Używamy ciasteczek do poprawnego wyświetlania tej strony. Jeśli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.

Ok
34mag

Partia jednomyślności. W drodze do Szanghaju

Czasami przypadkowy towarzysz podróży może opowiedzieć o danym kraju więcej niż dwa miesiące pobytu. Na początku chińskiego Nowego Roku jechałam do Szanghaju z samego południu kraju. Nie było biletów na pociąg, więc jechałam na stojąco. Ponad 24 godziny w towarzystwie setek Chińczyków i tysięcy toreb podróżnych i worków. Najlepsza rzecz, jaka może się trafić w takiej sytuacji, to wagon restauracyjny.

Китай, источник: flickr, andy castro

Chiny, autor: andy castro, źródło: Flickr

W wagonie restauracyjnym jest szumnie, głośno, czuć dziwne zapachy jedzenia, toczą się karciane walki i czuć dym papierosów, ale można pospać kilka godzin na stole. Za VIPowskie miejsce trzeba płacić co trzy godziny, w nocy są zniżki. Powłóczywszy się pół dnia po wagonach w celu zaoszczędzenia i wymęczywszy się śmiertelnie, kupuję sobie dziewięć godzin snu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Co Pani sądzi o sytuacji w Sinciangu? – nagle pyta mnie bardzo młody Chińczyk starannym angielskim. Wzdrygam się z niedowierzaniem. Umieścili mnie przy stoliku z czterema facetami, dwóch naprzeciwko z nosami w swoich Samsungach, ale sąsiad z prawej strony wyraźnie bardziej zaciekawiony jest laowai [obcokrajowiec – przyp. tłum.].

Proszę?

Jaki jest Pani stosunek jako cudzoziemki do sytuacji w Xinjiangu? – odkładając podręcznik do fizyki, mężczyzna cierpliwie pyta po raz drugi. Następne trzy godziny spędzam na rozmowach o historycznej przewadze narodu chińskiego.

Mój rozmówca ma 18 lat i pierwsze młodzieńcze wąsy. Wraca z wakacji, aby kontynuować studia na specjalizacji technologicznej na Uniwersytecie Fudan w Szanghaju, jednym z najbardziej prestiżowych w Chinach. Przyszły inżynier, elita narodu. Jest siódmym dzieckiem w rodzinie, jego ojciec, zamożny farmer, zapłacił 10 000 juanów (około € 1200) za prawo jego urodzenia. Zamierza wstąpić do partii komunistycznej, nie wyklucza możliwości studiowania za granicą, ale pragnie służyć swemu narodowi.

Po symbolicznym pytaniu o Sinciang padają nie mniej symboliczne pytania o mój stosunek do Tajwanu i spornych terytoriów z Japonią. Symboliczne – dlatego, że moja wiedza o tym w ogóle nie była potrzebna. Przy każdym wariancie odpowiedzi rozmówca radośnie wygłaszał „poprawne” wyjaśnienia. Cudzoziemka dla niego była przedmiotem czysto geopolitycznego zainteresowania. Podsumowując ostatnie 70 lat historii Chin, wszystkiemu winni są Japończycy. Na drugim miejscu są Amerykanie. Ucieszył się, gdy mu powiedziałam, skąd pochodzę, i, nabrawszy powietrza do płuc, rzucił się do walki.

Czy uważa Pani, że Ameryka jest supermocarstwem?

Super-czym? – Nie zrozumiałam, co powiedział. Podniósł lewą rękę do góry, naśladując Supermana.

No jak Superman, supermocarstwo! – Teraz na nas patrzy z zainteresowaniem cały wagon. – W szkole uczono nas, że wcześniej były dwa supermocarstwa, Związek Radziecki i Stany Zjednoczone, ale po rozpadzie Związku pozostało jedno. Jako mieszkanka państwa wchodzącego kiedyś w skład ZSRR, jak Pan uważa, czy istnieje zagrożenie dla Chin ze strony USA?

Płynnie i ideologicznie poprawne kończąc z polityką zagraniczną, przeszliśmy do polityki wewnętrznej. Zaczyna mnie już męczyć ta rozmowa.

Czy to prawda, że na Zachodzie uważa się, że nasza partia jest trochę… – rozmówca wyciąga elektronicznego tłumacza – autorytarna?

Takim tonem rodzice pytają syna-dwójkowicza o sukcesy w szkole.

Okazuje się, że wstąpienie do partii jest do dzisiaj poważną sprawą, mimo że składa się z 80 mln osób, czyli co dziesiąty Chińczyk znajduje się w jej szeregach. Aby zostać członkiem partii, trzeba przejść przez kilka etapów. Trzeba mieć rekomendacje, to po pierwsze. Po drugie – trzeba napisać list motywacyjny na 3000 znaków w dowolnej formie ale na temat „Jak mogę być przydatny dla Chin”. Po trzecie – zdać egzamin polityczny i wstąpić do (Chińczyk ponownie sięga po elektronicznego tłumacza) communist youth league. Natomiast po okresie próbnym dostajesz cenny dokument.

Chociaż, szczerze mówiąc, jeśli nie chcesz robić kariery w polityce, to członkostwo w partii nie jest Ci do niczego potrzebne − nagle przyznaje chłopak, mieszając posiłek typu więziennego, który nam przynieśli.

Szczera ciekawość na początku rozmowy zastępuje rozdrażnienie i gorące pragnienie znalezienia „wyłomu” w jego obronie. Wszystkie hasła i przesłanie brzmi znajomo, więc gdzie jest słaby punkt, pięta achillesowa? Na jakie pytanie nie potrafi znaleźć odpowiedzi? Represje polityczne? Zacofanie gospodarcze niektórych regionów podczas potęgi przemysłowej innych? Prześladowania dziennikarzy? Cenzura internetu, blokowanie stron internetowych? Brak czegoś, co mają rówieśnicy z Europy Zachodniej?

Rozumie Pani, Chiny są bardzo dużym krajem, a zachowanie sta… stab… − mój rozmówca nerwowo sprawdza w słowniku elektronicznym.

Stability − wzdycham ze zrozumieniem.

Exactly! – radośnie kiwa głową − Zachowanie stabilności wymaga pewnych poświęceń. Chiny mają własną drogę.

Jeszcze jak rozumiem. Gdzieś to już słyszałam. Oto podstawa przyjaźni dwóch wielkich, bratnich narodów. Biorąc moją uwagę za przejaw zakłopotania, przyszły inżynier rozczulająco zaczyna mi tłumaczyć:

Wiesz, mamy odmienne światopoglądy. Ameryka została założona przez emigrantów, ludzi różnego pochodzenia, których łączyła wspólna wartość – wolność. Dla ludzi w Chinach najważniejsi są fathers, przodkowie. Cały kraj, ludzie – czujemy się jedną wielką rodziną. Ważne dla nas jest trzymanie się razem. We just have different values.

Słuchaj, to wam w szkole mówili? – nie wytrzymuję.

No! That’s my own opinion! – z oburzeniem poprawia okulary facet. I jakoś mu wierzę.

Nie dowiedziałam się, jak ma na imię mój rozmówca – około północy pod zgrane chrapanie całego wagonu zasnęliśmy obok na stole, zmęczeni różnicami kulturowymi. Rano uściśnie mi rękę i ucieknie, a ja będę oglądać chińskie krajobrazy za oknem. Budowa, budowa, wysypisko, budowa, miasto.

Uważałabym, że natknęłam się na bardzo inteligentnego dziwaka. Ale nie – przyjaciele, którzy od dawna mieszkają w Chinach, mówili mi o takim całkowitym „zahipnotyzowaniu” rówieśników.

Chiny jakoś niezręcznie opisywać w definicjach wymyślonych w logicznym społeczeństwie zachodnim. Autorytarny kapitalizm? Kapitalistyczny komunizm? Patriotyczna dyktatura? Tutaj dużo i radośnie się konsumuje (jeśli ma się co, oczywiście), ludzie lubią spać w ciągu dnia pracy, a generalnie większości partia nie interesuje. Trudno wypowiadać się za cały miliard populacji – portret Mao nadal wisi u osób prywatnych (na własne oczy widziałam na głuchej wsi i u taksówkarzy – obok figurek Buddy). I z pewnością są tacy, którzy mają konta w strefach offshore. Ale nie o to tutaj chodzi.

Trudno sobie wyobrazić taką rozmowę ze studentem prestiżowej uczelni, na przykład, na Białorusi. Student nie będzie wydawać się jednak moralnym potworem. Bezgraniczna miłość do Unii Europejskiej jako jednostki politycznej też wydaje się wątpliwa. Natomiast w Chinach jest to możliwe. Im się udaje być świadomym wszystkiego, ale szczerze wierzyć w słuszność decyzji partii. My, naród. To nie jest związane z głupotą, trudno to nazwać patriotyzmem – jest to jednomyślność. Partia jednomyślności. Komuna była tu jeszcze przed komunizmem.

Lubią tu tańczyć tańce masowe i jeśli spierają się – to całym kwartałem. My, indywidualiści, nie rozumiemy tego. To jest niepokojące. Ale it’s all about different values, you know.

Autor: Wolha Palewikowa

Artykuł oryginalnie ukazał się w magazynie mag34

Tłumaczenie: ASB

Facebook Comments
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY