Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

Czy aby na pewno Stalin nie żyje?

Minęło 60 lat od śmierci Stalina. Ale czy on naprawdę umarł? (…) Białoruski lider nie może ukryć swojego zachwytu nad dyktatorami, często nawet ze szkodą dla własnej reputacji. Przypomnijmy, że Łukaszenka chwalił nie tylko Lenina i Stalina, ale także znalazł pozytywy w działalności Hitlera. Wyraził szacunek dla dyktatorów naszych czasów: Slobodana Miloševića, Saddama Husajna, Muammara Kadafiego. Być może to właśnie nazywa się pokrewieństwem dusz.

Lenin przed Parlamentem w Mińsku, źródło: wikipedia.org

Lenin przed Parlamentem w Mińsku, źródło: wikipedia.org

Według sondaży „Lewada-centrum” w Rosji pod koniec ubiegłego roku 48% ankietowanych uznało, że Stalin odegrał pozytywną rolę w historii ich kraju, i tylko 22% oceniło go negatywnie. Kult rządów silnej ręki Rosjanie mają zapisany w genach.

A jak jest na Białorusi? Według badań NISEPD (Niezależny Instytut Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych) z czerwca 2012, na pytanie: „Kto z niżej wymienionych polityków w największym stopniu jest dla Was sympatyczny, odpowiada Waszemu ideałowi polityka?”, Stalin zajął w rankingu 17 miejsce wśród 18 nazwisk z wynikiem 3,9%!

Możemy tu zaobserwować ciekawe zjawisko. Chociaż rosyjskie społeczeństwo jest chore na stalinizm, tym niemniej i Putin, i Miedwiediew kilka razy publicznie osądzali stalinowski  terror. Bo chcą  sprawiać wrażenie cywilizowanych polityków.

Dopóki na Białorusi istnieje czynny reżim polityczny, Stalin nie umrze.

Na Białorusi wszystko jest na odwrót. Istnieje ogromne rozdarcie pomiędzy oceną Stalina przez władze i społeczeństwo. Wiadomym jest, że stosunek Łukaszenki do Stalina nie jest jednoznaczny. W zasadzie można mówić, że jest on jego idolem. „Narzucają nam, byśmy zabili wszystko to, co wielkiego zrobili Lenin i Stalin, a przecież są to symbole naszego narodu”, -mówił białoruski prezydent w 2006 roku. „Linia Stalina” stała się prawie głównym oficjalnym kompleksem muzealnym Białorusi.

Jakie są przyczyny takiej sympatii? Moim zdaniem istnieją dwie.

Po pierwsze, w procesie tworzenia autorytarnego reżimu Łukaszenka ze względu na ideologiczne uzasadnienie swojego systemu władzy potrzebował jakiegoś wzoru, przykładu. Daleko nie trzeba było szukać. Własne doświadczenie życiowe Łukaszenki, nostalgia za niedawną przeszłością, która była obecna w społeczeństwie w latach 90-tych, skłoniły  prezydenta do skierowania swojego spojrzenia na sowieckie dziedzictwo.  I to właśnie ono stało się ideologicznym fundamentem, uzasadnieniem i przykładem dla formowania się dyktatorskiego reżimu.

Zrozumiałe, że takie odwołanie się do przeszłości jest niemożliwe bez idealizacji sowieckiej historii. W tym sensie przemilczanie jej strasznych stron jest w pełni logicznym krokiem. Ponieważ  temat stalinowskich represji burzy ideologiczne mity, postanowiono o nich nie wspominać.  Za czasów Łukaszenki archiwum KGB było całkowicie zamknięte, wszystkie akta strasznej tragedii 1930-50 znów  zostały utajnione. Ten temat zostaje przemilczany również w szkolnych podręcznikach.  Oficjalny status  uroczyska „Kuropaty”, gdzie rozstrzelano ludzi, w ten sposób dalej pozostaje niezrozumiały.

Problem w tym, że przez 18 lat rządów Łukaszenki nastroje społeczne zmieniły się, o czym świadczą wspomniane wyżej ankiety NISEPD. Odwołanie się do sowieckiego dziedzictwa już nie dodaje głowie państwa politycznej mocy. Jednak ciężko mu jest przestawić się,  przeskoczyć samego siebie.

I tu przechodzimy do drugiej przyczyny.  Jest ona bardziej subiektywna. Zwraca na siebie uwagę pewna dziwna, nie do końca wytłumaczalna sympatia Łukaszenki do dyktatorów wszystkich czasów i narodów. Oczywiście liczy się też rozumienie  danego systemu państwowego ładu, formy i metod rządzenia. Ale widocznie nie tylko to. Jest jeszcze pewna mistyczna, nawet fatalna, destrukcyjna więź, którą zdolni są wytłumaczyć tylko psychologowie społeczni. Bo białoruski lider nie może ukryć swojego zachwytu nad dyktatorami, często nawet ze szkodą dla własnej reputacji. Przypomnijmy, że Łukaszenka chwalił nie tylko Lenina i Stalina, ale także znalazł pozytywy w działalności Hitlera. Wyraził szacunek dla dyktatorów naszych czasów: Slobodana Miloševića, Saddama Husajna, Muammara Kadafiego. Być może to właśnie nazywa się pokrewieństwem dusz.

Co więcej, Łukaszenka porównuje się ze Stalinem. Wołał: „Przestańcie piętnować przywódców kraju w tamtych czasach, poczynając od Stalina! Mogę tylko przypuszczać, zajmując mniej więcej analogiczną pozycję, do robienia czego jest się zmuszonym” (Białoruska gazeta, 2005, 9 maja).

I jeszcze jedna bardzo ciekawa wypowiedź Łukaszenki. „Niedawno Włodzimierz Władimirowicz Putin gościł mnie w Wołynskoje. Tam Stalin przeżył swoje ostatnie 19 lat. Jestem wdzięczny prezydentowi Rosji, że nalegał, bym obejrzał dom, gdzie żył Stalin, pokój, w którym zmarł.  Powiedziano mi, gdzie leżał, jak leżał. On po prostu przewracał się tam i  nie okazano mu żadnej pomocy. To przede wszystkim Beria i inni pomocnicy, którzy kręcili się pod nogami i powtarzali: „Jesteś przywódcą, jesteś naprawdę największy!” Ja mianowicie nie lubię lizusów wokół siebie. Oni wszyscy, dopóki jesteś zdrowy i u władzy, są tuż obok. Ale nie daj Boże, żeby coś się zdarzyło – figa!” (z wystąpienia Łukaszenki w Białoruskim radio 12 października 2007). To już nie o Stalinie, ale  o własnym możliwym losie.

Dopóki na Białorusi istnieje realny polityczny reżim, Stalin nie umrze.

Autor: Waler Karbalewicz

Urodził się w 1955 roku w . Ukończył studia na Wydziale Historii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego, doktor nauk historycznych, docent. Polityczny publicysta „Radio Svaboda”.

Źródło: svaboda.org

Tłumaczenie z białoruskiego: Joanna Kozioł

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY