Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
Serhiy Lefter

Polska wiosna w Ukrainie – wywiad z Krzysztofem Lasoniem, członkiem zespołu „Vołosi”

Choć ciężko w to uwierzyć, w tym roku na Ukrainie przez prawie tydzień była już wiosna. W pierwszym tygodniu marca we Lwowie, Równem, Tarnopolu, Winnicy, Odessie, Kijowie i Czerniowcach koncertowała bowiem polska „armia” pod postacią smyczkowego kwintetu „Vołosi”.

Występ zespołu "Vołosi" w Kijowie, marzec 2013 r., autor: Serhij Lefter, eastbook.eu

Występ zespołu „Vołosi” w Kijowie, marzec 2013 r., autor: Serhij Lefter, źródło: eastbook.eu

Muzyka zespołu „Vołosi”, która wpisuje się w nurt world stage, zawsze gwarantuje wysoką temperaturę na koncertach. Grupa już drugi występowała w Ukrainie, ale z jakiegoś powodu nie pojawiła się do tej pory w większej liczbie rejonów kraju – przez koncertowy tydzień polscy muzycy odwiedzili praktycznie tylko zachód i centrum. Organizatorzy jednak zapewniają, że następnym razem postarają się zaprezentować „Vołosów” również na Wschodzie.

Tymczasem o tym, jak ukraińska publika przyjęła polskich muzyków, czemu zgodzili się zagrać w kijowskiej Małej Operze i kto rządzi w grupie – specjalnie dla portalu Eastbook.eu opowiada jeden z członków zespołu, Krzysztof Lasoń.

Serhij Lefter (Kijów, Eastbook.eu): – Jakie są Wasze wrażenia z drugiego wyjazdu na Ukrainę?

Krzysztof Lasoń, grupa „Vołosi”: – Na ukraińską trasę koncertową czekaliśmy z niecierpliwością. Mając w pamięci nasze pierwsze spotkanie z ukraińską publiką, które miało miejsce w ubiegłym roku na festiwalu ArtPole, byliśmy bardzo ciekawi, czy jeszcze raz zaistnieje ten swoisty dialog serc między nami a Ukraińcami. Tym razem odwiedziliśmy więcej miast, w każdym z nich było inaczej. Występowaliśmy nie tylko przed różną publicznością, ale również w różnych miejscach. W Odessie graliśmy w niesamowitym klubie, w Równem – w filharmonii, która mieści się w dawnym kościele. Winnica przywitała nas normalną salą filharmoniczną ze świetną akustyką, a Tarnopol – pomieszczeniami miejscowego Domu Kultury. Jak więc widać, wszystko było bardzo zróżnicowane. Wisienką na torcie pozostaje dla nas jednak koncert w Kijowie w budynku Małej Opery, w którym zakochaliśmy się od razu. Nawet nagrywaliśmy tam na potrzeby naszego DVD koncertowego cały występ.

Gdyby spojrzeć na mapę Ukrainy to widać, że koncerty daliście – oprócz Odessy – jedynie na zachodzie i w centrum kraju. Czemu?

O to należałoby przede wszystkim zapytać organizatorów. My sami bardzo chcielibyśmy zagrać w Doniecku i Zaporożu. Może uda się następnym razem!

Macie jeszcze sporo przed sobą, przecież razem gracie dopiero trzy lata. Gdy jednak patrzę na skład Waszego zespołu to wciąż zadaje sobie pytanie – jak wy się znaleźliście i dobraliście? Część z was to muzycy klasyczni, inni są prosto z góralskiej kapeli.

Poznaliśmy się dokładnie dziewięć lat temu na moim weselu, gdzie chciałem, żeby zagrała prawdziwa góralska kapela. Nazywali się „Wałasi” i miałem duże szczęście, bo okazało się, że potrafią rewelacyjnie wykonywać utwory z repertuaru muzyki góralskiej z Beskidu Śląskiego. Z czasem się zaprzyjaźniliśmy, zaczęliśmy grać najpierw dla własnej przyjemności, a potem tak się złożyło, że zaczęliśmy występować na różnych koncertach. Powoli rodziła się nasza nowa muzyka i styl. Oficjalnie jako grupa „Vołosi” gramy od trzech lat, gdy wystąpiliśmy na festiwalu „Nowa Tradycja” w Warszawie.

Zaczęło się od „Wałasi” skończyło na „Vołosi”. Jest jakaś różnica między tymi nazwami?

To są różne dialekty. „Wałasi” – trochę tutaj czeskiego, ale także sporo gwary Beskidu Śląskiego. „Vołosi” to po prostu polska nazwa. Zmiana wynika z tego, że wraz z dołączeniem do ludowego zespołu, który grał góralską muzyką, tradycji akademickiej, zmienił się zasadniczo styl i muzyka jaką gramy.

Czyli skoro już dziewięć lat trwa Wasza wspólna przygoda, to już chyba również poza sceną jesteście przyjaciółmi?

Jasne!

A kto w takim układzie rządzi na scenie?

Trudno mówić u nas o jakimś liderze. Taka zresztą jest również idea naszego zespołu. Ponieważ grupę muzyczną można porównać do armii, to jest w niej miejsce i na piechotę, i na artylerię. Każdy pełni swoją funkcję, każdy instrument dodaje coś od siebie do ogólnego muzycznego obrazu. Ktoś pobudza, ktoś uspokaja. Jeżeli jednak już mam mówić o jakimś liderze, to głównym naszym przywódcą pozostaje interakcja, czyli wspólne rozumienie siebie nawzajem i wspólne dopełnianie. Gra nam się razem super i żadnych konfliktów – póki co – między nami nie było i nie ma. To nas pozytywnie nakręca.

Więc fakt, że na niektórych koncertach Wasz wiolonczelista gra ubrany na biało, a reszta na czarno, to żadne podkreślanie funkcji w zespole, a jedynie sceniczny koncept?

Dokładnie tak. W muzyce są akcenty dźwiękowe, na które można zwrócić uwagę, ale my chcemy również wpływać na widzów wizualnie.

Gracie w stylu world music. Jakie motywy można u Was usłyszeć?

„Vołosi” czerpią dużo z kultury ludów południowo-wschodniej Europy, które sięgają korzeniami do dawnych plemion hinduskich, Persów, Żydów. Nie można jednak powiedzieć, że nasz zespół czerpie inspiracje tylko z ludowej muzyki i gramy jedynie etno. Dużą część naszych pomysłów bierzemy z muzyki klasycznej, rocka albo po prostu z wydarzeń w życiu. Ludowa muzyka to ważny element naszej twórczości, ale nie jedyny.

Można chyba jednak powiedzieć, że taka muzyka jest symbolem wspólnoty ludzi, ludów i stylów?

Myślę, że tak. Nie kierujemy się jakąś nadrzędną zasadą, że jakaś muzyka jest prawidłowa, a inna nie. Staramy się „przetworzyć” wszystkie pomysły, jakie nam przychodzą do głowy.

Czy zastanawialiście się kiedyś na ile taka muzyka jest obecnie aktualna? Biorąc pod uwagę tendencje w obecnej społeczno-politycznej sytuacji w Europie, można powiedzieć, że zachęcacie do pogłębiania więzi wspólnotowych i integracji.

Muszę powiedzieć szczerze, że nigdy o tym nie myśleliśmy. „Vołosi” istnieją poza polityką. Nie chcielibyśmy jednak, aby muzyka kogoś od siebie oddalała, a wręcz przeciwnie – ona ma do siebie ludzi zbliżać. Chcielibyśmy aby podczas słuchania naszych kompozycji nikt, kto ich słucha, nie myślał o odmiennościach czy różnicach w regionach. Muzyka powinna jednoczyć, a nie dzielić!

Tłumaczenie z języka ukraińskiego: Tomasz Piechal

Facebook Comments

Працюю політичним оглядачем на телеканалі УТР. Навчався журналістиці у Вінниці та Львові. Журналістикою почав займаюсь ще у студентські роки. Цікавлюсь політичною, економічною, правовою та культурологічною тематикою.

ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY