Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Tomasz Piechal

Konstanty Usenko, część druga: Rosja to niewyczerpane źródło inspiracji dla artysty

Upadek mitu ZSRR, poczucie bycia oszukanym i wykorzystanym, zaowocowało w latach 80. wybuchem kultury alternatywnej w Związku Radzieckim. Undergroundowa fala przeszła przez cały kraj i w znacznym stopniu przyczyniła się do zmiany systemu. O tym niezwykłym czasie, gdy tworzyła się legenda Wiktora Coja i grupy Kino, pierestrojka rozkręcała się na całego, a także o tym, co przyszło po upadku komunizmu i o współczesnej kulturze alternatywnej w Rosji, opowiada w drugiej części wywiadu Konstanty Usenko, autor książki „Oczami radzieckiej zabawki. Antologia radzieckiego i rosyjskiego undergroundu”. 

Ściana Wiktora Coja, Arbat, Moskwa 2012, aut. Lori Branhan

Ściana Wiktora Coja, Arbat, Moskwa, autor. Lori Branhan, źródło: flikr.com

Pierwsza część wywiadu: Wszyscy poczuli się oszukani przez ZSRR

Nie przypadkiem Twoja książka w głównej mierze dotyczy lat 80. To właśnie wtedy nastąpił definitywny upadek mitu ZSRR, a w całym kraju dochodzi do eksplozji kultury alternatywnej. Jednym z symboli radzieckiego undergroundu zostaje Wiktor Coj, lider grupy Kino. Dlaczego on? W burzliwych czasach, kiedy rozmowy o zmianach i polityce były wszechobecne, on sam raczej się od tego wszystkiego dystansował.

Coj odnosił się z obrzydzeniem do polityki jako takiej. Uważał, że polityka jest jedną, wielką manipulacją. Najistotniejszy jednak dla jego legendy jest fakt, że był on najbardziej charyzmatycznym indywidualistą współczesnej rosyjskiej kultury – nienawidził wszelkich stadnych zachowań. Sam będąc Koreańczykiem, był głęboko zainteresowany kulturą Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Japonią. I coś z tej drogi samotnego samuraja było w jego życiu. Nigdy w nic się nie angażował, nigdy pod niczym się nie podpisał.

I taki człowiek stał się symbolem pierestrojki, duchowym przywódcą ludzi pragnących zmian.

Tak, co jest tym bardziej zabawne, że sam kiedyś powiedział, że jeżeli jakiś człowiek uważa, że ma prawo powiedzieć do innych ludzi „Wszyscy chodźcie za mną!” to już w tym momencie jest w błędzie, lub po prostu kłamie. Zawsze z dużym dystansem traktował swoich kolegów, którzy w apogeum pieriestrojki śpiewali coraz bardziej zaangażowane teksty. Rozumiał, że takie są teraz czasy, ale sam wolał używać języka symboli – hieroglifów, które jednak niosły ze sobą totalną moc i ludzie je rozumieli. Coj zawsze mówił to samo, niezależnie od koniunktury, dlatego ludzie uważali go za osobę najprawdziwszą.

Wiktor Coj w Moskwie, 1986, aut. Igor Muchin

Wiktor Coj w Moskwie, 1986, autor: Igor Muchin, źródło: commons.wikimedia.org

Nie wydaje Ci się ironią losu, że to właśnie taki skrajny non-konformista, indywidualista, uciekający od polityki, zaśpiewał „My czekamy na zmiany!” stając się symbolem społecznego niezadowolenia? Rockowym przywódcą pierestrojki?

Może brzmieć to nieco ironicznie, ale z drugiej dokładnie pokazuje czego chcieli wtedy ludzie. Szukali siebie jako niesterowalnych jednostek, samodzielnych bytów. Kolektywny model ostatecznie się skompromitował, utożsamiany był z uniformizacją, sąsiadami kablującymi na milicję i komunałkami, w których mieszkańców pozbawiono prywatnych sfer życia. Kto więc najlepiej nadaje się na symbol takich dążeń, jak nie skrajny indywidualista, idący własną drogą? Ludzie to dostrzegli i dlatego Coj przyciągał jak magnez. Niektórzy mówili, że Coj na koncertach potrafił lepiej sterować tłumem, niż jakikolwiek polityk, nie mówiąc prawie ani słowa.

Jednak nawet on sam w pewnym momencie uległ trochę tej fali przemian i duchowi czasu.

Najlepiej to widać na albumie Grupa Krwi z roku 1988. Starsze piosenki Kina zazwyczaj dotyczyły samotności nastolatka w wielkim mieście, tematów związanych z romantycznym nocnym życiem Leningradu, jak np. Widzieliśmy noc, łaziliśmy całą noc do rana. Dopiero później nadeszła pora pokoleniowych hymnów. Gdy fala zmian zaczęła nabierać buro – brunatnych barw, twórczość Coja powróciła do indywidualizmu, zaczęła koncentrować się na temacie depresji i samotności artysty, którego życie to niekończące się autobusy, hotele i trasy koncertowe.

Nie uważasz, że te zmiany w tekstach piosenek Coja i innych idealnie obrazują pewien paradoks sceny alternatywnej ZSRR – chcąc żyć w swoim świecie i swojej rzeczywistości, byli w niej maksymalnie zatopieni. I każda zmiana ducha epoki, znajdywała odbicie w ich tekstach, przez co stali się oni wszyscy swoistymi kronikarzami Rosji lat 80. i 90.

W dużej mierze stało się samoczynnie. Kontrkulturowe akcje przeistoczyły się w coś znacznie większego. Nikt z muzyków nie podejrzewał, że ich rola w historii urośnie do takich rozmiarów. Tymczasem nastąpiło niekontrolowane pęknięcie tamy. Fala, która zalała cały Związek Radziecki, poniosła również samych twórców.


A niektórzy próbowali na niej płynąć i maksymalnie wykorzystąć energię, która od niej biła. Chcieli stać się swoistymi trybunami ludu. Ale czy faktycznie te pieśni wzmacniały tamtą falę? Dodawały ludziom energii? Coś zmieniały?

Miały one gigantyczną moc oddziaływania. Nie przypadkiem gdy rock wkroczył na stadiony, okazało się, że piosenki tych zespołów znają i śpiewają również milicjanci i żołnierze przydzieleni do ochrony koncertów. To byli tacy sami młodzi ludzie, którzy tak samo odnajdywali się w tekstach tych kawałków. Słowo pisane lub śpiewane od zawsze odgrywały w Rosji bardzo duże znaczenie. Dawało kopa, stawało się inspiracją do przemyśleń, jednoczyło ludzi w trudnych sytuacjach. A przede wszystkim zabijało strach.

Kino – Permen; końcowy fragment filmu ASSA

I właśnie dlatego, gdy Coj wykrzywiał „Zmian! Zmian wymagają nasze serca! (…) My czekamy na zmiany!” tysiące ludzi śpiewało z nim, a sama piosenka stała się hymnem pierestrojki?

Tak, chociaż sens jej tekstu był często przeinaczany. Coj wielokrotnie o tym mówił. „Czekamy na zmiany” Coja można przyrównać do „Murów” Kaczmarskiego, hymnu pokolenia „Solidarności”. To pieśni napisane przez outsiderów, który stoją gdzieś z boku, i po przysłowiowej rewolucji dalej zostają sami, obok stworzonych przez siebie słów, bo nigdy nie jest im po drodze z tłumem. Coj, w refrenie nawołując do zmian, jednocześnie pokazuje siedzących w kuchni ludzi, którzy siedzą i rozmawiają o potrzebie zmian, lecz boją się wychylić poza przysłowiową kuchnię. To w zasadzie prawie reporterska opowieść, bo tak to dokładnie wyglądało w ZSRR lat 80., co trzeba podkreślić – przed pierestrojką!

Jednak gdy te zmiany już nadeszły, przyniosły za sobą szereg negatywnych zjawisk. Nastały lata 90., a teoretyczny monolit kulturowy i społeczny rozpadł się na tysiąc kawałków.

I te odłamki przygniotły miliony ludzi. Lata 90. naprawdę były horrorem. Widziałem pierwszy pucz Janajewa, widziałem też jak na bazarze jakiegoś typa wpychano z kałaszem do samochodu. Potem, w tych „najweselszych” latach w Rosji byłem tylko raz, w 1995 roku. W Petersburgu pojawiła się nowa scena związana z klubem Tam Tam, było mnóstwo squatów, lecz samo miasto wyglądało jak z jakiegoś chorego filmu Lyncha, a ludzie przypominali zombie. Hasło „no future” było aktualne jak nigdy dotąd. „Eastern 90 – rytmy pokolenia bez kryszy” to rozdział mojej książki poświęcony tej dekadzie – ludzie przemieleni jak maszynka do mięsa, nie wiedzieli czego się złapać. Jedyną odskocznią od rzeczywistości były ekstremalne ideologie, dziwne sekty religijne i narkotyki.

Nie ominęło to też wielu zespołów undergroundowych, które powchodziły w dziwne mariaże polityczne. Scena rockowa staje się jeszcze bardziej zróżnicowana i podzielona.

Na dobre zaczęło się to w 1993 roku, kiedy miejsce miał drugi pucz. Czołgi demokratycznie wybranego prezydenta ostrzelały parlament, opanowany przez komunistów i nacjonalistów. Gdy Biały Dom został zniszczony przez pociski demokratów i liberałów, antysystemowe stało się bycie komunistą albo nacjonalistą. Nie było już żadnej opcji politycznej, nie splamionej krwią. Tak zwani demokraci pokazali, że w swoich metodach niczym się nie różnią od dawnych komunistów. To oni, dla swoich brudnych interesów rozpętali krwawą jatkę w Czeczenii, z nalotami dywanowymi na cywili i wysyłaniem na front mięsa armatniego w postaci dzieciaków – rezerwistów. Sojusz oligarchów, grup przestępczości zorganizowanej, skorumpowanych generałów i polityków był widoczny jak na dłoni, nikt nie miał już żadnych złudzeń.

Szczególnie fascynująca jest ewolucja antysystemowych zespołów Grażdańskaja Oborona, Jegora Lietowa oraz Alisy.

Lietow stał się podporą Partii Narodowo Bolszewickiej Eduarda Limonowa, absolutnie nietypowej hybrydy komunizmu z nacjonalizmem. Z kolei Alisa, która zawsze grała ostrą, ciężką rockową muzykę, balansującą na krawędzi metalu, poszła w stronę panslawizmu. Wielkoruskie imperialne motywy mieszały się u nich z prawosławnymi i prasłowiańskimi, pogańskimi elementami. Ich nowe piosenki nosiły tytuły Niebo Słowian czy Wilki północy, Alisa często koncertowała też w Belgradzie, w ramach wsparcia dla Serbii w czasach nalotów sił NATO. Skądinąd, bombardowania Belgradu przez samoloty NATO w 1999 roku miały kolosalny wpływ na rozwój rosyjskiej skrajnej prawicy . Pojawiły się głosy, że „po Bagdadzie i Belgradzie następna w kolejce będzie Moskwa”.

To chyba kolejny dowód na to jak silnie losy undergroundowych muzyków powiązane były i są z otaczającą ich rzeczywistością. Czy Twoim zdaniem przegrali oni swoją marzenia o ucieczce w swój własny świat?

Nie dało się uciec przed rzeczywistością i bardzo łatwo można było od niej zwariować. Fala samobójstw i przedawkowań w latach 90-tych nie była przypadkiem.

A jak wygląda to współcześnie? Czy rosyjska rzeczywistość wciąż jest tak samo ekspansywna?

Przede wszystkim słowo „underground” straciło swoje pierwotne znaczenie. Nowe produkcje sceny niezależnej wystawiane są w internecie. Kulturę samizdatu i pirackich płyt CD zastąpiła multimedialna kultura Youtube’a.

O czym i jak śpiewają współcześni muzycy niezależni w Rosji?

Romantyczne motywy lat 80. i dekadenckie 90. zastąpione zostały cynicznymi, obrazoburczymi i prowokacyjnymi historiami. Z tekstów piosenek sączy się jad, króluje sarkazm i szyderstwo. Do niedawna w modzie była postawa popularna zwana „pochuizmem” (brutalniejsza wersja „tumiwisizmu”), lecz od niedawna na topie są zespoły zaangażowane społecznie, takie jak Noize MC. Opisy samowolki milicjantów, korupcji, bezprawia na drogach, sprawa tzw. „migałek” – tematy tabu sytej putinowskiej epoki przestały obowiązywać. Nienawiść do mundurowych to podstawowy element kultury hiphopowców, czy osiedlowych „pacanów”. Coraz silniejszy jest również element antyrasistowski, jako odpowiedź na zwiększającą się ksenofobię rosyjskiego społeczeństwa. Przywoływany już przeze mnie Noize MC napisał nawet piosenkę o Puszkinie,  który przecież miał przodków z Etiopii, w której szydzi ze znanych z rasistowskich poglądów kibiców Zenita Petersburg. Wciąż tak samo silne są również motywy nacjonalistyczne – Rosja XXI to wrzący wieloetniczny i multikulturowy kocioł, pełen konfliktów.

Noize MC – Puszkiński rap

A jak na tej scenie umiejscowiłbyś Pussy Riot? Minął już rok od ogłoszenia ich wyroku.

Pussy Riot to nie stricte zespół muzyczny, lecz radykalna grupa performerska, nawiązująca do amerykańskiego anarcho feministycznego ruchu riot grrrlz. Ich występ w Cerkwii Chrystusa Zbawiciela miał na celu ukazanie hipokryzji rosyjskiego kościoła prawosławnego jako organizacji państwowej (popularnie nazywanej przez Rosjan skrótem RPC) i jej hierarchów, którzy mają obecnie podobne zakusy na władzę jak Kościół Katolicki w Polsce. W podobny sposób przeforsowywują też w parlamencie konserwatywne obyczajowo ustawy (takie jak zakaz propagandy homoseksualizmu). Samo prawosławie w Rosji jest dziś coraz silniejsze, lecz wiele osób deklarujących się jako osoby wierzące odcina się od oficjalnego stanowiska RPC w sprawie Pussy Riot. Wielu rosyjskich intelektualistów, którzy z powodów religijnych poczuli się osobiście dotknięci performensem anarchofeministek w Cerkwii Chrystusa Zbawiciela, z jeszcze większym zbulwersowaniem zareagowało na wyrok, który dostały dziewczyny. Istnieje jednak spora grupa prawicowych prawosławnych „ortodoksów”, dla których dwa lata w kolonii karnej dla Pussy Riot to za mało. Rosja jest więc podzielona światopoglądowo.

Czyli raczej nic nie wskazuje na to, żeby ten rozbity monolit miał się jakoś scalić.

Ta rysa się tylko pogłębia. Zwłaszcza, że ludzie nie są już tacy potulni jak byli w latach „zerowych”. Zobojętnieni i zachłyśnięci dobrobytem. Na początku XXI wieku w życiu wielu ludzi wraz ze wzrostem ceny ropy naftowej nastał skok cywilizacyjny – wypłacane na czas pensje, samochody, plazmy, komórki i internet, wakacje w Turcji i Egipcie.. Nie trzeba było być już „nowym ruskim”, by móc sobie na to wszystko pozwolić. Pojawiła się klasa średnia. Potem pojawił się Miedwiediew i niektórzy myśleli, że to znak, że autorytarny system będzie ewoluował w kierunku większych zmian. I zmiany częściowo nastąpiły, zwłaszcza w sektorze mundurowym. Ale okazało się, że dzieje się to w myśl zasady „dwa kroki w przód, jeden krok w tył”. Ludzie znów poczuli się rozczarowani i oszukani.

Putin wrócił na Kreml…

Putin wrócił, ale społeczeństwo jest już zupełnie inne. Wszyscy mówią, że żyjemy w “nowej epoce zastoju”, ale zmiany w mentalności ludzi i zmiany pokoleniowe widać gołym okiem. Najbardziej rzucają się w oczy nie w Moskwie czy w Petersburgu, w środowiskach inteligenckich, lecz na prowincji. Ludzie na szczeblach lokalnych buntują się przeciw decydentom i urzędnikom, śledzą ich działania w internecie, niektórzy próbują zmieniać system od wewnątrz… Wrócił polityczny ferment znany z czasów pieriestrojki, choć z zewnątrz wszystko wydaje się być trochę zamrożone. Obiektywnie, w ludziach jest dziś jednak więcej złości niż nadziei na realne zmiany. Ale chowanie głowy w piasek wyszło już z mody.

Przede wszystkim jednak historia zatoczyła pewne koło. Znów w Rosji rozbudzono nadzieje, by potem je zniszczyć.

Bo rosyjska historia to historia ciągłych wzlotów i upadków. Tak więc trudno jest dzisiaj stwierdzić, co będzie dalej. Ludzie mają już naprawdę dość zastoju i autorytaryzmu, władzy w ręku cały czas tej samej partii. Z drugiej strony, patrząc na niektóre siły opozycyjne, to czasami strach pomyśleć, co by było gdyby ktoś z nich doszedł do władzy. Jedno jest pewne – artyści w Rosji jeszcze długo będą mieli skąd czerpać inspiracje dla swojej twórczości.

Czytaj pierwszą część wywiadu: Wszyscy poczuli się oszukani przez ZSRR

Facebook Comments
Tomasz Piechal
Starszy analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia

    Dziennikarz, publicysta, z wykształcenia etnolog. Swoje badania naukowe prowadził na Ukrainie, gdzie zajmował się kwestiami politycznymi (dystans między władzą a obywatelami) i historycznymi (UPA, Wielka Wojna Ojczyźniana, Wielki Głód). Współpracował m.in. z serwisami "dziennikarze.info", "gildia.pl", "psz.pl", "Gazetą Studencką", TVP1, działem Opinii "Super Expressu", "Rzeczpospolitą", "Dziennikiem Gazetą Prawną".

    ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY