnobylskiej modlitwie Aleksijewicz wsłuchuje się w głos maluczkich, daje prawo mówić tym, których starano się usunąć z pamięci zbiorowej. Wysiedlonym dzieciom siedzącym w gettach ławkowym na terenie całej Białorusi. Nielegalnym mieszkańcom zony. Żonom ratowników. Jednak pisze też o tych, którzy w tamtych dniach decydowali. Próbuje odtworzyć mechanizmy działania władzy.

Pięć dni po wybuchu Kraj Rad hucznie obchodzi Święto Pracy. 9 maja umierający w straszliwych męczarniach w moskiewskich szpitalach strażacy z Czarnobyla, przez okna obserwują doroczną paradę z okazji Dnia Zwycięstwa. Hołubiony przez Zachód, „wielki reformator” Michaił Gorbaczow zabiera głos dziewięć dni po awarii. Uspokaja, aby zapobiec panice. Władza umacnia się w rękach politruków, oficerów politycznych, absolwentów szkół partyjnych. Nikt nie słucha głosu fizyków i biologów. Naukowy marksizm-leninizm pozwolił wygrać z Hitlerem, zwyciężyć pod Stalingradem, przetrwać blokadę Leningradu, pokona więc także pokojowy atom.

W przerażających monologach Aleksijewicz mówi o ludobójstwie, i znacznie bardziej wyrafinowanym niż Endlösung Adolfa Eichmanna czy stalinowski Archipelag Gułag. To genocyd wykorzenionych z kultury i zsowietyzowanych indywidualności. Ludzi porzuconych przez nieomylną władzę.

Socjalizacja sowiecka uczyła bowiem człowieka ufności w system i odzierała go z indywidualnego wyczucia, właściwego innym gatunkom. Związek Radziecki odbierał ludziom to, w co wierzyli od wieków. Białorusini byli ludźmi ziemi, swój świat ściśle wiązali ze światem przyrody. Tymczasem ZSRR wyłączył naturę z kultury. Czego nie dokonała rewolucja kartezjańska, o której w swoim słynnym eseju z 1977 roku pisał John Berger, tego dokonał przewrót proletariatu.

Czarnobyl uwidocznił słabość człowieka osadzonego nie w naturze, ale w systemie politycznym. Po wybuchu przerażone zwierzęta domowe nie chciały opuszczać swoich zagród, pszczoły pozostawały w ulach.  Dzicy mieszkańcy lasu przestali bać się człowieka. Aby wyczuć zagrożenie, nie byli im potrzebni polityczni przywódcy, a władza sowiecka nie miała żadnego znaczenia – kto zatem zyskał na tym kartezjańsko-proletariackim rozdziale?

Dygnitarze i aparatczycy tłumaczyli się po rozpadzie ZSRR ze swego milczenia – nie informowali, aby ustrzec się paniki w kraju, zezwierzęcenia właśnie, by powstrzymać stan, którego nie dałoby się zahamować żadnymi państwowymi środkami bezpieczeństwa. Zamiast tego doprowadzili do śmierci i wykluczenia tysięcy ludzi.

Po lekturze Czarnobylskiej modlitwy nasuwa się pytanie, co by się stało, gdyby Czarnobyl wybuchł gdzie indziej? Jak zachowaliby się wówczas Japończycy, Amerykanie, Francuzi? Jakie działania podjęliby ludzie pozbawieni sowieckiej mentalności straceńczych bohaterów? Można przypuszczać, że człowiek Zachodu, potrafiłby w warunkach krytycznych zbudować wspólnotę pomocy, ratowałby wszystko, co się da tam, gdzie pęka struktura. Człowiek radziecki tego nie potrafił i nie mogła zrobić tego jego władza. Ukazanie tej okrutnej prawdy stanowi największy walor książki białoruskiej pisarki. Czarnobyl bowiem nie jest tylko katastrofą ekonomiczną, naukową i ekologiczną. Czarnobyl to przede wszystkim apokalipsa społeczna i kulturowa. Wybuch reaktora obnażył słabość sowieckiego systemu, wychowania i życia.

Czarnobyl, autor: Stuck in Customs, źródło: Flickr

Czarnobyl, autor: Stuck in Customs, źródło: Flickr

Choć na upadek Związku Radzieckiego nałożyło się wiele czynników wynikłych z przeróżnych aspektów politycznych, kulturowych i ekonomicznych, to Czarnobyl okazał się największym grabarzem Imperium. Swietłana Aleksijewicz, z czułością i opiekuńczością dobrotliwej matki, wysłuchała opowieści tych, dla których awaria reaktora była i jest dożywociem. Często bardzo krótkoterminowym – wielu z jej rozmówców zdążyło już umrzeć na raka i inne choroby popromienne.

Widać, że ta książka stanowi owoc gigantycznej pracy – białoruska reportażystka zbierała materiały blisko 20 lat. Jest to dzieło skończone, dopracowane. W ludzkich monologach ofiar perfekcyjnie odmalowana zostaje strukturę rozpadu świata. To wybitna książka wybitnej pisarki, która, jak sama przyznała, uznaje Czarnobylską modlitwę za najważniejsze dzieło w swoim dorobku literackim.  To ważna morfologia klęski ideologii. I pozycja obowiązkowa dla każdego, komu choć odrobinę zależy na zrozumieniu wielkich ideologii i ich nieprzystawalności do życia normalnych ludzi.

Swietłana Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

Recenzje na Eastbook.eu

Facebook Comments

Skończony politolog z niepewnego powołania i niepełny jeszcze kulturoznawca z pasji, przekonania i braku racjonalności. Motto: o książkach można mówić różnie, ale tylko gdy tną jak siekiera, wzbudzając na powrót uśpione wartości, ma to większy sens. Na eastbook.eu zajmuję się tym, co piszczy w literaturze na Wschodzie. Jako że granice duchowe mamy nieograniczone - jeśli tylko chcemy - a ogranicza nas fizyczność i potrzeba snu, najwięcej pojawiać się będzie omówień reportaży.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY