Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Aleksej Musorin: Przypadkowe myśli Rosjanina o Białorusi

Czym jest dla mnie Białoruś, język białoruski i kultura? Białoruś i białoruska kultura samym faktem swojego istnienia dają mi możliwość spójnie połączyć w mojej duszy dwa prawie  niezgodne w rosyjskiej sytuacji kulturowej składniki: prawosławie i europejskość.

Kopiec chwały, Białoruś , autor: Everknew, źródło: Flickr.com

Kopiec chwały, Białoruś , autor: Everknew, źródło: Flickr.com

Przymusowa europeizacja Rosji za czasów Piotra Wielkiego (czy naprawdę był on wielkim, czy nie – to osobny temat) podzieliła rosyjską kulturę na dwie raczej mało spójne części: tradycyjno-prawosławną i nowo-wprowadzoną europejską. Prawosławna kultura, z pochodzenia bizantyjska, nie przyjmowała zachodniej, już wtedy w znacznym stopniu świeckiej, tradycji. Przedstawiciele „europejskiej” tradycji często nie widzieli w bizantyjskim prawosławiu nic więcej. prócz obskurantyzmu. Inaczej było na Białorusi. Tutaj prawosławie i europejskość przez wieki stwarzały pewną syntezę, jednocześnie białoruska prawosławna szlachta stała się nośnikiem europejskiej kulturalnej tradycji, białoruskie prawosławie  było prawosławiem europejskim i – być może – historyczna misja Białorusi polegała właśnie na tym, by dać światu przykład niebizantyjskiej prawosławnej kultury. I kto wie, może dlatego Bóg gniewa się na Białoruś, że nie zdołała lub nie chciała wypełnić swojej historycznej roli?

O tym, że obecna białoruska opozycja w żadnej sytuacji nie jest zdolna do tego, by wziąć władze w swoje ręce, ćwierkają wszystkie wróble na ulicach Mińska (i nie tylko Mińska). Powodów dla tego jest dużo i wśród nich ważne miejsce zajmuje ich konsekwentna orientacja na Zachód i niechęć do kontaktów z Moskwą (mam na myśli w tym przypadku nie rosyjskich politycznych looserów, takich jak Gajdar i Chakamada, a gospodarzy Kremla). Tymczasem klucz do władzy leży właśnie na Kremlu. Łukaszenkę na prezydenckim fotelu zmieni ten, kto będzie w stanie udowodnić Moskwie, że  jest lepszym przyjacielem Rosji niż Łukaszenka. Przy tym wszystkim nie trzeba rezygnować z takich wartości jak język czy tradycyjne symbole. Tego dowodzi doświadczenie państw środkowoazjatyckich, w których przeprowadzana jest trudna, konsekwentna  polityka derusyfikacji, skąd Rosjanie uciekają całymi wsiami, rzucając wszystko co mieli. Jednak rosyjski rząd, który tak niepokoi się o los języka rosyjskiego i rosyjskojęzycznego społeczeństwa w krajach bałtyckich, z jakiegoś powodu nie spieszy się występować z krytyką tych nacjonalistycznych reżimów. Rzecz w tym, że te reżimy w pełni popierają kierunek Moskwy w międzynarodowej polityce. To wystarczy.

Kiedy białoruski rząd całkowicie zabroni stosowania języka rosyjskiego, a za jego używanie będzie nawet wrzucał do więzienia, uznając przy tym niezależność Abchazji i Południowej Osetii, Białoruś zostanie najlepszym przyjacielem Rosji. Ale jeśli Białoruś konsekwentnie zajmie prozachodnią międzynarodową pozycję, wszelkie kroki w obronie rosyjskojęzyczności i rosyjskiej kultury na terytorium Białorusi nie pomogą. Prozachodnia, nawet całkowicie rosyjskojęzyczna Białoruś zawsze będzie wrogiem rosyjskiego kierownictwa.

W swoim czasie moskiewski kniaź Iwan Kalita poszedł na służbę do mongolskich chanów i właśnie dzięki tej służbie stworzył polityczny, wojenny i ekonomiczny potencjał, opierając się na którym jego wnuk Dymitr Doński zwyciężył Ordę. Pomyślcie o tym przykładzie, prawdziwi nacjonaliści. Może to wasza jedyna szansa… Jeśli, oczywiście, naprawdę troszczycie się o Białoruś, a nie o zachodnie granty.

Za obecny zanik narodowego języka na Białorusi jest winny, jak by to paradoksalnie nie brzmiało, w tym wypadku liberalno-demokratyczny Zachód. Rzecz w tym, że głównym „eksportowym towarem” prezydenta Łukaszenki jest polityczna lojalność. Ale Zachód odmówił kupienia tego towaru, jedynym nabywcą w tym handlu pozostała Rosja. Stąd kurs na integrację z imperium, zniewaga białoruskiego języka i kultury, poszukiwanie słowiańskich korzeni… Gdyby Europa przyznała zasadność władzy pierwszego i jedynego prezydenta, wsparłaby białoruską gospodarkę chociażby na tym żebrackim poziomie, na jakim utrzymuje ją Rosja, to bardziej prozachodniego polityka na postsowieckim obszarze ciężko byłoby szukać. Od razu zauważę, że jego prozachodniość dotyczyłaby tylko polityki zagranicznej; wprowadzenie wewnątrz kraju europejskiej demokracji oznaczałoby dla niego polityczną śmierć, a kierunek na aktywne odrodzenie i wsparcie białoruskiego języka i kultury, kierunek na derusyfikację kraju stałby się nierozerwalną częścią jego polityki. I wcale nie dlatego, że Łukaszenka nieoczekiwanie zostałby nacjonalistą, ale dlatego, że przebieg współpracy  z Zachodem w sposób nieunikniony zakłada dystansowanie się od Rosji i w konsekwencji kierunek na pełną (na tyle na ile możliwe) derusyfikację kraju. Łukaszenka jest gotowy współpracować nie tylko z Zachodem, ale i z Leszym z Puszczy Białowieskiej, jeśli ten ostatni wesprze go w walce w umocnieniu osobistej władzy wewnątrz kraju.

Byłoby całkiem nieźle, gdyby ktoś z polityków o opcji nacjonalistycznej przekazał tę prostą myśl  komuś z zachodnich przywódców…

autor: Aleksej Musorin

Urodzi się w 1963 roku w Nowosybirsku, Rosja. W 1986 roku ukończył filologię na Wydziale Humanistycznym Państwowego Uniwersytetu w Nowosybirsku. W 2006 roku obronił pracę doktorską. Specjalizuję się w językach słowiańskich. Bardziej szczegółowo z jego twórczością naukową, jak i literacką, można zapoznać się na stronie moussorine.ru

źródłomoussorine.ru

Tłumaczenie: Joanna Kozioł

 

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY