Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Łukasz Grajewski

Białoruski gabinet cieni

Postsowieckość firmowana przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę ugruntowała się na Białorusi na tyle, że ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek zmiany. Doszło jednak do takiej apatii w myśleniu o przyszłości tego kraju, że tylko radykalna wizja może rozbudzić na nowo dyskusję o tym, co „po Łukaszence”. Zapraszam więc do lektury z nurtu political fiction.

.

Gabinet cieni, autor: Łukasz Grajewski (na podstawie Truthout.org), źródło Eastbook.eu / Flickr

Gabinet cieni, autor: Łukasz Grajewski (na podstawie Truthout.org), źródło Eastbook.eu / Flickr

.

Rada Sowieckich Nudziarzy

.

Na obszarze postsowieckim ukształtował się homogeniczny system polityczny. Jego dominantą jest moc sprawcza systemowo nadana osobie władcy i jego świcie. Prowadzi to równocześnie do marginalizacji pozostałych instytucji państwowych, które ograniczają się do wykonywania poleceń z góry. Tezę o podobieństwach systemów politycznych obszaru postsowieckiego usłyszałem jeszcze w trakcie studiów na Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas wykładów z historii państw Azji Centralnej Michał Łabenda, obecnie pełniący funkcję Ambasadora RP w Azerbejdżanie, kazał nam przyjrzeć się biografiom osób, które od lat 90-tych pełnią tam funkcję prezydentów. Rozmawialiśmy o przypadku Nursułtana Nazarbajewa w Kazachstanie, a także Islama Karimowa w Uzbekistanie. Wszyscy oni w podobny sposób wspinali się po drabinie kariery. Charakterystycznym jest ukończenie technicznego kierunku studiów. Następnie, będąc w posiadaniu tytułu inżyniera moskiewskiej uczelni, bohaterowie naszych wykładów zdobywali pozycję w Partii. Przed rozpadem Związku Sowieckiego zajmowali już najwyższe partyjne stanowiska, co po dezintegracji imperium ułatwiało odnalezienie się w nowej roli: wodza narodu.

Do tezy Michała Łabendy powróciłem w trakcie przeglądania listy członków gabinetu Michaiła Miasnikowicza. Postać premiera Białorusi dużo mówi nam o rządzącej na Białorusi klasie politycznej. Posłużę się cytatem z Wikipedii: „Urodził się 6 maja 1950 roku we wsi Nowy Snów w rejonie nieświeskim obwodu baranowickiego Białoruskiej SRR. […] Od 1972 roku pracował jako inżynier w Wydziale Technicznym Instytutu Projektowego „Minskprojekt”. W latach 1973−1977 pracował w Zjednoczeniu Wytwórczym „Minskwodokanał” kolejno jako: inżynier, naczelnik oddziału wytwórczo-technicznego, główny inżynier dyrekcji ds. budownictwa infrastruktury gospodarki wodnej. Od 1977 roku pracował w Zarządzie Przedsiębiorstw Obsługi Komunalnej Mińskiego Miejskiego Komitetu Wykonawczego jako główny inżynier, a od 1979 roku jako jego naczelnik.” Spotykamy więc człowieka urodzonego na wsi, któremu system komunistyczny daję dostęp do edukacji i umożliwia awans społeczny. Rozbudzone ambicje prowadzą go do Mińskiej Wyższej Szkoły Partyjnej. Uczelnia ta powstała 1956 roku przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Białorusi i miała ściśle określony cel, jakim było kształcenie nowych elit. Studenci Szkoły Partyjnej trafiali do Partii, gdzie kontynuowali karierę.

Lektura biografii Miasnikowicza jest potrzebna, ponieważ można do niej przyłożyć większość sylwetek obecnych białoruskich ministrów. Są to najczęściej mężczyźni zbliżający się do lat 60, lub ten wiek przekraczający. Z wykształcenia to inżynierowie wszelkiej maści, którzy politycznej ogłady nabywali w Mińskiej Wyższej Szkole Partyjnej. Polityki uczyli się w warunkach sowieckich, co z pewnością ułatwia im odnalezienie się w warunkach epoki łukaszenkowskiej, gdzie wielce promowanymi wartościami jest spolegliwość i służalczość, a nie wizja polityczna i skuteczność. Żądnych wiedzy na temat białoruskiego systemu politycznego dziwić może brak poważnych opracowań analitycznych na temat działalności rządu Miasnikowicza. Podyktowane jest to ograniczonym dostępem do informacji o działaniach ministerstw, w sytuacji gdzie całą przestrzeń medialną monopolizuje głowa państwa. Kolejnym powodem jest wspomniany już brak realnych możliwości decyzyjnych ministrów, którzy i tak na końcu muszą wykonywać polecenia swojego pryncypała.

.

Spout, autor: truthout.org, źródło: Flickr

Spout, autor: truthout.org, źródło: Flickr

Pozytywny przykład

.

Część Białorusinów obchodzi dziś swoje „święto niepodległości”, nazywane Dniem Woli. 25 marca 1918 roku białoruscy politycy ogłosili powstanie Białoruskiej Republiki Ludowej. W zamierzeniu miała to być struktura niepodległa, starająca się wykroić białoruskie państwo w trakcie zawieruchy końca I wojny światowej. To, co w rzeczywistości stało się efemerycznym quasi-państwem, w wymiarze symbolicznym stanowi ważny punkt odniesienia dla współczesnych Białorusinów, a przynajmniej dla tej niewielkiej garstki, której wciąż nie jest wszystko jedno. W zasadzie grupę tę należy nazywać „partyzantami”, bo oficjalna wykładnia państwowa deprecjonuje – a czasem wręcz neguje – wszystko, co niezwiązane bezpośrednio z historiografią sowiecką. Obchody Dnia Woli powinny skłaniać do refleksji na temat próby powołania rządu niezależnego i skupionego na wypełnianiu obowiązków państwowych. Taki tok myślenia nada obchodom bardzo współczesne oblicze. Erozja systemu politycznego doprowadzi w końcu do momentu, gdy system Aleksandra Łukaszenki zastąpić będzie trzeba czymś nowym.

Dywagacje na temat reform „po Łukaszence” mają długą tradycję. Trwają praktycznie od momentu, gdy tenże objął fotel prezydencki w 1994 roku. Wiele instytucji białoruskich oraz zagranicznych tworzyło „mapy drogowe”, „strategie” oraz inne „listy reform”. Uważam, że przy konstruowaniu tych dokumentów pominięto bardzo istotną zmienną. W tekstach analitycznych czytaliśmy o dość abstrakcyjnych działaniach politycznych, przeszczepianiu udanych przykładów transformacji oraz zmianach legislacyjnych. Jakkolwiek mądre i słuszne nie byłyby to rady, nic z nich nie wyniknie, gdy nie rozstrzygniemy kwestii czynnika najbardziej zawodnego, ale i niezbędnego, bo też do niego wszystko się sprowadza. Mam na myśli ludzi.

Polityka nie skieruje się sama na nowe tory, muszą to uczynić konkretni ludzi, a najbardziej palące pytanie, gdy mowa o przyszłości Białorusi, brzmi: czy na Białorusi są ludzie, którzy w przyszłości z powodzeniem zreformują swój kraj i nadadzą mu nowe oblicze? Dziwi mnie, że w prasie białoruskiej tak mało jest opracowań dotyczących potencjalnych szczególnie nadających się do pełnienia funkcji publicznych. Czyżby brakowało nadziei, że łukaszenkowska smuta kiedykolwiek przeminie? Podobno nadziei nie wolno tracić nigdy, a przy odrobinie fantazji wyobrażam sobie konkretne osoby, które obejmują teki ministrów i z powodzeniem realizują swoje zadania. Moja odpowiedź na wcześniej zadane pytanie brzmi więc: tak!

.

Gabinet cieni

.

Przyglądając się białoruskim ministerstwom i ich prerogatywom, zacząłem zastanawiać się nad przyszłymi kandydatami do ministerialnych stanowisk. Jako zarys metodologii ustaliłem, że powinny być to osoby młode, niezwiązane w żaden sposób z dawną ani obecną nomenklaturą polityczną. Z racji wykonywanych obowiązków oraz wiedzy stanowiliby oni rząd ekspercki. Nie upieram się, że po zmianie władzy właśnie taki rodzaj rządu będzie najbardziej skuteczny. Może najlepszym wyjściem będzie oparcie się na tej części obecnej nomenklatury, która wykaże się największą wolą przemian. To scenariusz najbardziej prawdopodobny, ale pozostańmy jednak przy political fiction i utwórzmy rząd ekspercki.

Za lat 10 sytuacja na Białorusi zmieni się na tyle, że możliwe będzie przejście z systemu prezydenckiego na kanclerski z szerokimi kompetencjami ministerstw. Zmniejszy się liczba resortów, bo na wzór niemiecki wystarczy ich 15. Zakładając, że działają one sprawnie. Do roli Ministra Łączności i Informatyzacji odpowiednie kompetencje posiada Igor Magazinik. Jest to jeden z twórców aplikacji Viber, dzięki której każdy posiadacz telefonu może dzwonić i wysyłać wiadomości za darmo. Aplikacja omija sieci tradycyjne, a korzysta tylko z tej najważniejszej, internetowej. Magazinik to osoba nie tylko świadoma najnowszych trendów telekomunikacyjnych, ale je wyznaczająca. Białoruś słynie ze świetnych programistów. Ich potencjał w zreformowanym Ministerstwie Łączności objawi się właśnie w postaci Magazinika.

Pozostańmy przy kapitale ludzkim. Potrzebna jest reforma białoruskiego systemu edukacji. Tutaj potrzebujemy doświadczonego i sprawnego menadżera. Z wielu osób sprawnie budujących aktywne społeczeństwo obywatelskie, stawiam na Irynę Widanową. Jej rola w tworzeniu czasopism skierowanych do studentów i młodzieży (Studentskaya Dumka, 34mag.net) jest nie do przeceniania. Widanowa wykłada na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym w Wilnie. Ma kontakt ze studentami i ich potrzebami. Jej rozliczna sieć kontaktów z politykami, organizacjami i uczelniami z całego świata, z pewnością pomoże zwiększyć konkurencyjność białoruskiego szkolnictwa.

Vanishing Point, autor: Truthout.org, źródło

Vanishing Point, autor: Truthout.org, źródło

Przy obsadzeniu funkcji ministra kultury pierwsze myśli kierują się w stronę Galerii U. To jedyna prywatna galeria sztuki współczesnej działająca na terenie Białorusi. Choćby z tego względu stanowisko ministra powierzyłbym Walentinie Kiseljowej bądź Annie Czistoserdowej, które wspólnie zarządzają Galerią U. Z pozoru potencjalnych zainteresowanych do objęcia funkcji ministra informacji nie brakuje. Jest wielu dziennikarzy, którzy wiedzą, jak temat informacji wygląda od kuchni. Doceniłbym jednak rolę Wiaczesława Dianowa, twórcy „Rewolucji przez socjalne sieci„, który jak nikt inny wyczuł nastroje społeczeństwa korzystającego z nowych mediów. Był to przykład nie tylko informowania, ale i tworzenia nowych kanałów komunikacji.

Ministerstwo Sprawiedliwości obejmie Aleś Bialacki, prawnik i obrońca praw człowieka. Mam nadzieję, że w momencie nominacji ministerialnej będzie już także laureatem Nagrody Nobla.

Kolejne ministerstwa wymagają pogłębionej wiedzy analitycznej. Kandydatem do szefowania Ministerstwu Gospodarki mógłby być Paweł Usow. To analityk, którego wypowiedzi i teksty publikowane w Centrum Studiów Europejskich cechuje rozwaga i polityczny realizm. To cechy niezbędne w kierowaniu białoruską gospodarką, którą czeka głęboka i społecznie kosztowna reforma. Dodatkowo wiedza Usowa na temat struktur unijnych pozwoli na szybsze powiązanie białoruskiej gospodarki z zachodnią częścią Europy. Największym problemem będzie ułożenie nowych relacji z rosyjskim biznesem. Ktoś to jednak zrobić musi.

Była mowa o gospodarce, to przejdźmy do finansów. Zmiany w tych dwóch obszarach muszą odbywać się równolegle. Aleś Alachnowicz jest absolwentem polskiej Szkoły Głównej Handlowej, a obecnie dokształca się w London School of Economics. Swoimi licznymi analizami udowodnił, że potrafi diagnozować problemy finansowe Białorusi. Przyjdzie czas, żeby Alachnowicz od diagnozy przeszedł do zarządzania operacją uzdrawiania.

Z kolei Ministerstwo Energii powinno przypaść jednemu z ekspertów największego białoruskiego think-tanku  – Białoruskiego Instytutu Studiów Strategicznych działającego w Wilnie. Denis Meljancou ma wiedzę na temat rynku energetycznego i uwarunkowań, z którymi będzie musiał zmierzyć się przyszły minister.

Twardym kandydatem do funkcji ministra spraw zagranicznych jest Franak Wiaczorka, który pomimo młodego wieku, co rusz udowadnia naturalne predyspozycje dyplomatyczne. Jednym z ostatnich sukcesów jest przekonanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej do sfinansowania filmu „Żywe Belarus”, który wkrótce wejdzie na polskie ekrany.

Wśród strategicznych ministerstw pozostaje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Aleś Łahwiniec, długoletni doradca Aleksandra Milinkiewicza, a obecnie wiceszef Ruchu Za Wolność, posiada potrzebną wiedzę na temat funkcjonowania państwa.

Natomiast za ministrem sportu niech stoją sukcesy na polu zarządzaniu klubem sportowym. Najlepszą marką białoruskiego futbolu jest bezsprzecznie klub BATE Borysów, a dyrektorem klubu jest Michaił Demencewicz. Postawmy na niego.

Wymieniłem pomysły personalne dotyczące zaledwie połowy funkcjonujących na Białorusi ministerstw. Jest ich aż 25, stanowczo za dużo. Nie śmiem nawet typować osób odpowiednich do pełnienia funkcji ministra leśnictwa bądź ministra statystyki. Moja wiedza w tym zakresie jest niewystarczająca. Na ten moment nie chodzi przecież o trafienie wszystkich kandydatur, ale o rozpoczęcie rzeczowej dyskusji na temat kadr zdolnych do reformowania państwa. Z pewnością zainteresowani znajdą argumenty przeciwko przytoczonym przeze mnie nazwiskom. Pomimo to wierzę, że – oprócz skrytykowania – część czytelników zastanowi się nad swoją listą osób, które w przyszłości zaangażują się w politykę i zmienią sytuację swojego kraju na lepsze. Możliwe, że na chwilę obecną jest to czyste chciejstwo i polityczne fantazje. Jednak jeśli na poważnie zaangażujemy się w ten proces myślowy, to chciejstwo przerodzi się w wizję. A jeśli nie zabraknie determinacji, to wizja stanie się kiedyś rzeczywistością.

.

Białoruś!

.

Facebook Comments
Łukasz Grajewski

Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracował w administracji publicznej, aktywny w trzecim sektorze (Fundacja Wspólna Europa, Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Inicjatywa Wolna Białoruś). Autor licznych publikacji o Europie Wschodniej w polskich mediach.

Kontakt: l.grajewski@eastbook.eu

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY