Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok

„Tako rzekła moja babcia”. O konferencji prasowej prezydenta Armenii

Przed swoją podróżą do Watykanu w celu uczestniczenia w inauguracji pontyfikatu papieża Franciszka prezydent Armenii Serż Sarkisjan spotkał się z dziennikarzami. Ale to nie była zwykła konferencja prasowa. A po wszystkim na YouTube można znaleźć najśmieszniejsze wypowiedzi prezydenta – w tym słynny cytat o babci.

Serz Sarkisjan na konferencji prasowej, źródło: YouTube

Serz Sarkisjan na konferencji prasowej, źródło: YouTube

Spotkanie z wybrańcami

Po pierwsze, prezydent Armenii bardzo rzadko zwołuje konferencje prasowe. Spotyka się z dziennikarzami, gdy gdzieś wyjeżdża, a pytania muszą być ustalane z administracją głowy państwa.  W ciągu 5 lat swej kadencji Sarkisjan zwołał konferencję 2 razy – w 2008  oraz  w 2009 roku.  W obu przypadkach scenariusz spotkania – pytania, jak i sama kolejność ich zadawania – został przygotowany z wyprzedzeniem. A cały teatr ze zgłaszaniem pytań podczas „audiencji” także miał miejsce.

Po drugie, wśród dziennikarzy, z którymi prezydent się spotkał, nie było przedstawicieli mediów internetowych – obecne były jedynie osoby reprezentujące cztery dzienniki prasowe, siedem stacji telewizyjnych oraz jedno radio.

Po spotkaniu stacje telewizyjne poinformowały o odbytej konferencji, jednak nie pokazano żadnego zdjęcia. Jak się okazało, żadna telewizja nie otrzymała prawa nagrywania spotkania. Całość nagrano oraz zmontowano w biurze prasowym prezydenta. Gotowy film obiecano przekazać mediom, jednak nastąpiło to dopiero następnego dnia.

O czym tu rozmawiać z głodnym człowiekiem?

Ciekawe były wypowiedzi Serża Sarkisjana między innymi o dialogu z opozycją.  Od 20 lutego na placu Wolności w Erywaniu były kandydat na prezydenta Raffi Howanisjan protestuje przeciwko wynikom wyborów prezydenckich. Jest on przekonany, że oficjalny zwycięzca Serż Sarkisjan musi ustąpić i „przekazać władzę narodowi”.  Howanisjan kilkakrotnie zapraszał Sarkisjana na spotkanie, aby omówić wiele spraw dotyczących sytuacji w kraju, jednak odpowiedzi nie było.  Opozycjonista ogłosił strajk głodowy, by zwrócić uwagę na siebie i na opozycję.

Na konferencji 18 lutego Sarkisjan powiedział, że nie widzi sensu rozmowy z opozycjonistą: „O czym mam rozmawiać z obrażonym na cały świat i głodnym człowiekiem?” – taki stosunek do opozycyjnego polityka media odebrały negatywnie.

Prezydent łamie konstytucję

Prezydent zaskoczył, przedstawiając swoje stanowisko w sprawie obecności biznesmenów w parlamencie Armenii. Najpierw ogłosił, że oligarchów w parlamencie nie ma. Potem dokonał jednak korekty, uściślając, iż wg dokumentów nikt taki nie pełni funkcji posła. Powód? W Armenii biznesmeni rejestrują firmę oraz przepisują majątek na kogoś z rodziny.  Warto przypomnieć, że łączenia bycia przedsiębiorcą z pracą w parlamencie zabrania konstytucja Armenii. Tak oto otwarcie prezydent, który wg konstytucji jest jej gwarantem, popiera jej naruszenie.  Sarkisjan oznajmił zarazem, że jest przeciwnikiem rozwiązania sprawy siłą –„tymi środkami nie da się zamknąć drzwi parlamentu” – i woli metody pokojowe.  Co do uwagi, że większość tych posłów-biznesmenów nie ma nawet odpowiedniego wykształcenia, Sarkisjan zripostował: niech „ z tymi posłami rozmawiają doświadczeni dziennikarze, a nie młodzi, którzy nie potrafią rzetelnie przeprowadzić wywiadu”.

Walczyć o uznanie uważając to za zdradę…

Inne ciekawe oświadczenie Sarkisjana dotyczyło Górskiego Karabachu.  Warto przypomnieć, że Armenia jest gwarantem jego bezpieczeństwa – nie zamierza jednak uznawać niepodległość tego quasi-państwa, chociaż ciągle mówi o staraniach mających na celu jego uznanie na arenie międzynarodowej.  Oficjalne stanowisko Erywania głosi, że jeżeli Armenia Karabach uzna, to Azerbejdżan zacznie wojnę. Zarazem władze Armenii twierdzą, że uznanie to krok ostateczny, czyli odpowiedź na wywołaną (w domyśle – przez Azerbejdżan) wojnę. Ze słów Sarkisjana wynika, że Karabach i jego zwolennicy na świecie robią to, co Armenia uważa za „nieracjonalne” i „zdradę”. Ciekawe jest to, że Sarkisjan nie potwierdził, czy Armenia zamierza uznać Karabach po tym, jak zrobią to jakiegokolwiek inne państwa – co uważam swoją drogą za niemożliwe. Problem pozostaje – zagrożenie ze strony Azerbejdżanu nie zniknie.

Media są przyczyną migracji

Chyba najciekawsze wypowiedzi dotyczyły migracji. Władze Armenii bardzo negatywnie nastawiają się do wyjazdu obywateli, głównie do Rosji. Doszło już do tego, ze zawieszony został program dobrowolnych przesiedleń do Federacji rodaków mieszkających za granicą.  Władze winią Rosję za to, że nie zmniejsza się armeńska fala migracji, zapominając jednak, że wiele banków w kraju utrzymuje się z procentów z transakcji, których gros dotyczy pieniędzy wysyłanych przez członków rodzin mieszkających i zarabiających głównie u północnego sąsiada.

W rozmowie z dziennikarzami Serż Sarkisjan oznajmił, że nie uważa, aby odpływ Ormian z kraju był spowodowany brakiem sprawiedliwości czy bezrobociem. Gdyby to było przyczyną, to, według niego, Ormianie nie wyjeżdżaliby do Rosji, gdzie sprawiedliwość bynajmniej nie panuje.  Głowa państwa oznajmiła także, że gdyby ci, którzy pracują 16 godzin w Rosji, faktycznie tyle pracowali w Armenii, to byliby w stanie utrzymać swoje rodziny i siebie także w ojczyźnie. Sarkisjan podkreślił ponadto, że przyczyną migracji jest zła atmosfera tworzona przez media. Według niego co najmniej dwie stacje telewizyjne oraz media internetowe mówią o sytuacji w kraju tylko źle, a ludzie wyjeżdżają, bo po prostu nie mają nadziei na lepsze jutro.

Jest to jednak bezczelne kłamstwo! Jeśli porównywać życie i płacę w obu stolicach (a do Rosji często wyjeżdżają ludzie z małych miasteczek, gdzie w ogóle nie ma pracy) można zobaczyć, że płaca na obczyźnie jest o wiele wyższa, a artykuły spożywcze w Moskwie kosztują tyle samo bądź nawet mniej (z wyjątkiem warzyw) niż w Erywaniu.  Czy ktoś z dozorców w Erywaniu może otrzymać 500 dolarów pensji?  Czy ktoś na budowie w armeńskiej stolicy może zarabiać ponad 2 tysiące dolarów?

Podsumowując:  trzeba zauważyć, że  Serż Sarkisjan przez pierwszą kadencję był bardziej ostrożny i nie zaliczył prawie żadnych wpadek medialnych. Jednak pod jej koniec – już w trakcie kampanii wyborczej – sytuacja się zmieniła. Najbardziej oburzające zdarzenie miało miejsce, gdy Sarkisjan powiedział do płaczącej kobiety, która do niego podeszła: „Przyszłaś do nas tutaj i płaczesz, psujesz nam święto, żeby co..?” Albo skarżącemu się na ciężkie życie starszemu panu powiedział: „Od takiego myślenia to nawet ogórek krzywo rośnie”.  Na spotkaniu z dziennikarzami Serż Sarkisjan zacytował swoją babcię: „Jak mówiła moja babcia…  czy zebraliśmy w tej sprawie?…”, co dało powód do wiele ironicznych wypowiedzi na łamach dzienników i w sieci.

W YouTube można znaleźć najśmieszniejsze wypowiedzi prezydenta, w tym cytat o babci, nałożony na melodię. A na zdjęciu widać portret młodego Serża Sarkisjana.

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY