Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Diana Zadura

Nie okupacji! Manifest patriotyzmu

Gruzja zakończyła obchody tygodnia Sowieckiej Okupacji. Ustanowione trzy lata temu, mają na celu upamiętnienie dnia, w którym I Demokratyczna Republika Gruzji utraciła niepodległość (luty 1921), upamiętnienie ofiar sowieckiej agresji i terroru.

Spotkanie Micheil Saakaszwil - Bidzina Iwaniszwili, źródło: president.gov.ge

Spotkanie Micheil Saakaszwil – Bidzina Iwaniszwili, źródło: president.gov.ge

 

Niech żyje wolność, na pohybel okupacji – wcześniej czy później.

Ustanowienie obchodów tej rocznicy jest wynikiem polityki historycznej Micheila Saakaszwilego, który upatruje w sąsiedzie z północy źródła wielu nieszczęść swego kraju. W tej optyce przymusowe wejście Gruzji do ZSRR było kolonizacją, która na 80 lat odwróciła prodemokratyczny kierunek rozwoju. Dyskurs okupacji na dobre zaistniał w Gruzji po wojnie sierpniowej 2008 roku, kiedy termin ten nabrał nowego znaczenia.

W 2013  po raz pierwszy rocznicę obchodzono w nowych realiach politycznych. Mimo że rocznica wskazuje na Rosję jako wroga narodu, a rząd Bidziny Iwaniszwilego chcą poprawić z tym wrogiem relacje, rocznicy nie zignorowano, ani też nie potępiono. Nowi decydenci nie przegapili okazji, by zapewnić społeczeństwo o swoim patriotyzmie. Choć w tym wypadku odnieśli się do okupacji sowieckiej w okrojonym, historycznym znaczeniu, to nie unikają określenia okupacja terytorium Gruzji również w odniesieniu do dzisiejszej sytuacji.

Jeden ze spotów reklamowych (jęz. gruziński)

Tym co rzuciło się w oczy w ramach Tygodnia Okupacji była video kampania „NIE OKUPACJI”/ Ara okupacias, zorganizowana przez środowisko bliskie partii prezydenckiej: Instytut Wolności  i magazyn Tabula.

Organizatorzy mówią wprost, że mają na myśli okupację również w kontekście politycznej zmiany kursu nowej władzy. Można to interpretować jako brak zgody na bezwarunkowe wznowienie stosunków z Rosją, jak i zastrzeżenia co do polityki bezpieczeństwa obecnego rządu.

Na pytanie netgazeti.ge dlaczego w obecnym czasie uznali za potrzebne powtarzanie przesłania o wolności i niepodległości, jeden z inicjatorów akcji odpowiedzieć miał: – Teraz to przesłanie jest szczególnie ważne i aktualne, choć nie chcielibyśmy nadawać naszej inicjatywie charakteru politycznego.

Choć widać, że akcja miała w założeniu charakter obywatelski i rocznicowy, to w ostatecznym kształcie stała się głosem poparcia dla ekipy prezydenckiej. Na tle społecznej polaryzacji i trudnej sytuacji dwuwładzy, kampania mogła połączyć Gruzinów we wspólnej sprawie. Mimo, że kwestia jedności terytorialnej pozostaje elementem jednoczącym, podziały polityczne wzięły górę.

Jak twierdzą organizatorzy wiele osób odmówiło udziału w kampanii, nie podając powodu. Ci, którzy wsparli kampanię swoim wizerunkiem, jeśli nie należą do obozu prezydenta, to co najmniej nie bali się być o to posądzonym. Spośród kilkudziesięciu osób w kampanii widać wyraźnie tylko dwie aktualnie odcinające się od obozu Saakaszwilego.

W akcji wzięli udział m.in. artyści, dziennikarze, wykładowcy, 5 duchownych (2 prawosławnych, 2 duchownych denominacji protestanckich, duchowny muzułmański), w tym przedstawiciele mniejszości narodowych. Swoją twarzą akcję markował m.in. Kacha Bendukidze, były minister gospodarki. Wszyscy, jako patrioci jednego kraju, wyrażają podobne treści. Wypowiadają swoje osobiste skojarzenia z tematem okupacji, wplatając hasło „Nie okupacji” i fragmenty hymnu narodowego, wprowadzonego po Rewolucji Róż.

 – Okupacja to agresja, gdy przychodzi ktoś i mówią ci, że nie masz prawa decydować o swojej przyszłości.

– Pamiętam aleję Rustaweli usłaną kwiatami po 9. kwietnia. (1989 rok – masakra pokojowej manifestacji antysowieckiej, w wyniku której zginęło 20 osób – przyp. autorki)

– W hymnie mamy bardzo ważną frazę: „dziś mamy wolność”. Nie wolno nam zapomnieć o tym co się stało, inaczej to może się powtórzyć.

– W Abchazji nie byłam. Nie zdążyłam. Moi dziadkowie urodzili się w okupowanym kraju, rodzice także. I ja urodziłam się w kraju, w którym stacjonują obce wojska. Gdy rodziło się moje dziecko, mój kraj był bombardowany. Nie wolno nam myśleć, że to jest normalne.

– W latach 90-tych może 15 % społeczeństwa znała hymn narodowy, dziś słowa hymnu znają wszyscy. „Siła w jedności” to najlepsze, najbardziej adekwatne motto jakie moglibyśmy mieć. W wielu sprawach możemy się kłócić, ale w tej jednej sprawie jakim jest los naszego kraju musimy być zgodni.

Nowa realia polityczne

Właściwie w przekazie tej kampanii nie ma nic nowego, nic co posuwało naprzód kwestię rozwiązania konfliktów, jedynie uparte powtarzanie mantry, że przyczyną problemu jest Rosja. Piękna akcja, która niewiele wnosi. Wydaje się, że rocznica stała się użytecznym pretekstem, by raz jeszcze wskazać kto jest wrogiem i kto może być „zdrajcą”.

Pod tego rodzaju przesłaniem trudno byłoby podpisać się artystom sponsorowanym przez partię rządzącą. Nie oznacza to, że w kwestii terytorialnej Gruzini są podzieleni. To co różni obie strony politycznej barykady, to podejście do istoty i sposobu rozwiązania sporów terytorialnych, a także odmienna ocena wojny sierpniowej. Przedstawiciele nowego rządu mówią o potrzebie deokupacji, ale inaczej rozkładają akcenty. Mniej wskazują na Rosję jako winowajcę, więcej na potrzebę dialogu i odbudowy zaufania z Abchazami i Osetyńcami.

W ramach kampanii nagrano blisko 30 video-spotów, które dystrybuowano w sieciach społecznościowych i kanałach telewizyjnych powiązanych z partią prezydencką: Rustavi2, TV publicznej, Tabula TV.

Manifest przetrwania

Z jednej strony był to obywatelski manifest patriotyczny, choć nie spontaniczny bo zainicjowany przez środowisko związane z obecną opozycją. Jest w tym przekazie trochę propagandy, widać obawy związane z polityką naprawy relacji z Rosją, trochę straszenia, że naprawa ta odbędzie się kosztem interesów narodowych Gruzji. A to wszystko czyni przekaz zdecydowanie politycznym.

Może przede wszystkim kampania „Nie okupacji” jest manifestem przetrwania, sygnałem, że obóz prezydenta nie składa broni. Jeszcze w styczniu wystające pod pałacem prezydenckim grupki zagorzalców próbowały zmusić go do ustąpienia. W warunkach politycznej przegranej, ale przy wykorzystaniu zgromadzonych przez lata środków, pokonany ZRN próbuje forsować tradycyjną dla siebie retorykę, w tradycyjnym dla siebie stylu. Mimo wielu nacisków, polityki rozliczania, osądzania, bohater Rewolucji Róż walczy by osiągnięcia jego rządów nie zostały lekką ręką zaprzepaszczone. Może właśnie dlatego korpus dyplomatyczny przywitał prezydenta owacjami na stojąco, gdy ten wchodził do sali by wygłosić coroczne orędzie, po tym jak partia rządząca odmówiła mu gościny w parlamencie, a pod Biblioteką Narodową doszło do burdy.

Facebook Comments

Absolwentka etnologii i Studium Europy Wschodniej UW. Autorka bloga poświęconego Gruzji: http://georgianapl.blogspot.com/

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY